Bursztynowa Luneta
- Автор: Пулман Филип
- Серия: Mroczne Materie #3
- Язык: польский
- Переводчик: Danuta Gorska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:
Аннотация
Bursztynowa LunetaNa spokojnych wodach zatoki unosiło się około tuzina... – ojciec Gomez musiał przystanąć i pomyśleć spokojnie – około tuzina ogromnych śnieżnobiałych ptaków, każdy wielkości łodzi wiosłowej, z długimi prostymi skrzydłami, które wlokły się za nimi po wodzie; bardzo długie skrzydła, długie na dwa metry albo więcej.
Czy to naprawdę były ptaki? Miały pióra, dzioby i głowy podobne do łabędzich, ale skrzydła ustawione jedno przed drugim...
Nagle go zobaczyły. Głowy obróciły się i wszystkie skrzydła jednocześnie uniosły się wysoko, zupełnie jak żagle na jachcie, i wszystkie pochyliły się pod naporem bryzy, zmierzając do brzegu.
Na ojcu Gomezie zrobiło wrażenie piękno tych żagli-skrzydeł, tak perfekcyjnie napiętych i ustawionych na wiatr, oraz szybkość ptaków. Potem zobaczył, że również wiosłują; łapy miały zanurzone w wodzie, ustawione nie jedna za drugą jak skrzydła, lecz jedna obok drugiej, i dzięki współpracy łap ze skrzydłami osiągały niezwykłą szybkość oraz grację.
Pierwszy ptak dotarł do brzegu i poczłapał przez suchy piasek prosto w stronę księdza. Syczał ze złością, gramoląc się ciężko pod górę, wyciągał szyję do przodu i kłapał dziobem. W dziobie miał też zęby, przypominające szereg ostrych zakrzywionych haczyków.
Ojciec Gomez stał w odległości około stu metrów od linii wody, na niskim trawiastym wzniesieniu, więc miał mnóstwo czasu, żeby zdjąć plecak, wyjąć karabin, załadować, wycelować i wystrzelić.
Głowa ptaka eksplodowała w chmurze czerwieni i bieli, martwy stwór zatoczył się niezdarnie i upadł na pierś. Żył jeszcze przez minutę albo dłużej: łapy kopały, skrzydła wznosiły się i opadały, wielki tułów turlał się, sikając krwią. Wreszcie długi bulgotliwy wydech zakończył się rzężącym rozpryskiem krwi i ptak znieruchomiał.
Inne ptaszyska zatrzymały się, jak tylko pierwszy upadł, i obserwowały jego zgon oraz człowieka na wzgórzu. Bystra, złośliwa inteligencja błyszczała w ich oczach. Przenosiły spojrzenie z księdza na martwego ptaka, z ptaka na karabin, z karabinu na twarz mężczyzny.
Ksiądz ponownie uniósł broń i zobaczył, że ptaki cofają się niezgrabnie i tłoczą razem. Zrozumiały.
Były to piękne, silne stworzenia, wielkie, o szerokich grzbietach, niemal żywe łodzie. Skoro wiedziały, czym jest śmierć, pomyślał ojciec Gomez, i dostrzegały związek pomiedzy nim a śmiercią, to mogło stanowić podstawę owocnego porozumienia. Kiedy naprawdę nauczą się go bać, będą wypełniać wszystkie jego rozkazy.
28. Północ