Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Nie musiała wchodzić do zamykanego pomieszczenia. Wsunęła kopertę i taśmę do torebki i umieściła skrzynkę na miejscu. Ruszyła ku wyjściu.
Virginia zdążyła dopiero dojść do biurka, gdy stanęła przed nią Darby.
– Załatwione – powiedziała.
– Ojej! Szybko się pani uwinęła.
A co? Człowiek nie marnuje czasu, gdy nerwy ma napięte jak postronki.
– Znalazłam to, czego szukałam – dodała enigmatycznie Darby.
– Świetnie. – Pani Baskin zmieniła nagle ton. – Wie pani, w zeszłym tygodniu czytałam w gazecie o tym straszliwym morderstwie młodego prawnika. Zginął, zdaje się, podczas napadu… niedaleko stąd. Nie pamiętam jego nazwiska, ale wydaje mi się, że brzmiało Morgan… Curtis Morgan… Tak, na pewno… Pomyślałam, czy to nie pani… Taka strata!
– Nic o tym nie wiem. Byłam za granicą. Zapewne zbieżność nazwisk. W każdym razie dziękuję pani. – Ty głupia babo!
Idąc do wyjścia, przyśpieszyła kroku. W banku było tłoczno i jak na złość ani jednego strażnika w zasięgu wzroku. Zresztą może to lepiej. Może tym razem nikt nie będzie wciągał jej do windy…
Grantham stał pod marmurową kolumną. Obrotowe drzwi wyrzuciły Darby na chodnik i zanim do niej dopadł, była już przy samochodzie.
– Do wozu! – krzyknęła.
– Co znalazłaś?! – odkrzyknął.
– Spadamy stąd! – Szarpnęła drzwi i wskoczyła do środka. Gray przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył z piskiem opon.
– Powiedz coś! – zażądał.
– Opróżniłam skrytkę – odparła. – Czy nikt nas nie śledzi?
Zerknął w lusterko.
– Skąd mam, do cholery, wiedzieć?! Co w niej było?
Otworzyła torebkę i wyciągnęła kopertę. Kiedy zaglądała do środka, Gray nie mógł oderwać od niej wzroku. Nagle wcisnął hamulec. O mało nie wjechali w tył skręcającego przed nimi auta.
– Patrz na drogę! – wrzasnęła Darby.
– Dobrze, dobrze! Co jest w środku?
– Nie wiem! Jeszcze nie czytałam, a jeśli mnie zabijesz, to nigdy nie przeczytam!
Gray ruszył i spróbował się opanować.
– Posłuchaj, przestańmy na siebie krzyczeć. Musimy zachować spokój.
– Dobra. Ty prowadź, a ja będę zachowywała spokój.
– W porządku. Jesteś już spokojna?
– Tak. Odpręż się. I patrz, dokąd jedziesz. A dokąd jedziesz?
– Nie wiem. Co jest w kopercie?
Wyciągnęła z niej jakiś dokument. Zerknęła na Granthama, który zamiast na jezdnię gapił się na nią.
– Patrz, jak jedziesz!
– Do cholery, przeczytaj to wreszcie!
– Nie mogę. Nie mogę czytać podczas jazdy, bo robi mi się niedobrze.
– Cholera! Cholera! Cholera!
– Znów wrzeszczysz.
Skręcił kierownicę w prawo i wjechał w strefę zakazu postoju przy ulicy E. Gdy nacisnął hamulec, z tyłu odezwały się klaksony. Spojrzał na Darby nienawistnie.
– Dzięki – rzuciła słodko i zaczęła czytać.
Dokument był czterostronicowym oświadczeniem, spisanym schludnie na maszynie i złożonym pod przysięgą w obecności notariusza. U góry widniała data; był to piątek – dzień przed ostatnim telefonem do Granthama.
Zaprzysiężony Curtis D. Morgan oświadcza, że jest prawnikiem zatrudnionym w dziale paliw płynnych kancelarii adwokackiej White’a i Blazevicha, w której pracuje bez przerwy od pięciu lat. W ramach obowiązków służbowych zajmuje się obsługą prawną prywatnych kompanii wydobywających i eksploatujących złoża ropy naftowej. Reprezentuje wiele zagranicznych firm, lecz głównie zajmuje się przedsiębiorstwami amerykańskimi. W chwili gdy rozpoczynał pracę w kancelarii, przydzielono mu klienta, przeciwko któremu toczyło się skomplikowane postępowanie sądowe w południowej Luizjanie. Klientem tym był niejaki Victor Mattiece. Curtis D. Morgan zorientował się, że był on osobistością dobrze znaną wspólnikom White’a i Blazevicha. Pan Mattiece, będący stroną pozwaną we wzmiankowanym postępowaniu sądowym, podejmował wysiłki mające na celu obalenie pozwu, co w efekcie miało mu umożliwić wydobywanie milionów baryłek ropy z bagnistego rejonu Terrebonne Parish w Luizjanie. Należy dodać, że w złożu oprócz ropy znaleziono również pokłady gazu ziemnego, szacowane na setki milionów metrów sześciennych. Wspólnikiem nadzorującym sprawę z ramienia kancelarii White’a i Blazevicha był F. Sims Wakefield – bliski znajomy pana Mattiece’a, często odwiedzający rezydencję klienta na Bahamach.
