Odwieczny Wróg
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:
– Co to oznacza? – spytał Bryce. – Czy to ważne?
– Nie wiem, czy to ważne, czy nie. – Sara odchyliła się od mikroskopu, marszcząc brwi. – Nie wiem, co mam o tym sądzić. Na trzech monitorach komputera zabłysło pytanie: CZYŻ OCZEKIWALIŚCIE, ŻE CIAŁO SZATANA NIE BĘDZIE TAJEMNICZE?
Zmiennokształt posłał im kawałek ciała wielkości myszy, ale do tej pory nie cały wycinek był potrzebny do testów. Połówka została na płytce Petriego na kontuarze.
Drgał galaretowato.
Pojawił się znów pająk. Nieprzerwanie biegał po płytce.
Pojawił się karaluch. Przez chwilę biegał tam i z powrotem.
Pojawił się ślimak bez skorupy.
Świerszcz.
Zielony żuk z meszkowatym czerwonym wzorem na pancerzu.
Bryce i doktor Flyte siedzieli teraz przed mikroskopami, a Lisa i Tal czekali swojej kolejki.
Jenny i Sara stały przed monitorami, na których ukazywał się obraz postrzegany przez mikroskop elektronowy. Sara wyrównała ostrość i wyostrzyła obraz jądra jednej z komórek.
– Przychodzi pani coś do głowy? – spytała Jenny. Sara skinęła głową, ale nie odrywała wzroku od ekranu.
– W obecnym stadium mogę stawiać tylko hipotezy. Ale powiedziałabym, że niezróżnicowana materia, najwyraźniej stanowiąca ciało tego stwora, to materiał, który jest w stanie powtórzyć taką budowę komórkową, jaką chce. To tkanka zdolna do naśladownictwa. Może uformować się w komórki psa, królika, człowieka… Ale kiedy stwór odpoczywa, ta tkanka nie ma własnej budowy komórkowej. A co do tych kilku porozrzucanych komórek… cóż, one muszą w jakiś sposób kontrolować amorficzną tkankę. Te komórki wydają rozkazy. Produkują enzymy, chemiczne sygnały, które mówią pozbawionej struktury tkance, czym ma się stać.
– Więc te porozrzucane komórki pozostają nie zmienione, niezależnie od tego, jaką postać przybiera stwór.
– Tak. Na to wygląda. Jeśli zmiennokształt staje się na przykład psem i weźmiemy wycinek tkanki psa, zobaczymy komórki psa. Ale tu i tam w tym wycinku trafimy na te elastyczne komórki z potrójnym jądrem i uzyskamy dowód, że to nie jest naprawdę pies.
– Czy to prowadzi do czegoś, co pomogłoby nam się uratować? – spytała Jenny.
– Nie widzę nic takiego.
Na płytce Petriego kawałek amorficznego ciała znów przybrał postać pająka. Pająk rozpłynął się i zjawiło się kilkanaście mrówek, łażących po płytce i po sobie. Mrówki połączyły się tworząc pojedyncze stworzenie – glistę. Glista wiła się przez moment i stała się wielkim kleszczem. Kleszcz chrząszczem. Szybkość zmian jakby rosła.
– A co z mózgiem? – głośno zastanawiała się Jenny.
– O co pani chodzi? – spytała Sara.
– To stworzenie musi mieć ośrodek intelektu. Na pewno jego pamięć, wiedza, zdolności rozumowania nie są zmagazynowane w tych rozproszonych komórkach.
– Ma pani prawdopodobnie rację – powiedziała Sara. – Gdzieś w stworze znajduje się z pewnością organ analogiczny do ludzkiego mózgu. Oczywiście, nie jest taki sam jak nasz mózg. Jest bardzo, bardzo różny. Ale spełnia podobne funkcje. Prawdopodobnie kontroluje komórki, które widziałyśmy, a one z kolei kontrolują bezkształtną protoplazmę.
– Komórki mózgu mają przynajmniej jedną ważną, wspólną z rozproszonymi komórkami cechę – mówiła z rosnącym podnieceniem Jenny. – Same nigdy nie zmieniają kształtu.
– To najprawdopodobniej fakt. Trudno wyobrazić sobie, że pamięć, funkcje logiczne i inteligencja mogą być zmagazynowane w tkance, która nie ma stosunkowo sztywnej, stałej struktury komórkowej.
– Więc mózg jest łatwy do zaatakowania – powiedziała Jenny. Nadzieja pojawiła się w oczach Sary.
– Jeśli mózg nie jest amorficzną tkanką, to – uszkodzony – nie może naprawić się sam. Wybić w nim dziurę, a dziura pozostanie. Mózg zostanie trwale uszkodzony. Jeśli uszkodzenie będzie odpowiednio rozległe, ono nie będzie mogło kontrolować amorficznej tkanki, która tworzy jego ciało, i ciało też umrze.
