Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 104
Перейти на страницу:

Radca stanu kilka razy przenosił spojrzenie z portretu na czaszkę, próbując odnaleźć podobieństwo między ludzkim obliczem za życia i po śmierci. Nie odnalazł. Twarz i czaszka istniały osobno. Niezła kanalia z tego paryskiego kata – przyszło do głowy Matwiejowi Bencjonowiczowi.

Dalej stał szklany sześcian, a w nim lalkowata główka z kędzierzawymi włosami – pomarszczona i malutka jak u niemowlęcia.

– To z Nowej Gwinei – wyjaśnił hrabia. – Uwędzona głowa. Nie taka znowu rzadkość, w europejskich kolekcjach jest ich niemało, ta jednak zasługuje na uwagę dlatego, że, by tak rzec, poznałem tę damę osobiście.

– Jakże to?

– Coś przeskrobała, naruszyła jakieś tabu i za to musieli ją uśmiercić. Byłem świadkiem i uśmiercania, i potem wędzenia głowy – co prawda przyspieszonego, bo wedle reguł proces ten powinien trwać kilka miesięcy, ale ja nie mogłem tyle czekać. Uprzedzono mnie uczciwie, że po kilku latach pamiątka może ulec rozkładowi. Na razie jednak wszystko w porządku, trzyma się.

– I nie zrobił pan niczego, żeby tę nieszczęsną uratować? Pytanie rozbawiło Czarnokuckiego.

– A kimże ja jestem, żebym miał mieszać się do wymierzania sprawiedliwości, choćby nawet plemiennej?

Podeszli do dużej witryny, gdzie na półkach rozłożone były woreczki o różnych rozmiarach, ściągnięte skórzanymi rzemykami.

– Co to? – zapytał Matwiej Bencjonowicz, nie znajdując w owych eksponatach niczego interesującego. – To przypomina kapciuchy na tytoń.

– Bo to są kapciuchy. Robota Indian z amerykańskiego Dzikiego Zachodu. Niczego pan nie zauważył? Proszę się przyjrzeć.

Magnat otworzył drzwiczki, wyjął jeden z kapciuchów i wręczył gościowi. Ów poobracał go w rękach, zdumiony delikatnością i miękkością skóry. Poza tym nic nadzwyczajnego – ani deseniów, ani tłoczeń. I tylko pośrodku coś w rodzaju guziczka. Przyjrzał się i przerażony odrzucił kapciuch na półkę.

– Tak, tak – zaklekotał jego wielmożność. – To sutek. Wojownicy niektórych indiańskich plemion mają miły obyczaj: przywożą z wypadów męskie skalpy i kobiece piersi. Ale zdarzają się trofea nieco bardziej okrutne.

Zdjął z półki coś, co przypominało wianuszek suszonych grzybów. Na sznureczek nawleczone były ciemne kółeczka, niektóre z nich owłosione.

– To z brazylijskiej dżungli. Gościłem u pewnego leśnego ludu, który wojował z amazonkami, niesłychanie krwiożerczymi istotami, później, na szczęście, całkowicie wytępionymi. Tę girlandę nabyłem od największego zucha, który własnoręcznie zabił jedenaście amazonek.

Proszę spojrzeć – dokładnie jedenaście kółeczek.

– I co to za kółeczka? – zapytał nierozgarnięty Berdyczowski, ale zaraz wszystko zrozumiał i zrobiło mu się niedobrze.

Z głębi domu dotarł cichy dźwięk gongu.

– Czekają przekąski – oświadczył hrabia, przerywając przerażającą wycieczkę. – Proszę pozwolić. Prokurator, po tym, co zobaczył, nie miał najmniejszej ochoty na przekąski, odpowiedział jednak pospiesznie:

– Dziękuję, z przyjemnością. Gdziekolwiek, byle jak najdalej od owej komnaty.

Osaczyli wilka

W sąsiedniej sali, stołowej (całkiem zwyczajnej, chwała Bogu, bez uwędzonych głów i ususzonych genitaliów), Matwiej Bencjonowicz opróżnił jeden po drugim dwa kielichy wina i dopiero wtedy pozbył się dokuczliwego drżenia palców. Sięgnął po winogrona. Żołądek skurczył się, ale jakoś to wytrzymał.

Kiesza pałaszował ze smakiem faszerowane przepiórki. Hrabia zaś nie tknął jedzenia, umoczył jedynie wargi w koniaku i zapalił cygaro.

– A zatem, mamy w Zawołżsku towarzystwo? – zapytał, wymawiając ostatnie słowo w sposób, który nie pozostawiał wątpliwości co do tego, o jakie towarzystwo chodzi.

– Niewielkie, ale jest – odrzekł Berdyczowski, gotując się do dalszych kłamstw. Czarnokucki z najżywszym zainteresowaniem zadał jeszcze kilka pytań – niektórych zawołżczanin w ogóle nie zrozumiał. Co mogło oznaczać: „Czy hodujecie kurczaki?" Pytanie wyraźnie nie miało związku z drobiarstwem. Albo: „Czy urządzacie karuzelę?" Diabli wiedzą, o jakiej karuzeli była mowa. Jakieś pederastyczne obrzydlistwa.

