Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 137
Перейти на страницу:

— Ireczko, przestań… Coś niedobrze z Głuchowem, czy to firmę mu zamknęli, czy coś innego… Jest w dołku. No więc odgruzowaliśmy się! Ale kiedy człowiek tak się odgruzowuje z histerii, łatwo przekroczyć dawkę.

Irka zacisnęła wargi.

— Oczywiście, z Głuchowem — powiedziała sarkastycznie. — Głuchów ma dołek z histerią, a ty leżysz jak meduza.

— Właśnie, trzeba by do niego zadzwonić — powiedział zatroskany Malanów. — Czy żyje…

— Nas przeżyje.

— Może później zadzwonię. Może śpi? Która godzina, Ireczko?

— Nie jestem gadającym zegarkiem. — Irka podniosła się. — Wstań, weź i popatrz. Jeśli dasz radę. Jeśli nie możesz, to po co ci godzina.

Przy drzwiach zatrzymała się. Odwróciła.

— Jak domniemywam, nie jesteśmy dzisiaj w stanie pracować.

— Dlaczego nie… Do wieczoru jakoś dojdę do siebie.

— No to zobaczymy wieczorem. A na razie ogłaszam dzień gospodarczy. Przebieżka po straganach w celu zabezpieczenia tygodniowego zapasu żywności, pranie, sprzątanie mieszkania. Co wybiera twoje obolałe z powodu przeciwności bytu, żądające alkoholowego odprężenia serce?

— Szczerze mówiąc, serce wybiera kilka butelek piwa, a potem jeszcze kilka godzin snu — zażartował Malanów z bladym uśmiechem.

Irka wyciągnęła obie ręce i pokazała dwie figi. — W takim razie, szefowo, serce nie ma wyboru. Zarządzaj, a ja wszystko przyjmę i wykonam.

— Umowa stoi. Wstawaj, póki co, a ja się zastanowię, jak by tu najlepiej cię wykorzystać.

Za drugim podejściem akt porzucenia łoża się powiódł. Malanów wsunął stopy w kapcie i zgarbiony podreptał niespiesznie do łazienki. Drzemiący na półeczce pod wieszakiem, wśród rękawiczek i szali, Kalam niechętnie otworzył oko, ale nie poruszył się i nie wydał żadnego dźwięku. Z kuchni wysunął się Bobka, zatrzymał się z rękami w kieszeniach.

— No i jak, mocno wytrzepała? — zapytał cichym, łamiącym się basikiem.

Malanów machnął tylko ręką. Potem powiedział:

— Sprawiedliwie wytrzepała. Mnie samego aż mdli… Bobka zarechotał krótko, ze zrozumieniem.

— Nie dziw, że mdli. Zajeżdża od ciebie, ojciec.

— Wyobrażam sobie… No, nic, Bob. Wezmę prysznic, wyczyszczę zęby, wciągnę kawę i na pewno się reanimuję. Jeszcze zaświeci nam niebo diamentowe.

— Działaj. Bo jak patrzę na ciebie, serce mi krwawi. Malanów uśmiechnął się z wdzięcznością do syna i otworzył drzwi do łazienki.

— A! Jakiś dziwny list do ciebie przyszedł! — krzyknęła Irka z pokoju.

— Jaki list? — Malanów zatrzymał się w pół kroku, od razu ogarnął go chłód złych przeczuć.

Irka wyszła z pokoju z papierkiem w ręku. Chyba kartka ze szkolnego zeszytu.

— Gdzieś koło północy wyszłam ciebie poszukać…

— Jasny gwint, po co?

— Jak to? Mąż, mimo wszystko. A nuż by cię ta legendarna ciężarówka rozsmarowała. Nie przejmuj się, tylko na podwórko. Ani ciebie, ani ciężarówki oczywiście nie znalazłam.

Oczywiście pomyślał Malanów.

— A w drodze powrotnej patrzę: coś się bieli w dziurkach skrzynki. Jak się tam dostało… jakimś cudem. Jeszcze przed dziennikiem Bobka po „Wieczorne” poleciał i nic nie było.

Znam ja te cuda — znowu, jak kiedyś, pomyślał Malanów. Od razu zapomniał o bolącej głowie i o duszy.

— Bez koperty, po prostu złożona kartka. Na wierzchu zaadresowana: dla Malanowa.

— Daj!

— Przeczytaliśmy, przepraszamy… skoro była bez koperty. Nic nie zrozumieliśmy, jakaś bzdura. Albo ktoś zażartował, albo po takim samym odstresowywaniu pomylił skrzynki… lub budynki.

— Lub miasta — dodał Bobka.

Malanów rozwinął kartkę. Z zeszytu. W kratkę. Pokratkowane niebo.

— Ręce ci się trzęsą — powiedziała z odrazą Irka. — Hańba. Pijak podpłotowy.

