Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Victory ma rację, pomyślała. Jestem neurotyczką, i szczęściara ze mnie, że Seymour ze mną wytrzymuje. Rzadko się uskarżał. Gdyby teraz był z nią w kuchni i widział walkę z nitką, tylko by się roześmiał, i to bez złośliwości. Z jakiegoś powodu Nico i Seymour naprawdę się lubili, i czy w końcu nie jest to o wiele ważniejsze od seksu?
Naturalnie. No i kiedy doszła do tego satysfakcjonującego wniosku, ruszyła na górę pożegnać się z córką.
Pokój Katriny był jej oazą, miała nawet własną łazienkę, luksus, o jakim dziecko mogłoby tylko pomarzyć, gdy Nico była mała. Dziwne, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych cała pięcioosobowa rodzina korzystała z jednej łazienki. Nico nawet nie miała własnego pokoju. Musiała dzielić go z o dwa lata młodszą siostrą, która była bardzo szczęśliwa, kiedy Nico wyjechała do college'u i mogła mieć pokój tylko dla siebie. Może i się kochały w dzieciństwie, ale wciąż ze sobą walczyły. Naturalnie wszyscy znani jej rówieśnicy dorastali z jakimś obciążeniem: ojciec za dużo pił, matka się frustrowała, codziennie zdarzały się przykrości, rodzeństwo czuło się nieszczęśliwe. Normą było, że ojciec wracał z pracy i tłukł dziecko pasem za przewinienia. Wtedy nie rozczulano się nad dziećmi, na pewno nie tak jak obecnie, a weekendy mijały na wykonywaniu niekończących się obowiązków. Nico musiała kosić trawnik i chodzić po prasę, a kiedy trochę podrosła, została pierwszą roznosicielką gazet w okolicy, co zdecydowanie wolała od pilnowania dzieci. To nie było złe dzieciństwo, a jednak niemal żaden rodzic w jej wieku nie chciałby takiego dla swoich dzieci. Wszyscy pragnęli, by ich los był lepszy, żeby czuły się bardziej kochane, chciane i cenione niż oni sami. Kiedy wracała myślami do własnego dzieciństwa, najlepiej pamiętała nieustającą litanię narzekań rodziców na temat tego, jak złe są ich dzieci i że nigdy niczego nie osiągną. W rezultacie z takich dzieci wyrastały dorosłe osoby bez poczucia własnej wartości, takie jak siostra Nico, która mieszkała w małym miasteczku, była nawróconą chrześcijanką i pracowała jako kelnerka w miejscowej pizzerii (miała też trzeciego męża, malarza pokojowego), albo chorobliwie ambitni dorośli, tacy jak sama Nico. Zdeterminowani, by dzięki swoim osiągnięciom uniknąć nieszczęścia. Może i nie było to idealne rozwiązanie, zwłaszcza jeśli nie odniosło się sukcesów. Jednak przy odpowiednio ciężkiej pracy zwykle się je odnosiło, w i pewnym momencie człowiek uświadamiał sobie, że nie ma rozwiązań idealnych, że najważniejsze to robić coś użytecznego ze swoim czasem, coś, co sprawia przyjemność.
Kiedy jednak szła krótkim korytarzem do pokoju Katriny, nagle obleciał ją strach. A jeśli dostanie stanowisko Mike'a i nie będzie to miało znaczenia?
A jeśli nic już nie ma znaczenia?
Na tym polegała zagadka, prawda? Bo tak naprawdę nie ma. Jeśli patrzeć przez prymat szczęścia, nie było najważniejsze, czy Nico zdobędzie stanowisko Mike'a, czy nie. Uszczęśliwi ją to tylko na chwilę. A więc po co to wszystko? Po co tyle zachodu? Nie musiała tego robić. Wiedziała jednak, że i tak to zrobi, a kiedy już dostanie tę posadę, będzie wypruwała sobie flaki, żeby pracować jak najlepiej. Czasem tylko o to chodziło, naprawdę, o codziennie pragnienie, by zrobić coś lepiej, coś naprawić, nie liczyło się nic więcej, i już.
Zapukała i weszła do pokoju córki.
Katrina miała na sobie szkolny mundurek i oglądała na komputerze japońską anime.
