Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 100
Перейти на страницу:

– Przyjadę – powtórzył z uporem Timothy. Hammond zawahał się.

– Bardzo dobrze. Jeden z moich ludzi z Santa Mira podwiezie pana do blokady w Snowfield. Stamtąd musi pan przyjechać sam. Nie mogę ryzykować życia następnego człowieka. Prowadzi pan?

– Tak, sir – powiedział Timothy. – Pan dostarcza samochód i ja dojeżdżam sam.

Połączenie zostało zerwane.

– Halo? – odezwał się Timothy. – Szeryfie? Żadnej odpowiedzi.

– Jest pan tam? Szeryfie Hammond?

Nic.

Ono odcięło uczonego od szeryfa.

Timothy spojrzał na Sala Corella, Charliego Mercera i dwóch mężczyzn, których nazwisk nie znał.

Wszyscy wpatrywali się w niego, jakby leżał już w trumnie.

Ale jeśli umrę w Snowfield, jeśli zmiennokształt mnie porwie, pomyślał, nie będzie żadnej trumny. Żadnego grobu. Żadnego wiecznego spoczywania.

– Podwiozę pana do blokady – powiedział Charlie Mercer. -

Sam pana podwiozę. Timothy kiwnął głową. Nadszedł czas wyjazdu.

16

Twarzą w twarz

O 3.15 zaczęły bić dzwony kościelne w Snowfield.

W hallu Zajazdu Na Wzgórzu Bryce podniósł się ze swojego fotela. Inni też wstali.

Syrena w remizie wyła.

– Flyte przyjechał – powiedziała Jenny.

Cała szóstka wyszła na dwór.

Lampy uliczne zapalały się i gasły, cienie jak marionetki skakały poprzez ruchome zwały mgły.

U wylotu Skyline Road zza rogu wyjechał samochód. Reflektory nakłuwały ciemność, dodając srebrzystego poblasku mgle.

Lampy przestały mrugać, a Bryce wszedł w łagodny wodospad żółtego światła z nadzieją, że Flyte ujrzy go przez welony mgły.

Dzwony nie przestawały bić i syrena zawyła, a samochód z wolna wspinał się pod górę. Był to zielono-biały wóz patrolowy wydziału szeryfa. Zjechał do krawężnika i zatrzymał się dziesięć stóp przed Bryce'em; kierowca zgasił silnik.

Otworzyły się drzwi i wysiadł Flyte. Wyglądał inaczej, niż go sobie Bryce wyobrażał. Jego oczy za grubymi okularami wydały się nienormalnie duże. Cienkie, siwe, rozwichrzone włosy tworzyły aureolę nad głową. W komisariacie pożyczono mu nieprzemakalną kurtkę z herbem Wydziału Szeryfa Okręgu Santa Mira na lewej piersi.

Dzwony przestały bić.

Syrena zajęczała i zgasła w gardłowym pomruku.

Zapadła głęboka cisza.

Flyte obiegł spojrzeniem okrytą mgłą ulicę, słuchał i czekał.

– Wydaje się, że ono nie jest gotowe do pokazania się - powiedział Bryce. Flyte obrócił się do niego.

– Szeryf Hammond?

– Tak. Wejdźmy do środka i czekajmy w wygodnych warunkach.

Sala restauracyjna zajazdu. Gorąca kawa.

Trzęsące się ręce z brzękiem postawiły kubki ma stole. Zdenerwowane ręce objęły gorące naczynia, usiłując zapanować nad drżeniem.

Cała szóstka – wszyscy którym udało się przeżyć, pochylili się nad stołem, chcąc lepiej słyszeć, co doktor Flyte ma do powiedzenia.

Lisa była wyraźnie oczarowana brytyjskim uczonym. Jenny zrazu miała poważne wątpliwości. Wyglądał jak karykatura roztargnionego profesora. Ale kiedy zaczął wykładać swoją teorię, niekorzystne wrażenie ulotniło się i niebawem Jenny była równie zafascynowana jak Lisa.

Znów opowiedział o znikających armiach w Hiszpanii i w Chinach, o porzuconych miastach Majów, kolonii Roanoke Island.

I opowiedział im o Joya Yerde, osiedlu w dżungli Ameryki Południowej, które spotkał los podobny do losu Snowfield. Joya Verde – Zielony Klejnot, było faktorią handlową nad Amazonką, położoną daleko od cywilizacji. Pewnego dnia w 1923 roku sześciuset pięcioro ludzi – co do jednego – zniknęło z Joya Verde. Stało się to w porze między porannymi a wieczornymi odwiedzinami regularnie przypływających łodzi. Początkowo sądzono, że to pobliscy Indianie, zwykle pokojowo nastawieni, dokonali niespodziewanego ataku. Jednak nie odnaleziono trupów, nic, co by wskazywało na walkę. Brakło też dowodów grabieży. Odkryto natomiast wiadomość na tablicy w szkole misyjnej, napis: Ono nie ma kształtu, a jednak przybiera każdy kształt. Wielu badaczy tajemnicy Joya Verde szybko machnęło ręką na dziewięć wypisanych kredą słów, uznając, że nie mają związku ze sprawą. Flyte żywił odmienne przekonanie, a Jenny wysłuchawszy profesora, przyznała mu rację.

