Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Wendy parsknęła śmieszkiem, dając mu do zrozumienia, że nie ma takiej możliwości.
– Jak widzisz – zaczął Shane z nutą triumfu w głosie – dzieciom nic nie jest.
– Tak – odparła Wendy sztywno. – Widzę.
Wpatrywali się w siebie z nienawiścią.
– Zdejmijmy kucowi uprząż, dobrze? – Marc niedbale rzucił papierosa w trawę i przydeptał go butem.
Magda złapała matkę za rękę i zaczęła ciągnąć ją do kucyka.
– Czy to nie jest najpiękniejszy kucyk, jakiego kiedykolwiek widziałaś? – zapytała, a w jej oczach płonęło pożądanie.
– Tak, kochanie. Jest… jest piękny – odrzekła Wendy.
Nigdy nie miała do czynienia z końmi, i choć kucyk nie był szczególnie duży (metr czterdzieści dwa w kłębie, powtarzali jej wszyscy, czego kompletnie nie rozumiała, bo nie wiedziała, co to jest kłąb), bała się podejść do zwierzęcia bliżej niż na metr. Nawet kiedy przywiązali go w stajni linami po obu stronach łba – pewnie po to, żeby nie uciekł, domyśliła się Wendy – nadal była zdenerwowana.
– Choć, mamusiu. – Tyler pociągnął ją za rękę.
– Tyler, nie… Nie podchodź – nakazała mu.
Tyler jednak wyrwał rękę z jej uścisku i podbiegł do konia, który opuścił łeb i lekko trącił nim głowę chłopca. Wendy pomyślała, że zaraz dostanie ataku serca, ale Tyler krzyknął z uciechy.
– To będzie też mój kucyk – powiedział stanowczo. – Prawda?
– Mamo, jest lepiej niż na Gwiazdkę – oświadczyła Magda. Objęła kuca za szyję. – Kocham cię. Kocham cię, Książę.
– Albo miał na imię Książę, albo Magda sama go tak nazwała. – Mogę z nim spędzić noc?
– Nie. Nie, kochanie…
– Ale Sandy Pershenki… – Kto to był, do cholery? -… spędziła noc ze swoim koniem. Kiedy miał kolkę. To było na trzy dni przed eliminacjami do igrzysk, i spała w jego przegrodzie, na łóżku polowym. I koń wcale jej nie przygniótł ani nic takiego, więc to całkiem bezpieczne. A jeśli spadniesz, koń cię nie – stratuje. Ludzie myślą, że tak, ale wcale nie, rozumiesz? Konie wiedzą. Wiedzą wszystko…
– Mamusiu, znasz Sandy? – przerwał Tyler.
– Nie, skarbie. Nie znam. – Wzięła go na ręce. Był bardzo ciężki. I ubrany podobnie jak Shane, w białe dżinsy i niebieską koszulkę polo.
– Kochasz Księcia, mamusiu? – chciał wiedzieć.
– Tak. Wydaje mi się, że to uroczy konik.
– To nie jest konik, mamo, tylko kuc. To nie to samo. Naprawdę uważam, że powinnam spędzić z nim noc – oświadczyła Magda. – Nie chcę, żeby się bał.
– Nie będzie się bał. Przecież tutaj mieszka – powiedziała Wendy z nieszczerą wesołością. – Chyba nadeszła pora, żebyśmy my wrócili tam, gdzie mieszkamy.
– Do Nowego Jorku? – zapytała Magda z przerażeniem.
– Wszystko w porządku, skarbie. Nie chcesz jechać do domu?
– Nie – odparł Tyler.
– Ale mamusia ma samolot. Prywatny samolot, który zabierze nas do domu.
– A możemy zabrać ze sobą Księcia?
– Nie, skarbie.
– No to chcę zostać – oświadczyła Magda.
– A babcia i dziadek? – chciał wiedzieć Tyler.
– Wrócą do domu później. Z tatusiem.
– Ale babcia powiedziała, że będę siedział obok niej w samolocie.
– Możesz siedzieć obok babci następnym razem.
– Mamo, wszystko psujesz. – Na twarzy Magdy widniał pełen złości i strachu grymas.
– Kupimy kucyka, Magda. Wystarczy.
– Jakieś kłopoty, proszę pani? – Marc wyłonił się zza Wendy.
– Nie, wszystko w porządku. Po prostu nie chcą wracać do domu.
– A kto by chciał. Tu jest cudownie, prawda? Klub Polo Palm Beach. Skrawek nieba, prawda?
Nie, to piekło, miała ochotę powiedzieć.
– No to chodźmy kupić kuca, pani Healy. – Pochylił się, ale jego włosy nawet nie drgnęły. – Dzieci, chcecie zobaczyć maleństwa?
