Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 97
Перейти на страницу:

– Mam jeszcze parę innych rzeczy do omówienia – powiedział Keen. – Feldman bardzo się niepokoi o twoje bezpieczeństwo. Liczył na spotkanie z tobą i wściekł się, że nie przyszedłeś. Masz zameldować mu o wszystkim jutro do południa. Zrozumiano?

– Spróbuję.

– Postaraj się, Gray. Przeżywamy katusze.

– “Times” chyba się zapowietrzył, nie sądzisz?

– W tej chwili zupełnie mnie to nie interesuje. Jedynym moim zmartwieniem jesteś ty i dziewczyna.

– Nie przejmuj się. Na razie wszystko idzie dobrze. Coś jeszcze?

– Tak, wydzwania do ciebie jakiś Cleve. Zostawił aż trzy wiadomości w ciągu ostatnich dwóch godzin. Mówi, że jest gliniarzem. Znasz go?

– Tak.

– Chce się z tobą spotkać. Jeszcze dzisiaj. Mówi, że to pilne.

– Zadzwonię do niego.

– Uważajcie na siebie. Dzisiaj siedzimy do późna, więc odezwij się jeszcze.

Gray odłożył słuchawkę i spojrzał na notatki. Dochodziła siódma.

– Jadę do pani Morgan. Nie wychodź z hotelu.

Darby usiadła na poduszkach i objęła kolana ramionami.

– Wolałabym jechać z tobą.

– Mogą obserwować jej dom – ostrzegł.

– Po co? Morgan nie żyje.

– Mogli nabrać podejrzeń, szczególnie po wizycie tajemniczej klientki rozpytującej o Morgana. Na pewno zastanawiają się, dlaczego Curtis budzi po śmierci takie zainteresowanie.

– Tak czy inaczej, pojadę – oświadczyła z determinacją.

– Darby, to zbyt ryzykowne!

– Przestań! Od dwunastu dni chodzę po polu minowym. Przyzwyczaiłam się.

– Przy okazji, gdzie dzisiaj śpię?

– W hotelu Jeffersona.

– Masz ich telefon?

– A jak sądzisz?

– Przepraszam, głupie pytanie.

Kilka minut po siódmej na lotnisku National w Waszyngtonie wylądował prywatny odrzutowiec z Edwinem Snellerem na pokładzie. Sneller bez żalu opuszczał Nowy Jork. Spędził sześć beznadziejnie długich dni w apartamencie hotelu Plaza. W tym czasie jego ludzie sprawdzali hotele, obserwowali lotniska i ulice. Wiedzieli cholernie dobrze, że to strata czasu, ale rozkaz to rozkaz. Szukanie dziewczyny na Manhattanie było idiotyzmem, mimo to musieli być w pobliżu i czyhać na jej błędy, jak choćby rozmowy telefoniczne czy zakupy płacone plastikiem. Nagle okazało się, że są potrzebni gdzie indziej.

Dziewczyna popełniła błąd – pierwszy od tygodnia. Dzisiaj o wpół do trzeciej pobrała pieniądze z konta. Wiedzieli, że to zrobi – prędzej czy później sięgnie po zapasy gotówki, zdeponowane w nowoorleańskim banku. Poprosi o pieniądze telegraficznie i powie, dokąd je przesłać. Klient Snellera miał osiem procent udziałów w banku – niezbyt dużo, ale dosyć, żeby wiedzieć o różnych rzeczach. Dwunastomilionowy pakiet akcji potrafi niekiedy zdziałać cuda. Kilka minut po trzeciej klient zadzwonił z Freeport.

Nie przewidzieli, że pojedzie do Waszyngtonu. Była sprytną dziewczyną i do tej pory wychodziła z opresji obronną ręką. Teraz trafiła w paszczę lwa. Nie spodziewali się również, że nawiąże kontakt z reporterem. Wcześniej niczego nie wiedzieli – teraz jej zachowanie nabrało sensu. Sprawa weszła w krytyczne stadium.

Z banku w Nowym Orleanie przelano na konto pana Granthama piętnaście tysięcy dolarów. Zapewne od razu pobrała pieniądze, dlatego nie było czasu do stracenia. Sneller musiał szybko włączyć się do akcji. Zabrał ze sobą dwóch ludzi. Z Miami leciał odrzutowiec z posiłkami. Trzeba zrobić to szybko albo zapomnieć o sprawie. Teraz liczyła się każda godzina.

Sneller spodziewał się kłopotów. Kiedy miał jeszcze Khamela, nic nie było za trudne. Khamel pozbył się Rosenberga i Jensena w prawdziwie mistrzowski sposób. A potem sam dostał kulę w łeb… I wszystko przez tę głupiutką studentkę!

