Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
- Автор: Лори Хью
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Albatros
- ISBN: 978-83-06-03097-1
- Переводчик: Jacek Konieczny
- Жанр: Шпионские детективы
Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:
Morderstone wysiadł z auta jako pierwszy, Sara siedziała w środku z rękami ściśniętymi między kolanami i patrzyła przed siebie. Dopiero kiedy zbliżyliśmy się na kilka metrów, odwróciła głowę w moją stronę i spróbowała się uśmiechnąć.
Czekam na ciebie, Thomas.
— Panie Lang — zaczął Morderstone, obchodząc samochód i stając między mną a Sarą. Miał na sobie ciemnoszary płaszcz i białą koszulę bez krawata. Połysk na jego czole wydawał się odrobinę słabszy, niż go zapamiętałem, na brodzie widać było kilkugodzinny zarost, ale poza tym wyglądał dobrze.
Bo niby dlaczego nie miałby wyglądać dobrze?
Przez jedną czy dwie sekundy wpatrywał się w moją twarz, po czym skinął z zadowoleniem głową. Jakby dziękował za skoszenie trawnika do znośnego standardu.
— Cieszy mnie to — powiedział w końcu.
Ja również spojrzałem mu prosto w oczy. Z pozbawioną wyrazu twarzą, ponieważ nie miałem specjalnie ochoty obdarzyć go w tamtej chwili czymkolwiek.
— Co pana cieszy? — zapytałem.
Morderstone dał znak oczami komuś stojącemu za mną. Usłyszałem czyjeś kroki.
— Do zobaczenia, Tom — powiedział Barnes.
Odwróciłem się i zobaczyłem, że zaczął się wycofywać tyłem, idąc powoli swobodnym, gibkim, „będę tęsknił” krokiem. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, posłał mi słabo zauważalne, ironiczne pozdrowienie, po czym obrócił się na pięcie i skierował w stronę wojskowego jeepa zaparkowanego na tyłach kłębowiska samochodów. Blondyn w cywilnym ubraniu zapalił silnik, widząc zbliżającego się Barnesa, zatrąbił dwukrotnie, aby oczyścić sobie drogę w otaczającym tłumie. Odwróciłem się przodem do Morderstone'a.
Przyglądał się uważnie mojej twarzy, z trochę bliższej odległości i trochę bardziej profesjonalnym wzrokiem. Niczym chirurg plastyczny.
— Co pana cieszy? — zapytałem ponownie i czekałem, aż pytanie przebędzie ogromny dystans dzielący nasze światy.
— Wykonałeś swoje zadanie zgodnie z moim życzeniem — powiedział wreszcie Morderstone. — Zgodnie z moimi przewidywaniami.
Ponownie skinął głową. Małe nacięcie tu, naciągnięcie skóry tam — tak, myślę, że uda nam się poprawić panu twarz.
— Niektórzy, panie Lang — kontynuował — niektórzy z moich przyjaciół, mówili, że przysporzy nam pan problemów. Jako człowiek, który mógłby spróbować zabawić się w samotnego strzelca — wziął głębszy oddech. — Ale jednak to ja miałem rację. I to mnie właśnie cieszy.
Wtedy, nie spuszczając ze mnie wzroku, podszedł do toyoty i otworzył drzwi.
Sara obróciła się powoli w fotelu i wysiadła. Wyprostowała się, skrzyżowała ręce na piersiach, jakby chciał się ochronić przed chłodem poranka, i podniosła na mnie wzrok.
Znajdowaliśmy się tak blisko siebie.
— Thomas — powiedziała, a ja dosłownie na sekundę pozwoliłem sobie zanurzyć się w jej oczach, głęboko, aby dotknąć tego, co mnie tu przywiodło. Nigdy nie zapomnę tamtego pocałunku.
— Saro!
Objąłem ją — osłaniając, chroniąc, skrywając przed — wszystkim i wszystkimi — a ona stała z rękami wyciągniętymi przed siebie.
Opuściłem prawą rękę, wsunąłem ją między nasze ciała, dotarłem na wysokość brzucha, szukając kontaktu.
Dotknąłem go. Chwyciłem.
— Żegnaj — wyszeptałem.
Spojrzała mi w oczy.
— Żegnaj — powiedziała.
Metal rozgrzał się od jej ciała.
Puściłem ją i odwróciłem się powoli, stając twarzą w twarz z Morderstone'em.
Rozmawiał cicho przez komórkę, spoglądając na mnie z uśmiechem, z głową przekrzywioną lekko na bok. Ale kiedy zauważył moją minę, od razu wiedział, że coś jest nie tak. Spojrzał w dół na moją dłoń i w jednej chwili uśmiech wyparował z jego twarzy, jak kropla wody upuszczona na rozżarzony piec.
— Chryste — jęknął głos za mną, więc domyśliłem się, że również ktoś inny zauważył pistolet. Nie miałem pewności, ponieważ wpatrywałem się uważnie w oczy Morderstone'a.
— Wolnego — powiedziałem.
Ręka trzymająca telefon bezwolnie opadła w dół.
— Wolnego — powtórzyłem. — A nie samotnego.
— O czym… o czym ty mówisz?
Morderstone stał, wpatrując się w pistolet, tymczasem informacja o tym pięknym żywym obrazku rozeszła się falą po morzu obcisłych koszul.
— Powinien pan powiedzieć — powiedziałem — „spróbujesz się zabawić w wolnego strzelca”.
Rozdział 26