– Cześć, mamo. – Nawet nie uniosła wzroku. – Wychodzisz?
– Za chwilkę – odparła Nico.
Chciała powiedzieć coś córce, coś inspirującego albo ważnego, tylko co?
Spojrzała na monitor. Katrina i jej przyjaciółki miały bzika na punkcie japońskiej anime. Kiedy patrzyła na przerysowaną bohaterkę, uderzyło ją, że Japończycy zrobili mniej więcej jednocentymetrowy postęp w swoim podejściu do kobiet, które można było podsumować jako obsesję na punkcie ich transformacji w niegroźne, całkowicie podległe seksualnie stworzenia. Idealna kobieta była albo gejszą, albo, jak w komiksie, klaunowatą laleczką, która nie miała do zaoferowania nic poza wyglądem. Nico nienawidziła tego przesłania, a jednak podświadomie rozumiała jego urok. Znacznie łatwiej ukryć się za wyglądem, a dla małej dziewczynki mogło się to okazać pokusą nie do odparcia.
– Wiesz, że istnieją inne sposoby na sukces – powiedziała Nico i stanęła za córką.
Katrina spojrzała na matkę.
– To tylko film rysunkowy, mamo. Nie ma żadnego znaczenia.
Znowu to słowo: znaczenie.
– A jednak coś znaczy – oznajmiła Nico.
I zaczęła się zastanawiać, dlaczego, niezależnie od tego, jak daleko zaszły kobiety, w następnym pokoleniu było tak, jakby nie wykonały nawet jednego kroku. Raz jeszcze zerknęła na film i uświadomiła sobie, że w kwestii mężczyzn i pracy jej córka będzie musiała walczyć z tym samym, z czym zmagała się ona sama. A kiedy osiągnie wiek Nico, czy kobiety zajdą dalej niż obecnie? Czy też ulegną regresowi i przyjdzie im żyć w świecie, w którym ludzie znów zaczną się upierać, że miejsce kobiety jest w domu?
Wyczuwając dezaprobatę matki, Katrina wyłączyła komputer.
– Co dziś robisz? Coś szczególnego? – Wstała i zaczęła zbierać rzeczy.
– Dziś zamierzam kogoś zwolnić – powiedziała Nico. Katrina spojrzała na nią z niepokojem.
– Och, mamo. Czy to przyjemne? – zapytała.
Jak miała to wyjaśnić? Należało przynajmniej spróbować. Zawsze wierzyła, że nie powinna ukrywać przed Katrina realiów swojej kariery. Czuła, że w przyszłości to może pomóc jej córce.
– To nie jest przyjemne, ale konieczne. – Wygładziła fałdkę na łóżku Katriny. – Ten człowiek nie zrobił nic, żeby poprawić zyski działu wydawniczego, panuje tam zastój. – Czy ona cokolwiek rozumie, zastanawiała się Nico, patrząc na córkę.
– Poza tym jest szowinistą. Jeśli ja go nie zwolnię, prawdopodobnie on zwolni mnie. W interesach nie można być przez cały czas miłym. Dorosły musi zaakceptować pewne rzeczy, jeśli pragnie odnieść sukces. Każdy, kto w tym siedzi, rozumie. Gramy w tę samą grę. Człowiek stara się postępować/az'r…
Umilkła bezradnie. Katrina patrzyła na nią z cierpliwym znudzeniem, pewnie już myślała o czymś zupełnie innym.
– Tak, mamo. – Nie wydawała się całkiem przekonana.
– Bo widzisz… – Nico postanowiła spróbować raz jeszcze.
– Nikt nie wie dokładnie, jak się zachowa, dopóki nie zetknie się z wyzwaniem. Zresztą to w życiu jest wspaniałe: trzeba stawiać sobie nowe wyzwania i nie bać się ich. Dzięki temu życie jest interesujące i człowiek stara się być jak najlepszy. – To twoja lekcja na dziś, pomyślała, wszystko jedno, ile są warte takie nauki. – Czy to ma jakiś sens?
– Chyba tak. – Katrina wzruszyła ramionami. Podniosła dużą torbę z lśniącej różowej skóry, ozdobionej błyskawicami i kotką z niebieskim cieniem na powiekach. – Powodzenia, mamo. – Uścisnęła ją przelotnie.