Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
Morgan wygłosił na koniec przerażające memento: “Nie wiem, kto ogląda tę taśmę, i nie ma to dla mnie większego znaczenia, ponieważ jestem już zapewne martwy. Mam nadzieję, że to nagranie zostanie wykorzystane przeciwko Mattiece’owi i jego skorumpowanym prawnikom. A jeśli trafiło w ręce tych bandytów i oszustów, to powiem wam jedno: będziecie się smażyć w piekle!”
Gray zatrzymał taśmę i wyjął ją z magnetowidu. Zatarł ręce i uśmiechnął się.
– I cóż, panowie, wystarczy wam taka weryfikacja czy żądacie więcej?
– Znam tych ludzi – odezwał się oszołomiony Litsky. – Przed rokiem grywałem z Wakefieldem w tenisa.
Feldman wstał i zaczął przechadzać się po sali.
– Jak znaleźliście Morgana?
– To długa historia – odparł Gray.
– Podaj mi jej krótszą wersję.
– Na wydziale prawa w Georgetown jest pewien student, który latem miał praktykę u White’a i Blazevicha. Rozpoznał Morgana na fotografii.
– Skąd miałeś jego zdjęcie? – spytał Litsky.
– Nie musisz wiedzieć. To nie należy do sprawy.
– Proponuję to puścić – oświadczył głośno Krauthammer.
– Zgadzam się – dorzucił Elliot Cohen.
– W jaki sposób dowiedzieliście się, że Morgan nie żyje? – zapytał Feldman.
– Darby była wczoraj u White’a i Blazevicha. O mało jej nie udusili, ale powiedzieli o śmierci Morgana…
– Gdzie była taśma i oświadczenie?
– W skrytce w Pierwszym Banku Kolumbijskim. Żona Morgana dała mi do niej klucz dziś o piątej rano. Nie popełniłem żadnego wykroczenia, zbierając materiały do tej historii. Raport “Pelikana” został w pełni zweryfikowany przez niezależne źródło.
– Puszczamy – oznajmił Ernie DeBasio. – Puszczamy z największymi nagłówkami od czasu, gdy w naszej gazecie wydrukowaliśmy nagłówek: NIXON SKŁADA REZYGNACJĘ.
Feldman zatrzymał się obok Smitha Keena. Przyjaciele spojrzeli sobie głęboko w oczy.
– Puść to – powiedział Keen.
– Vince? – zwrócił się naczelny do prawnika.
– Z prawnego punktu widzenia nic nam nie mogą zarzucić. Chciałbym jednak przeczytać artykuł przed wydrukowaniem.
– Ile czasu potrzebujesz? – Naczelny spojrzał na Graya.
– Mam już szkic. Napisanie pełnej wersji zajmie mi godzinę. Dajcie mi dwie godziny na Morgana. W sumie trzy. Nie więcej.
Feldman od chwili spotkania z Darby nawet się nie uśmiechnął. Przeszedł kilka kroków i stanął przed Granthamem.
– A jeśli taśma jest spreparowana?
– Spreparowana?! O czym ty, do cholery, mówisz, Jackson?! Mało ci trupów? Widziałem wdowę. Na własne oczy, tak jak teraz ciebie. Wdowa jest prawdziwa, można jej dotknąć! W tej gazecie wydrukowano artykuł o śmierci Morgana. Morgan nie żyje! Nawet w jego kancelarii mówią, że jest martwy! A na kasecie widziałeś go za życia! Słyszałeś, jak opowiadał, co mu grozi! Wiem na pewno, że to on! Curtis D. Morgan we własnej osobie! Rozmawialiśmy z notariuszką, która poświadczyła jego podpis i odebrała przysięgę. Rozpoznała go! – Gray pieklił się coraz głośniej i spoglądał z niedowierzaniem po twarzach mężczyzn. – Każde słowo Morgana potwierdza treść raportu. Każde! Czy Garcia nie powiedział ci tego samego, co usłyszałeś od Darby: Mattiece, proces, morderstwa?! Darby jest z nami, jest autorką raportu. Posłuchaj jej opowieści o trupach i o tym, jak ścigano ją po całym kraju! W tym nie ma słabych punktów. To wszystko prawda, Jackson, i mamy gotowy materiał!
– Więcej niż materiał, Gray – uśmiechnął się w końcu Feldman. – Chcę widzieć artykuł o drugiej. Jest jedenasta. Zamkniesz się w tej sali. Za trzy godziny zbierzemy się tu ponownie i przeczytamy pierwszą wersję. – Feldman zmierzał do drzwi. – Zobowiązuję wszystkich obecnych do zachowania milczenia.
