Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Powinniśmy zrobić to od razu – oświadczyła. – W pozwie umieszczą nazwisko Mike'a, a skoro nie będzie już pracownikiem Splatch-Verner, druga strona wyjdzie na głupków. Poza tym zapewne uda się nam uratować kontrakt z Glynnis i nie wyjść na mięczaków. Jeśli zadziałamy szybko, nikt się o niczym nie dowie. – Od wielu dni przygotowywała sobie tę przemowę.
– Doskonale. – Victor wstał, żeby dać do zrozumienia, że spotkanie dobiegło końca. Oparł grube, powykręcane kostki lewej ręki na blacie. – Zrobimy to dziś po południu. O czwartej.
– Dziękuję, Victorze. – Nico też wstała.
– Mam nadzieje, że dysponujesz czasem – oświadczył Victor z uciechą. – Chcę, żebyś przy tym była. Właściwie chcę, żebyś to ty przekazała mu te wieści.
Nico siedziała sztywno na tylnym siedzeniu limuzyny, która jechała powoli przez East Drive w Central Parku. Nie było jeszcze piątej, ale park roił się od ludzi. Ludzi, którzy wyprowadzali psy na smyczy, jeździli na rowerach i rolkach (Rolki, pomyślała Nico. Czy ludzie wciąż na nich jeżdżą?), biegali, spacerowali, a nawet wozili się w tych ciągniętych przez konie bryczkach, które powinny być zakazane. Biedne konie, westchnęła w duchu, kiedy taksówka mijała jeden z powozów. Zerknęła na zwierzę, usiłując zgadnąć po wyrazie jego pyska, czy jest szczęśliwe. Nic nie dostrzegła, koń miał zasłonięte oczy, ale zarzucał łbem, jak te maskotki na desce rozdzielczej, te z głowami na sprężynach…
Zadzwonił jej telefon.
– Jak się masz? – spytał Seymour z niepokojem.
– O Boże, Seymour – powiedziała bardziej rozemocjonowanym głosem, niż zamierzała. Popatrzyła na tył głowy szofera, żeby sprawdzić, czy słucha. – Było ciężko. – Zmarszczyła brwi, jakby to Seymour był za to odpowiedzialny.
– Ale zrobiłaś to? – chciał wiedzieć.
– A miałam wybór?
– Zrobiłaś?
– Tak.
– I?
Nico nagle się rozzłościła.
– Tak, jak planowaliśmy, Seymour. Tak jak ci mówiłam. I tyle.
Rozłączyła się i wcisnęła przycisk, żeby opuścić szybę. Łagodne, ciepłe powietrze wypełniło wnętrze auta. Zastanawiała się, dlaczego szoferzy zawsze włączają klimatyzację, gdy tylko zima dobiegnie końca. Typowo męskie zachowanie.
Ale to nie było „i tyle".
Zadzwoniła do domu. Seymour odebrał telefon.
– Seymour, Mike… – Chciała powiedzieć „płakał", ale się rozmyśliła. – Mike był bardzo przygnębiony.
– Czyżby? – zapytał. – A spodziewałaś się, że jaki będzie?
– Przygnębiony.
– No właśnie.
Sfrustrowana, znów przerwała połączenie. Bardzo chciałaby wytłumaczyć to Seymourowi, sprawić, żeby pojął znaczenie nieoczekiwanej przemocy emocjonalnej tego dnia, nie mówiąc już o chaosie, strachu i poczuciu winy.
Przemoc emocjonalna… Nico zadrżała. Nikt nie rozumie, że jest z nią prawie tak jak z prawdziwą przemocą fizyczną, która w niczym nie przypomina udawanej przemocy rodem z telewizji albo kina. Nico przypomniała sobie, jak raz ona i Seymour siedzieli w małym barze w West Village, i wywiązała się bójka. Seymour natychmiast zanurkował pod blat, ale Nico była zbyt ogłupiała, żeby choćby drgnąć. Zaszokowało ją, jak brutalnie potrafi zachować się człowiek, kiedy już naruszy granicę przestrzeni osobistej. Tamta bójka to była bułka z masłem, ot, dwóch facetów parę razy zamachnęło się na siebie, przewróciło kilka krzeseł i butelkę z wodą. To jednak wystarczyło. „Na ziemię!", wrzasnął Seymour, złapał ją za przegub i wciągnął pod stół. Przyszło jej do głowy, że jest mięczakiem, przecież powinien walczyć, ale byłoby to czyste szaleństwo, i nagle zdała sobie sprawę z tego, jacy oboje są krusi i delikatni. Czy po tym, gdy ktoś przekroczy tę granicę i nawiąże kontakt, człowiek jest taki sam jak dawniej? Czy kiedykolwiek zapomina? Seymour chwycił ją za ramię i szybko wyprowadził z baru na trójkątny fragment chódnika na zewnątrz, gdzie popatrzyli na siebie i wybuchnęli tak gromkim śmiechem, że nie mogli się uspokoić przez co najmniej pół godziny.
