Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Co mam ci powiedzieć? – zapytał niecierpliwie.
Milczała. Czego pragnęła? Chcę, żeby wszystko było tak jak kiedyś. Chcę, żeby było tak jak wtedy, zanim poleciałam do Rumunii. Może nie było świetnie, ale na pewno lepiej niż teraz.
– Chcę, żebyś mi to wytłumaczył.
Patrzył na nią wrogo, jak mały chłopczyk, po czym odwrócił się i ruszył ku stajni. Wendy pobiegła za nim i zrównała się z nim tuż przed wejściem.
– Nie chcę teraz prowadzić tej dyskusji – syknął. – Nie na oczach tych wszystkich ludzi… – Wskazał dłonią drzwi do biura.
– Dlaczego nie? A co cię oni obchodzą?
– Nie chodzi o mnie, Wendy. Chodzi o to, co sobie pomyślą o naszej małej. Dlaczego musisz ją zawstydzać? Nareszcie znalazła w sobie odwagę, żeby zrobić coś nowego, coś, co jest zdrowe, a ty chcesz wszystko zepsuć.
– Nie, ja…
– Nie wiesz, jak tu strasznie plotkują? – spytał oskarżycielsko. – Wszyscy wiedzą wszystko o innych. Spotkałaś Cherry – i Ninę. One pogadają z Markiem i jutro w szkole każdy będzie wiedział. Nie sądzisz, że w tej sytuacji Magdzie i tak jest ciężko? Myślisz, że jeszcze potrzebuje, żeby inne dzieci opowiadały, że jej matka jest wariatką?
– Ale Shane… – Patrzyła na niego z przerażeniem. – Nic nie zrobiłam. Za nic nie chciałbym skrzywdzić naszej córeczki…
– Nie, skąd. Po prostu zjawiłaś się tu całkiem nieoczekiwanie. Trudno to wyjaśnić.
– A co tu jest do wyjaśniania? Jestem jej matką…
– Czyżby?
– Ty gnoju. – Urwała i postanowiła na razie to sobie odpuścić. Brnięcie w tę sytuację byłoby straszne. – Jak zamierzałeś zapłacić za kuca beze mnie, Shane?
– Kartą kredytową.
– Ale to moje pieniądze. – Nienawidziła się za to, że to podkreśla.
– Świetnie – burknął. – Zlam serce naszej córce. Z pewnością zbliży cię to do dzieci.
– Nie mówiłam, że nie…
– Rób co chcesz, ja chciałem jak najlepiej. Mam dość. – Bezradnie rozłożył ręce. Wszedł do pogrążonej w półmroku stajni, a jego mokasyny stukały w ogromnej przestrzeni.
Wendy się zawahała, ale pospieszyła za nim. Przynajmniej stajnia wydawała się pusta, wolna od tych strasznych bestii, które mogły nagle wyskoczyć i stratować człowieka.
– Shane! – syknęła. – Wracaj tutaj.
Odwrócił się.
Pomyślała, że zmusi go do mówienia. To mu nie ujdzie na sucho.
– Nie kupię tego kuca, dopóki nie porozmawiamy o tym, co się dzieje.
Shane z pogardą wykrzywił usta.
– Jasne – oświadczył z podszytą złością brawurą.
Wszedł do pustego boksu. Wendy się zawahała. Podłoga pokryta była jasnożółtą słomą. Może mogliby się kochać i wszystko wróciłoby do normy. Przecież wcześniej tyle razy się to sprawdziło. Shane stał na środku boksu, z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Zrobiła krok w jego kierunku, czując, jak ostre słomki kłują jej kostki. Zachowywał się naprawdę głupio. Cała ta sytuacja była idiotyczna. Postanowiła, że jeśli Shane odpuści, to mu przebaczy. Przywykła do przebaczania mu. Po trzynastu latach praktyki przychodziło jej to bez trudu, podobnie jak przeprosiny. Przebaczanie i przepraszanie były znacznie łatwiejsze, niż może się wydawać.
I, wprowadziwszy się w znacznie bardziej otwarty nastrój, postanowiła zaryzykować. Łagodnym, dziecinnym głosikiem, którym posługiwała się w stosunku do Shane'a w intymnych sytuacjach, oświadczyła figlarnie:
– Pokochajmy się.
Zamiast go udobruchać, te słowa najwyraźniej obudziły w nim bestię. Ruszył ku niej, jakby chciał ją uderzyć, ale w ostatniej chwili skręcił i pobiegł do ściany, po czym zaczął tłuc dłonią w deski.
– Nic nie rozumiesz, co? – wrzasnął.
I, być może zawstydzony tym niecodziennym wybuchem męskości, zakrył twarz rękoma. Jego ciało trzęsło się, jakby szlochał, ale nie towarzyszył temu żaden dźwięk.
Wendy zrobiła kilka kroków i dotknęła jego ramienia.
