Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Wszelkie zapasy spożywcze w domu zostały pożarte do ostatniej okruszyny, przede wszystkim więc, przed udaniem się do Kopenhagi, obie z Zosią musiałyśmy zrobić jakieś zakupy. Zwiedziłyśmy sklepy w Allerшd i wśrуd innych artykułуw nabyłyśmy winogrona, ktуre stanowiły ulubiony przysmak Alicji. Co prawda o tej porze roku były jeszcze bardzo drogie, ale uznałyśmy, że w takiej sytuacji coś jej się od życia należy, i kupiłyśmy je specjalnie dla niej. Umyte i nader dekoracyjnie ułożone, zostawiłyśmy je w misce na niskim stole przed kanapą, po czym opuściłyśmy dom.
Stojąc razem z Pawłem przy stole ruletki w Tivoli, nie przestawałam rozmyślać o morderstwie. Zaczynało mi się coraz bardziej nie podobać.
– Paweł, mуw prawdę! – zażądałam znienacka, uznawszy, że pewne kwestie muszę rozstrzygnąć wprost i bez owijania w bawełnę. – Przeczekuję trzynastkę… Czy to ty utłukłeś tego Edka?
– Dlaczego ja? – oburzył się Paweł, nie odrywając oczu od kręcącego się koła. – To ja przeczekuję dziewiątkę…
Mуj pociąg do hazardu przez całe życie był nie do przezwyciężenia.
– Ktуry teraz? – spytałam z zainteresowaniem.
– Teraz będzie уsmy.
– To uważaj, bo niedługo może wyjść. Nie wiem, dlaczego ty, jak się okaże, że to ty, to się zacznę dziwić dlaczego. Ja pytam, czy to ty.
– Nie – odparł Paweł dość obojętnie i z lekkim roztargnieniem. – Po diabła miałbym go zabijać? I w ogуle żadnego sztyletu, jak żyję, nie miałem. O rany, będzie trzynastka!
Wbiłam dziki wzrok w numery na obwodzie koła.
– Nie, przeskoczyło! Chwała Bogu! Teraz też nie będzie. Obstaw dziewiątkę, ja ci radzę.
– Teraz?
– Teraz. Na pewno nie ty?
– Słowo honoru, że nie ja! No…?! Jest?
– Dziewięć, osiem koron – powiedział krupier.
– Postaw jeszcze raz, ona wyjdzie parę razy. To słuchaj, skoro nie ty…
– To moje? – spytał Paweł, wskazując żetony.
– Twoje, zbieraj. Słuchaj, skoro nie ty…
– Dziewięć, osiem koron – powiedział krupier.
– O rany! – ucieszył się Paweł i zagarną następną kupę żelastwa. – No to teraz znуw przeczekam. Tera powinna być ta trzynastka.
– Nie będzie, ale postawię. Nie mam zdrowia do tego przeczekiwania, nerwowa jestem. Słuchaj, skoro nie ty…
– Pięć i dziewięć, cztery korony – powiedział krupier.
– Cholera – powiedział Paweł.
Warunki dla prowadzenia śledztwa nie były zbyt sprzyjające.
– Mуwiłam żebyś się jej trzymał przez parę obrotуw! Stawiam na trzynastkę… Albo nie, przeczekam.
Stosowana przez nas metoda gry była nader oryginalna i stosunkowo mało kosztowna, polegała bowiem na tym, żeby nie stawiać. Przeczekiwać kilka albo kilkanaście obrotуw koła i na nosa, na duszę, na instynkt oraz inne nadprzyrodzone elementy wyłapywać numer akurat wtedy, kiedy wychodził. Nos, dusza i instynkt, nie zawsze stawały na wysokości zadania i przeważnie numer wychodził bez naszego udziału. Wpędzało nas to w rozstrуj nerwowy, ale za to wypadało niedrogo. Niekiedy zaś się udawało, przynosząc imponujące zyski.
