Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 94
Перейти на страницу:

Powietrze wokół niego zadrżało od zewu banshee. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu po plecach Dirka przebiegł zimny dreszcz. Podniósł na chwilę wzrok i ujrzał w oddali rozbłysk światła.

Był krótki i bardzo intensywny, nagły palec jasności, który poraził jego zmęczone oczy. Nie pasował do tego miejsca, tego szarego świata zmierzchu. Mimo to Dirk go zobaczył. Uderzył z dołu tylko raz, gwałtowna wiązka ognia, która wkrótce zniknęła na niebie.

Janacek był małą, szmacianą lalką, widoczną przed nim, nieopodal światła. Szkarłatna nitka musnęła go, dotknęła srebrnego ślizgu, na którym stał, lekko i szybko. Ten obraz wytrawił się w oczach Dirka. Ironjade runął w dół, wymachując dziwacznie rękami. Czarna pałeczka wypadła mu z dłoni i zniknął pośród dławców, przebijając się z trzaskiem przez ich splątane gałęzie.

Dźwięki. Dirk słyszał dźwięki. Muzyka unosząca się na nieustannym, zimowym wietrze. Trzask łamanego drewna, a potem krzyki bólu i gniewu. Zwierzęce i ludzkie, ludzkie i zwierzęce, takie i takie, i ani pierwsze, ani drugie. Zamigotały przed nim białe wieże Kryne Lamiya utkane z przezroczystego dymu, wyśpiewujące swą pieśń końca.

Wrzaski ucichły nagle, białe wieże rozwiały się, a wicher, na którym unosił się Dirk, porwał z sobą ich fragmenty. Dirk skierował się w dół, unosząc laser.

Tam, gdzie spadł Garse Janacek, gałęzie były połamane, a w pokrywie liści ziała dziura, wielka jak ludzkie ciało. Wypełniała ją ciemność. Dirk zawisł nad nią i nie wypatrzył na dole Janacka. Cienie były zbyt gęste. Na najwyższej gałęzi zauważył jednak strzępek urwanej tkaniny, który łopotał na wietrze, zmieniając kolory. Nad nią stał mały duch, pełniący swą solenną straż.

— Garse! — krzyknął Dirk, nie zważając na czającego się w dole wroga, człowieka z laserem. Drzewne upiory odpowiedziały mu skrzeczącym chórem.

Usłyszał gdzieś poniżej trzask. Ponownie ujrzał błysk lasera, tym razem nie skierowany w górę, lecz poziomo, niewiarygodnie jasny promień słońca rozświetlający mrok w dole. Dirk zawisł niepewnie w miejscu. Na gałęzi tuż pod nim pojawił się drzewny upiór. Dziwnie nieustraszone stworzonko kierowało na niego załzawione ślepia, łopocząc na wietrze rozpostartymi szeroko skrzydłami. Dirk wycelował w nie laserem i wystrzelił, zamieniając je w plamę sadzy na żółtej korze.

Potem ruszył naprzód, kreśląc spiralę, aż wreszcie zauważył między dławcami skośną lukę, wystarczająco szeroką, by mógł się opuścić w dół. Panował tam mrok. Splątane gałęzie dławców pochłaniały dziewięć dziesiątych i tak skąpego światła Oka Piekieł. Ze wszystkich stron majaczyły potężne pnie, wyciągały się ku niemu żółte sękate palce, sztywne i artretyczne. Pochylił się — porastający ziemię mech już się rozkładał — i wyczepił buty ze srebrnej płachty. Metal stracił sztywność. Potem cienie między dławcami rozstąpiły się i pojawił się nad nim Jaan Vikary. Dirk podniósł wzrok.

Poorana bruzdami twarz Jaana nie wyrażała niczego. Cały był zbroczony krwią. Trzymał w ramionach zmasakrowane, czerwone ciało, tak jak matka mogłaby trzymać chore dziecko. Jedno oko Garse’a było zamknięte, a drugie wyrwano mu z twarzy, z której została zaledwie połowa. Opierał się lekko głową o pierś Vikary’ego.

— Jaan…

Vikary wzdrygnął się.

— Zastrzeliłem go — rzekł i drżąc, wypuścił ciało z rąk.

Rozdział 14

W puszczy panowała cisza, mącona jedynie głośnym oddechem Vikary’ego oraz cichymi odgłosami biegających drzewnych upiorów.