Siedzieli w samochodzie, którego lewy zderzak niebezpiecznie wystawał na jezdnię, i zupełnie nie zwracali uwagi na przejeżdżające blisko auta. Darby czytała powoli. Grantham słuchał z zamkniętymi oczami.
Reasumując to, co oświadczono do tej pory, należy stwierdzić, że sprawę pana Mattiece’a traktowano priorytetowo w kancelarii White’a i Blazevicha. Firma nie reprezentowała oficjalnie pana Mattiece’a podczas rozprawy sądowej i trwającej jeszcze procedury apelacyjnej, mimo to wszystkie dokumenty związane ze sprawą trafiały na biurko pana Wakefielda, który nie zajmował się niczym innym oprócz “sprawy pelikana”, jak określano postępowanie. Pan Wakefield w godzinach urzędowania odbywał długie telekonferencje z panem Mattiece’em. Składający oświadczenie Curtis D. Morgan poświęcał postępowaniu przeciwko panu Mattiece’owi średnio dziesięć godzin tygodniowo, przy czym wyznaczano mu jedynie zadania marginalne dla sprawy. Zaprzysiężony wręczał swoje rozliczenia godzinowe wraz z rachunkami panu Wakefieldowi, co stanowiło naruszenie obowiązującej w kancelarii praktyki przekazywania wszelkich rozliczeń urzędnikom działu rachunkowości, którzy następnie dostarczali je księgowości.
Curtis D. Morgan oświadcza, że znane mu są pogłoski zasłyszane w firmie, jakoby pan Mattiece nie płacił kancelarii White’a i Blazevicha standardowej stawki godzinowej. Dalej zaprzysiężony – mimo braku dowodów – stwierdza z całym przekonaniem, że jego firma pracowała dla pana Mattiece’a za przyszły procentowy udział w zyskach z inkryminowanego złoża w Terrebonne Parish. Zdaniem składającego oświadczenie udział ten miał wynosić dziesięć procent zysków netto pochodzących z eksploatacji szybów. Należy nadmienić, że praktyki tego rodzaju są poważnym naruszeniem przepisów obowiązujących zarówno w izbach przemysłowych, jak i adwokackich.
Usłyszeli pisk hamulców i przygotowali się na uderzenie. Samochód ominął ich o włos.
– Zginiemy tu! – pisnęła Darby.
Grantham przestawił dźwignię automatycznej skrzyni biegów na “jazdę” i skierował prawe przednie koło na krawężnik, a potem na chodnik. Teraz byli bezpieczni. Pontiac stanął ukosem w połowie chodnika, z bagażnikiem wystającym na jezdnię.
– Czytaj dalej – polecił Gray.
Zaprzysiężony w obecności tutejszego notariusza, Curtis D. Morgan oświadcza dalej, co następuje: w dniu 28 września bądź dzień po tej dacie znalazł się w gabinecie starszego wspólnika Wakefielda. Wszedł tam z dwoma segregatorami i plikiem dokumentów, nie związanych z tak zwaną sprawą pelikana. Pan Wakefield siedział za biurkiem i rozmawiał przez telefon. W biurze kręciło się jak zwykle kilka sekretarek. Należy nadmienić, że w gabinecie pana Wakefielda i w sąsiadującym z nim sekretariacie zawsze panował rozgardiasz. Zaprzysiężony stał w gabinecie kilka minut, czekając, aż pan Wakefield zakończy rozmowę. Segregatory i dokumenty złożył na biurku wspólnika. Po piętnastu minutach, nie doczekawszy się zakończenia rozmowy, Morgan zabrał z biurka segregatory oraz plik dokumentów i wrócił do swojego biura. Działo się to przed drugą po południu. Morgan przygotowywał wypis z dokumentu znajdującego się w segregatorze. Gdy przekładał segregatory i dokumenty, które miał ze sobą w gabinecie pana Wakefielda, zauważył odręczną notatkę, przypadkowo zabraną z biurka. Początkowo zamierzał zwrócić notatkę właścicielowi, nie czytając jej, ale gdy mimochodem rzucił na nią okiem, zmienił zdanie i dwukrotnie przeczytał jej treść. Morgan postanowił powielić notatkę, której kopię niniejszym dołącza do oświadczenia.