Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 106
Перейти на страницу:

— W takim razie czemu wracasz?

— Bo jesteście dobrzy i przyjechaliście za mną. Jak mógłbym odmówić? Ale nie zmienia to wszystkich tych rzeczy, o których wszyscy wiedzą.

— Za każdym razem, kiedy robisz świecę albo podkuwasz konia, zmieniasz te rzeczy, o których wszyscy wiedzą. Czy wiesz, że orki… — Glenda się zawahała — … były tak jakby stworzone?

— Tak — potwierdził Nutt. — Było to napisane w książce.

Niewiele brakowało, by eksplodowała.

— To dlaczego mi nie powiedziałeś?

— Czy to ważne? Jesteśmy tym, kim jesteśmy teraz.

— Nie musicie być! — krzyknęła. — Wszyscy wiedzą, że trolle pożerają ludzi i potem ich wypluwają. Wszyscy wiedzą, że krasnoludy odrąbują ludziom nogi. Ale równocześnie wszyscy wiedzą, że to, co wszyscy wiedzą, to nieprawda. A orki nie chciały być takie, jakie są. Ludzie to zrozumieją.

— To będzie straszliwe brzemię.

— Pomogę! — Glenda była zaszokowana prędkością własnej reakcji. I wymamrotała jeszcze: — Pomogę.

Węgle w palenisku trzeszczały cicho, gdy przygasały. Ogień w pracowitej kuźni rzadko kiedy całkiem gaśnie. Po chwili odezwała się Glenda.

— To ty napisałeś wiersz dla Treva, prawda?

— Tak, panno Glendo. Mam nadzieję, że jej się podobał.

Glenda uznała, że powinna wyjaśnić to delikatnie.

— Muszę ci wyznać, że nie zrozumiała wielu słów. Tak jakby musiałam je przetłumaczyć.

Nie było to zbyt trudne, przypomniała sobie. Większość wierszy miłosnych pod ozdobnym pismem była właściwie taka sama.

— A czy panience się podobał? — spytał Nutt.

— To był przepiękny wiersz — odparła.

— Napisałem go dla panienki.

Nutt patrzył na nią z miną, która łączyła w sobie równocześnie lęk i wyzwanie.

A po jego słowach stygnące palenisko rozjarzyło się na nowo. W końcu kuźnia ma przecież duszę. I całkiem jakby na to czekały, możliwe odpowiedzi ustawiły się Glendzie na końcu języka. Cokolwiek teraz zrobisz, będzie bardzo ważne, powiedziała sobie. Naprawdę, niezwykle, wyjątkowo ważne. Nie próbuj się zastanawiać, co ta nieszczęsna służąca Mary by zrobiła w jednej z tych tanich powieści, które czytujesz, ponieważ Mary została wymyślona przez osobę, której nazwisko podejrzanie przypomina anagram kogoś takiego jak ty sama. Ona nie jest prawdziwa, a ty jesteś.

— Lepiej wsiadajmy do dyliżansu — powiedział Nutt, chwytając skrzynkę.

Glenda dała spokój namysłom i wybuchnęła płaczem. Należy zaznaczyć, że nie były to takie delikatne łezki, jakie popłynęłyby spod powiek służącej Mary, ale wielkie, długo wstrzymywane łzy kogoś, kto bardzo rzadko płacze. Były również trochę lepkie, z sugestią zasmarkania. Ale też prawdziwe — służąca Mary zwyczajnie nie byłaby do takich zdolna.

No i oczywiście właśnie w takiej chwili Trev musiał wyleźć z mroku i powiedzieć:

— Zapowiadają nasz kurs… Czy u was wszystko w porządku?

Nutt spojrzał na Glendę. Łez nie da się w zasadzie cofnąć, ale Glenda zdołała jakoś zrównoważyć je uśmiechem.

— Wydaje mi się, że tak jest w istocie — powiedział Nutt.

* * *

Podróżując pospiesznym dyliżansem, nawet w pogodną ciepłą jesienną noc, pasażerowie na dachu doświadczają temperatur, w których zamarza się na kość. Oczywiście są skórzane osłony i derki różnego wieku, grubości i zapachu. Przetrwać można, jedynie owijając się w największy możliwy kokon, w miarę możliwości razem z kimś innym, siedzącym obok — dwojgu ludziom łatwiej się rozgrzać niż jednemu. W teorii może to prowadzić do migdalenia, ale siedzenia w powozie i kamienistość drogi powodują, że sprawy te nie dominują w umyśle pasażera, który śni tęsknie o poduszkach. Na dodatek padał teraz drobny deszcz.

