Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Seksistowski dupek! – wykrzyknęła Glynnis podczas pierwszego spotkania z Nico. – Nie da się z nim normalnie rozmawiać. Mówiłam mu, że jego pomysły są gówno warte, a ten zaraz się obraził i wyszedł. Przykro mi, ale czy mnie się coś pomyliło? Robimy razem interesy. Na piśmie jest moje nazwisko, nie jego. Dlaczego miałabym łechtać ego tego gościa? Co jest grane? Nie zdążył dorosnąć?
– Raczej nie – mruknęła Nico.
Chodziło o to, że choć Mike był zobowiązany do konsultowania z Glynnis wszystkich decyzji dotyczących zawartości czasopisma, nie robił tego. Nie odbierał jej telefonów i nie chciał się z nią spotkać, krył się za e-mailami. Glynnis raz za razem prosiła go, żeby wycofał się z projektu, ale on odmawiał, zadowolony, że mają jej nazwisko i mogą z nim zrobić, co im się żywnie podoba. Trwało to dwa miesiące i teraz zamierzała pozwać go na pięćdziesiąt milionów („nigdy tyle nie dostanę, ale trzeba przywalić z grubej rury, żeby wystraszyć tych idiotów", wyjaśniła). Lada chwila zamierzała wystosować pozew. Korporacje takie jak Splatch-Verner przez cały czas pozywano do sądu, Nico wiedziała jednak, że teraz sytuacja wygląda inaczej: Glynnis była osobą publiczną i do tego bardzo wygadaną. Wszystko trafi do gazet.
A Victorowi Matrickowi wcale się to nie spodoba.
Wstała, znów podeszła do okna i zabębniła palcami o kaloryfer. Victor reprezentował inne pokolenie. Uznałby za niestosowne, gdyby ważny dyrektor z jego firmy był zamieszany w publiczną awanturę z gwiazdą. Parę lat wcześniej, kiedy Selden Rose ożenił się z tą modelką od bielizny Victoria's Secret, Janey Wilcox, a ona zaplątała się w skandal z pierwszych stron gazet, Victor Matrick kazał Seldenowi pozbyć się żony albo odejść z korporacji. Victory Ford dowiedziała się tego od Lyne'a Bennetta, który z kolei wyciągnął tę historię od George'a Paxtona, jednego z najlepszych przyjaciół Seldena. Selden był zamieszany w ten skandal wyłącznie jako mąż osoby bezpośrednio zaangażowanej, więc Nico mogła sobie wyobrazić, jak Victor zareaguje na informację o problemie Mike'a. Z drugiej strony przychodzenie z tym do Victora przypominało skarżenie. To dobre w podstawówce, pomyślała z niesmakiem.
Zmrużyła oczy i skrzyżowała ręce na piersi. W sumie to nie były plotki, tylko informacja. Pomyślała, że mężczyzna na jej miejscu z pewnością by się nie zawahał, nie miałby skrupułów ani wątpliwości, czy wrobić konkurenta za pomocą tajnej informacji. Nikt nie lubił polityki biurowej, ale nie dało się jej uniknąć, jeśli człowiek chciał wspiąć się na szczyt. Musiała to zrobić. Mike poważnie namieszał, a Victor kazał jej coś na niego znaleźć.
Weszła do prywatnej łazienki i otworzyła apteczkę. Wyjęła z niej szminkę i puder. Lekko malując usta, uznała, że teraz zostanie jedną z przybocznych Victora. Pewnie zawsze będzie musiała odpowiadać przed jakimś mężczyzną, aż przyjdzie dzień, w którym to ona zdobędzie najważniejsze stanowisko. I wtedy, właśnie wtedy, będzie już odpowiadała tylko przed samą sobą…
Powoli. Po kolei. Zamknęła szminkę i ruszyła na górę.
Tego ranka biurko Victora Matricka zastawione było damskimi torebkami.
– Patrz, Nico! – wykrzyknął z dumą, kiedy weszła. – Kupiłem te wszystkie torby na ulicy, za niespełna trzysta dolców. To dopiero interes.
Nico uśmiechnęła się i usiadła na obitym perkalem fotelu pod drugiej stronie biurka. A zatem Victor najwyraźniej znowu spacerował ulicami. Zwykle jeździł po mieście kombi z drewnianymi elementami karoserii i z kryształową figurką w kształcie głowy gryfa na masce, ale od czasu do czasu wysiadał i spacerował, po czym wracał z jakąś nową okazją odkrytą na ulicach.
