Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 104
Перейти на страницу:

Jak gdyby niesamowitość samego miejsca nie wystarczała, w miarę upływu nocy z rzeki Rhamos zaczęła wypełzać rzadka mgła, okrywając na wpół przeźroczystym całunem obóz imperialnej armii. Teraz z kolei Gajusz Filipus zaczaj się denerwować. — Ani trochę mi się to nie podoba — oświadczył, gdy mgła pochłaniała jedno obozowe ognisko za drugim. — To zapewne jakiś podarunek Avshara, żeby osłonić jego atak. — Badał wzrokiem kłębiącą się mgłę, usiłując przeniknąć ją samą siłą woli. Oczywiście nie udało mu się to, co tylko zwiększyło jego niepokój.

Lecz Marek dorastał w Mediolanie, leżącym nad dopływem Padu, Olonną. Musiał potrząsnąć głową. — Mgła często podnosi się nocą znad rzeki — nie ma się czym martwić.

— Właśnie — przytaknął Grek. — Natura postarała się, żeby cząsteczki unosiły się w powietrze znad oceanów i potoków. Ta mgła jest tylko zwiastunem chmury. Kiedy ten opar spotka się z przeciwnie skierowanymi emanacjami spływającymi z eteru, który mieści w sobie gwiazdy, zgęstnieje w prawdziwą chmurę.

Epikurejski opis tworzenia się chmur w żaden sposób nie uspokoił centuriona. Viridoviks próbował dogadywaniem przywrócić mu dobry humor. — Nic się nie martwiłeś, kiedy widziałeś, jak sama ziemia paruje, albo jeszcze gorzej, gdy szliśmy do Garsavru. Oczywiście — dodał przebiegłe — wtedy byliśmy o wiele dalej od Yezda.

Jednak nawet posądzenie o tchórzostwo nie wywołało u Gajusza Filipusa większej reakcji. Potrząsnął głową, mrucząc: — Chodzi o to przeklęte miejsce, to wszystko; nawet bez mgły wygląda to jak obozowanie w grobowcu. Najszybszy wymarsz stąd nie byłby dla mnie za szybki.

Lecz mimo serdecznego pragnienia centuriona, by stamtąd odejść, imperialna armia nie wyruszyła natychmiast. Zwiadowcy badający szlaki wiodące przez Vaspurakan donieśli, że kraj na zachód od Soli jest pustkowiem ogołoconym niemal ze wszystkich żywych istot.

Senpat Sviodo i jego żona należeli do jeźdźców, którzy wyruszyli do Vaspurakanu. — Zapłacą za to, nawet gdyby miało to trwać tysiąc lat — powiedział po powrocie Sviodo. To, co zobaczył w swym ojczystym kraju, na zawsze wypaliło w nim część jego młodości… Zimna wściekłość brzmiąca w jego głosie i widoczna na twarzy wydawała się bardziej pasować do człowieka dwa razy starszego od Svioda.

— Nasi biedni rodacy przeżyli tylko w górskich lasach i w paru twierdzach — powiedziała Nevrata. Wydawała się niewiarygodnie znużona; jej oczy wypełniał smutek zbyt gorzki dla łez. — Łąki, pola — nic się tam nie porusza z wyjątkiem Yezda i innych bestii.

— Miałem nadzieję wrócić tutaj z oddziałem książąt, by walczyli z najeźdźcami pod sztandarem Imperatora — ciągnął Senpat — ale nie pozostał nikt, kogo mógłbym zabrać. — Jego ręce zadygotały w bezsilnej furii.

Marek przyglądał się surowym bruzdom, które pojawiły się po obu stronach ust Senpata. Upłynie wiele czasu, nim znowu pojawi się ów wesoły chłopak, którego poznał przed kilkoma dniami, a trybun nie miał pewności, czy lubi tego posępnego, obcego niemal człowieka, jaki zajął jego miejsce. Nevrata ujęła dłonie męża w swoje, próbując wyciągnąć z niego ból, lecz on siedział, ze wzrokiem wbitym przed siebie, mając przed oczyma wyłącznie wizję swej spustoszonej ojczyzny.

Na takim terenie armia nie mogła liczyć, że utrzyma się z tego, co zdobędzie; na drogę przez pustkowie musiała zabrać ze sobą własne zaprowiantowanie. Mavrikios rozkazał, by rzeką Rhamnos dostarczono zboże z nadbrzeżnych równin leżących na północy, tak więc on i jego ludzie musieli czekać, dopóki nie przybędą łodzie.

Irytujące opóźnienie w tak ponurym otoczeniu napięło nerwy Imperatora do granic wytrzymałości. Łatwo wybuchał gniewem od czasu, gdy garstka jeźdźców z Yezd zakłóciła marsz armii. Teraz, znowu zatrzymany w marszu, ulegał zgryzocie zawiedzionych nadziei, kiedy każdy kolejny dzień mijał bez widoku łodzi z potrzebnymi zapasami. Ludzie obchodzili go ostrożnie, w obawie, by jego powstrzymywany gniew nie spadł na nich.

