Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– I po co myśmy się tak spieszyli? – powiedział Paweł z pretensją. – Myślałem, że już dawno czekasz i tupiesz ze zdenerwowania.
– Zamierzaliście się nie spieszyć i potem iść te dwadzieścia kilometrуw piechotą czy nocować na dworcu? – zaciekawiła się Alicja.
– Oczywiście – powiedziała Zosia zgryźliwie. – On nigdy się nie spieszy i potem okazuje się, że mu przeszkodziła siła wyższa.
– Ojej, jaka znowu siła wyższa! – obraził się Paweł. – Że się tam raz zdarzyło…
– Nie raz, tylko co najmniej dwadzieścia razy!
Obie z Alicją zostawiłyśmy ich, żeby swoje spory rodzinne załatwiali w cztery oczy, i poszłyśmy do przodu. Zosia wydawał się jakaś dziwnie rozdrażniona i zdenerwowana. Dowiedziałam się od Alicji poufnie, że popełniła straszliwe faux pas. Bardzo skrytykowała jakiś okropny porcelanowy pagaj na wystawie w Illum, uczyniła to w obliczu naszych dobroczyńcуw, u ktуrych kiedyś mieszkałyśmy, już po spotkaniu ich, po czym okazało się, że identyczny pagaj zdobi ich apartament. Usiłując naprawić gafę, pochwaliła z kolei coś, co w ich oczach uchodziło za dno szmiry i przynosiło wstyd domowi. Innymi słowy, miała strasznego pecha i wykazała się fatalnym gustem. Chichocząc Alicja dodała, że Zosia sama była jedyną osobą, ktуra się tym w ogуle przejęła. Teraz prawdopodobnie drugą osobą będzie Paweł.
– Mamy dla ciebie niespodziankę – powiadomiłam ją z kolei.
– Jaką niespodziankę?
– Czeka w domu. Zosia ci nic nie mуwiła?
– Nie, nic. Coście, na litość boską, wymyśliły?
– Jak dojdziesz, to zobaczysz. Możliwe, że nawet chętnie zużyjesz.
Alicja przyśpieszyła kroku. Zosia z Pawłem zostali daleko w tyle. Skręciłyśmy na ścieżkę do furtki.
– Elżbiety jeszcze nie ma? – zdziwiła się Alicja.
– Wszędzie ciemno!
– Może jest w łazience. Światła z łazienki nie widać. Albo już śpi.
– Skąd, ona pуźno chodzi spać…
Wyjęłam z torebki klucz, bo Alicja nie mogła znaleźć swojego, i otworzyłam drzwi.
– Gdzież on się mуgł podziać, zawsze go trzymam tu w przegrуdce… – mamrotała, wchodząc za mną i zapalając światło w przedpokoju. – O, jest Elżbieta! Dlaczego siedzisz po ciemku? Gdzie ta niespodzianka?
Nie ruszając się z przedpokoju, stała przed komуdką z lustrem i gmerała dalej w torebce. Weszłam do pokoju i zapaliłam światło, trafiając przypadkiem na kontakt przynależny do lampy nad długim stołem.
Odpowiedzi na pytanie Alicji nie było i nie zdziwiło mnie to. Też nic nie mуwiłam. Wrosłam w podłogę na progu pokoju, czując, że głos i siły odzyskam dopiero po długich staraniach. Lampa nad długim stołem świeciła jasno i od pierwszego rzutu oka widać było, co się dzieje. Zrobiło mi się jakby trochę niedobrze.
Na kanapie za stołem siedział jakiś całkowicie mi obcy facet. Siedział twarzą do nas, osunięty nieco w dуł, z głową przechyloną do tyłu, na oparcie. Ręce miał bezwładnie rozrzucone po bokach. Obok jednej spoczywało jakieś czasopismo, obok drugiej mały kawałek winnego grona. Twarz miał w jakimś okropnym sinozielonym kolorze, usta pуłotwarte, a wytrzeszczone oczy postawione w słup…
Alicja znalazła wreszcie klucze na samym dnie torby, wyciągnęła je i nagle wyczuła chyba, że coś się stało. Spojrzała na mnie, a potem na kanapę za stołem.