– Maureen twierdzi, że to podróbki – oświadczył. – Ale kto zauważy różnicę? Zauważysz?
Nico się zawahała. Albo to było szczere pytanie, albo jakiś tajemniczy test. Victor uwielbiał prezentować się jako słaby, łagodny staruszek, ale gdyby faktycznie byl słaby i łagodny, nie przetrwałby u progu lat osiemdziesiątych na stanowisku prezesa zarządu koncernu. Oczywiście z jednej strony człowieka kusiło, żeby schlebiać Victorowi, zgadzać się z jego niekiedy idiotycznymi założeniami i udawać zainteresowanie tym, co interesowało Dziadka, czyli przede wszystkim „zwykłym człowiekiem". Co było niepokojąco ironiczne, zważywszy, że Victor dysponował dwoma prywatnymi samolotami i kilkoma domami, w tym wartym trzydzieści milionów ranczem w Greenwich w Connecticut. Przez lata miał obsesję na punkcie programu Jerry'ego Springera, dopóki ten nie zszedł z anteny; teraz pasjonował się doktorem Philem i reality show. Nieraz dyrektorzy umawiali się na spotkanie z Victorem i nawet nie udawało się im porozmawiać o problemie, bo Victor przez całą godzinę streszczał odcinek Ślepej randki - bez cenzury. Wychodzili z zebrania, twierdząc, że Dziadek jest na skraju szaleństwa, ale Nico dobrze wiedziała, że nie należy lekceważyć Victora. Zawsze wiedział, co się dzieje, i wdawał się w te dziwaczne dyskusje, żeby stłamsić podwładnych i przy okazji wytrącić ich z równowagi. Nico miała nadzieję, że tym razem nie o to chodzi, ale zważywszy na torebki na blacie, istniała spora możliwość, że Victor pokieruje spotkaniem po swojemu.
Uznała w końcu, że szczerość będzie najlepszym wyjściem.
– Tak, Victorze, odróżniłabym.
– Naprawdę? – Podniósł podróbkę torebki Louisa Vuittona. – Myślałem, że podaruję je w prezencie gwiazdkowym. – Nico uniosła brwi. – Zonom chłopaków.
– Ja bym tego nie robiła – oświadczyła. – Domyśla się, że kupiłeś je na ulicy, a potem wszyscy będą gadać. Powiedzą, że jesteś tandeciarzem.
Zamknęła usta. Mógłby mnie za to wylać, ale tego nie zrobi, pomyślała.
– Ho, ho, ho – mruknął Victor. Miał żółtawo-siwe włosy, barwy jasnego moczu, które wyrastały z jego czaszki niczym wyleniała lwia grzywa. Na dorocznym przyjęciu gwiazdkowym, które zawsze odbywało się w jakimś znanym miejscu i na które przychodziło niemal dwa tysiące pracowników, Victor przebierał się za Świętego Mikołaja. – Czyli twoim zdaniem to nie jest dobry pomysł?
Oparł się o biurko i wcisnął przycisk interkomu.
– Maureen – powiedział nad samym głośnikiem, jakby nie dowierzał urządzeniu. – Nico O'Neilly twierdzi, że te torebki to szmelc. Mogłabyś tu przyjść i je zabrać?
Nico niecierpliwie zakołysała nogą. Zastanawiała się, czy Victor w ogóle wykonuje tu jakąś pracę. To samo pytanie jego ludzie zadawali sobie od lat.
– Mike będzie pozwany – powiedziała nagle.
– Czyżby? Jak myślisz, co mam zrobić z torebkami?
– Oddaj je biednym. Do Armii Zbawienia.
Maureen, kobieta w nieokreślonym wieku, weszła do gabinetu. Od zawsze była sekretarką Victora; ludzie szeptali, że kiedyś miała z nim romans.
– A więc uznałeś, że jednak ich nie chcesz – powiedziała niemal z przyganą.
– Nico uznała. Dziś Nico o wszystkim decyduje – oznajmił Victor.
Nico uśmiechnęła się uprzejmie. Czy Victor wygłupiałby się tak z torebkami, gdyby była mężczyzną? Szczerze w to wątpiła.
– A Mike wie, że będzie pozwany? – zapytał Victor, kiedy Maureen zabrała torebki i wyszła z pokoju.
– Jeszcze nie.
– Hm. – Potarł brodę. – A dlaczego ja nic nie wiem?