Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 94
Перейти на страницу:

Przeniosła wzrok z Dirka z powrotem na Jaana.

— Czy to prawda? Arkin powiedział mi coś w tym rodzaju, ale mu nie uwierzyłam.

— To prawda — potwierdził Vikary.

— Arkin tu jest? — zapytał Dirk.

Kobieta kiwnęła głową.

— W autolocie. Przyleciał z Larteynu. Musiałeś mu powiedzieć, gdzie jestem. Wypróbował na mnie parę nowych kłamstw, ale dałam mu w łeb. Nie jest już niebezpieczny.

— Gwen — odezwał się Dirk. — Źle oceniliśmy Arkina. — Żółć podeszła mu do gardła. — Nie rozumiesz, Gwen? To Arkin ostrzegł Jaana, że Garse zamierza go zdradzić. Gdyby nie to, Jaan o niczym by nie wiedział. Mógłby zaufać Janackowi, mógłby go nie zestrzelić. Garse mógłby go pojmać, zabić. — Jego głos brzmiał ochryple i nerwowo. — Nie rozumiesz? Arkin…

Spojrzała na Dirka. Ogień odbijał się w jej oczach zimnym blaskiem.

— Rozumiem — potwierdziła słabym, urywanym głosem. Ponownie spojrzała na Vikary’ego. — Och, Jaan — powiedziała, wyciągając do niego ramiona.

Podszedł do niej, złożył głowę na jej ramieniu i objął ją z całej siły. A potem się rozpłakał.

Dirk zostawił ich i podszedł do autolotu.

Arkin Ruark siedział mocno przywiązany do jednego z foteli. Miał na sobie grube polowe ubranie. Zwiesił głowę, dotykając podbródkiem piersi. Gdy Dirk wszedł do pojazdu, Kimdissianin uniósł z wysiłkiem głowę.

— Dirk — odezwał się słabym głosem.

Dirk zdjął niewygodny plecak i postawił go na podłodze. Potem oparł się o tablicę rozdzielczą.

— Arkin — odparł spokojnie.

— Pomóż mi — poprosił Ruark.

— Janacek nie żyje — poinformował go Dirk. — Jaan strącił go laserem prosto w gniazdo drzewnych upiorów.

— Garsey — powiedział z pewnym trudem Ruark. Wargi miał obrzęknięte i zakrwawione, a głos mu drżał. — Zabiłby was wszystkich. Czysta prawda, czysta. Ostrzegłem Jaana, tak, ostrzegłem go. Uwierz mi, Dirk.

— Och, wierzę ci — zapewnił Dirk, kiwając głową.

— Próbowałem pomóc, tak, ale Gwen wpadła w szał. Widziałem, jak Braithowie dopadli Jaana. Szedłem właśnie do niego, ale oni byli pierwsi. Bałem się o nią, tak. Przyleciałem tu po to, żeby jej pomóc, ale pobiła mnie, nazwała kłamcą, związała i zostawiła tutaj. Ona oszalała, Dirk, mój przyjacielu, naprawdę oszalała. To kavalarski obłęd. Jest prawie taka jak Garse, zupełnie nie jak słodka Gwen. Myślę, że zamierza mnie zabić. Może ciebie też, nie wiem. Chce wrócić do Jaana, wiem o tym. Pomóż mi, musisz mi pomóc. Powstrzymaj ją — jęczał.

— Gwen nikogo nie zabije — zapewnił Dirk. — Jest tu teraz Jaan i ja również. Nic ci nie grozi, Arkin, nie obawiaj się. Wszystko naprawimy. Mamy ci za co dziękować, prawda? Zwłaszcza Jaan. Gdyby nie twoje ostrzeżenie, kto wie, co mogłoby się stać.

— Tak — zgodził się Ruark z uśmiechem. — Tak, prawda, czysta prawda.

W drzwiach pojawiła się nagle Gwen.

— Dirk — zawołała go, ignorując Ruarka.

Odwrócił się w jej stronę.

— Słucham?

— Powiedziałam Jaanowi, żeby się na chwilę położył. Jest bardzo zmęczony. Chodź na dwór, żebyśmy mogli porozmawiać.

— Chwileczkę — zaprotestował Ruark. — Najpierw mnie rozwiążcie, hę? Zróbcie to. Moje ręce, Dirk, moje ręce…

Dirk wyszedł z pojazdu. Jaan leżał nieopodal z głową wspartą o pień drzewa, wpatrując się niewidzącymi oczyma w odległy ogień. Oddalili się od niego, wchodząc w ciemny gąszcz dławców. Wreszcie Gwen zatrzymała się i spojrzała na niego.

— Jaan nie może się dowiedzieć — stwierdziła, odgarniając prawą dłonią z czoła kosmyk włosów.

Dirk wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.

— Twoja ręka.

Na prawym przedramieniu Gwen nosiła żelazo, czarne i puste. Zatrzymała rękę, słysząc słowa Dirka.

— Tak — potwierdziła. — Świeciki przyjdą później.

— Rozumiem — potwierdził. — Teyn i betheyn jednocześnie.

Kiwnęła głową. Wyciągnęła ręce, ujmując w nie dłonie Dirka. Jej skóra była chłodna i sucha.

— Ciesz się razem ze mną, Dirk — rzekła cichym głosem. — Proszę.

