Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
- Автор: Гришэм Джон
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:
– Nie. Wiedziałam, że przeżywa stres, ale tak było od pięciu lat. Nigdy nie rozmawiał ze mną o sprawach zawodowych. Naprawdę nienawidził kancelarii i w domu chciał o niej zapomnieć.
– Dlaczego nie zmienił firmy?
– Płacili mu coraz lepiej. Przed rokiem miał zamiar się przenieść, ale nic nie wyszło z propozycji, jaką otrzymał. Był nieszczęśliwy, ale starał się tego nie okazywać. Chyba miał do siebie pretensje o to, że popełnił życiowy błąd. Prowadziliśmy dosyć spokojne życie. Kiedy wracał, pytałam go, jak minął dzień. Czasami zadawałam mu to pytanie o dziesiątej wieczorem, więc mogłam się domyślić, że jest wykończony. Zawsze jednak odpowiadał, że dzień minął “korzystnie”. Używał właśnie tego słowa – “korzystnie”. Potem rozmawialiśmy o dziecku. Curtis nie chciał mówić o pracy, a ja nie byłam ciekawa.
Tak, to Garcię mamy z głowy. Zginął, a żona nic nie wie.
– Kto zabrał jego rzeczy z biura?
– Ktoś z kancelarii. Przyniesiono mi je w piątek. Elegancko zapakowane do trzech kartonów zalepionych taśmą. Może pan je przejrzeć.
– To nie będzie konieczne. Jestem pewny, że starannie je wyczyszczono. Na jaką kwotę opiewała polisa ubezpieczeniowa męża?
– Jest pan bardzo dociekliwym człowiekiem, panie Grantham. Przed dwoma tygodniami Curtis wykupił okresową polisę na życie, opiewającą na milion dolarów. Suma odszkodowania podwaja się w razie zgonu na skutek nieszczęśliwego wypadku.
– To dwa miliony dolarów!
– Tak. Myślę, że ma pan rację… Curtis musiał coś podejrzewać…
– On nie zginął przypadkowo, pani Morgan.
– Nie, nie mogę w to uwierzyć – załkała, ale zdołała się opanować.
– Czy policja zadawała pani jakieś pytania?
– Niewiele. Według nich był to bandycki napad. Nic wielkiego. Codziennie ginie tylu ludzi…
Wiadomość o polisie dawała do myślenia, ale nie był to żaden konkret. Gray zaczynał mieć dosyć pani Morgan i jej niespiesznej opowieści. Współczuł jej, ale nic nie wiedziała, i nadszedł czas, by się pożegnać.
– Czy nie domyśla się pan, czego dowiedział się mój mąż? – Taka rozmowa mogła toczyć się godzinami.
– Nie mam pojęcia – odparł Gray, spoglądając na zegarek. – Powiedział, że wie coś o morderstwach, i to wszystko. Nic więcej nie mogłem z niego wyciągnąć. Liczyłem na to, że spotka się ze mną i powie, co go dręczy, albo pokaże mi coś. Zawiodłem się.
– Skąd Curtis miałby wiedzieć cokolwiek o morderstwach sędziów?
– Nie wiem. Ale dzwonił do mnie w tej sprawie.
– Co to mogło być, co miał panu do pokazania?
To on był reporterem i to on powinien zadawać pytania.
– Naprawdę nie wiem. Nie określił tego w żaden sposób.
– Gdzie mógłby to schować?
Chciała mu pomóc, ale zaczynała być irytująca. Nagle zrozumiał. Pani Morgan zmierzała w pewnym bardzo określonym kierunku.
– Tego również nie wiem. A gdzie chował cenne dokumenty?
– Mamy skrytkę w banku, gdzie przechowujemy akty notarialne, testamenty i inne papiery. Curtis zajmował się wszystkim, co miało związek ze stroną prawną naszego małżeństwa. W czwartek sprawdziłam z ojcem zawartość skrytki i nie znalazłam niczego niezwykłego.
– Chyba nie spodziewała się pani, że Curtis mógłby coś ukryć, prawda?
– Nie, nigdy niczego nie ukrywał. Jednak w sobotę nad ranem – było jeszcze ciemno, rozumie pan – przeglądałam papiery w jego biurku w sypialni. Mamy taki antyk, sekretarzyk z zasuwanym blatem, który służył Curtisowi do przechowywania papierów… Więc jak już mówiłam, w sobotę znalazłam coś niezwykłego…
Gray znów zerwał się z łóżka, przycisnął słuchawkę do ucha i zaczął przemierzać pokój. Zadzwoniła o czwartej nad ranem, plotła bzdury przez dwadzieścia minut i wyczekała do ostatniej chwili, żeby powiedzieć o bombie.
– Cóż to jest? – spytał najspokojniej, jak potrafił.
