Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
– Przeczytaj ją! – krzyknął Grantham.
– Nie skończyłam jeszcze czytać oświadczenia – odparła gniewnie Darby.
Gray nie zamierzał wdawać się w kolejną kłótnię. Miał przed sobą prawniczkę delektującą się prawniczym dokumentem, więc sprzeciw byłby pozbawiony sensu.
Treść pisma zaniepokoiła, wstrząsnęła i przeraziła Morgana, który wyszedł na korytarz i odbił notatkę na kserokopiarce. Wróciwszy do biura, umieścił oryginał notatki dokładnie tam, gdzie ją znalazł, to znaczy pod plikiem segregatorów i dokumentów. Nie zamierzał informować wspólników, że poznał treść przypadkowo znalezionego pisma.
Darby otworzyła oświadczenie na ostatniej stronie. Załącznik nr 1. Kopia dwuparagrafowej, napisanej odręcznie notatki, sporządzonej na papierze kancelaryjnym do użytku wewnętrznego firmy adwokackiej White i Blazevich.
Zaprzysiężony Curtis D. Morgan oświadcza, że figurujący w wierszu «OD:» M. Velmano jest Martym Velmanem, starszym wspólnikiem w kancelarii White’a i Blazevicha. Dalej oświadcza, że figurujący w wierszu «DO:» F. Sims Wakefield jest starszym wspólnikiem kancelarii White’a i Blazevicha, nadzorującym obsługę prawną postępowania sądowego przeciwko klientowi kancelarii, niejakiemu Victorowi Mattiece’owi. Notatka datowana 28 września brzmi następująco:
Sims,
bądź łaskaw poinformować klienta, że zakończono selekcję. Gremium ucichnie po wyeliminowaniu Rosenberga. Drugi kandydat to, wystaw sobie, Jensen. Być może wyda się klientowi nieco osobliwy, ale “Einstein” odkrył nić łączącą go z numerem jeden. Poza tym chłopak cierpi…
Przekaż mu również, że przylot pelikana – biorąc pod uwagę okoliczności – będzie możliwy nie wcześniej niż za cztery lata.
Bez podpisu.
Gray kaszlał, dusił się i rzęził. Gdy doszedł do siebie, otworzył szeroko usta, ale nie mógł wydobyć głosu. Darby wróciła do poprzedniej strony i zaczęła czytać szybciej.
Zaprzysiężony Curtis D. Morgan oświadcza dalej, co następuje: wymieniony jako autor notatki Marty Velmano jest człowiekiem bezwzględnym. Pracuje w kancelarii osiemnaście godzin dziennie i podobne normy narzuca współpracownikom, karcąc ich z byle powodu. Zajmuje kluczowe stanowisko w firmie, którą często reprezentuje przed wpływowymi osobistościami waszyngtońskiego establishmentu. W kręgach władzy uchodzi za twardego gracza politycznego, dysponującego ogromną fortuną. Jada obiady z kongresmenami i grywa w golfa z członkami gabinetu. Swoje nieczyste operacje utrzymuje w ścisłej tajemnicy.
Przydomkiem “Einstein” określa się w kancelarii Nathaniela Jonesa – człowieka szalonego, a przy tym prawdziwego geniusza prawa. Jones siedzi zazwyczaj w zamkniętej prywatnej bibliotece na piątym piętrze. Zna na pamięć wszystkie orzeczenia Sądu Najwyższego, jedenastu federalnych sądów apelacyjnych i wszystkich sądów najwyższych pięćdziesięciu stanów.
Zaprzysiężony, po powieleniu notatki i odłożeniu oryginału na miejsce, ukrył kopię w szufladzie biurka. Po dziesięciu minutach do jego biura wpadł pan Wakefield, bardzo blady i bardzo wzburzony. Domagał się zwrotu notatki. Morgan udał, że o niczym nie wie, po czym razem zabrali się do przeglądania papierów leżących na biurku. Gdy pod stertą segregatorów i dokumentów natrafili na oryginał notatki, pan Wakefield – nie kryjąc złości – zapytał Morgana, czy zna treść pisma. Zaprzysiężony skłamał, że widzi je po raz pierwszy na oczy. Wyjaśnił wspólnikowi, że zapewne zabrał je przez nieuwagę z jego biurka. Pan Wakefield, nie kryjąc oburzenia, pouczył podwładnego o nietykalności swojego biurka. Miotał oskarżenia pod adresem zaprzysiężonego i zachowywał się jak szaleniec. Po jakimś czasie, uspokoiwszy się nieco, zaczął bagatelizować treść notatki. Wyszedł zabierając oryginał.
