Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 137
Перейти на страницу:

— Jednego ideokratycznego państwa spokojnemu Żydowi wystarczy na całe życie, stary. Aż nadto! Drugiego nie potrzebuję!

Teraz dał się słyszeć w jego głosie lekki obcy akcent. Leciusieńki. Wszystko po staremu, nawet głoska „r”, bez której aktorzy za skarby nie mogliby grać Anglosasów, była normalna, petersburska, ale intonacja… rytm zdań, podnoszenie tonu i opuszczanie… „Aż nadto” zadźwięczało raczej jak pytanie: „Aż naaadto?”

— Poczekaj, Walka, nie rozumiem… Co ty, przyjąłeś zasadę „prosze mi dać, panie naczelniku, inny globus”?

— Na pewno drugą półkulę. Stany Zjebnoczone. Tam… to znaczy tu… wszyscy są zjebnoczeni!

— Walka, coś ty, nachlałeś się?

— Ile byś nie pił, Rosjaninem nie zostaniesz — uchylił się od odpowiedzi Weingarten. — Tylko nie wciskaj mi, że ty się nie nachlałeś! No bo co: nooormalka! Niedziela! W takim dniu Stirlitz bardzo chciał czuć się radzieckim oficerem! Malanów nie mógł powstrzymać się od śmiechu.

— No i co u ciebie?

— W sezonie się nudzę — niezbyt jasno odpowiedział Weingarten, ale po sekundzie milczenia ponuro wyjaśnił: — Słońce, słońce… Palmy przeklęte… Plus trzydzieści w cieniu, rozumiesz, a wpadnę tylko do speluny: pełno rosyjskich wódek i reklamka się jarzy: „Najlepsza prosto z mrozu!” Idioci… Ach, po co dzwonię, stary! Zrobiłem ci prezent z okazji dnia zwycięstwa.

— Jakiego zwycięstwa? — osłupiał Malanów.

— W historycznej ojczyźnie, jak widzę, wszyscy zupełnie sfiksowali od tej pierestrojki… czy co wy tam dzisiaj macie. Może Rosjanie mają już to w nosie, ale Żyd zawsze się cieszy. Zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami, ty dupo wołowa! My tu ze Swietką… Właśnie, pozdrowienia i ukłony od Swietki, oczywiście.

— Wzajemnie — powiedział Malanów.

— My tu ze Swietką świętujemy w ogóle wszystkie radzieckie rocznice. I dwudziestego trzeciego lutego, i ósmego marca, i chcesz, to się śmiej, siódmego listopada… Ubaw po pachy, ty tam w Sowdepii tego nie zakosztujesz! Więc tak. Możesz to rozumieć, jak chcesz, ale wykończyłem tu swoją rewertazę. Pięć lat orałem jak na Syberii, ale wykończyłem. Teraz na wiosnę. I żadna zar-raza mi nie przeszkadzała. Ani jedna zaraza, ani jednego razu!

Malanów zgarbił się. Wiedział, jak to rozumieć, ale nogi i tak mu zmiękły. Być może właśnie dlatego, że wszystko tak ładnie się potwierdzało. Przysunął sobie krzesło, usiadł.

— Może i rzeczywiście poślą na Nobla, jak mi się kiedyś marzyło… Chodzą takie słuchy. Ale nie po to dzwonię. Nie żeby się pochwalić, to znaczy pochwalić też… Chcę ci to powiedzieć. Tylko wyprostuj uszy i nerwy, słuchaj pojętnie i spokojnie.

— Słucham — powiedział Malanów i popatrzył na zegarek. Nie ma życia. Pierwszy raz od ośmiu lat zadzwonił przyjaciel z tamtego świata, a tu trzeba zerkać na zegarek.

— Chcę, żebyś nogi w ręce wpakował i przyjechał tutaj pracować.

— Walka, nie rozśmieszaj mnie.

— Już zacząłem obmacywać tu kogo trzeba. Obywatelstwa-śmatelstwa i zielonej karty od razu nie obiecuję, ale będziesz miał kilka lat na rozbieg. Tu, w Kalifornii. Ty też wykończysz tu co tylko zechcesz. Zdradzę ci sekret.

— Zdradź — powiedział zmęczony Malanów.

— Ale najpierw pytanie. Kiedy obracałeś w mózgu te swoje M-kawerny, to o czym myślałeś?

— Jak to? Właśnie o nich myślałem.

— A poza tym?

— Poza tym o wielu rzeczach…

— Nie próbuj mnie robić w wała! Mów mi tu jak na spowiedzi: myślałeś, bandyto, o szczęściu ludzkości? Ze niby wystarczy, żebym zrobił to odkrycie, to wszystkie narody staną się bratnią rodziną, o kłótniach zapomną, brzuchy napełnią… i tak dalej. Było tak?

