Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 106
Перейти на страницу:

Zakołysali się, gdy dyliżans podskoczył na wyjątkowo głębokiej dziurze w drodze.

— Czyli jeśli nic nie zrobimy, będziemy zbliżać się do siebie coraz bardziej?

— Tak.

Dyliżans znowu podskoczył i zatrząsł się, ale Glenda miała wrażenie, jakby szła po bardzo cienkiej linie. Nie chciałaby powiedzieć czegoś niewłaściwego.

— Trev mówił, że umarłem? — ciągnął Nutt. — No więc to prawda. Chyba. Lady mówiła, że Zły Imperator stworzył nas z goblinów. Igory to zrobiły. I włożyły do środka coś bardzo dziwnego. Jakby część ciebie, która nie całkiem jest częścią ciebie. Nazwali to Braciszkiem. Jest umieszczone w samym wnętrzu i bardzo dokładnie osłonięte. To tak, jakbyśmy przez cały czas mieli w środku własny szpital. Wiem, że zostałem bardzo mocno uderzony, ale Braciszek utrzymał mnie przy życiu i po prostu wyleczył wszystko. Są sposoby zabicia orka, ale niewiele. A ktoś, kto wypróbowuje je na żywym orku, nie ma czasu na znalezienie właściwego. Czy to cię nie martwi?

— Nie — uspokoiła go Glenda. — Nie bardzo to wszystko rozumiem. Ważniejsze, moim zdaniem, żebyś po prostu był sobą.

— Nie. Nie wydaje mi się, że powinienem być tym, kim jestem, ponieważ jestem orkiem. Ale mam pewne plany w tej kwestii.

Glenda znów odchrząknęła.

— Ta sprawa ze statkami… Czy to się dzieje szybko?

— Zaczyna się powoli, ale pod koniec ruch jest całkiem szybki.

— Bo rozumiesz… — tłumaczyła. — Znaczy… Nie mogę tak po prostu odejść z pracy, i są jeszcze te starsze panie, które odwiedzam, a ty będziesz zajęty piłką…

— Tak. Myślę, że powinniśmy robić to, co powinniśmy robić, a jutro jest ostatni dzień treningu. To znaczy już właściwie dzisiaj.

— A ja muszę przygotować mnóstwo zapiekanek.

— Oboje mamy przed sobą ciężkie dni — oświadczył Nutt z powagą.

— Tak. Eee… um… Nie będziesz miał mi za złe, jeśli powiem, że w twoim pięknym wierszu… ten wers… „Krypta to miejsce, gdzie dobrze jest być, lecz po herbatce nikt nie może wyjść” nie całkiem…

— Nie całkiem się udał? Tak, wiem. Nie jestem z niego zadowolony.

— Nie, nie przejmuj się! To cudowny wiersz! — wykrzyknęła Glenda i poczuła zmarszczki na spokojnej powierzchni morza.

* * *

Wschodzące słońce zdołało się wychylić spoza kolumny dymu, która wiecznie unosiła się nad Ankh-Morpork, Miastem Miast, ilustrując niemal do granic kosmosu, że dym oznacza postęp, a przynajmniej ludzi podpalających różne rzeczy.

— Zapewne będziemy tak zapracowani, że nie zostanie nam wiele czasu… dla nas — powiedziała Glenda.

— Zgadzam się całkowicie — odparł Nutt. — Pozostawienie spraw samym sobie stanowczo będzie teraz najrozsądniejszym posunięciem.

* * *

Glenda czuła się lekka jak powietrze, kiedy dyliżans zaturkotał w końcu po Broad-Wayu — i to nie tylko z powodu braku snu. Ta historia ze statkami… — myślała. Naprawdę mam nadzieję, że nie chodziło mu tylko o statki.

Kiedy dotarli na miejsce, przed uniwersytetem czekał spory tłum — tak samo jak wczoraj, jednak dzisiaj wydawało się, że ma inny charakter. Ludzie gapili się na nią i Nutta, a w ich spojrzeniach było coś niedobrego.

Wyciągnęła rękę do kopca, który był Trevem, i udała, że nie słyszy dziewczęcego chichotu.

— Trev — powiedziała. — Czy mógłbyś rzucić na to okiem? Wydaje mi się, że będą kłopoty.

Bardzo rozczochrany Trev wysunął głowę spod koców.

— Hmm… Mnie też — stwierdził. — Przemkniemy tylnym wejściem.

— Możemy zostać i wysiąść przy poczcie.

— Nie — zdecydował Trev. — Nie zrobiliśmy nic złego.