Morgan jeszcze tego samego dnia ukrył kopię w książce z podręcznej biblioteki prawniczej. Histeryczne zachowanie pana Wakefielda wstrząsnęło nim. Przed wyjściem do domu zaprzysiężony bardzo starannie poukładał wszystkie dokumenty i uporządkował biuro. Następnego ranka zorientował się, że jego gabinet został przeszukany.
Morgan postanowił zachować ostrożność, gdy za książkami w biblioteczce znalazł mały śrubokręt. Później natknął się na kawałek czarnej taśmy klejącej, nie używanej w biurze. Doszedł do wniosku, że w jego gabinecie założono podsłuch. Morgan był przekonany, że wspólnik Wakefield bacznie go obserwuje. W tym okresie w gabinecie pana Wakefielda częściej niż zwykle pojawiał się Velmano.
Gdy zamordowano sędziów Rosenberga i Jensena, Morgan natychmiast połączył zabójstwa z notatką i sprawą Mattiece’a. Treść pisma nie pozostawiała wątpliwości, kto kryje się za zbrodnią. Co prawda w notatce nie wymienia się Mattiece’a z nazwiska, ale mówi się o nim per “klient”, a Wakefield nie reprezentował nikogo innego. Morgan oświadcza, że żaden inny znany mu klient kancelarii nie skorzystałby w sposób tak oczywisty z przetasowania w składzie sędziowskim Najwyższego Trybunału.
Darby przerwała i rzuciła okiem na ostatni paragraf oświadczenia. Zdaje się, że najgorsze jeszcze przed nimi. Zaczęła czytać.
Morgan oświadcza pod przysięgą, że jest śledzony, o czym przekonał się co najmniej dwukrotnie. Po zabójstwie sędziów odebrano mu tak zwaną sprawę pelikana i zawalono innymi zleceniami, żądając wzmożonego wysiłku i coraz dłuższego czasu urzędowania. Zaprzysiężony stwierdza, że obawia się o swoje życie. Oświadcza, że ludzie, którzy zabili dwóch sędziów Sądu Najwyższego, nie zawahają się przed usunięciem nikomu nie znanego prawnika.
Stwierdzam, że niniejsze oświadczenie złożyłem pod przysięgą w obecności tutejszego notariusza publicznego, pani Emily Stanford, adres… data…
Podpisano: Curtis D. Morgan.
– Siedź tu i nie ruszaj się – powiedział Grantham i wyskoczył z auta. Omijając trąbiące samochody, popędził na drugą stronę ulicy, gdzie przed cukiernią stał automat telefoniczny. Wystukał numer Smitha Keena, nie spuszczając oka z niebezpiecznie zaparkowanego na chodniku pontiaca.
– Smith? Mówi Gray. Słuchaj uważnie i zrób, co ci powiem. Znalazłem drugie źródło. Zweryfikowaliśmy raport “Pelikana”. To dynamit, Smith! Powiadom Krauthammera i Feldmana. Za piętnaście minut czekajcie w gabinecie naczelnego.
– Co to za źródło?
– Garcia zostawił pożegnalny list. Po drodze zatrzymamy się jeszcze w pewnym miejscu i zaraz będziemy u was.
– Będziecie? Ty i dziewczyna?
– Tak. Załatw jakiś telewizor i magnetowid. Ustaw wszystko w sali konferencyjnej. Zdaje się, że Garcia chce nam coś powiedzieć.
– Zostawił taśmę?
– Tak. Do zobaczenia za piętnaście minut!
– Nic ci nie grozi?
– Mam nadzieję. Ale denerwuję się jak jasna cholera. – Odłożył słuchawkę i popędził do samochodu.
Biuro notarialne pani Stanford mieściło się przy Vermont. Gdy Grantham i Darby wpadli do środka, pani notariusz odkurzała półki. Tym dwojgu musiało się bardzo śpieszyć…
– Czy pani Emily Stanford? – zapytał mężczyzna.