Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]

Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:

Honor Harrington zostaje powieszona, a nagranie z egzekucji rozpowszechnione. Admirał Esther McQueen pierwszy raz od lat przejmuje inicjatywę i kontratakuje, zmuszając Sojusz Manticore do obrony. Grayson rośnie w siłę, a Królewska Marynarka testuje nowe uzbrojenie i nową klasę okrętów.
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 194
Перейти на страницу:

— Brzmi rozsądnie — oznajmiła. — Natomiast ciekawi mnie, jak to sobie wyobrażasz.

— A to akurat jest proste — odparł z kamienną twarzą. — Zagonimy do tego Fritza, który go zbada i zaordynuje którąś ze swych znanych metod profilaktycznych, przepisze odpowiednie ćwiczenia, ustali wizyty i problem z głowy.

Tym razem roześmiali się wszyscy oprócz niego. Fritz Montoya okazał się cenniejszy od złota czy jakiegokolwiek wysoko notowanego kruszcu. Do Piekła trafiało niewielu lekarzy, a w obozie Inferno nie znalazł się ani jeden. Co prawda lokalne drobnoustroje okazały się niegroźne dla trujących przybyszów, ale było kilka wyjątków równie upartych jak krwiopijcy czy misiorysie. Istniało też zagrożenie wynikające z zatrucia, wypadków i ziemskich bakterii, które miało na koncie już parę obozów. Okazało się, że jakaś zaraza wybiła ich mieszkańców między lotami zaopatrzeniowymi, a nikt oczywiście nie zaprzątał sobie głowy sprawdzeniem jaka.

Dlatego Montoya został dosłownie przytłoczony liczbą pacjentów. Co prawda wyposażenia medycznego nie miał, a z narzędzi i leków dysponował jedynie tym, co zawierały apteczki promów, ale był naprawdę świetnym lekarzem i pomógł praktycznie każdemu, kto się do niego zgłosił. Na tym się naturalnie nie skończyło — gdy zalew pacjentów nieco zelżał, rozejrzał się po obozie i dostał ataku nagłej cholery. W jego wyniku całkowicie zmienił system pozbywania się śmieci i doprowadził do okresowych wizyt wszystkich jeńców u niego. A potem wyrzucił z baraków nawet najbardziej leniwych i zmusił Benson do zmiany grafiku prac, tak by każdy miał dość ćwiczeń fizycznych na świeżym powietrzu.

Większość mieszkańców obozu nadal była rozbawiona, widząc go w akcji, jakby nie całkiem wiedziała, jak traktować to uosobienie dziwnej energii, ale z jego obecności cieszyli się naprawdę wszyscy.

Powód był prosty — opieka medyczna nie istniała, UB doszło bowiem do wniosku, że taniej jest stracić cały obóz, niż zapewnić leczenie wszystkim zesłanym. Jeśli ktoś zachorował lub miał wypadek, to albo umierał, albo żył dzięki własnej odporności i opiece współtowarzyszy. Jedyne, czego pilnowano, to stałego „doprawiania” żywności środkami antykoncepcyjnymi, dzięki czemu nigdy nie wynikła kwestia ciąży czy dzieci. Garnizon postępował tak dla własnej wygody, ale w sumie należało być za to wdzięcznym losowi, gdyż liczba poronień, śmierci przy porodach i kalectw byłaby olbrzymia, a śmiertelność wśród noworodków wręcz astronomiczna.

— Jestem pewna, że Fritz byłby wzruszony twoją wiarą w jego możliwości — zapewniła. — Niestety obawiam się, że nawet jego doskonałe maniery nie wywarłyby większego wrażenia na molekularnych obwodach elektronicznych.

— Nie byłbym taki pewien… — McKeon zmarszczył czoło. — Ile razy zaczyna mi truć o diecie albo o ćwiczeniach, robię się zdrowy jak nowo narodzony. Podejrzewam, że to reakcja obronna organizmu, więc…

— To dlatego, że jesteś podatny na wpływy — poinformowała go z niewinnym uśmiechem.

— Nieprawda! — obruszył się, z trudem utrzymując powagę. — Mam żelazną wolę i nie poddaję się żadnym sugestiom!

— Tak? No to zaraz zobaczymy. Czujesz się zmęczony… bardzo zmęczony… — zaintonowała monotonnie, kiwając mu palcem przed nosem. — Chce ci się spać… bardzo chce ci się spać… powieki są coraz cięższe… i cięższe… i cięższe…

— Wcale nie są! — oznajmił z tryumfem McKeon. I ziewnął niespodziewanie.

Honor roześmiała się. Nimitz bleeknął radośnie.

A McKeon przeciągnął się i przyjrzał obojgu z urazą niczym ucieleśnienie uciśnionej niewinności.

— Ja, proszę Jaśnie Pani, jestem odporny na takie dyrdymały jako ta skała — oznajmił wyniośle. — Twierdzenie, że łatwo mną manipulować i coś mi wmówić, to wierutne kłamstwo, o czym oboje powinniście dobrze wie…

I ziewnął ponownie — tym razem rozdzierająco.