Dirk podszedł do Janacka i przetoczył go na plecy. Do zwłok przylegały kawałki mchu, które wchłaniały krew niczym gąbka. Drzewne upiory rozerwały mu gardło i głowa trupa przetoczyła się obrzydliwie na bok. Grube ubranie nie zapewniło mu ochrony. Przegryzły się przez nie wszędzie, zamieniając kameleonową tkaninę w wilgotne, czerwone strzępy. Nogi Kavalara, nadal połączone z bezużytecznym srebrnym kwadratem metalowego ślizgu, połamały się podczas upadku. Z obu łydek sterczały wyszczerbione fragmenty kości: niemal symetryczne wieloodłamowe złamania. Najgorzej wyglądała ogryziona twarz. Prawego oka nie było, a oczodół wypełniała krew, skapująca powoli po policzku na ziemię.

Nie mogli już nic zrobić. Dirk patrzył bezradnie na zwłoki. Wsunął ukradkiem dłoń do kieszeni podartej kurtki Janacka, wyjął świecik, schował go w zaciśniętej pięści i ponownie spojrzał na Vikary’ego.

— Powiedziałeś…

— Że nigdy bym do niego nie strzelił — dokończył Vikary. — Wiem, co powiedziałem, Dirku t’Larien. I wiem, co uczyniłem. — Formułował słowa powoli. Każde wypadało z jego ust niczym kawał ołowiu. — Nie chciałem tego. Zapewniam cię. Próbowałem go tylko powstrzymać, strącić ślizg. Spadł w gniazdo drzewnych upiorów. Gniazdo drzewnych upiorów.

Dirk zacisnął mocno pięść na świeciku. Nie powiedział nic. Vikary zadrżał. Jego głos nagle ożywił się, pojawiła się w nim nuta szaleństwa.

— On na mnie polował. Arkin Ruark ostrzegł mnie, kiedy rozmawiałem z nim przez ekran w Larteynie. Mówił, że Garse przyłączył się do Braithów, przysiągł, że mnie zabije. Nie uwierzyłem mu. — Zadrżał jeszcze raz. — Nie uwierzyłem mu! Ale to była prawda. Ścigał mnie, polował razem z nimi, tak jak powiedział Ruark. Ruark… nie ma go ze mną… nie… zamiast niego przyszli Braithowie. Nie wiem, czy on… Ruark… być może go zabili. Nie wiem tego.

Sprawiał wrażenie zmęczonego i zdezorientowanego.

— Musiałem powstrzymać Garse’a, t’Larien. On wiedział o jaskini. Musiałem myśleć o Gwen. Ruark powiedział, że Garse w swym szaleństwie poprzysiągł oddać ją Lorimaarowi, a ja nazwałem go kłamcą, ale potem zobaczyłem Garse’a tuż za sobą. Gwen jest moją betheyn, a ty jesteś korarielem. Jestem za was odpowiedzialny. Musiałem ocalić życie. Rozumiesz? Nie chciałem tego zrobić. Pobiegłem do niego, wypaliłem sobie drogę… ale larwy z gniazda już go oblazły, białe paskudztwa, i dorosłe osobniki też… spaliłem je, spaliłem i wyniosłem go na zewnątrz.

Ciałem Vikary’ego wstrząsnęło suche łkanie. Łzy nie popłynęły, nie pozwolił im na to.

— Spójrz. Nosił puste żelazo. Polował na mnie. Kochałem go, a on na mnie polował!

Świecik w dłoni Dirka zaczął go palić. Mężczyzna spojrzał raz jeszcze na Garse’a Janacka, którego ubiór przybrał kolor krzepnącej krwi i butwiejącego mchu. Potem przeniósł wzrok na Jaana Vikary’ego, który stał obok niego, bliski załamania. Twarz miał pobladłą, a jego potężne ramiona drżały. Jeśli nada się czemuś imię, pomyślał Dirk. Musiał teraz znaleźć imię dla Jaantony’ego high-Ironjade’a.

Wsunął zaciśniętą w pięść dłoń do ciemnej kieszeni.

— Nie miałeś innego wyjścia — skłamał. — Zabiłby cię, a potem również Gwen. Tak powiedział. Cieszę się, że Arkin zdążył cię ostrzec.

Wydawało się, że te słowa uspokoiły Vikary’ego, który kiwnął głową bez słowa.

— Kiedy nie wróciłeś na czas, poleciałem cię szukać — ciągnął Dirk. — Gwen była zaniepokojona. Chciałem ci pomóc. Garse mnie złapał, zabrał mi broń i oddał mnie Lorimaarowi oraz Pyrowi. Powiedział, że jestem darem krwi.

— Darem krwi — powtórzył Vikary. — On oszalał, t’Larien. To prawda. Garse Ironjade Janacek nie był taki. Nie był Braithem, nie zwykł ofiarowywać darów krwi. Musisz w to uwierzyć.

— Tak — zgodził się Dirk. — Popadł w obłęd. Masz rację. Można to było poznać po tym, jak mówił. Tak.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)