Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 106
Перейти на страницу:

Nutt też został zabity, zgodnie z tym, co mówił Trev, a potem tak jakby się odzabił, zanim wrócił na uniwersytet i wyjadł wszystkie zapiekanki.

Była w tym jakaś ogromna luka, ale wypełniali ją ludzie z pejczami. Nie może istnieć ktoś, kto tylko walczy, myślała. Musi robić coś jeszcze. A Nutt wcale nie jest bardziej dziwaczny od większości ludzi, jakich ostatnio się widuje. Niewiele tego, żeby zacząć, ale z drugiej strony wszyscy wiedzą, że Zły Imperator był czarnoksiężnikiem. Wszyscy wiedzą, że nikt nic nie poradzi na to, jak został stworzony. Warto spróbować. To odrobina niepewności…

Gdy tylko znowu stanęła przed specjalnym miejscem Nutta, wyczuła, że jest puste. Pchnęła drzwi i odkryła bardzo wyraźną nieobecność świec oraz — co ważniejsze — rzucającą się w oczy nieobecność Nutta.

Przecież kazałam mu iść i pomóc im w treningu. Na pewno tam właśnie jest, poszedł trenować, absolutnie, tłumaczyła sobie.

Nie ma powodu do zmartwienia.

Zdenerwowana, przeczuwając, że jednak dzieje się coś niedobrego, zmusiła się, by wrócić do nocnej kuchni.

* * *

Była już prawie na miejscu, kiedy spotkała pana Ottomy’ego. Jego stercząca grdyka była czerwona i lśniąca jak kurze podroby.

— Czyli mamy na dole orka ludojada, co? — odezwał się. — Ludzie nie będą na to patrzeć spokojnie. Słyszałem, że potrafiły walczyć nawet z odrąbaną głową.

— To ciekawe — stwierdziła Glenda. — A skąd wiedziały, w którą stronę iść?

— Aha! Potrafiły wywąchać sobie drogę — wyjaśnił pedel.

— A jak mogły to robić z odrąbaną głową? Czy sugeruje pan, że miały nosy w tyłkach?

Była zaszokowana, że powiedziała coś takiego. To były brzydkie wyrazy, ale Ottomy stanowił ucieleśnienie brzydkich wyrazów.

— Nie podoba mi się to — oświadczył, ignorując jej pytanie. — I wie panienka, co jeszcze słyszałem? Że były tak jakby stworzone. Kiedy Zły Imperator potrzebował wojowników, kazał paru Igorom zmienić gobliny w orki. To w ogóle nie są prawdziwi ludzie! Idę się poskarżyć nadrektorowi.

— On już wie — powiedziała Glenda. No, musi wiedzieć, pomyślała. I Vetinari też. — Nie ma pan chyba zamiaru sprawiać kłopotów panu Nuttowi, prawda? — spytała. — Bo jeśli tak, panie Ottomy… — pochyliła się — … to już nigdy nikt pana nie zobaczy.

— Nie powinna panienka tak mi grozić.

— Ma pan rację, nie powinnam — przyznała. — Powinnam powiedzieć: Nigdy już nikt cię nie zobaczy, ty bezczelny, oślizły ćwoku! Idź, poskarż się nadrektorowi, jeśli masz ochotę, i zobaczymy, co ci z tego przyjdzie!

— Zjadały ludzi żywcem! — Ottomy nie ustępował.

— Tak samo jak trolle. Oczywiście, wypluwały ich potem, ale nie w takim stanie, żeby mogli cieszyć się życiem. Kiedyś walczyliśmy z krasnoludami, a kiedy one odrąbywały człowieka w kolanach, to nie żartowały. Wiemy, panie Ottomy, że lampart może zmienić swoje cętki. — Pociągnęła nosem. — I może warto, żeby pan też zmienił coś z ubrania. Na przykład bieliznę. I jeśli usłyszę o jakichś kłopotach z pana strony, to pan usłyszy o mnie. Tam, na górze, jest nadrektor. Tutaj, na dole, w ciemności… są sztućce.

— Powtórzę mu, co panienka mówiła — zagroził pechowy pedel, cofając się o krok.

— Będę bardzo wdzięczna — odparła Glenda. — A teraz wynocha.

Dlaczego w ogóle mówimy, że lampart może zmienić swoje cętki? — zastanawiała się, patrząc, jak pan Ottomy odchodzi pospiesznie. Czy ktoś widział, jak lampart zdejmuje cętki z futra? A gdyby nawet, jak by przyczepiał nowe? Ale ciągle to powtarzamy, jakby to była święta prawda, podczas gdy w rzeczywistości oznacza, że skończyły nam się argumenty.