– Co wam się… – zaczęła i urwała.
Powoli postawiła torbę na krześle i powoli podeszła do stołu. Przyjrzała się z bliska facetowi.
– To to ma być ta niespodzianka? – spytała w osłupieniu i ze zgrozą. – Kto to jest? I niby jak mam to zużytkować?
– W pierwszej chwili chciałam ci nawet przepowiedzieć, że to zeżresz! – odparłam z jękiem, zastanawiając się rуwnocześnie, co za klątwa ciąży nade mną. Moje niewinne przepowiednie sprawdzają się w najbardziej nieprawdopodobny i nieprzewidziany sposуb. Zapowiedziałam kiedyś mojemu eks-mężowi niespodziankę, mając na myśli wyjątkowo pięknie umyte okno z nowymi firankami, po czym okazało się, że okno, owszem, miało w tym swуj udział. Otworzyło się mianowicie pod wpływem przeciągu i zepchnęło miskę z brudnymi mydlinami, ktуrą zostawiłam przez zapomnienie na parapecie. Zaprosiłam do mojej matki na kolację moją ciotkę, zapowiadając sensację, w przewidywaniu atrakcyjnych plotek na mуj temat, materiału dostarczyłam, po czym okazało się, że sensacja istotnie była. Mуj słodszy syn zepsuł zamek w zamkniętych na klucz, oszklonych drzwiach do pokoju, mуj starszy syn, nie widząc innego rozwiązania, wybił szybę i cała rodzina była zmuszona przełazić po dwуch stołkach przez powstałą w ten sposуb dziurę. Wiele miałam takich przypadłości, tym razem jednak pobiłam rekord. Zapowiedziałam niespodziankę w postaci winogron, a okazało się, że na kanapie siedzi obcy trup…
Za drzwiami rozległy się głosy Zosi i Pawła. Alicja oderwała wzrok od nieboszczyka i spojrzała na mnie nieco błędnie.
– Kto to jest? – spytała, z pewnym wysiłkiem prezentując nadludzko zimną krew. – Znasz tego faceta?
– W życiu go na oczy nie widziałam.
Zosia weszła, nie przewidując nic złego, i znieruchomiała w progu.
– Jezus Mario!… – jęknęła w oszołomieniu. – Kto to jest? Co mu się… Co mu się… stało?
– Niemożliwe! – powiedział Paweł, wpatrując się ze śmiertelnym zdumieniem w nieznajome zwłoki na kanapie. – Co się dzieje, jak rany?! Kto to jest?!
– Jak to, nie znacie go?! – zdenerwowała się wreszcie Alicja. – To kto to jest w takim razie?! Skąd się tu wziął?! I gdzie Elżbieta?! I jakim sposobem ja mam utrzymywać porządek w domu, do ktуrego pierwszy lepszy z ulicy może sobie przyjść i umrzeć!…
– Może on jeszcze żyje…? – wymamrotał Paweł niepewnie, czyniąc krok w stronę kanapy. Zawahał się i cofnął.
– I tak wygląda…?!
– Gdzie Elżbieta?!!! – krzyknęła histerycznie Zosia.
– Tutaj jestem – powiedziała spokojnie Elżbieta, wychodząc z łazienki w szlafroku i z zakręconymi włosami. – Czy coś się stało?
Spojrzała na kanapę, zamilkła, podeszła bliżej, pochyliła się i przyjrzała z bliska facetowi. Staliśmy wszyscy jak zbiуr słupуw soli, zapatrzeni w nią tępo i bezmyślnie.
– Biedny Kazio – powiedziała z westchnieniem. – Nie miałam pojęcia, co z nim zrobić…