Odwieczny Wróg
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:
Flyte pogładził podbródek cienkimi, długimi palcami.
– Ponieważ ono rzadko natrafia na istoty ludzkie.
– Ale dlaczego rzadko?
– Wątpię, aby przeżyło więcej niż kilka tych bestii. Mogły nastąpić zmiany klimatyczne, które przyniosły śmierć większości, a pozostałą garstkę zepchnęły pod ziemię i powierzchnię oceanów.
– Tym niemniej nawet garstka…
– Nieliczna garstka – podkreślił Flyte – rozrzucona po całej Ziemi. A być może żywią się nieczęsto. Weźmy na przykład boa dusiciela. Ten wąż pobiera pokarm raz na kilka tygodni. Więc może ten stwór żywi się nieregularnie, raz na kilka miesięcy lub nawet na kilka lat. Jego metabolizm tak różni się od naszego, że prawie wszystko jest możliwe.
– Czy jego cykl życiowy nie może zawierać okresów hibernacji – spytała Sara – trwających nie przez jedną czy kilka pór roku, ale całe lata?
– Tak, tak – potwierdził Flyte, kiwając głową. – Bardzo słusznie. Doprawdy bardzo słusznie. To również wyjaśniałoby, dlaczego ten stwór tak rzadko napotyka ludzi. A pozwólcie, że wam przypomnę, iż gatunek ludzki zamieszkuje nikły jeden procent powierzchni naszej planety. Nawet jeśli odwieczny wróg żywił się często, to rzadko kiedy trafiał na nas.
– A kiedy trafiał – uzupełnił Bryce – najprawdopodobniej spotykał ludzi na morzu, ponieważ większa część Ziemi jest pokryta wodami.
– Właśnie – powiedział Flyte. – A porywając wszystkich z pokładu, nie zostawił świadków i nigdy nie mogliśmy dowiedzieć się o tych kontaktach. Morskie opowieści pełne są zaginionych statków-widm, z których zginęła załoga.
– “Mary Celeste" – powiedziała Lisa, zerkając na Jenny.
Jenny przypomniała sobie, że siostra już raz o tym wspomniała. Było to wczesnym niedzielnym wieczorem, kiedy poszły do domu sąsiadów Santinich i trafiły na stół, zastawiony do obiadu.
– “Mary Celeste" to sławny przypadek – zgodził się Flyte. – Ale nie jedyny. Archiwa morskie mówią, że dosłownie setki statków zniknęło w tajemniczych okolicznościach przy dobrej pogodzie, w czasach pokoju, bez żadnego “logicznego" wytłumaczenia. W sumie zaginione załogi muszą liczyć dziesiątki tysięcy ludzi.
– Na tym obszarze Karaibów, gdzie zniknęło tyle statków… – odezwał się Tal od drzwi.
– Trójkąt Bermudzki – szybko podrzuciła Lisa.
– No – przytaknął Tal. – Czy to może być…?
– Robota zmiennokształtu? – powiedział Flyte. – Tak. Prawdopodobnie. Przez lata nastąpiło też kilka tajemniczych spadków pogłowia ryb na tym obszarze, więc teoria odwiecznego wroga ma tu zastosowanie.
Na monitorze pokazał się napis:
POSYŁAM WAM PAJĄKA.
– Co to ma znaczyć? – zapytał Flyte.
Sara uderzyła w klawiaturę:
SPRECYZUJ.
Pojawił się ten sam napis:
POSYŁAM WAM PAJĄKA.
SPRECYZUJ.
ROZEJRZYJCIE SIĘ.
Jenny zobaczyła to pierwsza. Umieściło się na blacie po lewej stronie monitora Sary. Czarny pająk. Nie tak wielki jak tarantula, ale dużo większy niż przeciętny pajęczak.
Zwinął się w kłębek, wciągnął długie nogi. Zmieniał się. Najpierw zamigotał przyćmionym blaskiem. Znajome barwy zmiennokształtu: szaro-kasztanowo-czerwone zastąpiła czerń. Pająk się rozpłynął. Gruda amorficznej tkanki przybrała inny, podłużny kształt: stała się karaluchem, ohydnym, nierealistycznie wielkim karaluchem. A potem małą myszką z drgającymi wąsikami.
Nowe słowa na ekranach.
OTO WYCINEK TKANKI, O KTÓRY PAN PROSIŁ, DOKTORZE FLYTE.
– Nagle zrobiło się cholernie chętne do współpracy – zauważył Tal.
– Ponieważ wie, że nic, czego się o nim dowiemy, nie pomoże nam go zniszczyć – powiedział markotnie Bryce.
– Musi być jakiś sposób – upierała się Lisa. – Nie możemy tracić nadziei. Po prostu nie możemy.