Pomyślała jednak, że Seymour nigdy nie zrozumiałby tego, co się jej dzisiaj przytrafiło. Zatriumfowała, ale nie za darmo. Za osiągnięcia słono się płaci. Było to coś, czego mężowie tak naprawdę nie chcieli wiedzieć, coś, co potrafiły pojąć tylko przyjaciółki.
– Płakał, Wendy – wyszeptała wcześniej do telefonu, czekając, aż podjedzie jej auto. – Tego się nie spodziewałam.
– Wiem – odparła Wendy. – Zdumiewające, jak łatwo się załamują, gdy nie dają już sobie rady z napięciem. Mamy rozmaite przekonania na temat mężczyzn, ale się mylimy. Mężczyźni to słabe, przestraszone ludziki z przyczepionymi penisami. To był koszmar, kiedy Shane płakał. Całkiem jakby nagle nie był już mężczyzną, a ja kobietą. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że muszę stać się nowym typem kobiety, żyć bez tych wszystkich utrwalonych przesądów na temat tego, jak powinny postępować obie płcie.
Nico pokiwała głową.
– Czułam się jak gówno. A potem na mnie wsiadł. Powiedział, że jestem służącą Victora, suką. Suka mi nie przeszkadza, ale służąca?
– W życiu nie byłaś niczyją służącą – prychnęła Wendy.
– Takie kobiety jak my same mają służbę. Złożoną z mężczyzn.
– Ale tak wszyscy będą mówili. Będą mnie nazywali służącą Victora Matricka…
– No to niech cię tak nazywają – przerwała jej Wendy.
– To taki ich sposób na poniżenie ciebie, bo jesteś kobietą u władzy. Dzięki temu lepiej się poczują, mimo beznadziejności swojego życia. Musimy wreszcie przestać się zamartwiać tym, co myślą o nas inni. Cały czas mamy do czynienia z ocenami. To taka zabawa w „tak, ale" – ale czy jest dobrą matką, szefową, żoną? A kogo obchodzi, co myślą inni, Nico? Nie siedzą w tobie. Nie żyją twoim życiem. Robimy to, co robimy, lepiej od większości, najlepiej, jak się da w tych okolicznościach, i tyle. Ja na przykład postanowiłam odpuścić sobie wyrzuty sumienia. Nie dam rady robić wszystkiego, i wcale nie chcę. I nikt nie powinien tego ode mnie wymagać. – Westchnęła. – Jezu, Nico – wymamrotała. – Ty robisz wszystko, i to naprawdę dobrze. Jesteś niezwykłym człowiekiem. Musisz dzielić się swoim darem z innymi, a jeśli komuś się to nie podoba, trudno. Teraz jesteś szefową i prezeską działu wydawniczego. Ta cholerna firma ma szczęście, że dla niej pracujesz!
Nico pomyślała, że taką przemowę można usłyszeć jedynie z ust przyjaciółki.
Auto skręciło za zielonym trawnikiem i zatrzymało się na światłach na rogu Siedemdziesiątej Dziewiątej Ulicy i Piątej Alei. Jak tu ładnie, pomyślała Nico – zielona trwa i pączkujące drzewa na tle eleganckich szarych budynków. Wszystko będzie dobrze, niby dlaczego nie? Dzisiejszy dzień przypomniał poród, było to bolesne wydarzenie, koszmarne, trudne, przerażające, napawające poczuciem triumfu, pochłaniające całą energię, ale w końcu dawało się o nim zapomnieć. Złe wspomnienia zostawały zablokowane, a widok dziecka uświadamiał, że było warto.
I tak jak przy porodzie nikt nie uprzedzał o skali bólu. Trzeba samej przez to przejść, żeby zrozumieć. Szczerze mówiąc, poród był jednak bardziej bolesny, tyle że na świecie pojawiało się piękne niemowlę. W tym wypadku, kiedy było już po wszystkim, kiedy ochrona wyprowadziła Mike'a z budynku, a Victor ściskał dłoń Nico, nagle uświadomiła sobie, że teraz ma na głowie Victora Matricka i pewnie będzie na niego skazana przez resztę życia.
Jego życia, pomyślała drwiąco.
Kiedy tego ranka wychodziła z gabinetu Victora, po tej niepokojącej scenie, gdy myślała, że to właśnie ona wyleci, wsiadła do windy i przekonała się, że jej serce wyrywa się z piersi, a pachy są mokre od potu. Nie miała pojęcia, jak do tego doszło, ale była wstrząśnięta nieznanym obliczem Victora. Był nieprzewidywalny, absolutnie nieracjonalny, jak wielkie zwierzę, które kieruje się jedynie instynktem. Przez chwilę bała się o siebie. Co będzie, jeśli skończy tak jak Victor Matrick? Nie dało się przewidzieć, co mógł jej zrobić, jakie jej będzie w przyszłości stawiał wyzwania, w końcu niemal zmusił ją do rozmowy o rozwodzie Wendy. Nie chodziło tylko o nowe zawodowe obowiązki, będzie miała również do czynienia ze sprawami natury emocjonalnej i psychologicznej. Jednak gdy winda zjechała na jej piętro, Nico zdążyła dojść do wniosku, że sobie poradzi, że chce zaryzykować. A potem przeszła korytarzem i natknęła się na Mike'a Harnessa w swoim gabinecie.