Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 106
Перейти на страницу:

— Podniósł głos. — Uwaga, zbliżamy się do Sto Lat! Kurs powrotny punkt szósta! — Mrugnął do Glendy. — A jak was tam nie będzie, to jadę bez was — uprzedził. — Omnibus trzeba łapać w czasie łapania omnibusu.

Glenda wróciła na swoje miejsce.

— Nie było tak źle, prawda? — spytała po chwili, gdy zaczęły już rosnąć światła miasta.

— Tato będzie się martwił — powiedziała Juliet.

— Pomyśli, że jesteś ze mną.

Trev milczał. Zgodnie z regułami ulicy, być zdemaskowanym wobec swojej wymarzonej dziewczyny jako ktoś, kogo tak łatwo rozszyfrować jako kogoś, kto nie jest dość twardy, by komuś innemu przyłożyć ołowianą rurką, jest wybitnie zawstydzające… Chociaż jakoś nikt tego nie zauważył.

— Chyba mają tam jakieś kłopoty! — zawołał woźnica. — Lancrański Lotnik nie odjechał.

Widzieli tylko pochodnie i światła latarni ukazujące wielki zajazd przed bramą miasta. Na dziedzińcu stało kilka dyliżansów. Kiedy podjechali bliżej, woźnica krzyknął coś do chudego, krzywonogiego mężczyzny o szczurzej twarzy, z tych, którzy jakoś sami się generują wokół dowolnej instytucji, zajmującej się transportem i końmi.

— Lotnik nie wyjechał? — spytał woźnica.

Mężczyzna o szczurzej twarzy wyjął z ust niedopałek papierosa.

— Koń zgubił podkowę.

— I co? Mają tu przecież kowala, nie? Szybka poczta i takie rzeczy.

— Nie będzie nic szybkiego, bo on sobie właśnie przywalcował łapę do kowadła — wyjaśnił mężczyzna.

— Masę to będzie kosztować, jak Lotnik nie wyruszy — stwierdził woźnica. — To przecież poczta. Powinno się zegarki nastawiać według Lotnika.

Nutt wstał.

— Chętnie podkuję konia dla panów — zaproponował, podnosząc drewnianą skrzynkę z narzędziami. — Może niech pan pójdzie i komuś powie.

Mężczyzna odbiegł, a omnibus zatrzymał się na dziedzińcu, gdzie podszedł do nich pospiesznie inny mężczyzna, wyraźnie lepiej ubrany.

— Któryś z was to kowal? — zapytał, patrząc wprost na Glendę.

— Ja — odpowiedział Nutt.

Mężczyzna wytrzeszczył oczy.

— Nie wygląda pan na kowala, drogi panie.

— Wbrew powszechnym przekonaniom większość kowali jest raczej żylasta niż potężna. To kwestia ścięgien, nie mięśni.

— I ma pan doświadczenie z kowadłem?

— Byłby pan zdumiony, drogi panie.

— W kuźni są gotowe podkowy — oświadczył mężczyzna. — Będzie pan musiał którąś dopasować.

— Wiem, jak to robić — odparł Nutt. — Panie Trev, byłoby miło, gdyby poszedł pan ze mną i pomógł przy miechach.

* * *

Zajazd był wielki i zatłoczony, ponieważ — jak we wszystkich zajazdach dyliżansów — jego dzień roboczy trwał dwadzieścia cztery godziny i ani chwili krócej. Nie miał wyznaczonych pór posiłków. Gorące dania dla tych, którzy mogli sobie na nie pozwolić, były dostępne przez cały czas, a na wielkim stole w głównej sali leżały plastry zimnego mięsa. Ludzie przybywali tutaj, w możliwie krótkim czasie mogli się wypróżnić i wypełnić, i znowu byli wysyłani w drogę, ponieważ miejsce było potrzebne dla następnych. Zdawało się, że nie ma ani jednej chwili bez brzęku uprzęży. Glenda znalazła spokojny kącik.

— Wiesz co? — zwróciła się do Juliet. — Idź po kanapki dla chłopców.

— Zabawne, że pan Nutt jest kowalem — stwierdziła Juliet.

— Jest człowiekiem kryjącym wiele sekretów.

Juliet zmarszczyła brwi.

— Ile?

— To tylko takie powiedzenie, Juliet. A teraz ruszaj.