Jenny wpatrywał się w zdumieniu w mysz, która rozpłynęła się w plaster tkanki.
BIERZCIE, OTO JEST CIAŁO MOJE, KTÓRE WAM DAJĘ, powiedziało ono na ekranie, nie przestając z nich szydzić.
Grudka zafalowała i zakłębiła się, tworząc trwające sekundę wgłębienia i wypukłości, guzki i dziury.
STRZEŻCIE CUDU CIAŁA MEGO, BO JENO WE MNIE DOSTĄPIĆ MOŻECIE NIEŚMIERTELNOŚCI. NIE W BOGU. NIE W CHRYSTUSIE. JENO WE MNIE.
– Rozumiem, o co wam chodziło, kiedy mówiliście, że znajduje przyjemność w szyderstwie i naśmiewaniu – powiedział Flyte.
Ekran zamrugał, pojawił się nowy napis:
MOŻECIE GO DOTKNĄĆ.
Mrugnięcie.
NIE STANIE SIĘ WAM KRZYWDA, KIEDY TEGO DOTKNIECIE.
Nikt nie ruszył w kierunku drgającego plasterka dziwnego ciała.
WEŹCIE PRÓBKI DO WASZYCH TESTÓW. RÓBCIE Z TYM CO CHCECIE.
Mrugnięcie.
CHCĘ, ŻEBYŚCIE MNIE ROZUMIELI.
Mrugnięcie.
CHCĘ, ŻEBYŚCIE POZNALI MA NIEZWYKŁOŚĆ.
– Posiada nie tylko samoświadomość – powiedział Flyte. – Wydaje się, że ma również dobrze rozwinięte ego.
W końcu, z wahaniem, Sara Yamaguchi sięgnęła ręką, dotknęła czubkiem palca małej kulki protoplazmy.
– Nie jest ciepłe jak nasze ciało. Zimne. Zimne i trochę… tłuste. Mały kawałek zmiennokształtu zadygotał, jakby podniecony. Sara szybko cofnęła rękę.
– Muszę zrobić sekcję.
– No – powiedziała Jenny. – Potrzebujemy kilku przekrojów do zwykłej mikroskopii.
– Jeden pod mikroskop elektronowy – dodała Sara. – I większy wycinek do analizy chemicznej i składu mineralnego. Poprzez komputer odwieczny wróg zachęcał: KONTYNUUJCIE, KONTYNUUJCIE, KONTYNUUJCIE,
KONTYNUUJCIE KONTYNUUJCIE KONTYNUUJCIE
18
Macki mgły wślizgiwały się do laboratorium przez otwarte drzwi. Sara siedziała przy stole roboczym, zgarbiona nad mikroskopem.
– Niewiarygodne – powiedziała cicho.
Jenny przy drugim mikroskopie badała inny wycinek.
– Nigdy nie spotkałam się z taką strukturą komórkową.
– To niepojęte… a jednak istnieje.
Bryce stał obok Jenny. Aż się palił, żeby pozwoliła mu rzucić okiem na wycinek. Oczywiście niewiele z tego zrozumie. Nie dostrzeże różnicy między normalną a nienormalną strukturą komórki. Ale musi spojrzeć.
Flyte, chociaż naukowiec, nie był biologiem; struktura komórki nie mówiła mu więcej niż Bryce'owi. Ale i on niecierpliwie czekał, aż będzie mógł zerknąć. Sterczał Sarze nad głową i czekał. Tal i Lisa trzymali się blisko, z równym niepokojem oczekując chwili, kiedy będą mogli zerknąć na diabła na szklanej płytce.
– Większość tkanek nie ma struktury komórkowej – powiedziała Sara, nadal ze skupieniem wpatrując się w mikroskop.
– To samo z tą próbką – dodała Jenny.
– Ale każda materia organiczna musi mieć budowę komórkową – ciągnęła Sara. – Budowa komórkowa jest wyznacznikiem materii organicznej, podstawą istnienia każdej żywej tkanki roślinnej czy zwierzęcej.
– Większość tego interesu wygląda na nieorganiczne – powiedziała Jenny – ale to oczywiście niemożliwe.
– No – rzekł Bryce. – Wszyscy wiemy aż za dobrze, jak to jest żywotne.
– Faktycznie to widzę gdzieniegdzie komórki. Niewiele, kilka.
– W tym wycinku też jest kilka – dodała Sara. - Ale każda istnieje jakby niezależnie.
– Zgadza się, są bardzo oddalone od siebie. Jakby pływały w morzu niezróżnicowanej materii.
– Bardzo sprężyste ścianki. Potrójne jądro. Dziwne. I zajmuje połowę wnętrza komórki.