Żeby jednak, jak mówią złodziejaszki, nie przypalić się, prokurator postanowił przejąć inicjatywę i zmienił temat.

– Pańska kolekcja wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Niechże pan powie, dlaczego kolekcjonuje pan jedynie... jak by tu... szczątki piękniejszej połowy ludzkości?

– Kobieta nie jest piękniejszą połową ludzkości i w ogóle nie jest jej połową – uciął hrabia. – To wulgarna karykatura człowieka. Mówię to panu jako medyk. Kaleka, niedorzeczna istota! Galaretowate gruczoły mleczne, tłuszczowa wyściółka miednicy, niewłaściwa konstrukcja szkieletu, piskliwy głos...

Czarnokucki aż wstrząsnął się z obrzydzenia.

Oho! – pomyślał Matwiej Bencjonowicz, chociażeś medyk, to tęskni za tobą szpital. I to taki, gdzie zamyka się drzwi.

– Proszę wybaczyć, ale całkiem bez kobiet nie sposób – sprzeciwił się łagodnie. – Choćby w kwestii przedłużenia ludzkiego rodu...

Argument ów do hrabiego nie dotarł.

– Spośród najpłodniejszych należy wyselekcjonować oddzielny gatunek, jak robi się to z krowami albo z maciorami. Trzymać w oborze albo w chlewie. A zapładniać, rzecz jasna, za pomocą strzykawki, nie inaczej.

Na twarzy antyfeministy pojawił się grymas odrazy.

Może to tylko żarty, zaczął nagle powątpiewać Berdyczowski. Udaje głupiego? No dobrze, pal diabli idiotyczne teorie psychopaty. Pora zająć się tym, co istotne.

– Jakże byłoby to wspaniałe: żyć tylko w męskim otoczeniu, w kręgu sobie podobnych – oznajmił z rozmarzeniem radca stanu. – Słyszał pan, że pewien amerykański milioner odbudowuje biblijną Sodomę?

– Słyszałem. Ciekawy objaw amerykańskiej dobroczynności. Z punktu widzenia filantropii należałoby, rzecz jasna, przeznaczyć owe miliony na chleb dla głodujących, ale tym świata nie zadziwisz. I jaki z tego pożytek? Żebracy zjedzą darmowy chleb, a nazajutrz zażądają więcej, nigdy nie da się ich nasycić. A tu mamy lekcję dla ludzkości. Mister Cyrus – przykładny ojciec rodziny, który nie znosi „zwyrodnialców", ale który chce jednocześnie wskazać współczesnym wzór tolerancji i miłosierdzia. Och, Amerykanie nauczą nas moralności, pozwólmy im tylko działać.

– Wynikałoby z tego, że sodomskie przedsięwzięcie ma wielu wrogów. – Matwiej Bencjonowicz przybliżył się do kluczowej kwestii. – Wśród bigotów i fanatyków religijnych. Tak wiele pojawiło się teraz sekt, które powołują się na starotestamentową nietolerancję.

Z tego punktu zamierzał poprowadzić linię do Manujły – wybadać, jak jego wielmożność odnosi się do proroka, którego usiłował zabić jednooki Bronek.

Rozmowa jednak urwała się. Do jadalni, poskrzypując błyszczącą skórą, wszedł Filip i przekazał gospodarzowi długą papierową wstęgę.

Czyżby w średniowiecznym zamku był telegraf? Ta nowość jakoś nie spodobała się prokuratorowi. Czarnokucki przebiegł wzrokiem dość długą depeszę.

– Innocent, nierozsądny chłopcze, należą ci się baty – oznajmił nagle. – Kogo przywiozłeś? Urodziwy blondynek zakrztusił się kawałkiem pomarańczy, a Berdyczowskiemu zakołatało serce.

Niepewnym głosem zawołał:

– Co pan chce przez to powiedzieć, hrabio?!

– Jakąż to wy, Żydzi, jesteście bezczelną nacją. – Magnat pokręcił głową i zamiast do Matwieja Bencjonowicza zwrócił się do Kieszy: – Posłuchaj tylko, co pisze Mikki. „W Zawołżsku gubernialnym marszałkiem jest hrabia Rostowski. Powiatowi marszałkowie to: książę Biekbułatow, baron Stackelberg, Sielaninow, Kotko-Kotkowski, Łazutin, książę Wacznadze, Barchatow i hrabia Bieznosow; trzy pozostałe powiaty nie mają marszałków z uwagi na zbyt małą liczbę szlachty. Osoba, o którą pytasz, mieszka istotnie w Zawołżsku, ale ma inne nazwisko i inne stanowisko. Nie Matwiej Berg-Dyczowski, tylko Matwiej Berdyczowski, prokurator okręgowy. Radca stanu, lat czterdziestu, przechrzta".

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)