Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 97
Перейти на страницу:

– Ale najpierw Garcia.

– Właśnie. Wiem, że tam jest. Wiem, że jest prawnikiem, pracuje w tym mieście i że trzyma w ręku klucz do całej sprawy.

– A jeśli nie zechce mówić, gdy go już znajdziemy?

– Trzeba go będzie nakłonić.

– Jak?

– My, reporterzy, mamy swoje sposoby: tortury, porwania, wymuszenia, groźby i tym podobne.

Nagle obok stołu wyrosła potężna postać mężczyzny z wykrzywioną twarzą.

– Jeść i nie gadać! – wrzasnął potwór.

Kanapka wypadła Darby z rąk.

– Dzięki, Pete – rzekł spokojnie Gray, nie podnosząc głowy.

Pete stał już obok innego stolika i wyrzucał kolejnych gości.

– To właściciel – wyjaśnił Gray. – Tworzy atmosferę.

– Wspaniale! O mało się nie posikałam. Bierze za to napiwki?

– O nie! Jedzenie jest tu bardzo tanie i Pete zarabia na przerobie. Nie podaje się tu kawy, bo przy kawie za długo się gada. Uważa, że klient powinien szybko nażreć się do syta i wynosić.

– Dziękuję, już skończyłam.

Gray spojrzał na zegarek.

– Jest piętnaście po dwunastej. O pierwszej mamy być u Judith Wilson. Chcesz teraz zatelegrafować do banku po pieniądze?

– Ile czasu to zajmie?

– Możemy teraz wysłać telegram, a pieniądze odbierzemy później.

– W takim razie w drogę.

– Ile chcesz wziąć z konta?

– Piętnaście tysięcy.

Judith Wilson mieszkała na pierwszym piętrze starego, rozpadającego się domu, podzielonego na dwupokojowe mieszkania dla studentów. Nie wróciła o pierwszej, więc przez godzinę jeździli po mieście. Gray zamienił się w przewodnika. Pokazał Darby kino “Montrose” z zabitymi wyrwami w murach, wypalone od środka. Zwrócił uwagę na codzienny cyrk przy Dupont Circle.

Piętnaście po drugiej stali przy krawężniku, gdy na wąski podjazd przed domem Judith wjechała czerwona mazda.

– To ona – powiedział Gray i wysiadł.

Darby została w samochodzie.

Złapał ją przed domem. Była całkiem miła. Porozmawiali trochę, pokazał jej fotografię, przyjrzała się i pokręciła głową. Po chwili siedział już w samochodzie.

– Szósta odpada – rzucił.

– Zostaje nam Edward Linney, nasz człowiek numer jeden, który pracował w kancelarii dwa lata z rzędu.

Trzy przecznice dalej znaleźli automat w sklepie spożywczym. Grantham wykręcił numer telefonu Linneya. Nikt nie odpowiadał. Trzasnął słuchawką.

– Nie było go o dziesiątej – powiedział, gdy wsiadł do samochodu. – A teraz też biega po mieście.

– Może ma zajęcia – zauważyła Darby. – Potrzebny nam będzie jego plan. Mogłeś poprosić w sekretariacie.

– Nie było rozkazu.

– A kto jest detektywem? Kto jest najważniejszym reporterem “Washington Post”? Ja jestem tylko byłą studentką prawa, która z przejęciem obserwuje cię przy pracy i cieszy się, że może siedzieć obok ciebie na przednim siedzeniu.

Szkoda, że nie z tyłu! Już miał to powiedzieć, ale ugryzł się w język.

– Dobra. Co teraz?

– Wracamy do szkoły – odparła. – Poczekam w samochodzie, a ty pójdziesz do sekretariatu i wrócisz z planem zajęć Linneya.

– Tak jest, szefowo.

W sekretariacie dorabiał sobie teraz student. Gdy Gray poprosił o rozkład zajęć Linneya, chłopak poszedł szukać kierowniczki, której znowu nie było na miejscu. Po pięciu minutach wyszła zza rogu i spiorunowała Granthama wzrokiem.

Gray rozpromienił się.

– Witam. Pamięta mnie pani? Gray Grantham z “Posta”. Potrzebny mi jest jeszcze jeden plan.

– Dziekan nie pozwolił mi wydawać planów.

– Myślałem, że wyjechał.

– Owszem. To prodziekan zakazał wydawania planów zajęć poszczególnych studentów. Przysporzył mi pan nie lada kłopotów.

– Nie rozumiem. Nie proszę przecież o nic wielkiego.

– Prodziekan nie zgadza się.

