Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
tego wszystkiego! Nie wiesz, jak to jest... - przerwał, gdyż głos mu się załamał, i
spuścił wzrok, upijając ze szklanki kilka dużych łyków, by uspokoić szarpiące nim
nerwy. Zerknął na Snape'a, spodziewając się ujrzeć na jego twarzy szyderczy
grymas, ale nic takiego nie zobaczył. Twarz Mistrza Eliksirów była niezwykle
poważna, może nawet nieco... wstrząśnięta. - No, dlaczego się nie śmiejesz? -
zapytał gorzko. - Nie krępuj się. Zniosłem już tyle rzeczy, że nie sprawi mi to różnicy.
- Nie miałem takiego zamiaru - odparł mężczyzna spokojnym, opanowanym
głosem. Wyglądał, jakby zastanawiał się nad czymś, i po długiej, milczącej chwili,
zapytał - Czy tylko to dręczy cię nocami, Potter? Czy jest jeszcze coś?
Krążący w żyłach Harry'ego alkohol pomógł mu się opanować. Nie spodziewał się,
że Snape będzie chciał kontynuować ten temat, ale z drugiej strony cieszył się, że go
nie ciągnął. Ulżyło mu, że to z siebie wyrzucił, ale była to prawdziwa puszka Pandory
i lepiej było jej nie otwierać. Może kiedyś, kiedy będzie w stanie trochę składniej
myśleć... Na razie miał wrażenie, że z każdym upitym łykiem, robił się coraz bardziej
zamroczony. Kręciło mu się w głowie, pomimo tego, że nie wstawał. Pokój i Snape
wirowali wokół niego. Harry zamrugał kilka razy, zdjął okulary i przetarł oczy.
- O co pytałeś? - powiedział, wkładając okulary z powrotem i spoglądając z
podejrzliwością na swoją szklankę.
- Mówiliśmy o twoich snach - odparł gładko Severus.
- A, tak - wymamrotał Harry. - To było straszne.
- Co było takie straszne? - zapytał mężczyzna z naciskiem.
Harry machnął ręką.
- Ten sen o krwi i Śmierciożercach. - Gryfon zmarszczył brwi, przypominając sobie
szczegóły. Miał wrażenie, że śniło mu się to już wieki temu. - Voldemort też w nim
był. Stali wokół mnie i śmiali się ze mnie, a ja byłem nagi i wszędzie była krew.
Spływała po mnie, nie mogłem oddychać. Voldemort powiedział coś o... uczcie?
Chyba tak. Bałem się, nie mogłem nic zrobić. Chciałem cię wezwać przez kamień,
ale nie miałem go. Zabrali mi go razem z ubraniem. I wtedy usłyszałem... twój głos.
Powiedziałeś... - zawahał się i spojrzał na Snape'a. Zdumiony zobaczył, że Mistrz
Eliksirów pochylił się do przodu i wpatruje się w niego z taką uwagą i intensywnością,
jakby sen Harry'ego był najbardziej interesującą rzeczą na świecie.
- Co powiedziałem? - zapytał z napięciem w głosie, a jego oczy niemal
przewierciły Harry'ego.
- Powiedziałeś... że nikt mnie tym razem nie uratuje - dokończył, nieco zaskoczony
zachowaniem Severusa, który po tych słowach zbladł, a w jego oczach zamigotał...
strach.
- Coś się stało? - zapytał niepewnie Gryfon.
Mężczyzna odwrócił głowę i spojrzał w ogień.
- Miałeś jeszcze kiedyś podobne sny? - zapytał, zamiast odpowiedzieć.
- Nie, tylko ten jeden raz. Zresztą, nie musisz się o mnie bać, Severusie. To był
tylko sen - odparł beztrosko, jakby zupełnie zapomniał o swoim własnym
przerażeniu. Teraz jednak wszystkie te zmartwienia i kłopoty wydały mu się zbyt
odległe i nieważne. Nie chciał zaprzątać sobie nimi głowy. Był tutaj, ze Snape'em. To
znaczy, pił ze Snape'em alkohol, miło sobie rozmawiali i wszystko było dobrze.
Spojrzał na swoją pustą, a później na wypełnioną po brzegi szklankę Mistrza
Eliksirów. Ciekawy, jak smakuje trunek, który pije mężczyzna, Harry, chwiejąc się,
podniósł się z fotela i sięgnął po butelkę z whisky. Niestety, krążący w jego żyłach
alkohol uniemożliwił to. Tak bardzo zakręciło mu się w głowie, kiedy się podniósł, że
nie trafił ręką w butelkę, zachwiał się i poleciał na stolik, przewracając wszystko i
ostatecznie lądując na podłodze na własnym tyłku. Otrząsnął się, zdezorientowany,
żeby akurat w tym momencie usłyszeć wściekłe warknięcie Severusa:
- Widzę, że głowę masz równie słabą, jak talent do czegokolwiek innego, poza
sianiem zamętu i zniszczenia.
