Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Doskonałym tego przykładem było postępowanie garnizonu, gdy wynikała potrzeba stworzenia nowego obozu. Jego wkład ograniczał się do wybrania miejsca i dostarczenia tam więźniów wyposażonych w kilkaset siekier, młotków, pił, łopat, zapas drutu do ogrodzenia całości oraz kilku kilogramów gwoździ, no i zapasu żywności na miesiąc. Jeżeli nadzorca Tresca był w wybitnie dobrym humorze, mógł dołożyć kilkanaście plastikowych paneli na dachy baraków. I to było wszystko. To, ilu więźniów stało się w czasie budowy przekąską okolicznych drapieżników, interesowało strażników o tyle, że jeśli było ich wielu, przy pierwszej okazji uzupełniali stan do założonej normy. Więźniów nigdy nie brakowało — ani na planecie, ani tym bardziej tam, skąd przybyli dotychczasowi.
Tylko pod jednym względem ekonomiczne podejście UB do prowadzenia tego „interesu”, czyli planety więziennej, okazało się korzystne dla więźniów. Zamiast bowiem oprzeć zaopatrzenie w żywność na paczkowanych długoterminowych racjach, zamieniono Styx w pole uprawne i farmę hodowlaną wyposażoną w niezbędne zakłady przetwórcze. Cała wyspa została poddana procesowi terraformingu, nim na planecie wylądowali pierwsi więźniowie, toteż było to jak najbardziej wykonalne. Właśnie tam do najtrudniejszych i najbrudniejszych zajęć rozleniwiony garnizon wykorzystywał zesłańców-niewolników. Dzięki temu reszta więźniów otrzymywała nie dość, że dobrą i świeżą żywność, to na dodatek dostawała jej więcej, niż gdyby była ona paczkowana indywidualnie. Garnizon nie szczędził więźniom jedzenia, a „opakowania zbiorcze” obliczane były szacunkowo i ilość zawsze zaokrąglano w górę w stosunku do liczby więźniów i dni, na jakie miały wystarczyć.
Honor z początku była tym zaskoczona, ale po przemyśleniu sprawy przyznała, że takie rozwiązanie było sensowne. Co prawda świeża żywność zajmowała więcej miejsca, czyli wymagała więcej pracy, ale to nie ubecy załadowywali i rozładowywali promy. Za to nie mogła być zbyt długo przetrzymywana, toteż w żadnym obozie nie dałoby się zgromadzić zapasów poprzez zmniejszenie normalnych racji, gdyby planowano tam coś, co było karane wstrzymaniem dostaw. Z drugiej strony takie rozwiązanie drastycznie ograniczało liczbę wymaganych lotów zaopatrzeniowych dla całej planety do jednego w roku, co z kolei zwiększało bezpieczeństwo.
Nie oznaczało to jednak, że do systemu Cerberus przylatywał tylko ten jeden transportowiec oraz dostawy nowych zesłańców. Przylatujących było znacznie więcej, ale pojawiali się nieregularnie. Po pierwsze liczba konwojów z nowymi więźniami wzrosła, i to bardzo, po objęciu władzy przez Komitet Bezpieczeństwa Publicznego, który nie popełnił kardynalnego błędu poprzedniej władzy, jakim było niezdecydowanie.
System rządów Legislatorów miał bowiem podstawowy mankament — był represyjny, ale niewystarczająco. Każdy reżim totalitarny opierający się na rządach terroru prosi się o kłopoty, jeśli choćby trochę złagodzi te rządy. A Legislatorzy z jednej strony stosowali aparat ucisku na tyle mocno, by rozwścieczyć przeciwników, a z drugiej nie dość mocno, by ich wyeliminować lub wpędzić w takie przerażenie, które sparaliżowałoby działanie. Co gorsza, władza co jakiś czas ogłaszała amnestie, w wyniku których więźniowie polityczni wychodzili na wolność i mogli do woli opowiadać, jak to się bezpieka nad nimi znęcała. Co było idealną wodą na młyn propagandy Unii Praw Obywatelskich i innych grup dążących do przejęcia władzy lub obalenia systemu. A co więcej, sugerowało to wewnętrzną słabość systemu i bezpieki, no bo amnestie ogłaszano, by uspokoić czy zadowolić Dolistów, czyli motłoch — gdyby władza miała dość siły, po co miałaby sobie zadawać trud uspokajania w ten sposób tych, których powinna trzymać krótko przy pysku. A skoro była słaba, to należało dalej ją podkopywać, by wreszcie dokonać przewrotu.