Potrzebowała czasu, żeby się zastanowić. Te dziwne latające kobiety… Pan Nutt… Wiele było do przemyślenia. Człowiek zaczyna dzień i to po prostu kolejny dzień, a potem nagle jest tutaj, szczęśliwie nie kończąc jako rozbójnik, siedząc w innym mieście i nie mając właściwie nic prócz ubrania na sobie, nie wiedząc, co się stanie za chwilę…

Co w pewnym sensie było ekscytujące. Przez chwilę analizowała to uczucie, ponieważ ekscytacja nie należała do regularnych elementów jej życia. Ogólnie biorąc, zapiekanki nie ekscytują.

Wstała i niezauważona szła wśród tłumu, z mglistym planem obejrzenia tutejszej kuchni. Jednak na drodze stanął jej ktoś, czyje zaokrąglone ciało, spocona twarz i zdenerwowanie sugerowały oberżystę.

— Jeśli zechce pani momencik zaczekać… — powiedział do niej, po czym zwrócił się do kobiety wychodzącej z pokoju, który wyglądał jak prywatna jadalnia. — Jak miło było znów panią gościć, lady — zapewnił, kołysząc się lekko. — Wasza łaskawość wyświadcza nam zaszczyt, odwiedzając nasz skromny lokal.

Lady…

Właśnie tak Glenda wyobrażała sobie tę kobietę, kiedy Nutt po raz pierwszy o niej opowiadał. Wysoka, szczupła, mroczna, nieprzystępna i budząca lęk. Minę miała surową. Kiedy się odezwała, Glenda uznała jej ton za elegancki.

— Zbyt tu hałaśliwie.

— Ale wołowina doskonała — wtrącił ktoś.

Glenda spostrzegła, że dama niemal przesłoniła niższą kobietę, całkiem sympatyczną i mającą w sobie coś pedantycznego.

— Czy pani jest lady Margolottą? — spytała.

Wysoka dama rzuciła jej szybkie spojrzenie krótkotrwałej wzgardy, po czym odmaszerowała w stronę głównego wyjścia. Jej towarzyszka się zatrzymała.

— Masz jakąś sprawę do lady Margolotty? — spytała.

— Czy ona jedzie do Ankh-Morpork? — spytała Glenda. — Wszyscy wiedzą, że jest flamą lorda Vetinariego.

I natychmiast poczuła zakłopotanie. Dlaczego użyła tego słowa? Przywoływało obrazy, które po prostu nie mieściły się w dostępnej przestrzeni jej umysłu.

— Doprawdy? — zdziwiła się kobieta. — Z całą pewnością są bliskimi przyjaciółmi.

— W każdym razie chciałabym z nią porozmawiać o panu Nutcie — wyjaśniła Glenda.

Kobieta pociągnęła ją do pustej ławy.

— Były jakieś kłopoty? — spytała z niepokojem. Usiadła i klepnęła miejsce obok siebie.

— Powiedziała mu, że jest bezwartościowy — oświadczyła Glenda. — I czasem mi się wydaje, że on się martwi wyłącznie o swoją wartość.

— A czy ty masz jakąś wartość? — spytała kobieta.

— Co to za pytanie? Przecież wcale się nie znamy!

— To ciekawa kwestia i może wiele wyjaśnić. Czy uważasz, że z tego powodu, iż zawiera ciebie, świat jest lepszym miejscem? I wyświadcz mi uprzejmość zastanowienia się nad odpowiedzią zamiast sięgania po jakąś już gotową z półki „urażone”. Obawiam się, że ostatnio zdarza się to coraz częściej. Ludzie myślą, że myślenie i działanie są tym samym.

Wobec takiej reprymendy Glenda ograniczyła się do krótkiego:

— Tak.

— Dzięki tobie stał się lepszy, uważasz?

— Tak. Pomogłam wielu ludziom i wynalazłam zapiekankę oracza.

— Czy ludzie, którym pomogłaś, chcieli twojej pomocy?

— Co? Tak, przyszli i poprosili.

— Dobrze. A zapiekanka oracza?

Glenda wytłumaczyła.

— Ach, musisz być tą kucharką z Niewidocznego Uniwersytetu — domyśliła się kobieta. — To znaczy, że masz do dyspozycji nieco więcej niż zwykła kucharka. Zatem, dedukuję, że aby marynowane cebulki w zapiekance zachowały chrupkość, tuż przed pieczeniem wkładasz je do chłodni, a żeby nie zamarzły, owijasz w ser. Jeśli właściwie ułożysz zapiekankę i będziesz uważała na temperaturę, powinno się udać. — Przerwała na chwilę. — Halo! — zawołała.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)