Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 83
Перейти на страницу:

– A pani ruszała się? – spytał pan Muldgaard z tak silnym akcentem na „się”, że przez moment miałam wrażenie, iż podejrzewa mnie o jakieś epileptyczne drgawki i to właśnie pragnienie przede wszystkim wyjaśnić. Opanowałam wrażenie.

– Jasne, że się ruszałam. Kilka razy. Chodziłam po cukier, po papierosy, pomagałam Alicji robić kawę… Ale za każdym razem, wracając, widziałam ich nogi. A w ogуle siedzieli koło mnie.

Zaczynając od domu i licząc zgodnie z kierunkiem ruchu wskazуwek zegara, siedzieli kolejno: Elżbieta, Edek, Leszek, Henryk, ja, Alicja, Roj, Anita, Zosia i Paweł. Siedzieli czysto teoretycznie, w praktyce nie tylko błąkali się tam i z powrotem, ale także zajmowali cudze fotele. Jedynie Leszek i Henryk ani na chwilę nie opuścili swoich miejsc, co zgodnie zaświadczyli wszyscy. Pan Muldgaard, badając szczegуły topograficzne, sprawdził, czy przypadkiem Leszek nie mуgł zabić Edka nie wstając z fotela, i po nader wnikliwych prуbach wykluczył tę możliwość. Tym bardziej nie mуgł tego uczynić Henryk, ktуry siedział dalej. Istotnie, tych dwуch mieliśmy z głowy.

Odliczywszy także Edka, pozostawało osiem osуb, wśrуd ktуrych należało szukać mordercy. Chyba, że ktoś z zewnątrz… Kogoś z zewnątrz nie można było wykluczyć. W tych ciemnościach i w tym zamieszaniu do ogrodu mogło wejść czterdziestu rozbуjnikуw i nikt by ich nie zauważył. Czemuż jednak ci rozbуjnicy mieliby mordować akurat Edka, ktуry przyjechał do Danii po raz pierwszy w życiu przed czterema dniami, spędził te dni na nadużywaniu alkoholu i nikomu jeszcze nie zdążył się narazić? Przez pomyłkę…?

Pan Muldgaard przyjrzał nam się z uwagą i dość podejrzliwie. Następnie po licznych, ciężkich i całkowicie bezskutecznych, wysiłkach zmierzających do ustalenia, kto, co i kiedy robił i gdzie się w jakim momencie znajdował, przystąpił do szukania motywu zbrodni.

– Azali nie miłowała jego jaka osoba? – spytał z naciskiem, nie odwracając od nas bacznego spojrzenia.

Zatkało nas wszystkich radykalnie. Odpowiedź na tak sformułowane pytanie wydawała się całkowicie niemożliwa. Na upartego można było oświadczyć, że owszem, miłowała go Alicja, ale po pierwsze miałoby to niewiele wspуlnego z prawdą, po drugie zaś wszystko wskazywało na to, że pan Muldgaard pyta raczej, czy ktoś nie żywił do Edka niechęci. Nikt taki nie przychodził nam na myśl. Edek na ogуł dawał się lubić i na trzeźwo był człowiekiem uroczym i pełnym wdzięku.

– Nie – powiedział Leszek, oprzytomniawszy po długiej chwili milczenia. – wszyscy go lubili.

Pan Muldgaard zamyślił się, po czym zadał następne pytanie, wysoko kwalifikujące jego instynkt śledczy.

– Była może jaka incydent? Ten wieczуr alibo przуdy?

– O rany boskie…! – jęknął z akcentem podziwu i zachwytu Paweł, roziskrzonym wzrokiem wpatrzony w usta pana Muldgaarda. Zachłannie i wręcz w napięciu oczekiwał każdej jego następnej wypowiedzi, delektując się formą i nie bacząc na treść.

– Paweł, zamknij się wreszcie – powiedziała mechanicznie Zosia, zdenerwowana dla odmiany raczej treścią.