Harry usłyszał, jak Snape magicznie ustawia butelki z powrotem i czyści swoje
szaty. Podpełzł na kolanach do fotela i wdrapał się na niego. Pomyślał, że to bardzo
zabawna sytuacja. Chichocząc, spojrzał na wściekłego Snape'a i wypalił:
- To ty mi dałeś alkohol, więc to twoja wina. Poza tym, mam wiele ukrytych
talentów, o których nie wiesz - powiedział z błyskiem w oku.
- Tak, talent do łamania reguł, wymądrzania się, wścibiania nosa w nie swoje
sprawy, zadawania głupich pytań, wysługiwania się innymi... - wyliczał zgryźliwie
Snape, a Harry z każdym słowem czuł coraz większą złość.
- Przestań! - przerwał mu. - Nienawidzę, kiedy mnie tak traktujesz! Obrażasz,
poniżasz, szydzisz. Dlaczego taki jesteś? Czasami patrzysz na mnie z pragnieniem,
żeby chwilę później krzyczeć na mnie i wyśmiewać mnie. Mam wtedy wrażenie, że
mnie nienawidzisz... Dlaczego jesteś dla mnie taki wredny?
- Jeżeli tego nie zauważyłeś, to jestem taki dla wszystkich, Potter - odparł gładko
Snape. - To, że cię pieprzę, nie znaczy, że zrobię dla ciebie wyjątek.
Harry zasępił się. Kolejna złośliwa uwaga, rzucona prosto w twarz. Zabolała.
- Mógłbyś być czasami trochę milszy... - wymamrotał patrząc w stojące na stoliku
butelki.
- Mógłbym być trochę milszy, jeżeli ty byłbyś trochę mądrzejszy - odpowiedział ze
spokojem Mistrz Eliksirów.
Harry gwałtownie poderwał głowę.
- Hej! Nie jestem wcale głupi!
- Mmm, ta odpowiedź rzeczywiście bardzo mnie przekonała. Może jednak zmienię
zdanie, dotyczące twoich zdolności umysłowych? - Snape zdawał się doskonale
bawić. Na jego wąskich wargach igrał krzywy uśmiech.
- Kpisz sobie ze mnie? - zapytał naburmuszony Gryfon.
- Brawo Potter! Coraz lepiej. Może niedługo zacznę nawet uważać cię za
myśliciela.
Harry skrzywił się, ale nie chciał już dłużej wikłać się w jego grę. Nie pozwoli się
sprowokować!
- Możesz sobie ze mnie kpić do woli, ale i tak uważam, że powinieneś okazywać
mi nieco więcej ciepła. Czasami mam wrażenie, że jesteś jak lodowy sopel.
Snape natychmiast spoważniał, a na jego twarzy pojawił się wyraz irytacji.
- Jeżeli szukasz czułości, to u mnie jej nie znajdziesz, Potter. A jak ci się to nie
podoba, to może lepiej poszukaj sobie kogoś, kto ci ją zapewni.
Te słowa rozpaliły w Harrym ogień buntu.
- Może tak właśnie powinienem zrobić? - warknął. - Na pewno znalazłoby się kilka
osób, które chciałyby mi ją dać...
Harry dostrzegł zaskoczenie na twarzy Snape'a. Jednak bardzo szybko przykryła
je maska kpiny i szyderstwa.
- To co w takim razie robisz tutaj, ze mną?
Racja. Co on tu robił?
Zerwał się z fotela, zamierzając wyjść, jednak zanim zdążył złapać równowagę w
rozkołysanym i falującym dziwnie świecie, dobiegł go ostry, rozkazujący głos Mistrza
Eliksirów:
- Siadaj natychmiast!
Harry opadł z powrotem na fotel. Nie dlatego, że Snape mu kazał, ale dlatego, że i
tak chyba nie byłby w stanie nigdzie pójść.
- Wyjaśnijmy sobie jedno, Potter - powiedział groźnie Mistrz Eliksirów, wbijając w
niego świdrujące spojrzenie. - Jeżeli chociaż spróbujesz na kogoś spojrzeć, to będę zmuszony bardzo boleśnie cię ukarać.
W głowie Harry'ego coś zaskoczyło. Spojrzał na Snape'a ze zdumieniem
zmieszanym z niedowierzaniem.