Ręce dygotały, a duch drżał jak zajęczy ogon. Zaczęło się. Wzrok Malanowa przebiegał raz po raz kanciaste pismo, nierówne bezsensowne zdania: „Jeśli drogie są wam rozum i życie, trzymajcie się blisko torfowych bagien. Samo łomo. Nie współpracujemy z szóstym wydziałem! Odetnij ogon. Wieczór”.

Wolno jak żółw przełknął ślinę. Podniósł wzrok na żonę. Patrzyła na niego beztrosko i nieco ironicznie. Albo nieco pogardliwie.

— Chciałam to wyrzucić, ale się nie zdecydowałam — powiedziała. — Jakby nie patrzeć, zaadresowana do ciebie. Może jakieś tajemnice — uśmiechnęła się. — 1 w ogóle byłby to przejaw braku szacunku do głowy rodziny.

— Henry’emu Baskerville’owi żona Stapletona pisała o torfowych bagnach — nie wytrzymał Bobka. — Tylko tam było na odwrót: trzymajcie się z daleka!

— U burżujów wszystko jest na odwrót — rzucił Malanów, z całych sił starając się, żeby głos go nie zdradził. Kartka dygotała w jego palcach. Podał ją Irce. — Wyrzuć to do śmieci. Pewnie ktoś się wygłupia. Może to do znawcy torfowych bagien, Malanowa juniora. Widziałaś, jak od razu zaczął odszyfrowywać.

— Przerabialiśmy tę wersję — przybasował zdecydowanie Bobka. — Nic.

— No to nie wiem — powiedział Malanów.

Lekkim niedbałym ruchem Irka wzięła z jego drżących palców list i posłusznie ruszyła do kuchni, gdzie pod zlewozmywakiem stało wiadro na śmieci. Malanów patrzył na jej plecy i myślał: Rzeczywiście nie rozumie? Czy podobnie jak on mężnie udaje? Odwaga czy nieczułość? Czy pamięta, jak ten oto, już wyższy od ojca przystojniak, a wtedy trzyletni, kochany, ruchliwy pleciuga natężał się, siedząc na jego kolanach, i czerwieniejąc z wysiłku, bliski łez stękał: „Yyy! Yy!”, i nie mógł wykrztusić ani słowa? Na pewno pamięta, jeszcze jak pamięta, ale czy skojarzyła to z tym, co się działo potem i dzieje teraz? Czy dla niej ta historia naprawdę skończyła się wtedy, gdy Wieczerowski zniknął bez śladu ze swojego mieszkania — czy wyjechał do Pamiru, jak zamierzał, czy nie — i Bobka po trzydniowych nieznośnych mękach, po trzech dniach koszmarnego piekła od razu znowu zaczął gaworzyć? I — jak to kobiety dzielące życie na szufladki: to oddzielnie, to oddzielnie, a to tylko tutaj i nie wolno pomieszać — wepchnęła wszystko, co się wtedy stało, do szczelnego pudła, starannie je zapieczętowała i już za nic nie zajrzy tam ponownie?

Od odpowiedzi na te pytania zależało bardzo wiele. Zależało wszystko. Zależało, czy Irka rozumie, co się dzieje z Malanowem, czy po prostu machnęła nań ręką i cierpi dla Bobki. Zależało, czy żyją razem, czy obok siebie. Ale Malanów nigdy by się nie odważył zapytać o to wszystko. Bał się, że Irka najzwyczajniej w świecie nie zrozumie, o czym on mówi. A to będzie znaczyło, że obok siebie.

Jeśli razem — to wszystko miało sens, jeśli obok to… To lepiej postąpić jak Głuchów.

Objął syna za ramiona i cichutko, żeby Irka nie usłyszała, zapytał:

— Denerwowaliście się wczoraj?

— Jeszcze pytasz — równie cicho odpowiedział Bobka. I nieco skrępowany uczciwie dodał: — Tato, mógłbyś, proszę, póki się nie zreanimujesz, nie dyszeć na mnie?

Mimo spazmu w gardle Malanów roześmiał się i poszedł pod prysznic.

Dopiero pod gorącym strumieniem, kiedy zwinięte przez kac w malutki, ciasny, niezdrowo turlający się kłębek zwoje mózgowe zaczęły, pochrząkując z zadowoleniem, rozszerzać się, prostować i wypełniać całą objętość czaszki, Malanów znowu przypominał sobie i przejmował się cichym zniknięciem Fila. Choć w sumie o czym on mógł z nami, dezerterami, jeszcze rozmawiać? — uświadomił sobie nagle. A szczotka do zębów, wolno ślizgająca się po zębach, nagle przekręciła się w zdrewniałych palcach i boleśnie uderzyła w dziąsło.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)