Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 112
Перейти на страницу:

– No, zaczął od najechania republiki – zauważył Ogunwe. – Spójrz... czy to dym?

Szary obłoczek unosił się z Pochmurnej Góry, smuga szarości powoli rozpływająca się po błękitnym niebie. Ale to nie był dym: dryfował pod wiatr targający chmurami.

Król przyłożył lornetkę polową do oczu.

– Anioły – powiedział.

Lord Asriel odszedł od teleskopu, wyprostował się i osłonił dłonią oczy. Setki, potem tysiące, potem dziesiatki tysięcy, aż przesłoniły pół nieba, maleńkie figurki nadlatywały bez końca. Lord Asriel widywał miliardowe stada niebieskich szpaków, które krążyły o zachodzie słońca wokół pałacu cesarza K'ang-Po, lecz nigdy nie widział takiej liczebności. Latające istoty wyrównały szeregi, a potem powoli ruszyły na północ i południe.

– Ach! A to co?! – zawołał Lord Asriel, wyciągając rękę. – To nie wiatr.

Chmura wirowała na południowym stoku gry, a wicher wyszarpywał z niej długie, postrzępione wstęgi oparów. Lecz Lord Asriel miał rację: ruch odbywał się wewnątrz, nie w powietrzu. Chmura kłębiła się i kipiała, a potem rozstąpiła się na sekundę.

Było tam coś więcej niż górskie zbocze, ale widzieli to tylko przez chwilę; potem chmura znowu się przesunęła, jakby zaciągnięta niewidzialną ręką, żeby zasłonić widok.

Król Ogunwe odłożył lornetkę.

– To nie jest góra – powiedział. – Widziałem stanowiska ogniowe...

– Ja też. Cały skomplikowany system. Ciekawe, czy on widzi przez chmury? W niektórych światach mają do tego maszyny. Ale jego armia, jeśli mają tylko te anioły...

Król wydał urywany okrzyk na wpół zdumienia, na wpół rozpaczy. Lord Asriel odwrócił się i chwycił go za ramię palcami jak żelazne cęgi.

– Oni tego nie mają! – zawołał i gwałtownie potrząsnął ramieniem króla. – Oni nie mają ciała!

Położył dłoń na szorstkim policzku przyjaciela.

– Chociaż jest nas niewielu – ciągnął – chociaż żyjemy krótko i widzimy mało... w porównaniu z nimi wciąż jesteśmy silniejsi. Oni nam zazdroszczą, Ogunwe! Oto powód ich nienawiści, na pewno. Marzą im się nasze cenne ciała, tak mocne i solidne, tak dobrze przystosowane do naszej ziemi! A jeśli natrzemy na nich twardo i zdecydowanie, możemy rozpędzić te nieskończone legiony tak łatwo, jak rozpędzasz dym machnięciem ręki. Cała ich potęga to tylko dym w oczy!

– Asrielu, oni mają sprzymierzeńców na tysiącu światów, żywe istoty jak my.

– Zwyciężymy.

– Załóżmy, że on wysłał te anioły na poszukiwanie mojej córki.

– Moja córka! – wykrzyknął z uniesieniem Lord Asriel. – To już coś, sprowadzić takie dziecko na ten świat! Nie dość, że sama poszła do króla pancernych niedźwiedzi i wyrwała mu z łap jego królestwo... to jeszcze zeszła do krainy zmarłych i najspokojniej wypuściła ich wszystkich!... I ten chłopiec; chcę poznać tego chłopca; chcę mu uścisnąć dłoń. Czy wiedzieliśmy, na co się porywamy, kiedy wznieciliśmy tę rebelię? Nie. Ale czy oni... Autorytet i jego Regent, ten Metatron... czy oni wiedzieli, na co się porywają, kiedy wciągnęli w to moją córkę?

– Lordzie Asrielu – powiedział król – czy rozumiesz jej znaczenie dla przyszłości?

– Szczerze mówiąc, nie. Dlatego muszę porozmawiać z Basilidesem. Dokąd poszedł?

– Do pani Coulter. On jest wykończony. Nie zrobi nic więcej, dopóki nie odpocznie.

– Powinien był odpocząć wcześniej. Poślij po niego, dobrze? Och, jeszcze jedno, poproś Madame Oxentiel, żeby przyszła do wieży, jak tylko znajdzie chwilę. Pragnę jej złożyć kondolencje.