— Nie wiem — uczciwie odpowiedział Malanów. Pomyślał: Pewnie było. Walka bardzo precyzyjnie wychwycił subtelności. Wprost, oczywiście, nie myślałem tak, ale gdzieś tam w móżdżku mieszkała zapewne od małego wchłonięta i pewnie do dziś nie wykorzeniona, tylko wepchnięta gdzieś w głąb iluzja, wiara i nadzieja: zasadnicze odkrycie jest w stanie zasadniczo zmienić życie na lepsze. A to znaczy, że pracował nie tylko z powodu dziecięcej, niepokonywalnej ciekawości, sądził, że wybebeszy świat jak lalkę i zobaczy, co ma tam w środku, nie dla korzyści czy potwierdzenia własnej wartości — chociaż oczywiście i ciekawe to aż do szału, i chciałoby się utrzeć wszystkim nosa. A myśli pchają się, z przyjemnością odnotowujesz, że własna genialność staje się faktem, i oklaski się marzą; ale najmocniej marzą się jakieś zupełnie nieokreślone, jakieś pozytywne wstrząśnienia wszechotaczającego eteru. To wystarczyło, żeby mnie…

— A ja jestem pewien, że tak było. Ty jesteś radziecki człowiek, czysty jak kryształ! Ciebie już w przedszkolu nauczyli, że wszystko, co robisz, powinno sprzyjać postępowemu ruchowi postępowej ludzkości w kierunku lśniących szczytów. Bo jeśli nie będzie sprzyjać, to nie warto tego robić. Dobrze mówię, stary?

Malanów uśmiechnął się bezsilnie.

— Dobrze.

— Nie mogło być niedobrze. Ja też przez to przeszedłem… Kiedy nie ma umiejętności ani możliwości ulepszania własnego życia według własnych potrzeb, wcześniej czy później zaczynasz marzyć o szczęściu powszechnym. Przecież przy szczęściu powszechnym moje szczęście, ale frajda, powstanie automatycznie! Na dodatek będzie to bezpieczne, nikt ni będzie zazdrościł, ani rzucał kłód pod nogi, wszak wszyscy będą szczęśliwi… — Weingarten odchrząknął przeciągle, alb oczyścił nos, albo wyemitował jakiś nie znany Malanowowi kalifornijski wykrzyknik. — Więc zapomnij o tym wszystkim stary, rozumiesz? Jeśli chcesz coś osiągnąć, zapomnij o tyr~ natychmiast. Właśnie teraz, póki z tobą gadam. Nie wiem, czy to jest tam u was możliwe. Mnie się tu udało. Dopiero kiedy się od tego uwolniłem, dopiero wtedy zrozumiałem, jak byłem tym przesiąknięty. Dlatego ryzykuję stwierdzenie, że ty, stary, jesteś tym również przesiąknięty. W o wiele większym stopniu niż ja. Posłuchaj więc: Nie wiem, w czym leży problem…

A ja wiem, pomyślał Malanów.

— …ale należy myśleć, o czym tylko chcesz, tylko nie o tym. Stawiaj przed sobą, jakie chcesz cele, byle nie te. Pieniądze, premie, własną fabrykę produkującą prezerwatywy z M-kawern, zawał konkurenta, nowy samochód dla żony, szacunek, dziewczyny, jachty i Sandwichowe, kurna, Hawaje, ale tylko nie komunizm. Wtedy wszystko ci wyjdzie. Więc jeśli obiecasz pracować pod takim warunkiem, to góry tu przewrócę i wyciągnę was wszystkich, wszystkich, obiecuję, Mitka. Myślisz, że zapomniałem o was? O, takiego!

W słuchawce coś stuknęło; prawdopodobnie Walka, chociaż nikt go nie widział, odruchowo uderzył dłonią w wewnętrzną stronę łokcia i omal nie upuścił słuchawki.

— Rozumiesz? Obiecuję! Ale i ty obiecaj! Przecież jesteś łebski facet! Jeśli dobrze sobą pokierujesz, odpadną wszyscy… — Weingarten zamilkł. — Czego milczysz i dyszysz, jakbyś zobaczył białogwardzistę? Parszywy konformista ośmiela się radzić dumnemu wnukowi Słowian? To ciebie szokuje?

— Ty tam na wolności, według mnie, trochę się zawinąłeś na swoim żydostwie.

— Pewnie, że tak — zaburczał Weingarten. — W demokracji wszystkie manie i schizy rozkwitają bujnie jak kwiecie. Obficie. Wiadomo, że tak jest najlepiej. Ja, pionier bohater, przed obliczem swoich towarzyszy obiecuję: stać według wzrostu, chadzać w szeregu, ssać według rozkazu drużynowych, nigdy nie posiadać cech narodowościowych ani płciowych… Dobra, pogadamy o tym, jak przyjedziesz. Nawiasem mówiąc, tutaj też jest antysemitów powyżej dachu. Tak więc będziesz miał przed kim się wyżalić.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)