* * *

Miała jeszcze coś zrobić… ale co to było? A tak…

Raz jeszcze podeszła do kociołka, na którym wypisała kredą „Nie dotykać”, i uniosła pokrywkę. Paciorkowate oczy spojrzały na nią z wodnistej głębi; odeszła, wzięła kilka skrawków ryby i rzuciła je na czekające szczypce.

— Z tobą przynajmniej wiem, co robić — powiedziała.

Działająca sprawnie kuchnia zawiera bardzo wiele różnych przedmiotów, z których wcale nie najmniejsza jest kolekcja narzędzi pozwalających na dokonanie krwawego mordu. Są także liczne sposoby usunięcia dowodów. Nie po raz pierwszy taka myśl przyszła jej do głowy. I Glenda była z tego całkiem zadowolona. Na razie jednak wyjęła z szuflady parę bardzo grubych rękawic, znowu włożyła swój stary płaszcz, sięgnęła do kociołka i chwyciła kraba. Klapnął na nią szczypcami. Wiedziała, że to zrobi. Nigdy, przenigdy nie można oczekiwać wdzięczności od kogoś, komu się pomaga.

— Odpływ się zbliża — powiedziała do skorupiaka. — Dlatego wybierzemy się na spacer.

Wrzuciła go do torby na zakupy i pomaszerowała przez uniwersyteckie trawniki.

Para studentów ostatniego roku pracowała na przystani. Jeden z nich uniósł głowę i zapytał:

— Czy powinna pani chodzić po murawie uniwersytetu?

— To absolutnie zakazane dla pracowników kuchennych — odparła Glenda.

Studenci spojrzeli na siebie nawzajem.

— Aha. Dobrze — mruknął jeden z nich.

I tyle.

Żadnych problemów.

To był metaforyczny młotek. Uderzał jedynie wtedy, kiedy człowiek wierzył, że tam jest.

Wyjęła kraba z torby, a on z irytacją zamachał szczypcami.

— Widzisz tam? — spytała, wskazując wolną ręką. — To Pole Kwoki i Kurczaków.

Nie była pewna, czy paciorkowate oczka potrafią się zogniskować na trawiastej równinie za rzeką, ale przynajmniej ustawiła go we właściwym kierunku.

— Ludzie myślą, że kiedyś hodowano tu kury — mówiła dalej swobodnie, a dwaj młodzi magowie patrzyli na siebie zdziwieni. — W rzeczywistości jest całkiem inaczej. Kiedyś wieszano tutaj ludzi, więc kiedy szli ze starego więzienia, które dawniej stało tam, kapłan w powiewających szatach kroczył na czele procesji i zdawało się, że prowadzi skazańców i dozorców niczym kwoka swoje kurczęta. Coś takiego nazywamy tu absurdalnym poczuciem humoru i nie mam bladego pojęcia, czemu do ciebie mówię. Zrobiłam, co mogłam. Teraz wiesz więcej niż wszystkie inne kraby.

Podeszła do samej linii tego, co w płynącej przez miasto rzece uchodziło za wodę, i wrzuciła do niej kraba.

— Trzymaj się z daleka od saków. I już tu nie wracaj.

Odwróciła się i zauważyła, że obaj młodzi magowie się jej przyglądają.

— No co? — rzuciła. — Jakieś prawo zabrania tu rozmów z krabami?

Po czym wyminęła ich z uśmiechem.

Znowu długimi korytarzami wędrowała nieco oszołomiona w stronę kadzi. Niektórzy z tutejszych mieszkańców zerkali na nią nerwowo, kiedy przechodziła, ale po Nutcie nie było ani śladu, chociaż przecież wcale go nie szukała, skąd. Była już prawie w nocnej kuchni, kiedy pojawili się Juliet i Trev. Glenda nie mogła nie zauważyć, że Juliet mocno błyszczą oczy i jest nieco rozwichrzona. Nie mogła nie zauważyć, ponieważ bardzo się starała zauważać to za każdym razem. Ta prawie rodzicielska odpowiedzialność jest naprawdę straszna.

— Co jeszcze tu robicie? — spytała.

Ich twarze wyrażały nie tylko zakłopotanie.

— Wróciłam pożegnać się z dziewczętami i musiałam zaczekać na Treva, bo miał trening.

Glenda usiadła.

— Zrób mi herbaty, dobrze? — A że trudno się pozbyć starych przyzwyczajeń, dodała: — Zagotuj wodę w czajniku, dwie łyżeczki herbaty na imbryk. Nalej wody z czajnika do imbryka, jak tylko się zagotuje. Nie wsypuj herbaty do czajnika. — Zwróciła się do Treva. — Gdzie jest pan Nutt? — spytała, a w jej głosie dźwięczała nonszalancja.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)