Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 137
Перейти на страницу:

9

Blisko torfowych bagien… Samo łomo. Kurna, co to jeszcze za „samo łomo”? Pierwsze sylaby akcentowane czy ostatnie? Czy różnie? Samozłamany? Wszyscy jesteśmy samozłamani, ale może, z jego punktu widzenia, ja szczególnie? Może i racja. Bobka milczy, zakłóca Homeopatyczny Wszechświat, stop. A co do tego ma moje samozłamanie? Ogon ostrygi… Ależ namieszał! Hej, chłopy, może ja tu się bzdurami zajmuję, a tej kartki wcale nie napisał Fil?

— Jedno ci powiem — oświadczył Malanów. — Za moich czasów przyjaciele nie brali od przyjaciół pieniędzy. Takiemu człowiekowi nikt by ręki nie podał.

Może i podaliby, pomyślał. Zależy kto, zależy gdzie. Idealizuję. Stary kapeć…

— Wiesz… — odpowiedział Bobka, rozkładając ręce, Malanów pożałował, że w ogóle gadał. Co za sens mają słowa, które nie mają sensu. — Za twoich czasów pieniądze za cholerę nie były potrzebne. W sklepach i tak nic nie było, a na Majorkę tylko portwajngenosse jeździli. Normalni obywatele po prostu kołowali z pracy, co mogli, a potem zajmowali się barterem.

— Nie mów. Za cztery tysiące można było na przykład kupić samochód.

— A teraz jeden obśliniony sandwicz w rzygałówce — błyskawicznie skomentował Bobka.

— W siedemdziesiątym pierwszym, pamiętam, pół roku odkładałem ze stypendium i kupiłem kamerę filmową Kwarc za sto czterdzieści pięć rubli. Szczęśliwy byłem, nie masz pojęcia!

— Wiem, pokazywałeś młodą mamę i mnie, pełzaka. Przy okazji, z przyjemnością znowu bym na to popatrzył, fajnie tam wyglądacie na nartach.

— Obowiązkowo popatrzymy. A wiesz co, ciągle marzyłem, że jak dorosnę i zarobię dużo pieniędzy, to kupię za trzysta rubli kamerę z zoomem.

— Może jeszcze dorośniesz.

— Gnojek!

Bobka zachichotał zadowolony. Malanów lekko trącił go pięścią; Bobka udał, że jest załatwiony.

— Wiesz, gdzie wisi moja marynarka? — retorycznie zapytał Malanów. — W lewej wewnętrznej kieszeni jest portfel. Idź i weź dziesięć sztuk, ja jestem zajęty męskimi sprawami. Wysysam kurz.

Bobka ożywił się. Zniknął jak zdmuchnięty wichrem; „Dzięki, tato!” — doleciało już z korytarza.

Tak jest, panowie towarzysze, pomyślał Malanów, czując ciepełko na sercu. Żeby zobaczyć szczęśliwego syna, można plamić kawą warsztaty.

Bobka szperał po kieszeniach i wyraźnie usatysfakcjonowany mruczał jakąś młodzieżową bzdurę: „Lubię zadawać pytania, szczególnie dotyczące odkurzania…” Potem wrócił, stanął obok Malanowa i głośno powiedział:

— Wiesz co, tato. Mówisz: książki, książki… Czasem się trafiają ciekawe, jasna sprawa. Ale na ogół nędza. Po prostu za twoich czasów nie było innych rozrywek, więc czytaliście w dzień i w nocy, co się nawinęło. Są wiersze, dawaj wiersze. Jest fantastyka, dawaj fantastykę. Hesse jakiś niestrawny, dawaj Hessego…

Malanów, który schylił się, żeby włączyć odkurzacz, wyprostował się znowu. Nie obyło się bez wysiłku i nieprzyjemnych odczuć — kość ogonowa pobolewała. Nieźle wczoraj gruchnął.

Jak mu to wyłożyć… żeby nie było w stylu „Wołga wpada do Morza Kaspijskiego…”

— Machina, Bob, jest tylko machiną. Co jej dasz, to odda. Nie więcej. Ale żeby coś jej dać, musisz sam coś dostać. Jeśli mając piętnaście lat, przestaniesz przyswajać nowe rzeczy, zostaniesz do końca życia piętnastolatkiem. Jeśli przestaniesz mając siedemnaście, siedemnastolatkiem. Wyobraź sobie siebie w wieku dziesięciu lat i wyobraź sobie, że masz w tej chwili rozum dziesięciolatka. Wyobrażasz sobie? No więc… Czytanie tekstu, który napisał ktoś inny, to najlepszy wymyślony przez ludzi sposób, żeby poznać coś nowego.

— Coś nowego. Jak przerabialiśmy Obłomowa, utkwiło mi w pamięci jedno zdanie, które Obłomow mówi do Sztolca: „Po co pamiętam, że Selewk rozbił jakiegoś Czandraguptę?”