Do wybuchu doszło piątego dnia pobytu w Soli. Skaurus przypadkiem znalazł się w pobliżu. Chciał pożyczyć jakąś mapę Vaspurakanu ze zbioru, jaki Mavrikios przechowywał w swoim namiocie, by lepiej zrozumieć relacje Senpata Sviodo opisującego kraj, który mieli przebyć, jeśli łodzie z zapasami kiedykolwiek nadejdą.

Dwóch Halogajczyków z Gwardii Przybocznej Imperatora przepchnęło się przez klapy wejściowe namiotu, wlokąc pomiędzy sobą chudego videssańskiego żołnierza. Trzej inni Videssańczycy podążali nerwowo za gwardzistami.

— O co chodzi? — zapytał gniewnie Imperator.

Jeden z gwardzistów odpowiedział: — Ten śmieć podkradał miedziaki swym towarzyszom. — Potrząsnął swym więźniem wystarczająco mocno, żeby zęby zakłapały mu w ustach.

— Teraz właśnie? — Imperator spojrzał na videssańskich żołnierzy stojących za Halogajczykami. — Wy trzej jesteście świadkami, jak sądzę?

— Wasza Wysokość, panie? — wydukał jeden z nich. Wszyscy trzej gapili się na luksusowe wnętrze namiotu, jego miękkie łoże i pomysłowo zaprojektowane, przenośne meble — Mavrikios miał mniej spartański gust niż Thorisin.

— Jesteście świadkami, tak? — Z jego tonu wynikało, że cierpliwość zaraz mu się skończy.

Mówiąc na przemian, opowiedzieli, co się zdarzyło. Więzień, o imieniu Doukitzes, został przyłapany na opróżnianiu sakiewki z miedziakami, kiedy jego trzej towarzysze niespodziewanie wrócili do namiotu, w którym we czterech zamieszkiwali. — Pomyśleliśmy, że parę pasów kazałoby mu trzymać palce z daleka od tego, co do niego nie należy — powiedział jeden z żołnierzy — a ci ludzie — wskazał na Halogajczyków — przypadkiem znaleźli się w pobliżu, więc…

— Chłosta? — przerwał mu Gavras. Machnął pogardliwie ręką. — Złodziej zapomina o chłoście wcześniej, nim zagoją mu się ślady po niej. Damy mu coś, co zapamięta do końca swoich dni. — Odwrócił się do Halogajczyków i warknął: — Odjąć mu rękę w nadgarstku.

— Nie! Na miłosierdzie Phosa, nie! — wrzasnął Doukitzes. Wyrwał się gwardzistom i padł Mavrikiosowi do stóp. Objął Imperatora za kolana i całował skraj jego szaty, mamrocząc: — Nigdy już tego nie zrobię! Przysięgam na Phosa! Nigdy, nigdy! Litości, panie, błagam, litości!

Nieszczęśni współlokatorzy złodzieja spojrzeli ze zgrozą na Imperatora — chcieli, by ich lepkopalcy towarzysz został wychłostany, lecz nie okaleczony.

Marka na równi z nimi przeraził drakoński wyrok Gavrasa. Teoretycznie, złodziejstwo w rzymskiej armii mogło być karane śmiercią, lecz nie w wypadku tak śmiesznej sumy, o jaką chodziło tutaj. Powstał znad skrzyni z mapami, którą przeszukiwał. — Wasza Wysokość, czy to jest sprawiedliwe? — zapytał przez zawodzenie Doukitzesa.

Z wyjątkiem więźnia, wszyscy w namiocie Imperatora — Mavrikios, halogajscy gwardziści, videssańscy żołnierze i wszędobylscy służący Imperatora — odwrócili się i wytrzeszczyli oczy na Rzymianina, zdumieni, że ktokolwiek ośmielił się wezwać monarchę do złożenia wyjaśnień.

Głos Imperatora był równie zimny jak wieczne śniegi zalegające szczyty Vaspurakanu. — Kapitanie najemników, zapominasz się. Masz nasze zezwolenie, by odejść. — Nigdy przedtem Mavrikios nie użył imperatorskiego „my” zwracając się do trybuna: było to wyraźne ostrzeżenie.

Lecz Skaurus wyrósł w kraju, który nie zna króla i nikt od urodzenia nie uczył go, by akceptować jakiegokolwiek innego człowieka jako uosobienie władzy i prawa. Mimo wszystko ucieszył się słysząc pewność w swoim głosie, gdy odpowiedział: — Nie, panie. Pamiętam kim jestem, lepiej niż ty. W swej trosce o wielkie sprawy pozwalasz, by w rozwiązywaniu drobnych rozgoryczenie brało w tobie górę. Pozbawienie człowieka ręki za parę miedziaków nie jest rozwiązaniem sprawiedliwym.

1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)