– Wiadomość przypominała tę informację, którą pozostawiono w jednym ze starych miast Majów – powiedział Flyte. – Archeologowie dokopali się fragmentu modlitwy z czasów wielkich zaginięć. – Zacytował z pamięci: – “Źli bogowie żyją w ziemi, moc ich śpi w skale. Obudzeni, podnoszą się jak lawa, ale zimna lawa. Płynąc przybierają wiele kształtów. A dumni ludzie wiedzą, że jesteśmy tylko głosami podczas burzy, twarzami na wietrze, które zostaną zmiecione, jakby nigdy nie istniały".

Okulary zjechały Flyte'owi z nosa. Poprawił je.

– Otóż są tacy, którzy twierdzą, że ta właśnie część modlitwy odnosi się do trzęsień ziemi i wulkanów. Ja uważam, że chodzi o odwiecznego wroga.

– Tu też znaleźliśmy wiadomość – powiedział Bryce. – Fragment słowa.

– Nie możemy dopatrzyć się w nim sensu – dodała Sara Yamaguchi.

Jenny opowiedziała Flyte'owi o dwóch literach – “P" i “R" – które Nick Papandrakis namalował na ścianie łazienki jodyną.

– Była część trzeciej litery. To mógł być początek “U" lub “O".

– Papandrakis – przerwał Flyte, gwałtownie kiwając głową. – Grek. Tak, tak, tak – oto potwierdzenie tego, co państwu mówiłem. Czy ten gość, Papandrakis, był dumny ze swgo pochodzenia?

– Tak – powiedziała Jenny. – Był z tego niezwykle dumny. O co chodzi?

– Cóż, jeśli był dumny ze swojego greckiego pochodzenia – mówił Flyte – mógł dobrze znać grecką mitologię. Wiecie, w starożytnym greckim micie występuje bożek o imieniu Proteusz. Podejrzewam, że właśnie to pan Papandrakis usiłował napisać na ścianie. Proteusz. Bóg*, który żyje w ziemi, wędruje w jej wnętrzu. Bóg pozbawiony własnego kształtu. Bóg, który może przybierać różne kształty i żywi się każdą istotą – ludzką czy zwierzęcą.

– O co chodzi z tymi diabelskimi imionami? – spytał bezradnie Tal Whitman. – Kiedy porozumiewaliśmy się z tym czymś przez komputer, ciągle nadawało sobie imiona demonów.

– Amorficzny demon, bezkształtny i zwykle zły bóg, który może przybrać każdą postać – to stosunkowo powszechne wyobrażenie w większości starożytnych mitów i w większości, jeśli nie we wszystkich religiach świata. Taka mitologiczna kreatura pojawia się pod wieloma imionami we wszystkich kulturach. Weźmy na przykład Stary Testament. Szatan pojawia się najpierw jako wąż, potem kozioł, tryk, jeleń, żuk, pająk, dziecko, żebrak i wiele innych istot. Jest nazywany, między innymi: Pan Chaosu i Bezkształtu, Pan Podstępu, Bestia o Wielu Twarzach. Biblia mówi nam, że Szatan jest “zmienny jak cienie" i “sprytny jak woda, gdyż jak woda może stać się parą lub lodem, tak i Szatan może stać się tym, czym chce się stać".

– Czy chce pan powiedzieć, że ten zmiennokształt w Snowfield jest Szatanem? – spytała Lisa.

– Cóż… w pewien sposób – tak. Frank Autry potrząsnął głową.

– Nie. Nie wierzę w duchy, doktorze Flyte.

– Ja też nie – zapewnił go Flyte. – Nie twierdzę, że ten stwór jest bytem nadnaturalnym. Jest realną, cielesną istotą – choć ma ciało inne niż nasze. Nie jest duchem ani diabłem. A jednak… w pewien sposób… wierzę, że to jest Szatan. Ponieważ, rozumiecie, wierzę, że ta właśnie kreatura – lub inna podobna, inny monstrualny przeżytek z ery mezozoicznej – zainspirowała mit o Szatanie. W czasach prehistorycznych ludzie zetknęli się z jednym z tych stworów i niektórzy z nich musieli przeżyć, by móc o nim opowiedzieć. Naturalnie opisali swoje przeżycia językiem mitu i zabobonów. Podejrzewam, iż większość demonicznych postaci w różnych religiach świata to w rzeczywistości doniesienia o zmiennokształtach, doniesienia przekazywane przez niezliczone pokolenia. W końcu znalazły się na klinowych tablicach, zwojach papirusowych, a potem spisano je pismem alfabetycznym. To były doniesienia o bardzo rzadkich, bardzo prawdziwych, bardzo niebezpiecznych bestiach… ale opisane językiem religijnego mitu.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)