Juliet wyciągnęła szyję, by spojrzeć na siedzenia z tyłu, ale zobaczyła tylko stosy wilgotnych koców będących odpowiedzią linii dyliżansowej na chłód nocnego powietrza.

— Nie myślisz chyba, że robią do siebie słodkie oczy, co? — spytała.

Trev, sam opakowany w koce, najpierw tylko stęknął, ale potem przemówił:

— Myślę, że on się nią zachwyca. Zawsze jest trochę zakłopotany, kiedy jest blisko niej. Tyle wiem.

* * *

To musi być romans, myślała Glenda. Niejeden z tych, które co tydzień wypuszczała Iradna Comb-Buttworthy. Wydawał się bardziej realny — realny i bardzo, bardzo dziwny.

— Czy wie panienka, że wszystkie orki były po wojnie ścigane? — odezwał się Nutt. — Wszystkie, także dzieci.

Ludzie nie mówią takich rzeczy w sytuacjach romantycznych, myślała Glenda. Ale ta nadal taka jest, dodała.

— Przecież byli zmuszani — odparła. — Mieli dzieci. Tak?

Powinnam mu powiedzieć o magicznym zwierciadle? — zastanawiała się. Czy będzie od tego lepiej? Czy gorzej?

— To były bardzo niedobre czasy.

— No więc… Spójrz na to w taki sposób. Większość ludzi, którzy mówią teraz o orkach, nie wie, jakie naprawdę były. Jedynym orkiem, jakiego mają szansę zobaczyć, jesteś ty. Robisz piękne świece. Trenujesz drużynę piłkarską. To wiele znaczy. Pokazujesz im wszystkim, że orki nie biegają dookoła i nie urywają ludziom głów. I z tego możesz być dumny.

— Szczerze powiem, że kiedy pomyślę o wielkości momentu siły koniecznego do ukręcenia ludzkiej głowy wbrew życzeniu jej właściciela, jestem pod wrażeniem. Ale to teraz, kiedy siedzę tu z panienką. Wtedy chciałem uciekać w góry. Myślę, że w ten sposób przeżyliśmy. Kto nie trzymał się z daleka od ludzi, ten ginął.

— To bardzo cenna uwaga — przyznała Glenda. — Ale sądzę, że na razie powinieneś zachować ją dla siebie.

Zauważyła zdumioną sowę, przez moment oświetloną lampami dyliżansu.

A potem powiedziała, wpatrując się nieruchomo przed siebie:

— A w sprawie tego wiersza…

— Skąd panienka wiedziała, panno Glendo?

— Dużo wspomina o dobroci. — Odchrząknęła. — I biorąc pod uwagę okoliczności, myślę, że wystarczy: Glenda.

— Byłaś dla mnie bardzo dobra — oświadczył Nutt. — Jesteś dobra dla wszystkich.

Glenda szybko wypchnęła z pamięci wizję pana Ottomy’ego.

— Nieprawda — stwierdziła. — Na wszystkich bez przerwy krzyczę.

— Tak, ale to dla ich dobra.

— Co teraz zrobimy? — spytała Glenda.

— Nie mam pojęcia. Ale czy mogę opowiedzieć ci coś ciekawego o statkach?

Nie całkiem tego Glenda oczekiwała, ale było to w stu procentach Nuttowe.

— Ze statkami ciekawe zjawisko polega na tym, że kapitanowie muszą bardzo uważać, kiedy dwa statki są blisko siebie na morzu, zwłaszcza przy słabym wietrze. Mają skłonność do zderzania się.

— Ponieważ dmucha wiatr i w ogóle? — spytała Glenda.

Myślała: w teorii jest to sytuacja romantyczna, a ja mam się nauczyć czegoś o statkach. Iradna Comb-Buttworthy nigdy nie umieściła w swojej książce żadnego statku. Prawdopodobnie statki nie mają odpowiednich saszetek.

— Nie — odparł Nutt. — Mówiąc najprościej, każdy ze statków osłania ten drugi przed bocznymi falami z jednej burty, więc drobnymi krokami zewnętrzne siły pchają je do siebie, choć one nie zdają sobie z tego sprawy.

— Och! To metafora — domyśliła się Glenda z ulgą. — Uważasz, że nas coś popycha do siebie?

— Coś w tym rodzaju — zgodził się Nutt.

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)