Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]
Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]

Электронная книга - «Zaginiony Legion [The Misplaced Legion - pl]». Краткое содержание книги:

W 46 roku p.n.e. rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa podczas zwiadu w Galii natyka się na nieprzyjacielskie oddziały Celtów kierowane przez Viridoviksa. Przywódcy wrogich wojsk postanawiają sami stoczyć pojedynek. Jednak w chwili gdy krzyżują swe identyczne, pokryte druidzkimi runami miecze, wszyscy Rzymianie po krótkim oślepieniu tajemniczą jasnością odkrywają, że znajdują się w innym świecie.
1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 104
Перейти на страницу:

W mieście zapadła kamienna cisza. Imperatorscy słudzy odsunęli się od Skaurusa, jak gdyby nie chcąc zostać skażonymi jego bluźnierczą praktyką mówienia prawdy tam, gdzie ją widzi. Halogajczycy równie dobrze mogli być rzeźbiarzami z drewna; videssańscy żołnierze, nawet Doukitzes, zniknęli ze świadomości trybuna, gdy czekał, by zobaczyć, czy Mavrikios skaże go również.

Imperator, wolno wymawiając słowa, powiedział: — Czy wiesz, co mógłbym ci zrobić za twoje zuchwalstwo?

— Z pewnością nic gorszego niż Avshar. Szambelan głośno wciągnął powietrze gdzieś z lewej strony Skaurusa. Marek nie odwrócił głowy, całą uwagę skupiając wyłącznie na Imperatorze. Gavras przyglądał mu się równie uważnie. Nie spuszczając wzroku z trybuna, Mavrikios powiedział do Halogajczyków: — Wyprowadźcie tego skamlącego głupca — trącił Doukitzesa stopą — na zewnątrz i dajcie mu pięć batów, tak żeby poczuł, a potem oddajcie go jego towarzyszom.

Doukitzes przemknął po podłodze do Marka. — Dziękuję ci, wielki panie, och, dziękuję ci! — Nie stawiał żadnego oporu, gdy Halogajczycy wyprowadzali go z namiotu.

— Zatem to cię zadowala, czy tak? — zapytał Mavrikios.

— Tak, Wasza Wysokość, całkowicie.

— Pierwszy człowiek, jakiego zdarzyło mi się widzieć, który z radością idzie na chłostę — zauważył Imperator, unosząc ironicznie brew. Dalej uważnie obserwował Skaurusa. — Zatem to nie tylko duma kazała ci odmówić złożenia mi hołdu, wtedy w Videssos, przed kilkoma miesiącami, czy tak?

— Duma? — To nigdy nie przyszło Rzymianinowi do głowy. — Nie, panie.

— Nie myślałem tak, nawet wówczas — powiedział Mavrikios z czymś w rodzaju szacunku. — Gdybym tak sądził, pożałowałbyś tego bardzo szybko. — Roześmiał się bez śladu wesołości w głosie.

— A teraz zmiataj stąd — ciągnął — zanim zdecyduję, że mimo wszystko powinienem cię zabić. — Skaurus wyszedł szybko, nie do końca pewien, czy Imperator tylko żartował.

— Postąpiłeś bardzo odważnie, ale jeszcze bardziej głupio — powiedziała tej nocy Helvis. Rozleniwieni po kochaniu, leżeli obok siebie w jej namiocie; Marek wciąż nakrywał skuloną ręką pierś Helvis. Bicie jej serca wypełniało mu dłoń.

— Tak? Naprawdę nie myślałem wtedy o tym, jak się zachowuję. Po prostu nie wydawało mi się słuszne, by cały gniew Mavrikiosa miał spaść na tego biednego łotrzyka. Jego największa wina polegała nie na tym, że ukradł parę miedziaków, ale na tym, że znalazł się na drodze Imperatora w nieodpowiedniej chwili.

— Jego gniew równie łatwo mógł skazać ciebie, jak tego nic niewartego Videssańczyka. — W głosie Helvis brzmiał prawdziwy lęk. Może i pochodziła z ludu cieszącego się większą wolnością niż lud Imperium — pomyślał Marek — lecz uważała absolutną władzę Autokraty za rzecz równie naturalną jak każdy obywatel Videssos.

Jej lek jednak nie miał tak abstrakcyjnych przyczyn, lecz brał się z o wiele przyziemniejszych trosk. Ujęła jego rękę i poprowadziła ją w dół gładkiej miękkości swego brzucha. — Byłeś lekkomyślny — powiedziała. — Czy chciałbyś, by twoje dziecko wyrastało bez ojca?

— Moje…? — Trybun usiadł na miękkiej macie i spojrzał na Helvis, która wciąż przyciskała jego rękę do swego ciała. Uśmiechnęła się do niego. — Jesteś pewna? — zapytał niemądrze.

Jej ciepły, głęboki śmiech wypełnił mały namiot. — Oczywiście, głuptasie. Wiesz, są sposoby, by się upewnić. — Teraz ona również usiadła i pocałowała go.

