Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 197
Перейти на страницу:

Uklękła z wdziękiem przed Myrddraalem.

— W takim razie, co mi rozkażesz uczynić? — Jej głos odzyskał siłę. Niezbędna elastyczność nie była aktem tchórzostwa; tych, którzy sami nie ugięli się przed Wielkim Władcą, uginano wbrew ich woli. Albo wręcz przełamywano na pół. — Czy powinnam tytułować cię Wielkim Władcą, czy wolisz raczej inne miano? Nie czułabym się zręcznie, przemawiając do ręki Wielkiego Władcy tak jak do niego samego.

O dziwo, Myrddraal roześmiał się śmiechem, który zabrzmiał jak odgłos kruszenia lodu. Powiało grozą: Myrddraale nigdy się nie śmiały.

— Jesteś nad wyraz odważna. I mądrzejsza niż większość. Dla ciebie wystarczy Shaidar Haran. Dopóki będziesz pamiętała, kim jestem. I dopóki nie dopuścisz, by brawura wzięła górę nad strachem.

Kiedy dyktował rozkazy — wychodziło na to, że najważniejsza jest wizyta u Moridina, ale poza tym zrozumiała, że musi się strzec przed Moghedien i być może również przed Cyndane, które zapewne zechcą się zemścić za to, że na krótko poddała je działaniu Przymusu; wątpiła, by ta dziewczyna była bardziej skłonna do wybaczania niż Pajęczyca — postanowiła, że zatai dla siebie informację o liście wysłanym do Rodela Ituralde. Nic z tego, czego się dowiedziała, nie oznaczało, że ten rodzaj poczynań mógł wzbudzić niezadowolenie Wielkiego Władcy, a nadto musiała jeszcze brać pod uwagę swoją pozycję. Moridin, kimkolwiek był, mógł być dzisiaj Nae’blis, ale zawsze jeszcze pozostawało jutro.

Cadsuane, która jechała rozkołysanym powozem należącym do Arilyn, uchyliła skórzaną zasłonę na oknie, żeby wyjrzeć na zewnątrz. Nad Cairhien mżyło szare niebo pełne dziko skłębionych chmur i gwałtownych, wirujących wiatrów, które zresztą hulały nie tylko po niebie. Ich podmuchy, którym wtórowało głuche wycie, wstrząsały powozem silniej jeszcze niż sama jazda. Cadsuane poczuła na dłoni ukłucia drobnych, zimnych jak lód kropli. Jeśli powietrze ochłodzi się jeszcze trochę, spadnie śnieg. Otuliła się szczelniej wełnianym płaszczem; ucieszyła się, gdy go znalazła, wciśnięty na samo dno sakiew. Na pewno się ochłodzi.

Spadziste, kryte gontami dachy i brukowane chodniki lśniły od wilgoci i wprawdzie deszczu nie sposób było nazwać ulewą, ale mało kto miał ochotę zmagać się z tak silną wichurą. Właścicielka fury szła krokiem równie cierpliwym jak jej wół, którego poganiała lekkimi uderzeniami długiego bicza, ale większość przechodniów, otulonych szczelnie płaszczami i w kapturach naciągniętych na głowy, prędko ustępowała z drogi, kiedy mijali ich pędem tragarze dźwigający lektykę z con sztywno łopoczącą na szczycie. Ale byli też inni ludzie oprócz właścicielki fury, którzy nie widzieli powodu do pośpiechu. Na samym środku ulicy stał jakiś rosły Aiel i gapił się na niebo z niedowierzaniem, niepomny, że wszak pada na niego deszcz; do tego stopnia zaabsorbowany niezwykłym fenomenem aury, że nie zauważył nawet, gdy jakiś nadzwyczaj śmiały kieszonkowiec odciął mu od pasa sakiewkę i umknął. Kobieta ze zdobnie skręconymi i upiętymi wysoko włosami, które kazały widzieć w niej szlachciankę, przeszła obok powolnym krokiem, w płaszczu dziko rozwianym na wietrze. Być może po raz pierwszy w życiu szła piechotą przez miasto, a jednak śmiała się, mimo strug deszczu spływających po policzkach. Stojąca na progu perfumerii sklepikarka wyglądała na zewnątrz strapionym wzrokiem, tego dnia bowiem nie mogła się spodziewać dużych obrotów. Większość ulicznych sprzedawców zniknęła z tego samego powodu, ale garstka wciąż zachwalała gorącą herbatę i mięsne placki z wózków pod składanymi markizami. Aczkolwiek każdy, kto by w tych czasach kupił mięsny placek na ulicy, całkiem słusznie zasłużyłby sobie na ból brzucha.

