Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
Z jej piersi wyrwał się niski, proszący jęk, niczym daleki krzyk błagający o pełnię miłości. Zabrała rękę i przetoczyła się na plecy obok niego, zamykając oczy i rozchylając usta.
W przyćmionym świetle nocnej lampki patrzył na nagą Angelę, kobietę, w którą miał wniknąć, którą miał posiąść, stać się z nią jednością. Była gotowa… kruczoczarne włosy rozrzucone na bieli poduszki, zamknięte powieki, usta lekko otwarte, coraz cięższy oddech i unoszące się wraz z nim wzgórki piersi z purpurowymi obwódkami wokół twardych sutków, zagłębienie pępka, szerokie biodra, pośladki.
Była gotowa do miłości.
I on także był gotów.
Jej kolana uniosły się, krągłe uda zaczęły się otwierać. Wsunął się między jej nogi i penis odnalazł wejście do pochwy o gładkości satyny, ustępliwe i śliskie od wilgoci. Zanurzył się w niej powoli, a gorące ściany zamknęły się wokół niego, wciągając go coraz głębiej, pochłaniając w ciasnym uścisku.
Głaskał ją w środku i pieścił, wysuwał się i dźgał głębiej, aż oboje zaczęli jęczeć z rokoszy zmieszanej z bólem, jej nogi owinęły się wokół jego pleców, a dłonie zacisnęły na ramionach. Ujeżdżał ją z miłością, nie przestając ani na moment, ona kołysała się pod nim i wyginała, lecz utrzymywał rytm, zdobywając jej rozpłomienione ciało i czując, jak pochłania go ekstaza namiętności, jakiej nie doznał jeszcze nigdy w życiu.
Wczepiała się palcami w jego włosy, wbijała kłykcie między żebra, jej pośladki unosiły się i opadały wraz z jego pchnięciami. Pochwa, biodra, cała dolna połowa ciała, falowały kolistym ruchem, coraz szybciej i szybciej, a penis w rytm tego falowania wnikał w pochłaniające go chciwie giętkie naczynie.
– O Boże – wyszeptał. – Och, najdroższa…
Pięści zabęhniły po jego śliskim od potu grzbiecie. Bezwiednie uchwycił mocno jej biodra.
– Kochany -jęknęła – kochany, idę…
Biodra uniosły się wysoko, a uda zacisnęły wokół niego niczym imadło, zadrżała w konwulsji totalnego orgazmu, a on wytrysnął w nią całkowicie, wypełniając ją nasieniem i szczytując w jej wnętrzu bez końca.
– Kocham cię – wyszeptał jej do ucha. – Kocham cię, kocham cię.
– Och, Steve, nigdy mnie nie opuszczaj, przenigdy.
Leżeli wtuleni w siebie, bezpieczni, spełnieni i rozluźnieni. Angela zasnęła z twarzą na jego piersi, tak słodką, kochaną i spokojną.
Randall, rozgrzany wciąż jej oddaniem i ciepłem jej ciała, pogrążył się w leniwych rozmyślaniach. Posiadł tak wiele kobiet, lecz nigdy nie było tak jak teraz. Nie z Barbarą, z pewnością nie z Barbarą, którą mógł już wspominać z pewną czułością, świadom, że ich mechaniczne, pozbawione miłości łóżkowe potyczki były zarówno jego porażką, jak i jej. Nie z Dartene i nie z tymi, które miał przed Darlene, z ich nieruchomą, pasywną martwotą lub ćwiczonymi sztuczkami gejszy. I nie z Naomi, i wieloma podobnymi do niej przed Naomi, z ich dozowaną usłużnością, podległością, miłością francuską i ręcznie produkowanymi spazmami.
Nigdy jeszcze, przez tyle nocy dorosłego życia, nie doznał – dając lub biorąc, ofiarowując czy przyjmując – orgazmu zrodzonego i spełnionego wyłącznie z miłości, nigdy, aż do tej nocy w Amsterdamie, z tą młodą kobietą, na tym właśnie łóżku. Miał ochotę zapłakać. Nad zmarnowanym czasem? Z głębokiej radości? Z litości dla tych wszystkich, którzy żyją i umierają, nie zaznając poczucia tej ostatecznej jedności?
Pocałował czule jej policzek, wtulił głowę w poduszkę, powieki opadły mu ciężko na oczy i po chwili zasnął.
Obudził go natarczywy dzwonek telefonu. Przez zasłony w oknie sączyła się szarość świtu, a zegarek na nocnym stoliku pokazywał dwadzieścia po szóstej. Angela wciąż pogrążona była we śnie.