Madame Oxentiel była zastępcą dowódcy Gallivespian. Teraz będzie musiała przejąć obowiązki Lorda Roke. Król Ogunwe skłonił się i zostawił swojego dowódcę obserwującego szary horyzont.

Przez cały dzień gromadziła się armia. Aniołowie z sił Lorda Asriela szybowali wysoko nad Pochmurną Górą, szukając prześwitu, ale na próżno. Nic się nie zmieniło; żadne anioły więcej nie wyleciały na zewnątrz ani nie wleciały do środka; porywiste wichry szarpały chmury, które odnawiały się bez końca i nie rozstępowały ani na sekundę. Słońce przesunęło się po zimnym błękitnym niebie i opadło na południowy zachód, wyzłacając chmury i barwiąc wyziewy wokół góry wszystkimi odcieniami moreli i szkarłatu, pomarańczy i brzoskwini. Kiedy słońce zaszło, chmury jaśniały słabo od środka.

Wojownicy ze wszystkich światów, gdzie rebelia Lorda Asriela znalazła poparcie, zajęli już stanowiska; mechanicy i rzemieślnicy tankowali statek powietrzny, ładowali broń, kalibrowali wskaźniki i skale. Kiedy zapadła ciemność, przybyły oczekiwane posiłki: stąpając miękko po zamarzniętej ziemi, pojedynczo, w ciszy nadeszły z północy pancerne niedźwiedzie – w wielkiej liczbie, razem ze swoim królem. Niedługo potem przybyły pierwsze klany czarownic, na sosnowych gałęziach, które długo szeptały wśród wiatru na mrocznym niebie.

Równina na południe od fortecy błyszczała od tysięcy świateł, wyznaczających obozowiska tych, którzy przybyli z daleka. Jeszcze dalej, we wszystkich czterech stronach świata, lotne oddziały szpiegów-aniołów krążyły niezmordowanie, pełniąc straż.

O północy w adamantowej wieży Lord Asriel prowadził dyskusję z królem Ogunwe, anielicą Xaphanią, Gallivespianką Oxentiel oraz Teukrosem Basilidesem. Aletheiometrysta właśnie skończył mówić. Lord Asriel wstał, podszedł do okna i spojrzał na odległy blask Pochmurnej Góry, wiszącej na zachodnim niebie. Inni milczeli; właśnie usłyszeli coś, co przyprawiło Lorda Asriela o bladość i drżenie, i nikt z nich nie wiedział, jak powinien zareagować.

Wreszcie Lord Asriel przemówił:

– Panie Basilides, na pewno jest pan bardzo zmęczony. Wdzięczny jestem za wszystkie wysiłki. Proszę napić się z nami wina.

– Dziękuję – powiedział aletheiometrysta.

Ręce mu drżały. Król Ogunwe nalał złocistego tokaju; podał mu kieliszek.

– Co to znaczy, Lordzie Asrielu? – zapytał czysty głos Madame Oxentiel.

Lord wrócił do stołu.

– No cóż – zaczął – to znaczy, że kiedy przystąpimy do bitwy, wyznaczymy sobie nowy cel. Moja córka i ten chłopiec jakimś sposobem zostali oddzieleni od swoich dajmonów i mimo tego przeżyli; a ich dajmony są gdzieś w tym świecie. Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, panie Basilides... Ich dajmony są w tym świecie i Metatron zamierza je pochwycić. Jeśli schwyta ich dajmony, dzieci muszą iść za nim; a jeśli zdobędzie władzę nad tymi dziećmi, przyszłość należy do niego na zawsze. Nasze zadanie jest jasne: musimy znaleźć dajmony wcześniej niż on i przechować je w bezpiecznym miejscu, dopóki dziewczynka i chłopiec znowu się z nimi nie połączą.

– Jaką postać mają te dwa zagubione dajmony? – zapytała gallivespiańska przywódczyni.

– Nie są jeszcze ostatecznie ukształtowane – odpowiedział Teukros Basilides. – Mogą przybrać dowolny kształt.

– Więc – podjął Lord Asriel – podsumujmy: my wszyscy, cała republika, przyszłość każdej rozumnej istoty... wszystko zależy od tego, czy moja córka pozostanie przy życiu i czy dajmony jej i chłopca nie dostaną się w ręce Metatrona?

– Tak jest.

Lord Asriel westchnął niemal z satysfakcją; zupełnie jakby zakończył długie, żmudne obliczenia i otrzymał całkiem nieoczekiwany wynik.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)