Uścisnął jej dłonie, starając się dodać jej otuchy.

— Cieszę się — zapewnił bez większego przekonania. Zapadła długa cisza, przepojona wielką goryczą.

— Wyglądasz okropnie — odezwała się wreszcie Gwen z bladym, wymuszonym uśmiechem. — Cały jesteś podrapany. Dziwnie trzymasz rękę. Dziwnie chodzisz. Nic ci nie jest?

Wzruszył ramionami.

— Braithowie się nie cackali — odparł. — Przeżyję to. — Puścił jej dłonie i sięgnął do kieszeni. — Gwen, mam coś dla ciebie.

Trzymał w garści dwa kamienie. Świecik, okrągły i z grubsza wyszlifowany, tlił się słabym, rozświetlającym go od wewnątrz ogniem. Mniejszy, ciemniejszy szeptoklejnot był martwy i zimny.

Gwen wzięła bez słowa oba klejnoty i przez chwilę obracała je w dłoni, marszcząc brwi. Potem wsadziła świecik do kieszeni i oddała szeptoklejnot Dirkowi.

Przyjął go.

— Ostatnia pamiątka po Jenny — skwitował, zamykając dłoń na pełnej ech kropli lodu, która po chwili zniknęła z powrotem w jego kieszeni.

— Wiem — odparła. — Dziękuję, że mi go zaoferowałeś. Ale, prawdę mówiąc, on już do mnie nie przemawia. Chyba za bardzo się zmieniłam. Już od lat nie słyszałam szeptu.

— Aha — przyznał. — Podejrzewałem, że tak może być. Ale musiałem ci go zaoferować. Klejnot i obietnicę. Obietnica nadal do ciebie należy, Gwen, jeśli tylko będziesz jej kiedyś potrzebowała. Powiedzmy, że to moje żelazo i ogień. Chyba nie chcesz zrobić ze mnie niby-człowieka, co?

— Nie chcę — zapewniła. — A ten drugi…

— Garse go zatrzymał, kiedy wyrzucił resztę. Pomyślałem sobie, że może zechcesz oprawić go z powrotem, razem z nowymi. Jaan nic nie zauważy.

Gwen westchnęła.

— Zgoda — obiecała. — Wiesz co, przekonałam się, że jednak żal mi Garse’a. Czy to nie dziwne? Przez wszystkie te lata, które razem spędziliśmy, nie było prawie dnia, byśmy nie skakali sobie do gardeł, a biedny Jaan, który kochał nas oboje, ciągle znajdował się między młotem a kowadłem. Bywały chwile, gdy czułam się niemal pewna, że jedyne, co stoi między mną a szczęściem, to Garse Ironjade Janacek. Ale teraz już go nie ma i trudno mi w to uwierzyć. Ciągle się spodziewam, że pokaże się w swym autolocie, szeroko uśmiechnięty i uzbrojony po zęby, gotowy warknąć na mnie, żeby mi pokazać, gdzie moje miejsce. Kiedy wreszcie sobie uświadomię, że to prawda, to kto wie, może się rozpłaczę. Nie uważasz, że to dziwne?

— Nie — zaprzeczył Dirk. — Nie uważam.

— Mogłabym też niemal zapłakać nad Arkinem — kontynuowała Gwen. — Czy wiesz, co mi powiedział? Kiedy przyleciał po mnie do Kryne Lamiya? Po tym, jak nazwałam go kłamcą, uderzyłam go i złamałam psychicznie? Wiesz, co powiedział?

Dirk potrząsnął głową, czekając na dalsze słowa.

— Powiedział, że mnie kocha — poinformowała go Gwen, uśmiechając się ponuro. — Że zawsze mnie kochał. Już od chwili, gdy spotkaliśmy się na Avalonie. Nie mogę przysiąc, że mówił prawdę. Garse zawsze powtarzał, że manipulatorzy są bystrzy, a Arkin nie musiałby być geniuszem, żeby się zorientować, jak wpłynęło na mnie jego oświadczenie. O mało go nie uwolniłam, kiedy mi to wyznał. Wydawał się taki mały i żałosny. Zanosił się płaczem. Ale zamiast tego… — Zawahała się. — Widziałeś jego twarz?

— Widziałem — potwierdził Dirk. — Wygląda paskudnie.

— To właśnie zrobiłam, zamiast go wypuścić — ciągnęła Gwen. — Ale teraz chyba mu wierzę. Naprawdę mnie kochał, na swój chory sposób. Widział, jak sama się krzywdzę, i zdawał sobie sprawę, że z własnej inicjatywy nigdy nie opuszczę Jaana, postanowił więc wykorzystać ciebie, zrobić użytek ze wszystkiego, o czym opowiedziałam mu w zaufaniu, i w ten sposób zmusić mnie do zerwania z Jaanem. Pewnie sądził, że ja i ty z czasem znowu oddalimy się od siebie, tak jak na Avalonie, i wtedy zwrócę się do niego. A może wiedział lepiej. Nie jestem pewna. Zapewniał, że chodziło mu tylko o mnie, o moje szczęście, że nie mógł znieść świadomości, że noszę nefryt i srebro. Że nie myślał o sobie. Twierdził, że jest moim przyjacielem. — Westchnęła ciężko. — Przyjacielem — powtórzyła.

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)