Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87
Перейти на страницу:

Morderstone wysiadł z auta jako pierwszy, Sara siedziała w środku z rękami ściśniętymi między kolanami i patrzyła przed siebie. Dopiero kiedy zbliżyliśmy się na kilka metrów, odwróciła głowę w moją stronę i spróbowała się uśmiechnąć.

Czekam na ciebie, Thomas.

— Panie Lang — zaczął Morderstone, obchodząc samochód i stając między mną a Sarą. Miał na sobie ciemnoszary płaszcz i białą koszulę bez krawata. Połysk na jego czole wydawał się odrobinę słabszy, niż go zapamiętałem, na brodzie widać było kilkugodzinny zarost, ale poza tym wyglądał dobrze.

Bo niby dlaczego nie miałby wyglądać dobrze?

Przez jedną czy dwie sekundy wpatrywał się w moją twarz, po czym skinął z zadowoleniem głową. Jakby dziękował za skoszenie trawnika do znośnego standardu.

— Cieszy mnie to — powiedział w końcu.

Ja również spojrzałem mu prosto w oczy. Z pozbawioną wyrazu twarzą, ponieważ nie miałem specjalnie ochoty obdarzyć go w tamtej chwili czymkolwiek.

— Co pana cieszy? — zapytałem.

Morderstone dał znak oczami komuś stojącemu za mną. Usłyszałem czyjeś kroki.

— Do zobaczenia, Tom — powiedział Barnes.

Odwróciłem się i zobaczyłem, że zaczął się wycofywać tyłem, idąc powoli swobodnym, gibkim, „będę tęsknił” krokiem. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, posłał mi słabo zauważalne, ironiczne pozdrowienie, po czym obrócił się na pięcie i skierował w stronę wojskowego jeepa zaparkowanego na tyłach kłębowiska samochodów. Blondyn w cywilnym ubraniu zapalił silnik, widząc zbliżającego się Barnesa, zatrąbił dwukrotnie, aby oczyścić sobie drogę w otaczającym tłumie. Odwróciłem się przodem do Morderstone'a.

Przyglądał się uważnie mojej twarzy, z trochę bliższej odległości i trochę bardziej profesjonalnym wzrokiem. Niczym chirurg plastyczny.

— Co pana cieszy? — zapytałem ponownie i czekałem, aż pytanie przebędzie ogromny dystans dzielący nasze światy.

— Wykonałeś swoje zadanie zgodnie z moim życzeniem — powiedział wreszcie Morderstone. — Zgodnie z moimi przewidywaniami.

Ponownie skinął głową. Małe nacięcie tu, naciągnięcie skóry tam — tak, myślę, że uda nam się poprawić panu twarz.

— Niektórzy, panie Lang — kontynuował — niektórzy z moich przyjaciół, mówili, że przysporzy nam pan problemów. Jako człowiek, który mógłby spróbować zabawić się w samotnego strzelca — wziął głębszy oddech. — Ale jednak to ja miałem rację. I to mnie właśnie cieszy.

Wtedy, nie spuszczając ze mnie wzroku, podszedł do toyoty i otworzył drzwi.

Sara obróciła się powoli w fotelu i wysiadła. Wyprostowała się, skrzyżowała ręce na piersiach, jakby chciał się ochronić przed chłodem poranka, i podniosła na mnie wzrok.

Znajdowaliśmy się tak blisko siebie.

— Thomas — powiedziała, a ja dosłownie na sekundę pozwoliłem sobie zanurzyć się w jej oczach, głęboko, aby dotknąć tego, co mnie tu przywiodło. Nigdy nie zapomnę tamtego pocałunku.

— Saro!

Objąłem ją — osłaniając, chroniąc, skrywając przed — wszystkim i wszystkimi — a ona stała z rękami wyciągniętymi przed siebie.

Opuściłem prawą rękę, wsunąłem ją między nasze ciała, dotarłem na wysokość brzucha, szukając kontaktu.

Dotknąłem go. Chwyciłem.

— Żegnaj — wyszeptałem.

Spojrzała mi w oczy.

— Żegnaj — powiedziała.

Metal rozgrzał się od jej ciała.

Puściłem ją i odwróciłem się powoli, stając twarzą w twarz z Morderstone'em.