Sięgnął niezdarnym ruchem po słuchawkę i przyłożył ją do ucha.
– Słucham – mruknął sennie.
– Steve? Tu George Wheeler – usłyszał cichy, lecz przytomny głos. – Wybacz, że cię budzę tak nagle, ale musiałem. Słuchasz mnie?
– Już nie śpię, George.
– Więc słuchaj, to bardzo ważne. Musisz przyjechać do szpitala Vrije Universiteit, głównego szpitala Amsterdamu. Bądź tam najpóźniej za godzinę, dobrze? Zapisz sobie adres, Beolelaan tysiąc sto piętnaście, zresztą taksówkarz będzie wiedział. W szpitalu powiedz, żeby cię wpuścili do pokoju Lori Cook, na czwartym piętrze. Ja tam będę, wszyscy tam będziemy.
– Zaraz, zaraz, George, ale co się, u diabła, stało?
– Dowiesz się na miejscu, to nie jest na telefon. Na razie niech ci wystarczy, że stało się coś zupełnie niesamowitego. Musisz przyjechać.
ROZDZIAŁ 6
Randall obiecał taksówkarzowi dziesięć guldenów ekstra, jeśli dojedzie do szpitala przed siódmą trzydzieści. Kierowca postarał się zarobić na tę premię.
– Sześć minut przed czasem – oznajmił z dumą, gdy zatrzymali się przed siedmiopiętrowym budynkiem z napisem ACA-DEMISCH ZIEKENHUIS DER VRIJE UNIVERSITEIT na drewnianym daszku przed wejściem.
Zastanawiając się wciąż, cóż to za niesamowite zdarzenie wymagało jego obecności w szpitalu, Randall wszedł po kamiennych schodach i przez obrotowe drzwi do szpitalnego holu. Gdy tylko podszedł do recepcji, starsza kobieta zza lady zapytała go:
– Czy pan Randall? Potwierdził skinieniem głowy.
– Proszę sobie usiąść – powiedziała recepcjonistka. – Pan Wheeler dzwonił, że już schodzi.
Zbyt niespokojny, by siedzieć, zapalił fajkę i zaczął oglądać modernistyczne mozaiki na ścianach holu. Jedna przedstawiała Ewę powstającą z żebra Adama, druga Kaina i Abla, a jeszcze inna Chrystusa uzdrawiającego dziecko. Nagle usłyszał swoje nazwisko. Odwrócił się i ujrzał George'a L. Wheelera, który zmierzał ku niemu żwawym krokiem, wycierając okulary w złotej oprawie i osadzając je na mięsistym nosie.
Wydawca położył mu ojcowskim gestem rękę na ramieniu i ryknął radośnie:
– Jak to dobrze, że wróciłeś z podróży akurat w tym czasie, Steve! Chcę, żebyś obserwował wszystko od samego początku, chociaż na razie nie będziesz mógł tego wykorzystać. Musimy sprawę utrzymać w sekrecie, dopóki nie będziemy mieli pewności, ale jak tylko lekarze wszystko potwierdzą, roztrąbimy rzecz na cały świat.
– O czym ty mówisz, George?
– Myślałem, że już ci powiedziałem. Dobra, opowiem ci w skrócie po drodze.
Prowadząc Randalla do windy, Wheeler zniżył głos, lecz nie potrafił ukryć podniecenia.
– Wczoraj wieczorem – zaczął – byłem na kolacji z sir Trevorem w Dikker en Thijs, właściwie zaprosił nas signor Gayda, pamiętasz, nasz włoski wydawca, ze swoim doradcą, monsiniorem Riccardim. Nagle dostałem pilny telefon od Naomi. Powiedziała mi tylko ogólnie, o co chodzi, i prosiła, żebym zaraz przyjechał do szpitala. Pojechaliśmy wszyscy i siedziałem tu przez całą noc. Widzisz, jakie mam worki pod oczami?
– George, na miłość boską – zniecierpliwił się Randall – powiesz mi wreszcie, co się stało?
– Przepraszam, Steve, już ci mówię. – Podeszli do windy, lecz Wheeler odciągnął go na bok. – Z tego, co wiem do tej pory… a informacje są jeszcze bardzo skąpe i chaotyczne… dziewczyna z twojej ekipy, ta, co się tak dobrze zna na archeologii… zapomniałem nazwiska…
Randall chciał już powiedzieć Angela Monti, lecz uzmysłowił sobie, że wydawca jeszcze nie wie o jej przystąpieniu do zespołu.