Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 112
Перейти на страницу:

Na spokojnych wodach zatoki unosiło się około tuzina... – ojciec Gomez musiał przystanąć i pomyśleć spokojnie – około tuzina ogromnych śnieżnobiałych ptaków, każdy wielkości łodzi wiosłowej, z długimi prostymi skrzydłami, które wlokły się za nimi po wodzie; bardzo długie skrzydła, długie na dwa metry albo więcej.

Czy to naprawdę były ptaki? Miały pióra, dzioby i głowy podobne do łabędzich, ale skrzydła ustawione jedno przed drugim...

Nagle go zobaczyły. Głowy obróciły się i wszystkie skrzydła jednocześnie uniosły się wysoko, zupełnie jak żagle na jachcie, i wszystkie pochyliły się pod naporem bryzy, zmierzając do brzegu.

Na ojcu Gomezie zrobiło wrażenie piękno tych żagli-skrzydeł, tak perfekcyjnie napiętych i ustawionych na wiatr, oraz szybkość ptaków. Potem zobaczył, że również wiosłują; łapy miały zanurzone w wodzie, ustawione nie jedna za drugą jak skrzydła, lecz jedna obok drugiej, i dzięki współpracy łap ze skrzydłami osiągały niezwykłą szybkość oraz grację.

Pierwszy ptak dotarł do brzegu i poczłapał przez suchy piasek prosto w stronę księdza. Syczał ze złością, gramoląc się ciężko pod górę, wyciągał szyję do przodu i kłapał dziobem. W dziobie miał też zęby, przypominające szereg ostrych zakrzywionych haczyków.

Ojciec Gomez stał w odległości około stu metrów od linii wody, na niskim trawiastym wzniesieniu, więc miał mnóstwo czasu, żeby zdjąć plecak, wyjąć karabin, załadować, wycelować i wystrzelić.

Głowa ptaka eksplodowała w chmurze czerwieni i bieli, martwy stwór zatoczył się niezdarnie i upadł na pierś. Żył jeszcze przez minutę albo dłużej: łapy kopały, skrzydła wznosiły się i opadały, wielki tułów turlał się, sikając krwią. Wreszcie długi bulgotliwy wydech zakończył się rzężącym rozpryskiem krwi i ptak znieruchomiał.

Inne ptaszyska zatrzymały się, jak tylko pierwszy upadł, i obserwowały jego zgon oraz człowieka na wzgórzu. Bystra, złośliwa inteligencja błyszczała w ich oczach. Przenosiły spojrzenie z księdza na martwego ptaka, z ptaka na karabin, z karabinu na twarz mężczyzny.

Ksiądz ponownie uniósł broń i zobaczył, że ptaki cofają się niezgrabnie i tłoczą razem. Zrozumiały.

Były to piękne, silne stworzenia, wielkie, o szerokich grzbietach, niemal żywe łodzie. Skoro wiedziały, czym jest śmierć, pomyślał ojciec Gomez, i dostrzegały związek pomiedzy nim a śmiercią, to mogło stanowić podstawę owocnego porozumienia. Kiedy naprawdę nauczą się go bać, będą wypełniać wszystkie jego rozkazy.

28. Północ

...często na pół zakochany Byłem w śmierci kojącej
John Keats. Oda do słowika

– Mariso, obudź się. Zaraz lądujemy – powiedział Lord Asriel.

Hałaśliwy świt wstawał nad bazaltową fortecą, kiedy statek intencyjny nadleciał z południa. Pani Coulter, obolała i cierpiąca, otwarła oczy; nie spała. Widziała anielicę Xaphanię szybującą nad lądowiskiem, a potem wznoszącą się korkociągiem do wieży, kiedy pojazd opadał w stronę wałów.

Jak tylko statek wylądował, Lord Asriel wyskoczył i pobiegł dołączyć do króla Ogunwe na zachodniej wieży strażniczej, całkowicie ignorując panią Coulter. Technicy, którzy natychmiast zajęli się latającą maszyną, również nie zwracali na nią uwagi; nikt jej nie wypytywał o statek powietrzny, który ukradła; zupełnie jakby stała się niewidzialna. Ze smutkiem poszła do pokoju w adamantowej wieży, gdzie adiutant zaproponował jej kawę i coś do jedzenia.

– Cokolwiek macie – powiedziała. – Dziękuję. Och, jeszcze jedno – dodała, kiedy mężczyzna odwrócił się, żeby odejść. – Czy aletheiometrysta Lorda Asriela, pan..

– Pan Basilides?

– Tak. Czy nie jest zbyt zajęty, żeby zajrzeć tutaj na chwilę?

– Obecnie pracuje ze swoimi księgami, proszę pani. Powiem mu, żeby tu wstąpił w wolnym czasie.

