Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Pierwszym pytaniem, na jakie musieli sobie odpowiedzieć, była kwestia przepisów w Banku Kolumbijskim, który mógł, ale nie musiał wiedzieć o śmierci Morgana. Państwo Morganowie nigdy nie trzymali w nim oszczędności. Beverly nie miała pojęcia, dlaczego mąż wybrał akurat tę instytucję finansową. Po krótkiej dyskusji doszli do wniosku, że Pierwszy Kolumbijski jest zbyt dużym bankiem – obsługującym zapewne miliony osób – by śledzić losy każdego klienta.
Mimo to Darby wiele ryzykowała. Żałowała w duchu, że zaprzepaściła wczoraj okazję ucieczki z kraju. Los zemścił się na niej i za parę minut będzie musiała wcielić się w panią Morgan i przechytrzyć zarząd szacownej instytucji finansowej, by wykraść z jej podziemi tajemnicę zmarłego prawnika. A co będzie robił pan Grantham? Pan Grantham będzie ochraniał jej tyły. Miał przecież pistolet – który śmiertelnie ją przeraził, gdy dowiedziała się o jego istnieniu. Pan Grantham, mimo że zdołał się oswoić z bronią, wpadał w panikę na myśl, że musiałby jej użyć – do czego, rzecz jasna, głośno się nie przyznawał. Teraz miał zamiar pobawić się w ochroniarza i czekać na rozwój wypadków przed wejściem do banku.
– A co będzie, jeśli jednak wiedzą, że Morgan nie żyje? – spytała Darby. – A ja powiem im, że ma się świetnie…
– Cóż… Będziesz musiała strzelić kogo trzeba w pysk i dać nogę. Będę stał pod drzwiami, wyciągnę pistolet i siłą utorujemy sobie drogę ucieczki.
– Nie wygłupiaj się, Gray. Nie wiem, czy sobie poradzę.
– Poradzisz sobie. Zachowaj spokój i bądź pewna siebie. Udawaj jędzę. Nie powinnaś mieć z tym kłopotów.
– Dzięki. A jeśli wezwą straż? Od jakiegoś czasu mam fobię na punkcie ochroniarzy.
– Uratuję cię. Wpadnę do banku, siejąc grozę i strach, jako brygada antyterrorystyczna.
– Zabiją nas!
– Odpręż się, Darby. Uda się.
– Nie rozumiem, skąd bierze się twój radosny nastrój.
– Czuję, że zbliżamy się do końca. W tej skrytce jest coś ważnego, Darby. I ty, dziecko, musisz to wynieść! Wszystko zależy od ciebie.
– Dzięki, że mnie uspokoiłeś i zdjąłeś ciężar z mych barków.
Jechali ulicą E i zbliżali się do Dziewiątej. Gray zwolnił i zaparkował jakieś czterdzieści stóp od drzwi banku. Wyskoczył z auta. Darby wysiadła z ociąganiem. Ramię w ramię podeszli do wejścia. Dochodziła dziesiąta.
– Zaczekam tutaj – powiedział, wskazując marmurową kolumnę. – Idź i bądź dzielna!
– Idź i bądź dzielna! – powtórzyła pod nosem, znikając w obrotowych drzwiach. Dlaczego zawsze ona rzucana jest na pożarcie lwom?
Hol przypominał rozmiarami boisko piłkarskie. Otaczała go potężna kolumnada, z sufitu zwieszały się kryształowe żyrandole, a na podłodze leżały imitacje perskich dywanów.
– Skrytki depozytowe? – rzuciła do dziewczyny w informacji.
Panienka wskazała ostatnie drzwi po prawej stronie.
– Dzięki – mruknęła Darby i ruszyła we wskazanym kierunku. Z lewej miała okienka kasowe, przed którymi stały średnio czteroosobowe kolejki, po prawej – setkę urzędników bankowych uwijających się przy telefonach. Była w największym banku w mieście i nikt nie zwracał na nią uwagi.
Podziemia mieściły się za podwójnymi mosiężnymi drzwiami, które tak wypolerowano, że wyglądały jak złote. Bez wątpienia bank starał się stworzyć atmosferę bogactwa, bezpieczeństwa i stabilności. Drzwi uchylały się co jakiś czas, wpuszczając i wypuszczając klientów. Za dębowym biurkiem zasiadała sześćdziesięcioletnia matrona, przed którą stała tabliczka z napisem SEJFOWE SKRYTKI DEPOZYTOWE. Bardzo ważna pani nazywała się Virginia Baskin.
Spojrzała na zbliżającą się klientkę i przywitała ją z kamienną twarzą.
