Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 97
Перейти на страницу:

– Nie dotykaj mnie, bo zedrę ci w sądzie skórę z tyłka! Zabieraj te łapska!

Reakcja niedoszłej klientki wstrząsnęła nimi. Była nienormalna i miała atak furii. Może przesadzili?

– Zawiozę panią na dół – zaproponował potulnie strażnik.

– Znam drogę. To zadziwiające, że do tego burdelu przychodzą jacyś klienci! – Cofnęła się. Na jej twarzy pojawiły się jaskrawe wypieki. Lecz nie ze złości – jak myśleli. Ze strachu. – Korzystam z usług firm prawniczych z czterech stanów i nigdy dotąd nie spotkałam się z takim przyjęciem! – wrzasnęła. Była już na środku foyer. – W zeszłym roku wydałam pół miliona na honoraria adwokackie, a w tym zamierzam wydać milion, ale wy, kretyni, nie zarobicie na mnie ani centa! – Im bliżej windy, tym głośniej wykrzykiwała impertynencje. Była z pewnością nienormalna. Patrzyli na nią zdumieni, dopóki nie zniknęła za drzwiami.

Gray z telefonem przy uchu chodził wokół łóżka. Dzwonił do Smitha Keena. Darby leżała z zamkniętymi oczami.

– Smith? – Zatrzymał się. – Cześć. Musisz mi coś szybko sprawdzić.

– Gdzie jesteś? – spytał Keen.

– W hotelu. Słuchaj, przejrzyj gazety z ostatniego tygodnia. Potrzebuję nekrologu Curtisa D. Morgana.

– Kogo?

– Garcii.

– Garcii?! Garcia nie żyje?!

– Na to wygląda. Zginął podczas napadu.

– Pamiętam! W zeszłym tygodniu mieliśmy taką historię o młodym prawniku, którego zastrzelono i obrabowano.

– To on. Potrzebny mi jest adres jego żony.

– Jak go znalazłeś?

– To długa historia. Chcemy jeszcze dzisiaj porozmawiać z wdową.

– Garcia nie żyje… To wszystko cuchnie pod niebiosa.

– Gorzej. Chłopak musiał coś naprawdę wiedzieć i wykończyli go.

– Czy tobie nic nie grozi?

– Kto wie…

– Gdzie jest dziewczyna?

– Ze mną.

– Pomyślałeś, że mogą obserwować dom Garcii?

Rzeczywiście! Nie wpadł na to.

– Musimy zaryzykować. Zadzwonię za piętnaście minut.

Postawił telefon na podłodze i usiadł w staroświeckim bujanym fotelu. Na stole stała butelka z ciepłym piwem. Upił długi łyk. Spojrzał na Darby. Leżała nieruchomo, przedramieniem zasłaniając oczy. Była ubrana w dżinsy i bluzę treningową. Zmięta sukienka leżała w rogu łóżka, szpilki w odległych kątach pokoju.

– Nic ci nie jest? – zapytał cicho.

– Nie.

Była naprawdę sprytna, a Grantham cenił tę cechę u kobiet. Oczywiście studentów prawa uczono sprytu nawet w przerwach między zajęciami. Pił piwo i podziwiał zarys jej bioder.

– Gapisz się na mnie – stwierdziła.

– Tak.

– Seks jest ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę.

– Więc dlaczego o nim mówisz?

– Bo czuję, że pożerasz mnie wzrokiem aż po czerwone paznokcie u nóg.

– Fakt.

– Boli mnie głowa. Czuję potworny, pulsujący, nieporównywalny z niczym ból.

– Zapracowałaś na niego. Czy mam ci coś przynieść?

– Tak. Bilet w jedną stronę na Jamajkę.

– Posłuchaj, Darby. Możesz wyjechać choćby dzisiaj. Jeśli chcesz, zawiozę cię na lotnisko.

Odsłoniła oczy i delikatnie dotknęła palcami skroni.

– Przepraszam, że płakałam.

Kiedy wyszła z windy, była zalana łzami. Czekał na nią jak mąż na żonę po ciężkim porodzie. Z tym że zamiast kwiatów miał w kieszeni trzydziestkęósemkę – pistolet, o którym nie wiedziała.

– Czy zmieniłaś zdanie o pracy reportera? – spytał.

– Wolałabym pracować w rzeźni.

– Szczerze mówiąc, nie każdy dzień jest tak wyczerpujący. Czasami siedzę całymi godzinami za biurkiem i wydzwaniam do setek biurokratów, którzy nie mają nic do powiedzenia.

Zdjął buty i oparł stopy o łóżko. Darby zamknęła oczy i zaczęła oddychać miarowo. Mijały minuty i żadne z nich się nie odzywało.

– Wiesz, że Luizjanę nazywają stanem pelikanów? – spytała, nie otwierając oczu.