– Shane? – zapytała, po czym dodała nieco bardziej natarczywie: – Shane? Płaczesz?
– Nie – odparł stłumionym głosem.
Położyła ręce na jego dłoniach i usiłowała je oderwać od twarzy Shane'a. Jej wyraz ją przeraził. Oczy Shane'a zamieniły się w czerwone szparki, pełne nienawiści, do niej albo do siebie samego, a może do nich obojga.
– To nie ma sensu – powiedział.
Już po wszystkim, pomyślała. Już po wszystkim…
– Co nie ma sensu? – zapytała mimo wszystko.
– My – odparł. Nabrał powietrza do płuc i powoli je wypuścił przez usta. – Wendy, ja cię nie kocham. Wątpię, czy kiedykolwiek cię kochałem.
Aaaagghhhh. Cofnęła się o krok. Aaagghhhh. Czy to ona wydawała z siebie ten dźwięk czy tylko o nim myślała? Jej życie się rozpadało. Stała na krawędzi urwiska. Agghhh. Jak to możliwe?
Nie powiedział tego, prawda?
– Nigdy nie dałaś mi o niczym decydować – powiedział. – Zawsze byłaś przy mnie, od samego początku. Nie mogłem się ciebie pozbyć. W ogóle nie przyjmowałaś do wiadomości odmowy. Na początku sądziłem: ta dziewczyna jest stuknięta. Sypiałem z innymi, wiedziałaś o tym i nigdy nic nie mówiłaś. Potem zacząłem myśleć, że może naprawdę mnie kochasz. Mogłem robić, co mi się żywnie podobało, a ty zawsze byłaś przy mnie, gotowa się mną zająć. Nie twierdzę, że cię nie lubiłem. Czasem było nam razem świetnie. Ale nigdy się w tobie nie zakochałem tak, jak zakochiwałem się w innych dziewczynach…
– Innych dziewczynach…?
– Nie w trakcie małżeństwa – burknął. – Nie zdradzałem cię. Mówię o czasach przed ślubem.
– Po co się ze mną ożeniłeś? – zapytała.
– Dlaczego chcesz tego wysłuchiwać? Myślisz, że chętnie ci o tym opowiadam? Dlaczego nie wyjdziesz? Zawsze się musisz, kurwa, torturować. Myślisz, że dzięki temu będę cię szanował?
– Jesteś mi winien zasrane wyjaśnienie! – wrzasnęła.
– Znowu walnął ręką w ścianę.
– Nie wierzę w to, Shane. Jak mogłeś być tak kurewsko słaby?
– Myślisz, że chciałem być słaby? Przez ciebie byłem słaby! – krzyknął. – Nigdy cię nie kochałem. Przykro mi, że to mówię, ale to prawda. Miałem jednak nadzieję, że cię pokocham. Wszyscy twierdzili, że oszalałem, przecież byłaś taka świetna. I taka pewna siebie. A dzień naszego ślubu? Kiedy szliśmy do ołtarza? Wiedziałem, że popełniam błąd. Zastanawiałaś się, dlaczego nie mogłem na ciebie patrzeć? Byłem jednym z twoich celów. Osiągnęłaś mnie! I pewnie bym odszedł, ale ty natychmiast zaszłaś w ciążę. Ja nie miałem nic do powiedzenia w tej sprawie. Po prostu przestałaś brać pigułki. Mówiłaś, że nie, że to przypadek…
– Tak było!
– Gówno prawda, Wendy.
– Jeśli tak mnie nienawidziłeś, dlaczego nie odszedłeś?
– Bo pokochałem naszą córeczkę. Naprawdę nie wiedziałaś? Nie jestem takim gnojem, jak myślisz, wiesz? Usiłowałem być w porządku. Uznałem, że przynajmniej będę dobrym ojcem. A potem ty znów zaszłaś w ciążę. I znów. I za każdym razem myślałem sobie, że osaczasz mnie coraz bardziej, że nigdy nie będę mógł odejść…
– Odejdź, Shane. Odejdź teraz. – Podbiegła do niego i trzasnęła go w biceps najmocniej, jak potrafiła, spodem pięści. Po tym uderzeniu natychmiast rozbolała ją ręka. Shane odskoczył od niej i prychnął.
– Tak teraz postępujesz? Nie idzie po twojej myśli, to mnie zbijesz?
– Po prostu idź sobie. Nie chcę cię nigdy więcej wiedzieć.
– Tak, to byłoby dla ciebie wygodne, prawda? – Shane pokiwał głową i zaczął rozcierać ramię, tam gdzie go uderzyła.
– Całkiem jak dziewczyna, pomyślała. – Nie zrobię tego, Wendy – oświadczył. – Kiedy mnie nie było, zrozumiałem, że w moim życiu najważniejsze są dzieci. Nie zrezygnuję z nich.