Rozmawiał cicho przez komórkę, spoglądając na mnie z uśmiechem, z głową przekrzywioną lekko na bok. Ale kiedy zauważył moją minę, od razu wiedział, że coś jest nie tak. Spojrzał w dół na moją dłoń i w jednej chwili uśmiech wyparował z jego twarzy, jak kropla wody upuszczona na rozżarzony piec.

— Chryste — jęknął głos za mną, więc domyśliłem się, że również ktoś inny zauważył pistolet. Nie miałem pewności, ponieważ wpatrywałem się uważnie w oczy Morderstone'a.

— Wolnego — powiedziałem.

Ręka trzymająca telefon bezwolnie opadła w dół.

— Wolnego — powtórzyłem. — A nie samotnego.

— O czym… o czym ty mówisz?

Morderstone stał, wpatrując się w pistolet, tymczasem informacja o tym pięknym żywym obrazku rozeszła się falą po morzu obcisłych koszul.

— Powinien pan powiedzieć — powiedziałem — „spróbujesz się zabawić w wolnego strzelca”.

Rozdział 26

Słońce ubrało kapelusz, Hip, hip, hura!
L. Arthur Rose i Douglas Furber

Znajdujemy się z powrotem na dachu konsulatu. A co, nie można?

Słońce wystawia już głowę nad horyzont, roztapiając linię ciemnych dachówek w zamglony pas bieli. Myślę sobie, że gdyby to ode mnie zależało, kazałbym helikopterowi wyruszyć już teraz. Słońce świeci mocno, jest tak jasne, tak straszliwie oślepiające, że nie zdziwiłbym się, gdyby helikopter znajdował się już w powietrzu — pięćdziesiąt helikopterów mogłoby unosić się dwadzieścia metrów ode mnie, przyglądając się, jak rozwijam dwa pakunki z brązowego pergaminu.

Pomijając oczywiście fakt, iż bym je usłyszał.

Mam nadzieję.

— Czego chcesz? — pyta Morderstone.

Stoi za mną w odległości około sześciu metrów. Przypiąłem go kajdankami do drabinki pożarowej i skupiłem się na tym, co miałem do zrobienia. Nie za bardzo podoba mu się ta sytuacja. Wydaje się poruszony.

— Czego ty ode mnie chcesz? — wrzeszczy.

Nie odpowiadam, więc kontynuuje wrzaski. Niespecjalnie artykułowane. Przynajmniej ja nie rozpoznaję słów. Gwiżdżę kilka taktów jakiejś melodii, aby stłumić hałas i dalej przyczepiam zacisk A do wypustki oporowej B, upewniając się, że kabel C nie wplątuje się we wspornik D.

— Czego chcę — mówię w końcu — to, żebyś zobaczył, jak będzie nadlatywać. To wszystko.

Odwracam się i widzę, w jak fatalnym jest stanie. Naprawdę fatalnym, ale stwierdzam, że zupełnie mnie to nie obchodzi.

— Chyba oszalałeś — wykrzykuje, szarpiąc nadgarstkami. — Jestem tutaj. Nie widzisz? — śmieje się albo niemal się śmieje, ponieważ nie może uwierzyć, jaki jestem głupi. — Jestem tutaj. Absolwent nie przyleci, ponieważ ja tu jestem.

Ponownie się odwracam i wpatruję się w niską ścianę światła słonecznego.

— Mam taką nadzieję, Naimh — mówię. — Naprawdę. Mam nadzieję, że możesz jeszcze liczyć choć na jeden głos.

Zapada milczenie, a kiedy odwracam się do niego, przekonuję się, że połysk przeobraził się w zmarszczone brwi.

— Głos? — pyta cicho po chwili.

— Głos — powtarzam.

Morderstone przygląda mi się uważnie.

— Nie rozumiem.

Więc biorę głęboki oddech i staram mu się to wyjaśnić.

— Nie jesteś handlarzem bronią, Naimh. Już nie. Odebrałem ci ten przywilej. Za twoje grzechy. Nie jesteś bogaty, nie masz władzy, powiązań, straciłeś nawet członkostwo w Garricku — na to akurat nie reaguje, więc może jednak nie należał do klubu. — W tej chwili jesteś jedynie człowiekiem. Jak my wszyscy. A jako człowiek masz tylko jeden głos. A czasami nawet i tego nie masz.

Długo zastanawia się, zanim odpowie. Wie, że jestem obłąkany i że musi ze mną postępować delikatnie.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)