– Gdzie go mogę znaleźć?

– Jest zajęty.

– Zaczekam. Gdzie mieści się jego biuro?

– Będzie bardzo długo zajęty.

– W takim razie bardzo długo na niego poczekam.

Paniusia uparła się i złożywszy ręce na piersi zacięcie broniła swej twierdzy.

– Nie pozwoli panu zapoznać się z planami zajęć studentów, ponieważ zgodnie z regulaminem uczelni mają oni prawo do ochrony dóbr osobistych.

– Jak każdy obywatel. Ale czy ja naruszam ich dobra?

– Owszem, i to w poważny sposób.

– Zamieniam się w słuch.

– Jeden z naszych studentów, z którymi rozmawiał pan rano, skontaktował się z kancelarią White’a i Blazevicha. Kancelaria skontaktowała się z prodziekanem, a prodziekan ze mną i zakazał mi wydawania planów zajęć.

– Przepraszam, a co ma do tego kancelaria?

– Ma, i to bardzo dużo. Nasza uczelnia od dawna utrzymuje bliskie związki z tą firmą. U White’a i Blazevicha pracuje wielu naszych absolwentów.

Gray spróbował wziąć ją na litość.

– Droga pani, ja tylko chcę znaleźć Edwarda Linneya. Klnę się na Boga, że nie sprawię pani ani Linneyowi żadnych kłopotów. Chcę tylko zadać mu kilka pytań.

Paniusi zapachniało zwycięstwem. Dała po nosie reporterowi z “Posta” i była z siebie dumna. Postanowiła rzucić mu na koniec ochłap.

– Pan Linney nie jest już naszym studentem. To wszystko, co mogę panu powiedzieć.

Grantham cofnął się do drzwi i bąknął:

– Dzięki.

Stał już przy samochodzie, gdy ktoś zawołał go po nazwisku. Odwrócił się i zobaczył studenta z sekretariatu.

– Panie Grantham! – krzyknął chłopak biegnąc chodnikiem. – Znam Edwarda. Musiał na jakiś czas przerwać studia, bo ma problemy osobiste – dopowiedział, gdy dotarł do samochodu Graya. – Rodzice umieścili go w prywatnej klinice. Jest na odtruciu.

– W której klinice?

– W Silver Spring. Klinika nazywa się Parklane Hospital.

– Od jak dawna tam siedzi?

– Od miesiąca.

Grantham potrząsnął ręką studenta.

– Dzięki, chłopie. Nikomu nie powiem, że mi pomogłeś.

– Czy Edward ma jakieś kłopoty?

– Nie. I nie będzie miał, obiecuję.

Jadąc do Silver Spring, wstąpili do banku, skąd Darby pobrała piętnaście tysięcy w gotówce. Niosąc taką sumę w torbie, trochę się bała.

Szpital Parklane był kliniką detoksykacyjną dla bogatych i tych, którzy płacili wysokie stawki ubezpieczeniowe. Mieścił się w małym budynku, stojącym samotnie w dużym parku, o pół mili od autostrady.

Gray wszedł do foyer jako pierwszy i zapytał recepcjonistkę o Edwarda Linneya.

– Pan Linney jest naszym pacjentem – odpowiedziała służbiście.

Grantham uśmiechnął się przymilnie.

– Tak, wiem, że jest waszym pacjentem. Uzyskałem tę informację na wydziale prawa w Georgetown. W której sali go znajdę?

W foyer pojawiła się Darby. Przemaszerowała do automatu z wodą i zaczęła gasić pragnienie.

– W sali dwadzieścia dwa, ale nie może go pan odwiedzić.

– W Georgetown powiedzieli mi, że to możliwe.

– A kim pan jest?

– Gray Grantham z “Washington Post” – powiedział i uśmiechnął się od ucha do ucha. – W Georgetown powiedzieli mi, że mogę zadać mu kilka pytań.

– Przykro mi, ale wprowadzono pana w błąd. Sam pan rozumie, panie Grantham: to my prowadzimy ten szpital, a nie oni.

Darby podniosła jakieś pismo i usiadła na sofie.

– Doskonale to rozumiem – odparł dwornie. – Chciałbym zobaczyć się z dyrektorem administracyjnym.

– Po co?

– Ponieważ mam sprawę nie cierpiącą zwłoki i muszę jeszcze dzisiaj porozmawiać z panem Linneyem. Jeśli zarząd tego szpitala uniemożliwia mi wykonywanie czynności służbowych, to muszę porozmawiać z jego szefem. Nie wyjdę stąd, dopóki go pani nie wezwie.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)