– Nie, nie wiedziałem.

– Powinni się wstydzić, bo na początku lat sześćdziesiątych pelikany brunatne niemal wyginęły.

– Dlaczego?

– Pestycydy. Pelikany żywią się najchętniej rybami, a ryby pływały w rzekach zatrutych węglowodorami spływającymi z pól. Deszcz wypłukuje pestycydy z ziemi, potem to świństwo spływa małymi strumyczkami do rzek wpadających między innymi do Missisipi. Zanim pelikany złowiły ryby, te stawały się żywym magazynem DDT i innych środków chemicznych, które później odkładały się w tkance tłuszczowej ptaków. Śmierć przychodziła powoli: pelikany, orły i kormorany korzystają z zapasów gromadzonych w tkankach jedynie w czasach głodu lub niepogody i wtedy zatruwają się własnym tłuszczem. Nawet jeśli nie padły, nie mogły dochować się potomstwa. Jaja pelikanów mają tak cienką i kruchą skorupę, że często pękają podczas wysiadywania. Słyszałeś o tym?

– Nie. Nigdy nie interesowałem się ptakami.

– Pod koniec lat sześćdziesiątych Luizjana zaczęła sprowadzać pelikany brunatne z Florydy. Z czasem udało się odnowić populację tych ptaków, ale gatunek wciąż jest zagrożony. Przed czterdziestu laty na bagnach gnieździły się tysiące pelikanów. Teraz cyprysowe mokradła, o które tak usilnie zabiega pan Mattiece, dają schronienie zaledwie kilkudziesięciu parom.

Gray rozmyślał o losie pelikanów. Darby długo milczała.

– Jaki dzisiaj jest dzień? – spytała, ciągle nie otwierając oczu.

– Poniedziałek.

– Tydzień temu wyjechałam z Nowego Orleanu. Dwa tygodnie temu Thomas był na obiedzie z Verheekiem. To właśnie wtedy raport “Pelikana” trafił w niepowołane ręce.

– Trzy tygodnie temu, bez jednego dnia, zamordowano Rosenberga i Jensena.

– Byłam zwyczajną studentką, myślałam tylko o sobie i o cudownym profesorze prawa, którego kochałam. I wszystko przepadło…

“Przepadła tylko uczelnia i profesor prawa” – pomyślał.

– Co chcesz robić dalej?

– Nie wiem. Zastanawiam się, jak wyjść z tego bagna i nie stracić życia. Zaszyję się gdzieś na kilka miesięcy… może lat. Pieniędzy starczy mi na długo. Jeśli stwierdzę, że nie muszę oglądać się za siebie na ulicy, to wrócę.

– Na studia?

– Nie sądzę. Prawo straciło dla mnie swój urok.

– Dlaczego chciałaś zostać prawniczką?

– Zdecydował mój młodzieńczy idealizm i… rzecz jasna… pokusa zarabiania wielkich pieniędzy. Myślałam, że zdołam zmienić świat i ktoś mi jeszcze za to zapłaci.

– Ale czy w naszym kraju brakuje tych cholernych prawników? Nie rozumiem, po co ci niegłupi młodzi ludzie pchają się na prawo.

– To proste: z chciwości. Chcą jeździć BMW i płacić złotymi kartami kredytowymi. Jeśli dostaniesz się na prawo, ukończysz studia w pierwszej dziesiątce i znajdziesz pracę w dużej firmie, po kilku latach zarabiasz rocznie sześciocyfrowe sumy, które z czasem stają się coraz większe. Masz to jak w banku. W wieku trzydziestu pięciu lat zostajesz wspólnikiem i zgarniasz przynajmniej dwieście tysiączków. Oczywiście najlepsi zarabiają więcej.

– A co robi pozostałe dziewięćdziesiąt procent absolwentów?

– Powodzi im się gorzej. Przypadają im resztki.

– Większość prawników, jakich znam, nienawidzi swojej pracy. Ciągle się na nią skarżą i ciągle powtarzają, że woleliby robić coś innego.

– Ale czy choćby jeden rzucił wszystko w cholerę? Nie! Z powodu pieniędzy. Nawet najgorszy wyrobnik, pracujący w jakiejś zapyziałej kancelarii, po dziesięciu latach praktyki wyciąga sto tysięcy rocznie. Stać go na to, by nienawidzić pracy, ale gdzie znajdzie takie pieniądze?

– Gardzę prawnikami.

– Sądzę, że większość ludzi mówi to samo o reporterach.

Słuszna uwaga. Gray spojrzał na zegarek i podniósł słuchawkę telefonu. Smith odczytał mu nekrolog i artykuł z “Posta”, opisujący bezsensowną śmierć młodego prawnika zamordowanego na ulicy. Gray robił notatki.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)