Pani Coulter umyła się i przebrała w jedyną czystą koszulę, jaka jej została. Zimny wiatr wstrząsający oknami i szare poranne światło przyprawiały ją o dreszcze. Dołożyła węgli do żelaznego piecyka w nadziei, że rozgrzeje się i przestanie dygotać, ale zimno przeniknęło ją aż do kości.

Dziesięć minut później zapukano do drzwi. Blady, ciemnooki aletheiometrysta, z dajmoną-słowikiem na ramieniu, wszedł i skłonił się lekko. Po chwili zjawił się adiutant, niosąc na tacy chleb, ser i kawę.

– Dziękuję, że pan przyszedł, panie Basilides – powiedziała pani Coulter. – Czy mogę pana czymś poczęstować?

– Napiję się kawy, dziękuję.

– Proszę mi powiedzieć – zaczęła, jak tylko napełniła filiżanki – ponieważ pan na pewno wie, co się stało: czy moja córka żyje?

Zawahał się. Złocista małpa ścisnęła ją za ramię.

– Żyje – odparł ostrożnie pan Basilides – ale...

– Tak? Och, proszę mi powiedzieć!

– Ona jest w krainie zmarłych. Przez jakiś czas nie umiałem zinterpretować wskazań instrumentu: to wydawało się niemożliwe. Ale nie ma wątpliwości. Ona i ten chłopiec weszli do krainy zmarłych i otworzyli dla duchów drogę wyjścia. Gdy tylko martwi wychodzą na zewnątrz, rozpływają się w powietrzu jak wcześniej ich dajmony i zdaje się, że dla nich to jest najsłodszy i najbardziej upragniony koniec. Aletheiometr powiedział mi, że dziewczynka to zrobiła, ponieważ podsłuchała przepowiednię, że nadejdzie kres śmierci, i uznała, że do niej należy wypełnienie tego zadania. W rezultacie obecnie istnieje wyjście ze świata zmarłych.

Pani Coulter nie mogła wydobyć z siebie głosu. Musiała odwrócić się do okna, żeby ukryć uczucia malujące się na jej twarzy. Wreszcie się odezwała:

– Czy ona wyjdzie stamtąd żywa? Ale nie, wiem, że pan nie może przewidzieć przyszłości. Czy ona... jak ona...

– Ona cierpi, dręczy ją ból i strach. Ale ma przy sobie tego chłopca i dwoje gallivespiańskich szpiegów, i nadal są razem.

– A bomba?

– Bomba jej nie dosięgła.

Pani Coulter nagle poczuła się wyczerpana. Niczego więcej nie pragnęła, tylko położyć się i spać przez całe miesiące, przez lata. Na zewnątrz lina flagowa pękła i zaklekotała na wietrze, gawrony krążyły z krakaniem nad murami.

– Dziękuję panu – powiedziała pani Coulter, odwracając się do niego. – Jestem panu bardzo wdzięczna. Proszę mnie zawiadomić, jeśli odkryje pan coś jeszcze o niej: gdzie przebywa, co robi, jak się czuje...

Mężczyzna skłonił się i wyszedł. Pani Coulter położyła się na polowym łóżku, ale chociaż próbowała, nie mogła zasnąć.

– Co z tego pojmujesz, królu? – zapytał Lord Asriel. Przez teleskop na wieży strażniczej obserwował coś po zachodniej stronie nieba. Wyglądało jak góra wisząca w powietrzu tuż nad horyzontem, spowita chmurami. Znajdowała się bardzo daleko; tak daleko, że zdawała się nie większa niż paznokieć kciuka oglądany z odległości wyciągniętego ramienia. Ale wisiała tam od niedawna, w absolutnym bezruchu.

Teleskop przybliżył ją, ale nie ujawnił więcej szczegółów: chmury nadal wyglądały jak chmury, chociaż powiększone.

– Pochmurna Góra – powiedział Ogunwe. – Albo... jak ją nazywają? Rydwan?

– Z Regentem trzymającym wodze. Dobrze się ukrył ten Metatron. Mówią o nim w pismach apokryficznych: był niegdyś człowiekiem, imieniem Enoch, synem Jareda... sześć pokoleń po Adamie. A teraz rządzi królestwem. I nie zamierza na tym poprzestać, jeśli anioł, którego znaleźli przy siarkowym jeziorze, miał rację... Ten, który wszedł na Pochmurną Górę, żeby szpiegować. Jeśli zwycięży w tej bitwie, zamierza interweniować bezpośrednio w ludzkie życie. Wyobraź sobie, Ogunwe: nieustanna Inkwizycja, gorsza od wszystkiego, co mogła sobie wymarzyć Konsystorska Komisja Dyscyplinara, w każdym świecie wspomagana przez szpiegów i zdrajców i kierowana osobiście przez inteligencję, która utrzymuje tę górę w powietrzu... Stary Autorytet przynajmniej miał na tyle smaku, żeby się wycofać; brudną robotę, palenie heretyków i wieszanie czarownic zostawił swoim księżom. Ten nowy będzie znacznie, znacznie gorszy.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)