— Uważaj, bo ci szczęka przeskoczy na plecy — ostrzegła go dobrotliwie Honor.

— Cholera, co jest?! — zirytował się McKeon. — Jak człowiek jest cały czas na nogach, to nic dziwnego, że po nocy chciałby odpocząć. A tu zamiast okazać zrozumienie, wyśmiewają się z niego. Jak tak, to pozbawię was swego towarzystwa i odprowadzę się spać. Może rano wam przejdzie.

— Dobranoc, Alistair — pożegnała go Honor.

— Dobranoc, manipulantko — odparł normalnym tonem, kiwnął głową obecnym i wyszedł.

— Jesteście naprawdę blisko, prawda? — zauważyła Benson cicho.

Honor uniosła pytająco brew, więc ta wyjaśniła:

— Nie tak jak Henri i ja. Ale troszczycie się o siebie i rozumiecie się doskonale…

— Znamy się od dawna — przyznała z uśmiechem Honor. — I wiele razem przeszliśmy. Teraz chyba instynktownie dbamy o siebie, choć Alistair ma jakoś znacznie częściej okazję martwić się o mnie…

— Wiem. Odprowadzaliśmy was wtedy z Henrim do promów — przypomniała Benson. — Wszechstronność i zasób słownictwa komodora McKeona wywarły na mnie niezatarte wrażenie. Sklął cię wręcz artystycznie: na pewno nie powtórzył żadnego epitetu więcej niż raz.

— Pewnie nie byłby tak wściekły, gdybym nie prysnęła, nie mówiąc mu słowa — wyjaśniła Honor z radosnym błyskiem w oku. — Oczywiście za nic by nie został, gdybym mu powiedziała, co zamierzam. Czasami mam dziwne wrażenie, że on po prostu nie pojmuje, na czym polega podległość służbowa.

— Aha! — zawołał radośnie Ramirez. — Przyganiał kocioł garnkowi, z tego co wiem.

— Nonsens! Zawsze przestrzegałam zasad podległości służbowej.

— Doprawdy? — spytała uprzejmie Benson. — W systemie Hancock także?

I oboje z Ramirezem wybuchnęli śmiechem, widząc zaskoczenie Honor.

— Twoi ludzie są z ciebie dumni, Honor — wyjaśniła Benson. — A prawdę mówiąc, oboje z Henrim zachęcamy ich do opowieści. Z początku robiliśmy to dlatego, że musieliśmy cię poznać, skoro zamierzaliśmy zaufać ci i zaryzykować życie. A potem, kiedy już się zdecydowaliśmy, co zresztą — jak wiesz — nastąpiło szybko, dla samej przyjemności słuchania, jak ktoś spuścił Ludowej Marynarce baty. Profesjonalnie, pomysłowo i z klasą.

Honor poczuła, że się czerwieni, toteż wtuliła twarz w futro Nimitza, a potem przeturlała go na grzbiet i zaczęła drapać po brzuchu. Przez następne kilkadziesiąt sekund koncentrowała się na tym zajęciu i uniosła głowę dopiero, gdy przestał ją palić policzek.

— Nie należy wierzyć we wszystko, co się słyszy — powiedziała z naganą. — Ludzie lubią przesadzać.

— Bez wątpienia, ale nie zawsze — zgodził się Ramirez, dając do zrozumienia, że nie będzie drążył tematu.

Honor uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością.

— A póki co — Benson zmieniła temat. — Przyznaję, że zaczynam się niecierpliwić. Ta awaria transpondera to najlepszy dowód, że należało zacząć działać.

— Ja też tak uważam, problem polega na tym, że nie od nas zależy, kiedy będziemy mogli to zrobić — skrzywiła się Honor. — Garnizon jakoś złośliwie nie chce współpracować.

— Gdyby wiedzieli, jakie z nich chamy, natychmiast by się poprawili — zarechotał Ramirez. — Są z natury tak uprzejmi, że na pewno nie chcieliby świadomie sprawiać nam kłopotu.

— Już to widzę! — prychnęła Honor. Tym razem wszyscy się roześmiali.

Mimo to ślad niepokoju pozostał, i głaskając Nimitza, doskonale wiedziała, czym był spowodowany. Konieczność bezczynnego czekania zaczynała wszystkim działać na nerwy.

A nic innego nie mogli zrobić po zakończeniu przygotowań, gdyż kluczem do powodzenia akcji było odpowiednie zachowanie pilota promu transportowego. Pierwotna ocena okazała się m,słuszna — żywność do obozów dostarczano raz na miesiąc i robiono to w ciągu dwóch, trzech dni. Ponieważ Inferno był obozem karnym, transport docierał do niego jako do jednego z ostatnich. Przez pozostałą część miesiąca ubecy siedzieli na Styksie i nie wtrącali się do niczego. Mimo pozorów niedbałości był to wysoce skuteczny system pilnowania więźniów; choć całościowe koszty musiały być duże, to w przeliczeniu na więźnia były znacznie niższe od kosztów utrzymania go w normalnym obozie czy więzieniu.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 194
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)