– Chciałabym dostać się do skrytki – powiedziała Darby, wstrzymując oddech. Wstrzymywała oddech już od dwóch minut i trzydziestu sekund.
– Numer proszę – rzuciła pani Baskin, uderzając w klawiaturę i spoglądając na ekran komputera.
– F 566.
Wystukała numer i czekała na odpowiedź maszyny. Zmarszczyła brwi i spojrzała z niedowierzaniem na ekran, po czym przysunęła do niego twarz na odległość nie większą niż dwa cale. “Uciekaj!” – pomyślała Darby. Pani Baskin zmarszczyła się jeszcze bardziej i podrapała po brodzie. “Uciekaj, zanim ona sięgnie po telefon i wezwie strażników! Uciekaj, zanim zaryczy alarm, a ten idiota Grantham wpadnie z pistoletem do holu!”
Matrona odsunęła się od monitora.
– Skrytkę wynajęto zaledwie przed dwoma tygodniami – rzekła.
– Owszem – odparta Darby, jakby to ona ją wynajęła.
– Rozumiem, że pani Morgan… – Virginia zawiesiła głos i wystukała coś na klawiaturze.
Dobrze rozumiesz, maleńka.
– Tak, Beverly Anne Morgan.
– Pani adres?
– 891 Pembroke, Alexandria.
Siwa pani kiwnęła głową w stronę monitora, który zapewne widział to i zaaprobował. Ponownie uderzyła w klawiaturę.
– Numer telefonu?
– 703-664-5980.
Odpowiedź spodobała się pani Baskin. Komputerowi również.
– Kto wynajął skrytkę?
– Mój mąż, Curtis D. Morgan.
– Numer karty ubezpieczenia socjalnego?
Darby spokojnie otworzyła nową, dużą torebkę skórzaną i wyjęła z niej portfel. Która żona pamięta numer karty ubezpieczeniowej męża? Zajrzała do portfela.
– 510-96-8686.
– Doskonale – pochwaliła ją pani Baskin i odsunąwszy się od komputera, sięgnęła do szuflady biurka. – Ile czasu zamierza pani spędzić w podziemiach?
– Minutkę.
Na niewielką leżącą na biurku podstawkę do pisania powędrowała szeroka karta informacyjna.
– Proszę tu podpisać, pani Morgan.
Darby złożyła nerwowo zamaszysty podpis w przeznaczonym do tego miejscu. Obok widniał podpis pana Morgana, złożony w dniu wynajęcia skrytki.
Pani Baskin spojrzała na kartę, a Darby wstrzymała oddech.
– Czy ma pani klucz? – spytała.
– Oczywiście – odparła Darby, obdarzając matronę ciepłym uśmiechem.
Pani Baskin wyjęła z szuflady małe pudełko i wstała zza biurka.
– Proszę za mną.
Przeszły przez mosiężne drzwi. Podziemia były tak duże jak niejeden prowincjonalny bank. Skarbiec przypominał sarkofag i składał się z labiryntu korytarzyków prowadzących do obszernych komnat. Minęły dwóch umundurowanych mężczyzn i przeszły przez cztery identyczne sale, z rzędami skrytek w ścianach. Depozyt numer F 566 znajdował się w piątej. Pani Baskin otworzyła swoje małe czarne pudełeczko. Darby rozejrzała się nerwowo i zerknęła za siebie.
Virginia nie traciła czasu. Podeszła do skrytki F 566, wmurowanej w ścianę na wysokości barków, i wsunęła kluczyk do zamka. Spojrzała na Darby ponaglająco, jej oczy zdawały się mówić: “Kolej na ciebie, idiotko!” Darby wyciągnęła kluczyk z kieszeni i wsunęła go do sąsiedniej dziurki. Virginia przekręciła obydwa klucze i wysunęła skrzynkę na dwa cale ze ściany. Z zamka wyjęła klucz bankowy.
Wskazała małe pomieszczenie zamykane drewnianymi, zasuwanymi drzwiami.
– Tam może pani otworzyć skrzynkę depozytową. Potem proszę umieścić skrzynkę w skrytce i przekręcić kluczyk. Wyjście proszę zgłosić u mnie przy biurku. – Wydawała instrukcje przez ramię, wychodząc z sali.
– Dziękuję – rzuciła za nią Darby.
Poczekała, aż Virginia zniknie w plątaninie korytarzy, i wyciągnęła skrzyneczkę ze ściany. Pudełko nie było ciężkie. Z przodu było prostokątem o wymiarach sześć na dwanaście cali. Jego długość wynosiła mniej więcej półtorej stopy. Spojrzała do otwartej od góry skrzynki. W środku były dwie rzeczy: cienka brązowa koperta i taśma wideo.