Z bocznej uliczki wybiegły dwa wychudłe psy, na sztywnych nogach i ze zjeżoną sierścią, poszczekując i warcząc na siebie. Cadsuane opuściła zasłonę. Psy zdawały się rozpoznawać kobiety, które potrafią przenosić, podobnie zresztą jak koty, ale w oczach psów kobiety te stanowiły chyba rodzaj kotów, tyle że nienaturalnie wielkich. Dwie kobiety siedzące naprzeciwko niej ciągle jeszcze dyskutowały.

— Wybacz mi — mówiła Daigian — ale logika nie pozwala sądzić inaczej. — Skłoniła głowę przepraszającym gestem, wprawiając w kołysanie księżycowy kamień opadający jej na czoło z cienkiego srebrnego łańcuszka opasującego długie czarne włosy. Cały czas skubała białe wstawki w ciemnych spódnicach i mówiła gwałtownymi frazami, jakby się bała, że jej przerwą. — Jeżeli twoim zdaniem te przedłużające się upały były dziełem Czarnego, to w takim razie obecną zmianę musimy zawdzięczać jakiejś innej instancji. Czarny by się nie zmiłował. Powiesz zapewne, że postanowił jednak zamrozić albo zatopić świat, miast go upiec, ale wtedy pytanie brzmi po co? Gdyby upały utrzymały się przez całą wiosnę, to martwych byłoby więcej niż żywych, czyli skutek nie byłby inny niż gwarantowany przez śnieg padający aż do pełni lata. A zatem logiczny wniosek jest taki, że działa tu czyjaś inna ręka. — Pulchna kobieta bywała niekiedy bardzo denerwująca przez tę swoją nieśmiałość, ale Cadsuane, jak zawsze, stwierdziła, że niełatwo podważyć jej tok rozumowania. Żałowała tylko, że nie wie, czyja to ręka i co nią powoduje.

— Daj spokój! — mruknęła Kumira. — Wolałabym uncję namacalnego dowodu niźli cetnar logiki Białych Ajah. — Sama należała do Brązowych, aczkolwiek nie folgowała sobie specjalnie w typowych dla nich słabościach. Przystojna kobieta, z krótko przystrzyżonymi włosami, uparta, praktyczna i nadzwyczaj spostrzegawcza, która nigdy nie pogrążała się tak głęboko w myślach, by nie zwracać uwagi na otaczający ją świat. Zanim się odezwała, poklepała Daigian po kolanie, i obdarzyła ją uśmiechem, który ocieplił wyraz jej błękitnych oczu. Shienaranie byli zazwyczaj uprzejmymi ludźmi i Kumira bardzo uważała, by kogoś nie urazić przez przypadkową nieuwagę. — Zainteresuj się lepiej tym, co możemy zrobić z siostrami pojmanymi przez Aielów. Wiem, że na pewno coś potrafisz wymyślić, a jeśli nie ty, to nie wiem kto.

Cadsuane prychnęła głośno.

— Zasłużyły sobie na wszystko, co je teraz spotyka. — Ani jej samej, ani żadnej z jej towarzyszek nie pozwolono zbliżyć się do namiotów Aielów, ale wśród głupców, którzy poprzysięgli lojalność al’Thorowi, znalazło się kilku amatorów wyprawy do ich wielkiego obozowiska. Wrócili ze zbielałymi twarzami, wściekli i jednocześnie bliscy wymiotów. Normalnie sama byłaby wściekła za taki afront wobec godności Aes Sedai, niezależnie od okoliczności, ale nie teraz. Żeby osiągnąć swój cel, przepędziłaby całą Białą Wieżę przez ulice, nago. Co ją mogły obchodzić niewygody kobiet, które omal wszystkiego nie zniszczyły?

Kumira otwarła usta, chcąc zaprotestować, ale Cadsuane mówiła dalej, spokojna i nieugięta.

— Może w ten sposób odpokutują za bałagan, którego narobiły, choć wątpię. Co z tego, że nie mamy do nich dostępu. Gdyby znalazły się w moich rękach, to niewykluczone, że i tak oddałabym je Aielom. Zapomnij o nich, Daigian, i popchnij ten swój znakomity umysł na ścieżkę, którą ci wytyczyłam.

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)