– Słuchaj, do licha, co mуwię! – zniecierpliwiłam się. – Skoro nie ty, to powiedz mi, wtedy, kiedy policja wychodziła i wszyscy polecieli się żegnać, to gdzie ty byłeś?
– Też tam. Poleciałem się pożegnać.
– Ktуrędy? Dookoła domu?
– Aha. Teraz będę przeczekiwał czwуrkę.
– A przedtem byłeś na tarasie?
– Aha.
– Majątek stracę na tą idiotyczną trzynastkę… I kto tam jeszcze był?
– Wszyscy. Postawić teraz?…Nie, jeszcze przeczekam.
– Jacy wszyscy? Przypomnij sobie…No, jest!
– Trzynaście, osiem koron – powiedział krupier.
– Za szуstym razem wyszła, stawiam. Przeczekaj tę czwуrkę. Wszyscy, to znaczy kto? Bo kogoś musiało nie być?
– Kogo? – zainteresował się Paweł.
– Nie wiem, właśnie ciebie pytam. Przypomnij sobie, kto był.
– Henryk i Ewa, I Leszek. I gliny się kręciły, Alicję też widziałem. Właściwie wszyscy byli, tylko każdy wchodził i wychodził. Aha, Elżbiety nie widziałem.
– Elżbieta była w kuchni. A nie widziałeś, kto wyszedł z domu tamtymi drugimi drzwiami? Koło furtki? Uważaj na tę czwуrkę!
– Nie, ja teraz przeczekuje siуdemkę. Wiem, kto nie. Henryk i Leszek. I prawie cały czas była Ewa, rozmawiała z nimi. Usiłowałem zrozumieć, co mуwią. Przeszli dookoła domu zaraz za policją. Bo ten ktoś, kogo nie było, to co?
– Nic, bo możliwe, że to był morderca. Dużo mi przyjdzie z tego Henryka… Ale wygląda na to, że Ewa też odpada. Jesteś pewien, że ją widziałeś cały czas?
– Prawie. Poszła dookoła domu wcześniej a oni za nią. A ja za nimi.
– Ile wcześniej? Minutę, pięć minut?
– Tyle, że zdążyli sobie narysować coś w notesie. Henryk pokazywał Leszkowi, jak sobie rozwiązał jakiś bloczek do opuszczenia czegoś. Ze trzy minuty. Nie wiem, co teraz przeczekiwać, уsemkę czy dziesiątkę…
Hipnotycznie wpatrzona w trуjkę, usiłowałam przypomnieć sobie, ile czasu oglądałam scenę na progu kuchni. Trzy minuty? Może… Tkwiła we mnie głęboka, choć nie bardzo uzasadniona pewność, iż tajemniczą osobą w przedpokoju był zabуjca Edka. Nie miałam pojęcia, co tam robił, ale panujące ciemności, ostrożność jego ruchуw, to wymknięcie się nieznaczne i bez hałasu tamtymi drzwiami wręcz zmuszały do nabrania w stosunku do niego podejrzeń. Mogła to być, oczywiście, jakaś osoba zupełnie niewinna, ktуra zostawiła coś w przedpokoju, może torbę, może szukała czegoś w kieszeni płaszcza… Nie, płaszcza nikt nie miał, raczej torbę… Ale, moim zdaniem, powinien to być morderca…
Upуr w kwestii wyłapywania dwunastki doprowadził nas niemal do ruiny oraz do tego, że najbliższego wagonu ostatniego pociągu do Allerшd dopadliśmy w ostatniej chwili. Wysiadając na stacji, natknęliśmy się na Alicję i Zosię, ktуre jechały w następnym wagonie i ktуre, jak się okazało, natknęły się z kolei na naszych dawnych dobroczyńcуw, niegdyś mieszkaniodawcуw, i zostały przez nich zaproszone na kolację. Sensacyjne morderstwo, popełnione pod lampą w Allerшd, sprawiło, że stanowiły towarzystwo szczegуlnie atrakcyjne.