Pan Muldgaard przeniуsł wzrok na nią i z niej na Pawła.

– Ta dama – upewnił się – to wasza mać?

Sama zaczęłam zachłannie oczekiwać każdej następnej wypowiedzi pana Muldgaarda. Poczułam, że jestem świadkiem rzeczy jedynych w swoim rodzaju. Paweł starannie unikał spojrzenia matki. Zosia najwyraźniej wolała nie patrzeć na syna.

– Tak – powiedziała nagle życzliwie i ze wspуłczuciem Elżbieta. – To jest jego mać.

– Elżbieta…! – jęknął Leszek.

Pan Muldgaard wrуcił do tematu.

– Incydent. Była jaka alibo nie?

Patrzyliśmy na niego, nie chcąc, na wszelki wypadek, spoglądać za siebie. Niezdecy­dowanie gęstniało w powietrzu. Nikt jakoś nie miał ochoty ujawniać wydarzeń poprzedniego wieczoru bez porozumienia z Alicją. Czy dziwaczny występ pijanego Edka mуgł mieć w ogуle jakiś sens i jakieś znaczenie? Ona go znała najlepiej…

Nagle doszłam do wniosku, że nie można z tym dłużej zwlekać, i nie zważając na wrażenie, jakie to może uczynić, postanowiłam uzgodnić z nią rzecz natychmiast.

– Zaraz wrуcę – oświadczyłam, nie wdając się w bardziej szczegуłowe wyjaśnienia, i opuściłam taras, zanim pan Muldgaard zdążył zaprotestować.

Alicję znalazłam w atelier, rozpłaszczoną na czworakach, z głową pod katafalkiem. Czasu miałam mało, od razu więc uznałam, że prościej będzie samej się tam wczołgać niż prуbować ją wyciągnąć.

– Ty, słuchaj – powiedziałam do jej łokcia, usiłując wyplątać włosy z jakiś elementуw konstrukcyjnych. – Doszliśmy do incydentуw, ktуre zaszły alibo nie. Nie wiemy, czy mu powiedzieć o tych krzykach Edka. Co o tym myślisz?

– Właśnie nie wiem – odparła Alicja okropnie rozzłoszczona, głosem przytłumionym zarуwno furią, jak i pozycją. – Myślałam, że może tu gdzieś wleciał. Za cholerę nie mogę go znaleźć. Myślałam, że może oni znajdą przypadkiem, ale też nie. Gdzie on, do diabła, może być?!

– Na litość boską, kto?!

– Ten list od Edka, ktуry zginął. Nie wiem, co on tam napisał.

– Ale nie możemy czekać z odpowiedzią, aż go znajdziesz. Zdecyduj się, mуwimy mu prawdę czy nie?

Alicja cofnęła łokieć i z pewnym trudem odwrуciła się do mnie twarzą.

– Jaką prawdę? – spytała nieufnie.

– No przecież ci tłumaczę! On pyta, czy były jakieś incydenty, a my wszyscy milczy­my z głupim wyrazem twarzy. Masz tu samych wiernych przyjaciуł. Przyznajemy się czy nie?

– No przecież ci mуwię, że właśnie nie wiem! Chciałam przedtem znaleźć ten list!

– Mamy mu powiedzieć, że odpowiemy na pytanie dopiero, jak ty znajdziesz list?

– No nie… Nie wiem. Sama nie wiem. Jak uważasz?

– Ja też nie wiem. Ale jak my nie powiemy, to mogą powiedzieć tamci. Roj, Henryk… To są Duńczycy, powiedzą prawdę bez chwili namysłu.

– Nie rozumieli, co krzyczał.

– Ewa i Anita mogły im przetłumaczyć.

Alicja nagle poderwała głowę i też zaplątała się włosami w konstrukcję.

– Anita!… Masz rację, Anita powie. Gdzie ja go mogłam położyć…? Trzeba powie­dzieć, że był pijany.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)