Kiedy wysiadali, do Nutta podszedł mały chłopczyk.

— Czy pan jest orkiem?

— Tak — potwierdził Nutt, pomagając zejść Glendzie. — Jestem orkiem.

— Fajnie! A ukręcił pan kiedyś komuś głowę?

— Nie wydaje mi się. Na pewno bym to zapamiętał.

Zyskał jeśli nie oklaski, to przynajmniej pewną aprobatę ze strony stojących w pobliżu. To jego głos, pomyślała Glenda. Brzmi bardziej elegancko niż u maga. Trudno sobie wyobrazić taki głos z rękami zaciśniętymi na czyjejś głowie.

Nagle otworzyła się tylna brama i szybkim krokiem wyszedł Myślak Stibbons.

— Zobaczyliśmy was z holu — oświadczył, chwytając Nutta za ramię. — Chodźcie szybko. Gdzieście byli?

— Musieliśmy pojechać do Sto Lat — wyjaśnił Trev.

— Służbowo — dodała Juliet.

— W sprawach osobistych — poprawiła ją Glenda, jakby prowokowała Myślaka, by wyraził pretensję. — Coś się stało?

— Było dzisiaj coś w azecie. Nie mieliśmy najprzyjemniejszych chwil — tłumaczył Myślak, holując ich w stronę relatywnego bezpieczeństwa krużganków.

— Napisali coś paskudnego o panu Nutcie? — spytał Trev.

— Niezupełnie. Wydawca „Pulsu” zjawił się osobiście i zapukał do bramy o północy. Chciał porozmawiać z nadrektorem i dowiedzieć się wszystkiego o panu. — Ostatnie słowa skierował bezpośrednio do Nutta.

— Założę się, że to ten przeklęty Ottomy im powiedział — warknęła Glenda. — I co zrobili?

— No więc oczywiście wiecie o tych kłopotach z powodu Meduzy w Straży Miejskiej jakiś czas temu?

— Tak, ale wy, magowie, wszystko załatwiliście — przypomniał Trev.

— Tylko że nikt nie lubi zmieniać się w kamień, nawet na pół godziny. — Myślak westchnął. — „Puls” wydrukował rozsądny tekst. Uważam, że całkiem dobrze wypadł. Zacytowali nadrektora, który tłumaczył, że pan Nutt jest ciężko pracującym członkiem uniwersyteckiego personelu i że nie było żadnych przypadków urwania komuś nogi.

— Tak to napisali? — Glenda szeroko otworzyła oczy.

— Och, zna pani takie teksty, jeśli czytuje pani azety — odparł Myślak. — Oni chyba naprawdę uważają, że ich obowiązkiem jest uspokajać ludzi, najpierw dokładnie im tłumacząc, czemu powinni się obawiać i bardzo niepokoić.

— O tak, wiem. Jak ludzie mogliby się niepokoić, gdyby nikt im nie wytłumaczył dlaczego?

— No więc nie wyszło tak źle. Ale potem kilka innych azet zajęło się tym tematem i fakty stały się, hm… elastyczne. „Detektyw” napisał, że Nutt trenuje drużynę piłkarską.

— To prawda — zauważyła Glenda.

— No więc tak naprawdę trenerem jestem ja. Tylko że zleciłem mu to zadanie. Mam nadzieję, że wszyscy rozumieją. W każdym razie zamieścili rysunek na ten temat.

Glenda zasłoniła dłonią oczy. Nie znosiła azetowych rysunków.

— Narysowali drużynę piłkarską złożoną z orków? — upewniła się.

Wzrok Myślaka wyrażał podziw.

— Tak — potwierdził. — I dali artykuł o poważnych wątpliwościach wobec polityki otwartych drzwi Vetinariego, równocześnie przekonując, że pogłoski, jakoby pan Nutt powinien być zakuty w łańcuchy, są prawdopodobnie fałszywe.

— A „Tantańska Fanfara”? — spytała Glenda. — Oni nigdy nie piszą o niczym, co nie zawiera krwi i okropnego morderstwa… Albo obrazków dziewcząt bez bluzek — dodała po zastanowieniu.

— A tak — przyznał Myślak. — Dali dość niewyraźny obrazek dziewczyny z ogromnymi melonami.

— Chodzi panu o… — zaczął Trev.

— Nie, po prostu wielkie melony. Takie zielone, trochę nakrapiane. Wygrała chyba jakiś konkurs dla ich hodowców. Ale w podpisie mówiła, że nie zaśnie spokojnie we własnym łóżku, skoro wie, że w mieście są orki.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)