Sara nie odrywała wzroku od Jenny.
– Jenny, wydaje mi się, że trafiłaś.
– Jeśli da się zlokalizować mózg i oddać do niego kilka strzałów, pokonamy stwora. Ale jak go zlokalizować? Coś mi mówi, że zmiennokształt dobrze chroni swój mózg, ukrywa go przed nami, daleko pod ziemią – odezwał się Bryce.
Podniecenie Jenny opadło. Bryce miał rację. Mózg mógł być słabym punktem, ale nie mieli możliwości sprawdzenia tej teorii.
Sara pochyliła się nad wynikami mineralnej i chemicznej analizy wycinka tkanki.
– Niesłychanie zróżnicowana lista węglowodorów. A te, które zwykle występują w stanie śladowym, tu występują w większych ilościach. Bardzo duża zawartość węglowodorów.
– Węgiel jest podstawowym elementem każdej żywej tkanki – powiedziała Jenny. – Co w tym dziwnego?
– Stopień natężenia. Jest takie bogactwo różnych form węgla…
– Czy to może jakoś nam pomóc?
– Nie wiem. – Sara w zamyśleniu kartkowała wydruk, spoglądając na resztę danych.
Kleszcz. Konik polny. Gąsienica.
Chrząszcz. Mrówki. Gąsienica. Kleszcz. Pająk, skórek, karaluch, wij, pająk. Chrząszcz-glista-pająk-nagi ślimak-skorek.
Lisa wpatrywała się w kawałek tkanki. Przechodził serię szybkich zmian, dużo szybszych niż poprzednio, a ta szybkość rosła z każdą chwilą. Coś było nie w porządku.
– Petrolatum – powiedziała Sara.
– Co to takiego? – spytał Bryce.
– Parafina mikrokrystaliczna – odpowiedziała Jenny.
– Chodzi wam o coś takiego jak… wazelina? – spytał Tal.
– Ale nie twierdzi pani chyba, że amorficzna tkanka jest czymś tak prostym jak petrolatum? – zapytał Flyte.
– Nie, nie, nie – szybko zaprzeczyła Sara. – Oczywiście, że nie. To nie jest żywe. Ale są podobieństwa w ilości węglowodorów. Oczywiście, skład tej tkanki jest dużo bardziej skomplikowany niż skład petrolatum. Ma dużo więcej minerałów i składników chemicznych, niż można znaleźć w ludzkim ciele. Rozmaite kwasy i zasady… Nie mogę wybrazić sobie, jak ono wykorzystuje pokarm, jak oddycha, jak funkcjonuje bez systemu krwionośnego, bez widocznego systemu nerwowego, jak tworzy nową tkankę, nie opierając się na budowie komórkowej. Ale ten wyjątkowo wysoki stopień obecności węglowodorów…
Urwała. Jej oczy straciły ostrość spojrzenia, nie spoglądała już na wyniki testów.
Obserwując genetyczkę, Tal miał wrażenie, że nagle z jakiegoś powodu ogarnęło ją podniecenie. Nie było widoczne w twarzy, w postaci, w sposobie zachowania. Ale bez wątpienia pojawiło się w niej coś nowego. Tal wiedział, że Sara myśli o czymś ważnym.
Zerknął na Bryce'a. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Pojął, że Bryce również jest świadom zmiany, która zaszła w Sarze.
Prawie bezwiednie Tal zacisnął kciuki.
– Spójrzcie lepiej na to – nagląco powiedziała Lisa. Stała nad płytką Petriego, na której leżał kawałek nie wykorzystanego wycinka tkanki.
– Szybko, chodźcie tu! – zawołała, gdy nie zareagowali natychmiast.
Wszyscy podeszli i wpatrywali się w stworzenie na płytce. Polny konik-glista-wij-nagi ślimak-skorek.
– Zmienia się coraz szybciej i szybciej – powiedziała Lisa. Pająk-glista-wij-pająk-nagi ślimak-pająk-glista-pająk-glista… I jeszcze szybciej…pająkglistapająkglistapająkglistapająk…
– Zmieniło się tylko do połowy w glistę i zaczęło na powrót zmieniać się w pająka – ciągnęła Lisa. – Jak w gorączce. Widzicie? Coś się z nim dzieje.
– Wygląda, jakby straciło panowanie nad sobą, jakby oszalało – rzekł Tal.
– Rodzaj załamania – dodał Flyte.
Nagle zmienił się skład tkanki. Zaczął się z niej sączyć mleczny płyn. Plasterek rozpłynął się w kupkę martwej papki. O n o nie poruszyło się. Nie przybrało innego kształtu. Jenny chciała tego dotknąć, ale nie odważyła się. Sara wzięła małą pipetkę, dźgnęła materię na płytce. Nie poruszyło się. Zamieszała papkę. Tkanka upłynniła się bardziej, ale nie zareagowała.