Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 137
Перейти на страницу:

— Nie.

— Aha. — Oczywiście, że nie. Jak mogła go puścić? Ale głupiec ze mnie. Bez sensu było przypuszczać…

— Sprawdzałam możliwości zdobycia dla ciebie statku. Jeśli chcesz lecieć, musisz mieć więcej niezależności i mobilności, niż może ci zapewnić połączenie komercyjne.

— Kupić statek? — rzekł oszołomiony. A jemu się wydawało, że tamta uwaga o fabryce zegarów to był tylko żart. — Czy to nie zbyt kosztowne?

— Najlepiej byłoby wynająć, ale jeśli trzeba, kupimy. Jest kilka okazji, na orbicie Barrayaru i Komarru.

— Ale jak? — Przypuszczał, że nawet dla Vorkosiganów kupno statku skokowego jest sporym wydatkiem.

— Mogę coś zastawić — powiedziała wymijająco księżna, rozglądając się wokół siebie.

— Odkąd nadeszła moda na syntetyki, nie może już pani oddać w zastaw rodzinnych klejnotów. — Podążył za jej spojrzeniem. — Chyba nie Dom Vorkosiganów!

— Nie. Podlega prawu majoratu. Z Rezydencją Okręgową w Hassadarze są jakieś problemy. Ale wystarczy moje słowo, aby dać w zastaw Vorkosigan Surleau.

Serce świata księcia, cholera…

— Wszystkie historyczne domy są bardzo piękne i cenne — poskarżyła się, unosząc brwi na widok jego zaniepokojonej miny — ale muzeum trudno zamienić na gotówkę. W każdym razie finanse to moje zmartwienie. Ty masz własne troski.

— Załoga? — Było to pierwsze słowo, jakie przeszło mu przez myśl, i od razu zostało wypowiedziane.

— Na pokładzie statku będą co najmniej pilot skokowy i mechanik. Co do reszty, cóż, na orbicie Komarru obija się spora grupa Dendarian. Sądzę, że uda ci się znaleźć jakiegoś ochotnika lub dwóch. Jest chyba oczywiste, że nie mogą wprowadzić „Ariela” w lokalną przestrzeń Jacksona.

— Quinnie na pewno nie może już sobie znaleźć miejsca — powiedziała Bothari — Jesek. — Nawet Illyan jej dłużej nie zatrzyma, jeżeli CesBez w najbliższym czasie czegoś nie znajdzie.

— A mnie Illyan nie będzie próbował zatrzymać? — zapytał niespokojnie Mark.

— Gdyby nie Aral, sama bym poleciała — oświadczyła księżna. — I na pewno Illyan by mnie nie powstrzymał. Wystąpisz w roli mojego pełnomocnika. Ja zajmę się CesBezem.

Mark nie wątpił, że tak się stanie.

— Dendarianie, o których myślę, mają silne motywy, ale wątpię, czy zechcą słuchać moich rozkazów. Kto będzie dowodził tą prywatną wyprawą?

— Tu działa złota zasada, chłopcze. Ten, kto ma złoto, ustala zasady. Statek będzie twój. Sam dobierzesz sobie towarzyszy. Jeżeli zechcą się przyłączyć, będą musieli przystać na współpracę.

— To się może skończyć po pierwszym skoku. Potem Quinn zamknie mnie w schowku.

Księżna wbrew własnej woli parsknęła krótkim śmiechem.

— Hm. To rzeczywiście kłopot. — Odchyliła się na krześle, składając dłonie zetknięte czubkami palców. Przez minutę miała zamknięte oczy, a kiedy je otworzyła, powiedziała:

— Eleno, złożysz przysięgę lordowi Vorkosiganowi? — Palce jej prawej dłoni wskazały Marka.

— Przysięgałam już lordowi Vorkosiganowi — odrzekła sztywno Elena, mając na myśli Milesa.

Szare oczy przypominały teraz dwa krzemienie.

— Śmierć uwalnia od wszelkich ślubów. — Oczy błysnęły. — System Vorów nigdy nie reagował odpowiednio szybko na nowe technologie galaktyczne. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek wydano orzeczenie w sprawie słownej przysięgi w sytuacji, gdy jedna ze stron przebywa w kriostacie. Przecież słowo nie jest oddechem, skoro ktoś nie oddycha. Musimy ustanowić precedens.

Elena podeszła do okna i zapatrzyła się w pustkę. Światła w pokoju nie pozwalały dostrzec niczego za ciemną szybą. Wreszcie zdecydowanym ruchem obróciła się na pięcie, uklękła przed Markiem i uniosła złączone dłonie. Mark odruchowo ujął je w swoje ręce.

— Milordzie — powiedziała — przyrzekam ci posłuszeństwo wasalne.

