Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Dla mieszkańców Graysona rzecz wyglądała inaczej. Co prawda o zagrożeniu, jakie stanowi dla nich Ludowa Republika Haven, dowiedzieli się parę lat przed wybuchem konfliktu, ale przez ostatnie sześć stuleci przygotowywali się i toczyli inne zmagania. Z perspektywy czasu można było nawet uznać, że lanie spuszczone fanatykom z Masady przez Harrington i Hamisha w systemie Yeltsin było pierwszą bitwą obecnej wojny. Dla Graysona tak właśnie było — po pokonaniu odwiecznego nieomalże wroga jego mieszkańcy przeszli płynnie do walki z nowymi sojusznikami starego przeciwnika, który przestał się już liczyć. A oni aż za dobrze wiedzieli, że wojna jest zawsze długa, ciężka i wymaga wyrzeczeń. Potencjalną długością tej nie martwili się bardziej niż długością dopiero co zakończonej. Czyli prawie wcale. Będzie trwała tyle, ile będzie musiała… a oni byli zdecydowani dotrwać do jej końca i zwyciężyć.
I ta determinacja spowodowała w graysońskim społeczeństwie zmiany, które jeszcze pięć lat temu zostałyby uznane za niemożliwe. Co prawda nadal żadna kobieta nie służyła w siłach zbrojnych, ale ciągle rosła liczba „wypożyczonych” niewiast w mundurach Royal Manticoran Navy czy innych sprzymierzonych flot. Toteż problem był drążony i likwidowany wolno, lecz bezustannie. Natomiast graysońskie kobiety masowo zaczynały zajmować się rozmaitymi cywilnymi pracami uznawanymi dotąd za męską domenę. Tak on, jak i sir Thomas byli zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że ponad piętnaście procent urzędników w stoczni Blackbird stanowią kobiety. A jeszcze bardziej zaskoczyła ich wiadomość, że są już pierwsze kobiety w ekipach stoczniowych. I że ich liczba rośnie.
W znacznej mierze wzięło się to z prostego powodu — nie było innego wyjścia. Chcąc utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju floty i innych służb, musieli umożliwić zaciągnięcie się do nich mężczyznom pracującym dotąd w przemyśle. A na ich miejsce mogły przyjść tylko kobiety. Stanowiły one potężny potencjał nie wykorzystanej dotąd w żaden sensowny sposób siły roboczej. Teraz tylko trzeba było z głową go spożytkować. Przed przystąpieniem do Sojuszu byłoby to nie do pomyślenia, teraz było tylko bardzo trudne, a trudności nigdy dotąd nie zdołały jakoś powstrzymać społeczeństwa graysońskiego.
Coraz wyraźniejszy niedobór załóg był też głównym powodem, dla którego Marynarka Graysona z takim entuzjazmem powitała zwiększone zautomatyzowanie nowych okrętów. Okazało się, że pod tym względem Royal Manticoran Navy była znacznie bardziej konserwatywna od największych konserwatystów w znanej części galaktyki. RMN nadal była na etapie budowy prototypów, na których testowano nowe rozwiązania techniczne. Marynarka Graysona przystąpiła już do budowy seryjnej okrętów o zwiększonej automatyzacji. Co więcej, stały się one standardem przy projektowaniu wszystkich nowych klas okrętów.
Matthews wręcz rozpływał się nad tym, o ile zmniejszy to problemy z obsadzeniem ich załogami. Tak się w tym zapamiętał, że nie zwrócił uwagi na znaczące spojrzenia jakie wymienili Caparelli i William Alexander.
A jego znaczenie było proste — RMN została podwójnie zawstydzona przez logikę i pragmatykę Marynarki Graysona, co powinno przynieść zadowalający z punktu widzenia ich obu skutek. Gdy po powrocie odpowiednio przedstawią, jak to „zacofany i prymitywny” Grayson będzie wkrótce miał nowocześniejsze niż Królestwo okręty, powinno to wywołać stosowną burzę, która zmusi bandę urzędasów w mundurach do ruszenia tyłków i wydania zgody na budowę jednostek, o których mowa.
Choć naturalnie istniała też inna możliwość — nie chcąc się wychylać, uznają, że sensowne jest, by to sojusznik sprawdził pomysły w praktyce, nim oni zaryzykują cokolwiek na tak „radykalną i nie konsultowaną” innowację.
William prychnął pogardliwie, po czym przypomniał sobie, że on robi tylko za księgowego Gwiezdnego Królestwa i nie należy do Ich Lordowskich Mości rządzących Admiralicją.