Mężczyźni wstali i wyszli z sali posiedzeń. Najpierw jednak kolejno podchodzili do Darby i ściskali jej dłoń. Nie wiedzieli, czy powinni pogratulować jej zwycięstwa, czy podziękować, uśmiechali się więc i poklepywali ją po ręce. Darby nie miała siły, by wstać.
Kiedy zostali sami, Gray usiadł naprzeciw i ujął jej dłonie. Przed nimi stał długi stół konferencyjny, wokół niego starannie ustawione krzesła. Ściany były białe, oświetlone halogenowymi lampami i promieniami słońca wpadającymi przez dwa okna.
– Jak się czujesz? – zapytał.
– Nie wiem. Chyba dotarliśmy do końca. Udało nam się!
– Nie wyglądasz na szczęśliwą.
– Miewałam lepsze miesiące. Jestem szczęśliwa z twojego powodu.
– Z mojego? – Spojrzał na nią uważnie.
– Złożyłeś wszystko w całość, a jutro dowie się o tym świat. Nagrodę Pulitzera masz w kieszeni.
– Nie myślałem o tym.
– Kłamca.
– No dobrze, może przelotnie. Ale kiedy wczoraj wyszłaś z windy i powiedziałaś mi o śmierci Garcii, Pulitzer wyparował mi z głowy.
– Powiem ci, że to niesprawiedliwe! Odwaliłam za ciebie całą robotę. Wykorzystałeś zasoby mojej inteligencji, a teraz będziesz zbierał laury.
– Z przyjemnością umieszczę twoje nazwisko pod artykułem, jako autorki raportu. Jeśli chcesz, damy twoje zdjęcie na pierwszej stronie, obok Rosenberga, Jensena, Mattiece’a, prezydenta, Verheeka i…
– Thomasa? Czy jego zdjęcie też tam będzie?
– To zależy od Feldmana. To on redaguje tę gazetę. No cóż, panno Shaw, mam trzy godziny na napisanie najważniejszego artykułu w życiu. Historii, która wstrząśnie światem. Historii, która może obalić prezydenta i która rozwiąże sprawę morderstwa sędziów. I która wreszcie uczyni mnie sławnym i bogatym.
– Pozwól, że ja ją napiszę.
– Naprawdę? Świetnie. Jestem trochę zmęczony…
– Idź po notatki. I przynieś kawę.
Zamknęli drzwi i przygotowali warsztat pracy. Asystent z serwisu wtoczył stoliczek z komputerem i drukarką. Wysłali go po dzbanek kawy i owoce. Podzielili historię na części: najpierw morderstwa, potem sprawa pelikanów z południowej Luizjany, dalej Mattiece i jego związki z prezydentem, później raport i jego tragiczne reperkusje: Callahan, Verheek i sprawa tajemniczej śmierci Curtisa Morgana; wreszcie White i Blazevich, czyli Wakefield, Velmano i “Einstein”. Darby wolała pisać na kartce. Przelewała na papier wszystko, co wiedziała o procesie, i streszczała raport. Potem zajęła się samym Mattiece’em. Gray zabrał się do pozostałych wątków i korzystając z notatek wpisywał artykuł do komputera.
Darby mogłaby służyć za przykład wzorowej organizacji pracy – jej notatki leżały starannie posegregowane na stole; odręczny tekst był czytelny i pisany niemal bez skreśleń. Grantham natomiast tworzył wokół siebie nieziemski bałagan – rzucał kartki na podłogę, rozmawiał z komputerem, drukował poszczególne paragrafy, po czym, niezadowolony, natychmiast wyrzucał je do kosza. Darby uciszała go bez przerwy.
– To nie czytelnia wydziału prawa – słyszała w odpowiedzi. – Tu się robi gazetę. Piszę zawsze ze słuchawką telefonu przy każdym uchu i rozwrzeszczanym naczelnym nad głową.
O wpół do pierwszej Smith Keen przysłał im lunch. Darby jadła kanapkę i wyglądała przez okno. Gray przekopywał się przez raporty finansowe kampanii prezydenckiej.
Podejrzanego typa zauważyła zupełnie przypadkowo. Opierał się o ścianę budynku po przeciwnej stronie ulicy. Nie byłoby w tym niczego niezwykłego, gdyby nie to, że godzinę wcześniej stał pod hotelem Madison. Popijał coś ze styropianowego kubka i obserwował wejście do “Posta”. Ubrany był w dżinsowy garniturek, na głowie miał czarną czapkę. Nie mógł mieć więcej niż trzydzieści lat. I stał sobie na ulicy. Darby odgryzała maleńkie kęsy kanapki i przyglądała się mu przez dziesięć minut. Popijał z kubka i nie ruszał się.