— A po co starasz się zdobyć w jakiejś nawalance siedem punktów więcej niż Wołodka?

— Dlatego, że wtedy — i Bobka z dużą porcją autoironii niczym małpa zaczął grzmocić w pierś kułakami, z lewego sterczał zmięty dziesięciotysięczny banknot — jestem zwy-cięz-cą!

— Zwycięzca się znalazł! A „mętny” w wypracowaniu napisałeś przez „en”. „Odmęty” to u ciebie „odmenty”; prezent od szmondaka jakiegoś czy jak?

— To przypadek… zamyśliłem się… — pokajał się Bobka.

— Jakbyś czytał, jak my w swoim czasie, nie byłoby takich wpadek nawet przypadkowo. Słowa i zwroty pisze się automatycznie.

Malanów pochylił się i uruchomił odkurzacz. Wicher zawył jak opętany. Malanów zaczął szurać szczotką wzdłuż listew.

Wychowasz syna przesadnie na swoją modłę — stanie się odszczepieńcem. Wychowasz przesadnie nie na swoją — stanie się ci obcy. No i kombinuj tu.

I nagle przyszło olśnienie. Jak zawsze niespodziewane. Jak zawsze w wyniku niewyobrażalnej jeszcze chwilę wcześniej syntezy. Jak zawsze: są, powiedzmy, dwa fakty, i zastanawiaj się nad nimi nawet do omdlenia, nic nie wymyślisz. Usilnie nic się wymyśleć nie da — chociaż cierpienie usilnego, uciążliwego, tępego i zawsze daremnego wymyślania jest etapem pracy uruchamiającej w umyśle o wiele bardziej subtelniejszy, nie kontrolowany przez świadomość, wydajniejszy mechanizm. Już się wydaje, że człowiek przestał myśleć, że właściwie zaczął myśleć o czym innym, potem jeszcze o czymś — a tu łup! Dwa oddzielne fakty, każdy w swojej skrzyneczce, nagle wspólnie się wysiliwszy, rozbijają dzielącą je ściankę, łączą się i rozbłyskuje zrozumienie.

Torfowe bagna to Torfowa Droga. Tam, za Starą Wsią. Przy niej, wyprowadzona swego czasu niemal za miasto, na straszliwie błotniste pustkowia, a dziś znajdująca się w okolicy nowych osiedli — tak samo błotnistych, ma się rozumieć — stoi fabryka ŁOMO. „Trzymajcie się blisko torfowych bagien” — to wezwanie. Fil wyznaczył mi spotkanie.

Ale dlaczego w taki bezsensowny i pokrętny sposób? Bawi się? Zdziecinniał?

Cała reszta poszła bez wysiłku. Kluczyk się odnalazł i pasował. „Wieczór” to zarówno podpis, jak i pora. Wieczorem, znaczy się. Jasne jest też, że skoro wrzucił liścik wczoraj w nocy, to spotkanie jest wyznaczone na dzisiaj. Dzisiaj wieczorem. O której dokładnie? Jedyny liczebnik znajduje się w wykluczającym współpracę z policją zwrocie: „szósty wydział”. Dumna deklaracja i wezwanie do dalszej walki. Jakiej, z kim, po co? Ale jest w tym i określenie czasu: szósta wieczorem. I w końcu schizoidalne czy nawet tracące maligną „odetnij ogon”. Nogi, skrzydła, ogon… Była taka kreskówka. Niech mnie diabli, jeśli to nie jest ostrzeżenie, żeby nie przyprowadzić za sobą „ogona”. Wychodzi z tego kryminał. Banalne. Dla nas to naprawdę banalne… My tu o Wszechświecie…

Malanów próbował trochę ironizować przed samym sobą, ale ręce znowu mu drżały.

— Tato! — Krzyk Bobki ledwo dał się słyszeć w odrzutowym ryku. Malanów odwrócił się. Bobka stał w drzwiach z uniesionymi jak chirurg rękami. Z rąk kapała woda. — Ile proszku nasypać?

— Z napoczętej paczki sterczy łyżka — wyjaśnił Malanów. — Taka stara.

— Zgadza się, sterczy.

— Cztery łyżki.

Siedzą go? I mnie? Kto? Co za głupota, żarty żartami, ale naprawdę mamy inne spawy. Ale, rzeczywiście, miejsce dość pustawe, można zgubić. Do diabła, co za bzdura, jacy z nas agenci? To nie czasy Stirlitzów — elektroniczny sprzęt wyłapie cię bez „ogona” nawet w środku Sahary! Co on tam nawymy-ślał, na tym swoim Pamirze? Malanów poczuł strach i rozdrażnienie. Wściekle szorował szczotką tam i z powrotem, wywołując drewniany odgłos przy uderzeniu w półki dwudziestoletnich mebli. Coraz bardziej podniecony myślał: Bawi się? Nawalanki? Ale tak naprawdę powtarzał w duchu: Zaczęło się. Zaczęło się. Zaczęło się.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)