Na dodatek był cywilem, więc takie problemy winien zostawić bratu i Caparelliemu — sam miał dość innych.
Ponownie zajął się mrożoną herbatą i rozejrzał dyskretnie. Jako samotny gość płci męskiej został usadzony przy stole sąsiadującym z tym, przy którym zasiadał Protektor, a przy którym znaleźli się wyłącznie samotni mężczyźni. Obok miał starszego (choć mogło to być mylące, bo najwyraźniej nie został on poddany prolongowi) generała, który na szczęście bardziej był zainteresowany jedzeniem niż gadaniem. Wymienili naturalnie stosowne uwagi o wszystkim i o niczym przed rozpoczęciem obiadu, po czym uprzejmie się ignorowali, skupiając uwagę na naprawdę doskonale przyrządzonych daniach.
Swoją drogą postanowił spróbować wydusić przepisy od szefa kuchni Protektora przy jutrzejszym formalnym spotkaniu z Benjaminem IX. To, że Hamish przy każdej okazji docinał mu odnośnie do epikurejskich skłonności, nie robiło na nim wrażenia. Tylko dlatego, że Ham był pozbawionym kulinarnej kultury prymitywem, dla którego wszystko bardziej skomplikowane od steku z kartoflami było dekadenctwem, nie miał zamiaru pozbawiać się jednej z większych życiowych przyjemności.
Uśmiechnął się i odszukał wzrokiem brata, który wraz z admirałem Matthewsem siedział przy stojącym na podwyższeniu stole Protektora. Cóż, zdobycie Masady nadal procentowało… Właśnie mówił coś do pięknej kobiety siedzącej wraz z mężem obok niego. William miał okazję poznać państwa Harrington poprzedniego dnia i nadal był zaskoczony, że ktoś postury Honor Harrington miał tak filigranową matkę. Po paru zdaniach z nią zamienionych zaczął zazdrościć jej mężowi — cenił inteligentne i obdarzone ciętym językiem niewiasty, a niewiele ich było w Królestwie Manticore.
Generał powiedział coś, wyrywając go z zamyślenia, ale nim zdążył poprosić go o powtórzenie, rozległ się czysty i dźwięczny głos, jaki wydaje kryształowy kielich trącony nożem czy widelcem — nieomylny znak, że ktoś ważny chce coś powiedzieć. Odruchowo odwrócił głowę ku Protektorowi, podobnie zresztą jak wszyscy. Rozmowy stopniowo zamierały, gdyż obiekt zainteresowania wstał, uśmiechnął się i widać było, że czeka na ciszę.
W końcu odchrząknął i powiedział:
— Panie i panowie, obiecałem, że nie będzie to roboczy obiad, czyli że unikniecie długich a nudnych przemówień…
Przerwał, gdyż przez salę przetoczyła się salwa śmiechu.
— …i mam zamiar dotrzymać obietnicy, ale muszę przekazać dwie wiadomości i uznałem, że jest idealna okazja, by je ogłosić.
Spoważniał i rozejrzał się powoli po sali, w której nagle zrobiło się naprawdę cicho.
— Po pierwsze, admirał Matthews poinformował mnie — podjął — że wybrano imię dla najnowszego superdreadnoughta Marynarki Graysona. Będzie nosił imię Honor Harrington, a matka patronki Harrington zgodziła się być jego matką chrzestną!
Skłonił się w stronę Allison Harrington.
W sali odezwały się oklaski, które błyskawicznie przerodziły się w owację. Wpierw kilku, potem kilkunastu, a zaraz potem wszyscy mężczyźni w mundurach wstali, a w ślad za nimi poszli cywile i kobiety i owacja odbiła się echem od ścian. William Alexander także bijący brawo zerwał się ku własnemu zaskoczeniu na równe nogi. Oklaski grzmiały zwielokrotnione echem, a po paru sekundach do Williama dotarło coś jeszcze. Coś, co go znacznie bardziej zaskoczyło. Oprócz powszechnej aprobaty wśród obecnych dominowało jeszcze jedno uczucie — głodne, szczerzące kły i budzące dreszcz…
Dopiero w tym momencie zrozumiał, że Hamish ani trochę nie przesadził, opisując reakcje mieszkańców Graysona na wieść o zamordowaniu Honor Harrington.
Benjamin poczekał spokojnie, aż owacja ucichnie, a obecni usiądą, po czym uśmiechnął się przekornie i potrząsnął głową.