Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Kiedy Kat wyszła z pokoju, Nico uświadomiła sobie, że to nie córkę usiłowała przekonać, tylko samą siebie.
Kirby zadzwonił do niej, jak tylko weszła do gabinetu.
– Cześć, piękna damo – powiedział jak zawsze, a Nico aż skręciło. Nie powinien do niej w ogóle dzwonić, było już jednak za późno. Kiedyś na to pozwoliła, a skończyło się tym, że teraz rozmawiali przynajmniej raz dziennie, czasem dwa, trzy albo i cztery razy, a to dlatego, że była znacznie bardziej zaangażowana w ten związek, niż chciała przyznać, nawet przed Victory.
– Nie mogę teraz rozmawiać – powiedziała do aparatu. Jedna z jej asystentek uniosła wzrok i pokiwała głową. Przez ostatnie miesiące pewnie się zastanawiali, do kogo Nico tak się odzywa. Musiała z tym skończyć…
– Zobaczymy się później? – spytał Kirby.
– Nie mogę. Mam przed sobą bardzo trudny dzień.
Weszła do swojego gabinetu i przymknęła drzwi, zostawiając małą szparę, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Zamknięte drzwi niepokoiły, prowokowały spekulacje na temat tego, co się za nimi dzieje. Odkąd w „Post" ukazała się wzmianka o tym, że być może Nico zastąpi Mike'a Harnessa, była wyjątkowo ostrożna. Mike wysłał jej e-mail, skopiowany również do paru innych szefów, w którym napisał: „Dobrze wiedzieć, że zabierasz mi stanowisko". „Chciałbyś", odpisała zręcznie. Co miało oznaczać, że ona nie traktuje tego poważnie i on również nie powinien.
– Ale myślałaś o tym, prawda? – spytał Kirby.
– O czym? – Doskonale wiedziała, co miał na myśli.
– O seksie – odparł.
Jeszcze miesiąc temu to słowo w jego ustach natychmiast by ją podnieciło, ale teraz czuła wyłącznie irytację. Co się z nią dzieje? Czy to możliwe, że nic już nie jest w stanie jej usatysfakcjonować?
– Potem zadzwonię – powiedziała stanowczo i się rozłączyła.
Usiadła przed komputerem. Było wpół do dziewiątej, miała jeszcze godzinę do spotkania z Victorem Matrickiem. Przeczytała e-maile, głównie korespondencję z różnych działów (wszyscy robili kopie dla wszystkich innych, na rozmaite przyziemne tematy, żeby udowodnić, że trzymają rękę na pulsie i że nikt nie został wykluczony z kręgu współpracowników. W ten sposób potencjalnie każdy mógł być odpowiedzialny za cokolwiek, co mogło pójść nie tak), a także załączniki w postaci projektów graficznych, artykułów i planów wydawniczych. Poprosiła asystentkę o wydruk dwóch tekstów, po czym zadzwoniła do Richarda, dyrektora artystycznego, i poprosiła, żeby zmienił jedną z okładek. Zrobił straszny raban, i pofatygował się osobiście do jej gabinetu, żeby się o to wykłócać. Dała Richardowi dwie minuty na wyłuszczenie racji, po czym zimno powtórzyła swoje obiekcje i kazała mu zmienić okładkę i dostarczyć nową przed lunchem. Pośpiesznie wypadł z jej gabinetu, a Nico z irytacją pokręciła głową. Richarda uważano za asa w tej branży, ale reagował bardzo emocjonalnie i brał sobie do serca każdą krytykę, a do wykonywanej pracy przywiązywał się tak, jakby właśnie ukończył fresk w Kaplicy Sykstyńskiej. Nico wiedziała, że za plecami nazywa ją SzkodNico, i parę razy już była bliska wylania go. Robiła to już w przeszłości, pozbywała się pracowników, którzy ją przesadnie obgadywali. Wychodziła z założenia, że skoro te plotki do niej docierają, muszą zdarzać się naprawdę często, a skoro mieli z nią taki problem, z całą pewnością będą się lepiej czuli gdzie indziej.
Wzięła do ręki jeden z artykułów i zaczęła czytać, ale po paru sekundach go odłożyła. Nie mogła się skoncentrować. Wstała i podeszła do okna, skąd rozciągał się widok na fragment Central Parku. Z gabinetu Mike'a, który znajdował się dwa piętra wyżej i od frontu budynku, widać było cały Central Park, podobnie zresztą jak i z gabinetu Wendy. Naczelni nie stali tak wysoko w hierarchii firmy jak szefowie działów, i to, że Victor Matrick w ogóle widział ją na stanowisku Mike'a, było niezwykłe. Zazwyczaj naczelni nie awansowali, na tym stanowisku można się było jedynie przesuwać w poziomie, czyli stanąć na czele innego czasopisma. Nic ją jednak nie obchodziło, że byłby to precedens. Jeśli ktoś mówił, że czegoś nie da się zrobić, natychmiast uznawała to za godne zainteresowania. Poza tym była bystra. Dlaczego miałaby tkwić w pracy bez perspektyw?