– Kluczyk.
Poczuł suchość w gardle.
– Kluczyk do czego?
– Do innej skrytki.
– W którym banku?
– W Pierwszym Kolumbijskim. Nigdy nie trzymaliśmy tam pieniędzy.
– Rozumiem. O tej drugiej skrytce nic pani nie wiedziała?
– Och, nie. To znaczy… do soboty. Bardzo mnie to zdziwiło i wciąż dziwi… Wszystkie nasze dokumenty były na swoim miejscu w starej skrytce, więc nie było potrzeby zaglądania do tej drugiej. Postanowiłam, że sprawdzę, co w niej jest, dopiero jak nieco ochłonę po tym wszystkim.
– Czy pozwoli mi pani zajrzeć tam?
– Wiedziałam, że pan o to zapyta. Proszę mi najpierw powiedzieć, co pan zrobi, jeśli znajdzie w niej to, czego szuka?
– Pani Morgan, ja nie wiem, czego szukam. Ale zgoda, załóżmy, że znajdę coś, co pani mąż zostawił, i to coś okaże się, powiedzmy, bardzo pożyteczne. I co dalej…?
– Proszę to wykorzystać.
– Bezwarunkowo?
– Mam tylko jeden warunek: gdyby to coś narażało na szwank dobre imię męża, to cofam zgodę.
– W porządku. Umowa stoi i przyrzekam, że nie nadużyję pani zaufania.
– Kiedy przyjdzie pan odebrać klucz?
– Czy trzyma go pani w ręku?
– Tak.
– Proszę wyjść na ganek. Zjawię się za trzy sekundy.
Na pokładzie odrzutowca z Miami przyleciało zaledwie pięciu ludzi. Tak więc Edwin Sneller miał tylko siedmiu do dyspozycji. Siedmiu ludzi, mało czasu i prawie żadnego sprzętu. Tej nocy nie położył się do łóżka. Jego apartament hotelowy zamienił się w małe centrum dowodzenia. Przez całą noc studiowali mapy i próbowali ułożyć plan na najbliższą dobę. Nie mieli zbyt wiele faktów, na których mogliby się oprzeć. Pewne było jedynie to, że Grantham ma mieszkanie, w którym nie przebywa od jakiegoś czasu. Ma samochód, którym nie jeździ. I pracuje przy Piętnastej, ale rzadko bywa w redakcji. Kancelaria White’a i Blazevicha mieści się w budynku na rogu Dziesiątej i New York, ale dziewczyna na pewno już tam nie przyjdzie. Wdowa po Morganie mieszka w Alexandrii. To wszystko. Szukali dwojga ludzi wśród trzech milionów.
Jego współpracownicy nie zajmowali się brudną robotą. Takich ludzi trzeba dopiero znaleźć i wynająć. Obiecano mu ich pod koniec dnia, i to wielu.
Sneller nie był nowicjuszem w zabijaniu, ale ta sprawa przedstawiała się beznadziejnie. Klient był zdesperowany. Ziemia usuwała mu się spod stóp. Rzecz jasna, Sneller nie miał zamiaru się wycofywać, ale na wszelki wypadek przygotował sobie drogę odwrotu.
Myśl o dziewczynie nie dawała mu spokoju. Spotkała Khamela i uszła z życiem – rzecz niewiarygodna! Wykołowała najlepszych ludzi w tym interesie! Z przyjemnością spotkałby się z nią – nie po to, żeby ją zabić, ale pogratulować. Nieczęsto spotyka się tak utalentowanego żółtodzioba. Spotkania z ludźmi Snellera nie przeżył nikt, kto mógłby o tym opowiedzieć.
Przede wszystkim muszą zająć się budynkiem “Posta” – jedynego miejsca, do którego Grantham musi wrócić.
ROZDZIAŁ 40
Samochody sunęły przez centrum zderzak w zderzak, co odpowiadało Darby. Nie śpieszyło się jej. Bank otwierano o wpół do dziesiątej. Już przed siódmą – siedząc nad kawą i nietkniętą bagietką – doszła do wniosku, po rozmowie z Grayem, że to ona powinna odwiedzić podziemia ze skrytkami. Gray zaznaczył, że nie musi tego robić, ale tak czy inaczej powinna pójść tam kobieta, a ona była jedyną wtajemniczoną. Beverly Morgan powiedziała Granthamowi, że Pierwszy Bank Hamiltona, w którym mieści się pierwsza skrytka, nałożył na nią interdykt po śmierci Curtisa. Wdowa mogła jedynie przejrzeć i spisać zawartość skrytki. Pozwolono jej także na powielenie testamentu, którego oryginał wrócił następnie do podziemia. Inderdykt miał zostać zniesiony dopiero po zakończeniu postępowania podatkowego.