— Hm… — odparł Mark. — Hm… to mi chyba nie wystarczy. Spróbuj tak: „Ja, Elena Bothari — Jesek, oświadczam, że jestem wolną kobietą okręgu Vorkosigan. Przyrzekam służyć lordowi Markowi Piotrowi Vorkosiganowi jako prosty strażnik przyboczny — strażniczka? — i uznaję w nim swego seniora, dopóki on sam lub śmierć nie zwolnią mnie z tej przysięgi”.

Bothari — Jesek wpatrywała się w niego ze zgrozą. Nie musiała zadzierać głowy zbyt wysoko.

— Nie zrobisz tego!

— Cóż — odezwała się księżna z ożywieniem obserwująca całą scenkę. — Nie istnieje prawo, według którego następca księcia nie mógłby wziąć do swej straży przybocznej kobiety. Po prostu nikt nigdy tego nie zrobił. Tradycja.

Elena i księżna wymieniły długie spojrzenie. Z wahaniem, jak na wpół zahipnotyzowana, Bothari — Jesek powtórzyła formułę przysięgi. Mark powiedział:

— Ja, lord Mark Piotr Vorkosigan, vassal secundus cesarza Gregora Vorbarry, przyjmuję twoją przysięgę i przyrzekam ci ochronę seniora; poświadczam to słowem Vorkosigana. — Zamilkł na chwilę. — Właściwie — rzekł, zwracając się do księżnej — nie złożyłem też jeszcze hołdu Gregorowi. Czy to może unieważnić tę przysięgę?

— Drobiazg. — Księżna machnęła ręką. — Szczegóły uzupełni się później.

Bothari — Jesek wstała. Spojrzała na niego jak kobieta, która zbudziła się z ciężkim kacem i nieznanym mężczyzną u boku. Potarła dłonie w miejscu, gdzie Mark dotknął jej skóry.

Władza. Ile władzy Vorów dała mu ta mała farsa? Tyle, na ile pozwoli mu BothariJesek, uznał Mark, przyglądając się jej atletycznej sylwetce i przenikliwemu spojrzeniu. Na pewno nie grozi mu niebezpieczeństwo, że Elena pozwoli mu nadużyć swej pozycji. Wyraz niepewności na jej twarzy ustąpił miejsca tłumionemu zadowoleniu, co radowało oko Marka. Tak. To był właściwy ruch. Bez wątpienia ucieszył księżnę, która otwarcie uśmiechała się do swego syna — wywrotowca.

— Zatem jak szybko możemy przystąpić do dzieła? — zapytała księżna. — Kiedy możecie być gotowi do drogi?

— Natychmiast — odparła Bothari — Jesek.

— Na pani rozkaz — powiedział Mark. — Czuję… to nie ma nic wspólnego z parapsychologią ani podświadomym niepokojem. Po prostu logika podpowiada mi, że możemy mieć niewiele czasu.

— Jak to? — zdziwiła się Elena. — Nie ma nic bardziej niezmiennego niż człowiek w kriostacie. Wszyscy szalejemy z niepewności, ale to już nasz kłopot. Miles może mieć znacznie więcej czasu niż my.

Mark pokręcił głową.

— Gdyby Miles dostał się w ręce przyjaciół czy nawet kogoś neutralnego, powinni się już do tej pory odezwać, jeśli słyszeli pogłoski o nagrodzie. Gdyby jednak… ktoś chciał go reanimować, musiałby go najpierw przygotować. Doskonale wiemy, jak długo trzeba czekać na organy do przeszczepu.

Księżna skinęła głową.

— Gdziekolwiek Miles jest, jeśli przystąpili do tego krótko po odnalezieniu ciała, mogą być już prawie gotowi do reanimacji.

— Mogą to spaprać — powiedziała księżna. — Mogą być nieostrożni. — Zabębniła palcami o piękną inkrustację z muszli.

— Nie rozumiem — zaprotestowała Elena. — Po co wróg miałby go w ogóle ożywiać? Co może być gorszego od śmierci?

— Nie wiem — westchnął Mark. Ale jeśli jest coś takiego, Jacksończycy na pewno to zorganizują.

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Ból przyszedł z oddechem.

Leżał w łóżku szpitalnym. Wiedział o tym, zanim jeszcze otworzył oczy, domyślił się po braku wygód, chłodzie i zapachu. Chyba miał rację. Otoczenie dość znajome i mało przyjemne. Gdy usiłował zamrugać oczami, zorientował się, że powieki skleja mu jakaś substancja. Pachnąca i półprzeźroczysta lepka substancja medyczna. Jak gdyby chciał popatrzeć przez zatłuszczoną szybę. Kiedy zamrugał jeszcze raz, udało mu się uzyskać lepszą ostrość, lecz zaraz musiał złapać oddech, ponieważ ten wysiłek ogromnie go zmęczył.

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)