Morgan mieszkał w Alexandrii, w ładnym podmiejskim domu. Miał młodych i dość zamożnych sąsiadów – na każdym podwórku stało kilka drogich rowerów i dziecięcych trójkołowców.

Gray zadzwonił i rozejrzał się po ulicy. Nie zauważył niczego podejrzanego.

Drzwi uchylił starszy mężczyzna.

– O co chodzi? – zapytał cicho.

– Nazywam się Gray Grantham i pracuję w “Washington Post”. To moja asystentka, panna Sara Jacobs. – Darby uśmiechnęła się sztucznie. – Chcielibyśmy porozmawiać z panią Morgan.

– To niemożliwe.

– Mamy bardzo ważną sprawę. Proszę zapytać, czy zechce nas przyjąć.

– Chwileczkę. – Starszy pan spojrzał na nich badawczo i zamknął drzwi.

Przed domem był wąski drewniany ganek. Stali pod dachem i trudno byłoby ich dostrzec z ulicy. Mimo to cofnęli się głębiej, gdy usłyszeli warkot jadącego wolno samochodu.

Drzwi otworzyły się ponownie.

– Jestem ojcem pani Morgan… Tom Kupcheck… Ona nie chce rozmawiać.

Grantham kiwnął głową, jakby doskonale rozumiał motywy decyzji młodej wdowy.

– Obiecuję, że nie zajmiemy jej więcej niż pięć minut.

Kupcheck wyszedł na ganek i zamknął za sobą drzwi.

– Ma pan kłopoty ze słuchem? Powiedziałem już, że córka nie chce rozmawiać.

– Doskonale pana słyszę, panie Kupcheck, i szanuję prawo pana córki do prywatności. Wiem, co przeżywa.

– Odkąd to, panie ładny, szanujecie ludzkie uczucia?

Kupcheck był zapewne cholerykiem i miał bez wątpienia zamiar dać próbkę swych możliwości.

– Pan Morgan, krótko przed śmiercią, trzykrotnie rozmawiał ze mną przez telefon. Mam prawo sądzić… wnioskując z tego, co od niego usłyszałem… że nie zginął przypadkowo. Nie został zastrzelony podczas napadu, panie Kupcheck!

– Ale nie żyje, a moja córka jest w żałobie! Nie chce z wami rozmawiać i wynoście się, do jasnej cholery!

– Panie Kupcheck – powiedziała cicho Darby. – Mamy powody przypuszczać, że pański zięć zginął, ponieważ wpadł na trop zorganizowanej działalności przestępczej.

Głos Darby trochę uspokoił Kupchecka, choć jego oczy wyrażały wściekłość.

– Naprawdę? No cóż, nic już wam nie powie, prawda? A moja córka o niczym nie wie. Miała bardzo zły dzień i zażyła lekarstwa. Żegnam.

– Czy moglibyśmy porozmawiać z nią jutro? – spytała Darby.

– Wątpię. Najpierw zadzwońcie.

– Gdyby zechciała skontaktować się ze mną… – Gray podał nerwowemu panu wizytówkę -…z tyłu znajdzie numer, pod którym można mnie zastać. W tej chwili mieszkam w hotelu. Zadzwonię jutro koło południa.

– Jak pan chce. A teraz znikajcie! Ma dosyć zmartwień bez was.

– Przykro nam. – Gray schodził już z ganku. Pan Kupcheck otworzył drzwi, lecz nie wszedł do środka. Pilnował, by sobie poszli. Gray zatrzymał się i zadał ostatnie pytanie: – Czy byli tu inni reporterzy?

– Cała chmara. Zlecieli się następnego dnia po zabójstwie. Pytali dosłownie o wszystko. Niegodziwcy!

– A ostatnio?

– Nie, dali nam spokój. Idźcie już!

– Był ktoś z “New York Timesa”?

– Nie! – Pan Kupcheck wszedł do środka i trzasnął drzwiami.

Pobiegli do samochodu, zaparkowanego cztery domy dalej. Gray błądził po krótkich podmiejskich uliczkach i nie odrywał oczu od lusterka, dopóki nie przekonał się, że nikt ich nie śledzi.

– Mamy Garcię z głowy – powiedziała Darby, gdy wjechali na drogę prowadzącą do miasta.

– Jeszcze nie. Jutro uderzymy w płaczliwy ton i może pani Morgan zechce z nami porozmawiać.

– Gdyby coś wiedziała, zwierzyłaby się ojcu. A gdyby on wiedział, na pewno poszedłby na współpracę. Mamy pecha, Gray.

Brzmiało to sensownie. Przez kilka minut jechali w milczeniu. Byli już bardzo zmęczeni.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)