– Maleństwa? – zapytała Magda z zaciekawieniem.
– Małe kaczki i koty. A może nawet szczeniaki. – Wyprostował się. – Dzieci to uwielbiają. Powiem Julie, stajennej, żeby je zabrała, a potem przyprowadziła. Magda na pewno będzie chciała znów zobaczyć Księcia. – Uśmiechnął się do Wendy poufale. – To jej pierwszy kucyk. Przełom w życiu dziewczynki. Nigdy nie zapomni tej chwili.
Ma rację, pomyślała Wendy. To rzeczywiście była niezapomniana chwila. Stała, znużona, a dzieci minęły ją biegiem.
– Wendy, chodź! – niecierpliwie krzyknął Shane z miejsca dla pasażera w pojeździe.
Wendy westchnęła i powlokła się z bagażem do męża, spoglądając tęsknie na dzieci. Usiadła z tyłu i położyła kufer na kolanach. Było prawie trzydzieści stopni, a ona miała na sobie czarne ubranie. Czuła się jak stara Włoszka.
Marc usiadł za kierownicą i zapalił papierosa.
– Magda świetnie sobie radzi z Księciem, proszę pani. – Skręcił ostro, a Wendy omal nie spadła. – Nie zdziwiłbym się, gdyby zajęła wysokie miejsce na swoim pierwszym pokazie. Wciąż powtarzam Shane'owi, ile macie szczęścia, takie kuce nie trafiają się codziennie.
– A ile kosztuje? – Wendy wpatrywała się z wściekłością w jego potylicę.
– Pięćdziesiąt tysięcy – powiedział gładko Shane.
– Wendy jęknęła i złapała się tyłu fotela Shane'a. Shane się odwrócił i popatrzył na nią ponuro.
– To nie tak dużo, Wendy – powiedział.
– To rozsądna suma. – Marc wrzucił papieros do kubka z wodą. Mówił tak, jakby ludzie codziennie kupowali kuce za pięćdziesiąt tysięcy dolarów. – Red Buttons poszedł za dwieście tysięcy: to nie była rozsądna suma. – Odwrócił się i uśmiechnął do niej. – Najważniejsze, że Magda kocha tego zwierzaka. Już połączyła ich więź. Widzi pani, że kocha kuca, a kuc ją. Chyba nie odbierze pani córce pierwszej miłości?
Wendy bezradnie pokręciła głową. Pięćdziesiąt tysięcy dolarów? To czyste szaleństwo. Co do cholery ma zrobić w tej sytuacji? Jeśli się sprzeciwi, Magda będzie załamana, a Wendy wyjdzie na złą matkę. Jak zwykle Shane wszystko ukartował. Raz jeszcze ją wrobił, stworzył sytuację, w której Wendy musiała zawieść swoje dzieci. Miała ochotę ukryć twarz w dłoniach i zaszlochać.
Z wyczerpania zaczęła dygotać.
– Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, chciałabym zamienić z mężem słowo na osobności. Zanim sfinalizujemy transakcję – powiedziała najspokojniej, jak potrafiła.
– Naturalnie – zgodził się Marc przyjaźnie. – Waży się przyszłość państwa córki. Musicie o tym porozmawiać. Ale gwarantuję, że za tę cenę nie znajdziecie lepszego kuca.
Shane popatrzył na nią przez ramię i zmarszczył brwi.
– Co jest, Wendy? – spytał. – Jakiś problem?
– Tak. Tak jakby – odparła ze znużeniem. – Mąż właśnie nakazał wręczyć mi pozew o rozwód, wywalił mnie z mojego mieszkania i porwał dzieci. Teraz żąda, żebym wydała pięćdziesiąt tysięcy na kuca…
Marc wzruszył ramionami i znów zapalił, a następnie zahamował przed otoczoną pruskim murem stajnią w stylu Tudorów, zaprojektowaną tak, by przypominała stajnię przy królewskim domku w górach.
– Będę w biurze. Pierwsze drzwi na prawo – powiedział. – Przyjdźcie, jak już wszystko uzgodnicie.
– To tylko chwilka – zapewnił go Shane. Umilkł. – No?
Wendy patrzyła na niego z przerażeniem. Nie wiedziała, od czego zacząć.
– Po tym wszystkim… co zrobiłeś… mówisz „no"?
– Możemy kupić tego kuca? Dlaczego ze wszystkiego robisz aferę?
Patrzyła na niego i nic nie rozumiała. Czyżby zapomniał o pozwie rozwodowym i zmienionych zamkach w drzwiach? A może to ona traciła zmysły?