Proszę, proszę, pomyślała z uśmiechem. Bez perspektyw. Idiotyzm. Przecież miała pracę, za którą inni oddaliby wszystko. Kobiety zawsze powtarzały sobie, że są szczęśliwe z tym, co mają, że najbardziej liczą się drobiazgi. A ona była szczęśliwa i doceniała to, co zdobyła, co nie oznaczało, że w świecie zabrakło celów, ku którym należy podążać. Podniecenie, determinacja, sukces – te sprawy też napędzają kobietę. Przydają jej powagi, znaczenia w świecie. Jak mogłaby być naprawdę zadowolona, gdyby nie czuła, że wykorzystuje swój potencjał, a przynajmniej się stara?
Odwróciła się i spojrzała na zegar na biurku. Trzydzieści minut do spotkania z Victorem. Podeszła do drzwi i wystawiła głowę.
– Przez parę minut będę nieosiągalna – powiedziała do asystentek. – Możecie mnie nie łączyć?
– Jasne – odparły.
To były miłe dziewczyny, zgodne i pracowite. Nico zawsze pamiętała, żeby raz w miesiącu zabierać je na lunch. Jeśli ona awansuje, one również. Zabierze je ze sobą…
Teraz naprawdę zamknęła drzwi. Musiała pomyśleć. Usiadła na fotelu przykrytym narzutą z jagnięcej skóry, pomysł Victory. Victory pomogła jej przed laty urządzić gabinet, nawet znalazła miejsce, gdzie wykonano te meble, biurko i dwa fotele. A teraz znowu powinna podziękować jej za informację od Glynnis Rourke, niezbędną do zadania ciosu. Na tym to polegało. Nico wiele lat wcześniej pomogła Victory, pożyczyła jej pieniądze na rozkręcenie interesu. Teraz Victory pomogła jej, umówiła ją na tajne spotkanie z Glynnis, w swojej firmie…
Ale czy to w porządku, zaczęła się zastanawiać. W tym, co zamierzała zrobić, było coś bardzo małostkowego i niedojrzałego. Może po prostu dręczyło ją sumienie. Ostatnio w gazetach pełno było informacji o polityku, który musiał zrezygnować z posady w rządzie z powodu tego, co początkowo ludzie uważali za romans z nianią, ale okazało się romansem z bardzo wpływową panią adwokat z kancelarii prawniczej. Nico nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ta kobieta – miała na imię Marianna – wdała się w romans z Samem, politykiem. Sam był stary, łysy i pomarszczony. Marianna, po pięćdziesiątce, prezentowała sobą stary model „wpływowej" kobiety, która odniosła sukces, ponieważ uwielbiała być jedyną osobą płci żeńskiej w pokoju pełnym wpływowych mężczyzn. Nie lubiła innych kobiet ani im nie ufaia. Wierzyła, że kobieta może odnieść sukces, tylko jeśli jest suką. Nico pomyślała, że Wendy, Victory czy ona sama reprezentują nowy model wpływowej kobiety. Nie były sukami i nie były rozmiłowane w tym staroświeckim przekonaniu, że tylko obracanie się w towarzystwie wpływowych mężczyzn przydaje im ważności. Nowa wpływowa babka łaknęła towarzystwa innych wpływowych kobiet. Chciała, żeby to one rządziły światem, nie mężczyźni.
Nico z roztargnieniem potarła futro owcy między kciukiem a palcem wskazującym. Sukces w życiu sprowadzał się do dwóch rzeczy: odwagi, by twardo wierzyć w swoje przekonania, i zdolności do poświęceń. Była przekonana, że kobiety powinny trafiać na sam szczyt, i poświęciła się, żeby tam trafić. Sztuczka polegała jednak na tym, jak to rozegrać. Jako odważna osoba musiała spytać siebie raz jeszcze, czy zrobi to jak należy.
Strategia była prosta i Nico opracowała ją pośpiesznie tego popołudnia, kiedy Seymour wygrał pierwszą nagrodę na pokazie psów. Chodził dookoła areny w marynarce z granatowego aksamitu, a Tunie popisywała się u jego boku, gdy do Nico przyszedł esemes: „Ważne. Praca. Dzwon". Seymour odebrał wstęgę, a Nico mu pogratulowała i wymknęła się do łazienki, żeby zadzwonić do Victory. W skrócie sytuacja wyglądała tak, że Glynnis Rourke, która podpisała zgodę na współpracę z Mikiem Harnessem i powiązanie jej programu z jego magazynem, zamierzała pozwać Mike'a Harnessa i Splatch-Verner za naruszenie warunków umowy. Nico wiedziała coś o projekcie, ale pierwszy numer wciąż się opóźniał, a Mike nie puszczał pary z ust.