Komitet pobierający nauki od tejże władzy zdecydował się na inny sposób, wynikający właśnie z chęci uniknięcia za wszelką cenę tego błędu. Oparł swe rządy na maksymalnym terrorze, dzięki czemu Urząd Bezpieczeństwa stał się znienawidzony przez wszystkich i wszędzie. Dzięki tej determinacji w udowadnianiu wszystkim wewnętrznym wrogom swej konsekwencji i woli utrzymania się przy władzy za wszelką cenę drastycznie wzrosła liczba więźniów w ogóle, a więc i liczba zesłanych do Piekła. Planeta więzienna służyła dwóm celom — po pierwsze stanowiła bezpieczną przechowalnię najgorszych przeciwników, po drugie była środkiem utrzymywania w ryzach innych potencjalnych opozycjonistów. Można było co prawda wszystkich rozstrzeliwać, ale było to rozwiązanie nieodwracalne, a nigdy nie wiadomo, czy jeden z drugim się w przyszłości nie przyda. Gdy delikwent znalazł się w Piekle (jeżeli nie zginął), można go było zawsze z niego wyciągnąć i pokazać, jeżeli uznano to za potrzebne.
Poza tym UB traktowało zesłańców jako prywatne źródło darmowej siły roboczej. Ze względów bezpieczeństwa dotyczyło to co prawda wyłącznie więźniów politycznych, ale było ich wystarczająco wielu. Nawet bowiem najnowocześniejszy przemysł, a przemysł Ludowej Republiki do takich nie należał, wymaga wykonywania zajęć nieprzyjemnych, a nawet niebezpiecznych, i ktoś to musi robić. UB miało także własne, ściśle tajne projekty, o których im mniej osób wiedziało, tym lepiej. Wśród więźniów byli ludzie o najróżniejszych umiejętnościach, toteż byli często wykorzystywani do pracy przy tych specjalnych projektach. A reszty jako niewykwalifikowanej siły roboczej używać zaczęła już bezpieka. Najczęściej jako ekipy budowlane na planetach, gdzie warunki niezbyt ludziom sprzyjały, a Ludowa Marynarka chciała mieć bazy. Ci, którzy przeżyli, po zakończeniu budowy wracali do Piekła.
I to był drugi powód zwiększonego ruchu — do systemu Cerberus przybywały bowiem transportowce (zawsze z eskortą z uwagi na toczącą się wojnę) po takie właśnie grupy robocze, gdy wynikła potrzeba. Trzecim zaś i to najczęstszym powodem były wizyty pojedynczych jednostek należących do Urzędu Bezpieczeństwa, które znalazły się w pobliżu. Przylatywały one w celu uzupełnienia zapasów czy to żywności, czy paliwa — na orbicie znajdowała się automatyczna stacja paliwowa — czy też dla zapewnienia załogom godziwej rozrywki na powierzchni.
Wydawać by się mogło, że planeta więzienna jest ostatnim miejscem, gdzie ktoś chciałby się znaleźć na przepustce, ale pozory mogą mylić. Obóz Charon został wyposażony wręcz luksusowo, gdyż uznano, że garnizonowi też się coś od życia należy w zamian za tak niewdzięczny i długi przydział służbowy. UB zaś zawsze potrafiło dbać o własne wygody, toteż jeszcze podniosło standard. Styx zaś znajdował się w strefie umiarkowanej, więc klimat był porównywalny do tych panujących w luksusowych ośrodkach wczasowych. Gdy się miało do dyspozycji całą planetę, logiczne było, że na bazę wybierano najlepsze miejsce.
Najwyraźniej wywiad Królewskiej Marynarki nie docenił roli, jaką Hades odgrywał dla Urzędu Bezpieczeństwa. To była planeta ubeków i czuli się tu zupełnie bezpieczni. Fakt, leżała na uboczu, ale tylko oni znali jej położenie i wiedzieli, że zawsze będą przez kumpli miłe widziani. Psychologicznie musiało to mieć naprawdę olbrzymie znaczenie.