Ochoczo odwzajemnił jej uścisk, kierowany nie pożądaniem, lecz czystą radością. I wówczas coś go rozśmieszyło. — Skąd dziś rano miałem wiedzieć, że mogę osierocić swoje dziecko, jeśli wcale nie wiedziałem, że mam dziecko?

Helvis szturchnęła go w żebra. — Nie spieraj się ze mną o drobiazgi, jak jakiś kapłan. Ja wiedziałam, i to wystarczy.

I może rzeczywiście był to drobiazg. Ostatnimi czasy dobre wróżby zdarzały się rzadko, a jaki znak mógł wróżyć lepiej przed bitwą niż narodziny nowego życia?

Następnego dnia rano patrole, które Mavrikios wysłał na północ, wreszcie spotkały szkuty z zapasami, z mozołem posuwające się w górę rzeki. Pękate, brzydkie statki dotarły do Soli późnym popołudniem tego samego dnia. Nie miały lekkiej podróży; grasujący po obu brzegach rzeki Rhamnos rabusie z Yezd uniemożliwili wykorzystanie koni do holowania łodzi, a ich strzały zmieniły życie wioślarzy w piekło.

Jedna szkuta straciła tak wielu ludzi, że nie mogła już posuwać się pod prąd i zdryfowała na przybrzeżną mieliznę. Reszta floty wyłowiła jej pozostałych przy życiu członków załogi, lecz Yezda z radością spalili porzuconą łódź aż do linii zanurzenia.

Tej nocy nikt nie miał czasu, by martwić się niesamowitym otoczeniem. Ludzie pracowali aż do świtu, ładując worki ze zbożem na setki wozów. Kiedy wzeszło słońce, armia przetoczyła się z dudnieniem przez wielki kamienny most łączący brzegi rzeki Rhamnos i zagłębiła się w Vaspurakan.

Marek wkrótce zobaczył to, co kazało Senpatowi Sviodo zapałać tak gorzką nienawiścią. Yezda pustoszyli Videssos ze wszystkich sił, lecz zniszczenia, jakie tam powodowali, były dziełem zaledwie kilku lat. Vaspurakan czuł na sobie rękę najeźdźcy o wiele dłużej i ręka ta dzierżyła ów kraj znacznie mocniej; w niektórych co częściej pustoszonych przełęczach dobrze wyrośnięty pokłos zdążył już zakiełkować, by okryć całunem to, co niegdyś, w szczęśliwszych czasach, było zagrodami i wioskami.

Najeźdźcy tak często przybywali do kraju książąt, że zaczęli uważać go za swój własny dom. Tak samo jak w drodze do Imbros, tak i tutaj trybun obserwował pasterzy pędzących swe stada w góry na pierwszy widok maszerujących oddziałów. Lecz ci pasterze nie byli pieszymi Videssańczykami, którym towarzyszyły owczarki; byli to uzbrojeni w łuki koczownicy, dosiadający kudłatych stepowych kuców, niepokojąco podobni do Khamorthów służących w imperialnej armii.

W Vaspurakanie nawet otoczone murami miasta znajdowały się we władzy Yezda; albo zdobyte, albo — o wiele częściej — po prostu zmuszone głodem do poddania się. W dwa dni po wymarszu z Soli armia Mavrikiosa dotarła do pierwszego z nich — miasta zwanego Khliar; jego cień w popołudniowym słońcu sięgał daleko w głąb doliny, przez którą maszerowała armia.

Yezdański dowódca odmówił poddania się, przesyłając szorstką wiadomość dziwnie przypominającą odpowiedź, jakiej Skaurus udzielił Imperatorowi: „Jeśli zwyciężysz, nie zdołasz zrobić mi nic gorszego niż to, co uczyniliby ze mną moi władcy, gdybym się poddał”.

Gavras nie marnował czasu na dalsze negocjacje. Wykorzystując zmierzchające światło dnia, otoczył Khliat, szybko wypierając harcowników Yezda z powrotem za miejskie mury. Gdy tylko krąg oblegających się zamknął, objechał miasto tuż poza zasięgiem strzałów z łuków decydując, gdzie jest najbardziej podatne na ogień machin oblężniczych.

I znowu noc minęła na zawziętej pracy; tym razem żołnierze rozładowywali drewniane belki i inne części składowe maszyn oblężniczych. Na odbytej tej nocy naradzie dowódców, Imperator oświadczył: — Nasza jutrzejsza grupa szturmowa składać się będzie z Rzymian i Namdalajczyków. Jako najciężej uzbrojeni żołnierze, jakich posiadamy, najlepiej nadają się do sforsowania wyłomów w murach.

Marek przełknął ślinę. Mavrikios rozumował być może trafnie, lecz atakujący mogli ponieść straszliwe straty. Namdalajczycy będą mogli uzupełnić szeregi nowymi rekrutami z Księstwa, lecz gdzie on znajdzie nowych Rzymian?

1 ... 84 85 86 87 88 89 90 91 92 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)