Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 111
Перейти на страницу:

- Steinerowie wymarli! Wszyscy są martwi! - zawył zrozpaczony Harbirger, którego zdjęło przerażenie, że oto nadchodzi jego koniec. - Wymyśliłeś sobie to wszystko! Nie istnieje żadne szybkie opium! Wszyscy Steinerowie nie żyją! Jesteś szaleńcem, to są jakieś bzdury. Jestem głównym śledczym cesarskim Damarkandy, przecież coś bym o tym wiedział!

- Oto szybkie opium. Czujesz? Czujesz, jak śmierdzi? Jak cię kusi? - Mężczyzna podstawił Harbirgerowi pod nos kawałek płótna z kilkoma jasnobrązowymi kulkami.

- Kulki opiumowe. - Harbirger uśmiechnął się pogardliwie. - Towar kiepskiej jakości, po którym boli żołądek. Nikt tego nawet nie chce przemycać, nie ma z tego zarobku. Już lepsze jest opium do palenia i ten ostatni hit, laudanum. Dobrej jakości opium rozpuszczone w mocnym alkoholu. Świetnie idzie w imperium, tyle że tutaj nikt go nie umie produkować. Wierz mi, na temat opium wiem wszystko, co tylko można wiedzieć.

Mężczyzna odłożył kulki na stół i z powrotem usiadł.

- Prześledziłem trop tego, kto to zrobił mojej rodzinie, aż tutaj, do Damarkandy - zaczął mówić, ale bardziej chyba do siebie niż swojego więźnia. - Kiedy próbował zaimponować mojej siostrze, twierdził, że organizuje coś dużego, wielkiego wręcz: nowy rynek opium, który pchnie jego karierę do przodu. Nie wierzyłem mu za bardzo, ale zdaje się, że nie kłamał. Co mi się jednak wydaje zupełnie niewiarygodne, to fakt, że główny śledczy cesarski, którego najważniejszą rolą jest dopilnowanie przestrzegania imperialnego prawa, o obrocie narkotykami wie tyle co kot napłakał.

- Ale przecież ja wiem prawie wszystko na ten temat - zaprotestował Harbirger.

Uczepił się nadziei, że jeśli wszystko temu szaleńcowi dokładnie opowie, wyjaśni, jak działa ten rynek, może jednak zmieni zdanie, może go jednak puści. Nie odważył się jednak zastanawiać nad tym zbyt wiele. Bał się w swoje szanse uwierzyć zbyt mocno.

- Jestem głównym śledczym, ale z pośledniego rodu, nie stoi za mną rodzina z wielkim majątkiem i potężnym nazwiskiem. Jeśli stracę posadę, stanę się znów zwykłym Harbirgerem, któremu będzie musiało wystarczyć tyle, ile uzbierał w sejfie. Dlatego muszę się na co dzień obracać z wyczuciem, umiejętnie, jeśli chcę się utrzymać i zabezpieczyć na przyszłość.

Wydawało się, że to jego dręczyciela zainteresowało. Przyglądał mu się bez wyrazu, ale przynajmniej ze wzroku zniknął ten cień szaleństwa, który skrywał w sobie przemoc. To budziło nadzieję.

Harbirger przełknął ślinę, aż mu podskoczyła grdyka.

- Dobrze by było zwilżyć gardło… - wymamrotał, jednak nie doczekał się reakcji, w związku z czym postanowił kontynuować opowieść: - Po prostu ustalam specjalne podatki za pobłażliwość prawa i sprawiedliwości. - Roześmiał się na wpół histerycznie, jakby właśnie opowiedział najzabawniejszy dowcip na świecie.

- Chciał moją siostrę. Nawet poprosił naszego ojca o jej rękę - kontynuował wspomnienia mężczyzna. Jego twarz nabrała przy tym twardszych rysów, przez co wyglądał, jakby się nagle o kilka lat postarzał. - Ruvark. Nazywał się Robert Ruvark. Z całego serca przeklinam to imię.

Mężczyzna zacisnął dłoń w pięść, aż zbielały kłykcie, chwilę się jej przyglądał. Nie była to duża pięść, ale w ciągu ostatnich tygodni pokryła się wieloma zadrapaniami, odciskami i obtłuczeniami. Jednak przede wszystkim odciskami, twardymi niczym granit.

- Nasz ojciec kochał Elen bardziej niż nas, ale nam to nie przeszkadzało, bo sami ją wielbiliśmy. Temu łajdakowi uwierzył. Pomagał mu rozkręcić jego interes i nie miał nic przeciwko staraniom o rękę Elen, choć zastrzegał jednak, że to ona sama musi wyrazić zgodę. Że tylko od niej zależy, za kogo wyjdzie za mąż.

Zgasła jedna z lamp i mężczyzna zanurzył się w cień, Harbirger widział tylko jego sylwetkę. Piwnica musiała być głęboko, nie dobiegały do niej żadne odgłosy z ulicy, a jedynie chrobot korników w starych deskach.

- Udało mi się wytworzyć równowagę na rynku - zaczął Harbirger bez żadnego związku z tym, co powiedział jego porywacz. - Handlarze opium nie walczyli ze sobą, ale do pewnego stopnia współpracowali. Mniejsi bandyci pracowali dla tych większych, więksi oddawali procent tym największym, a ci z kolei podzielili miasto między siebie. Po drodze nie obyło się bez kilku zabójstw w wyższych sferach, ale szybko udało mi się pochwycić satysfakcjonujących wszystkie strony winnych i ich bez większych ceregieli skazać na szubienicę. W więzieniach zawsze się znajdą odpowiedni kandydaci. Zorganizowałem to tak, abym dostawał prowizję od każdego chlebka, który przejdzie przez Damarkandę. Niewielką, ale od każdego. Tych urzędników, którzy zarządzenia nie przestrzegali i zatrzymywali pieniądze dla siebie, pogoniłem precz. Wszystko działało idealnie aż do momentu, kiedy pojawiłeś się ty i bez powodu zacząłeś zabijać ludzi, hi, hi, hi. - Roześmiał się na koniec bez żadnego widocznego powodu.

Kiedy się uspokoił, słychać było jego przyspieszony oddech.

- Ruvark nie chciał przyjąć do wiadomości odmowy Eleny - Mężczyzna przejął pałeczkę. - Kiedy uzyskał od mojego ojca wszystko, czego tylko potrzebował, odjechał, ale przedtem zostawił moim braciom to mordercze szybkie opium.

- Nic takiego nie istnieje, hi, hi, hi.

Mężczyzna podszedł do Harbirgera i spojrzał na kulki narkotyku, które wcześniej odłożył na stół. Jednej brakowało. Zawinął je z powrotem w płótno, schował do kieszeni.

- Czuję ten smród, czułem go wtedy po raz pierwszy, jeszcze zanim wiedziałem, co powoduje. Potem, już na koniec, kiedy byli martwi, znalazłem list, który Ruvark zostawił Elen. Wyśmiewał się z niej i opisywał, jak się zemścił. Postanowiłem, że i ja się zemszczę. Trop zawiódł mnie tutaj, do Damarkandy, gdzie się urwał. No to zacząłem robić to, co robiłem.

- I dlatego zacząłeś zabijać dilerów opium? Zamiast znaleźć Ruvarka czy jak się tam nazywał? Hi, hi, hi.

Harbirgerowi każde zdanie wydawało się zabawne.

- Nie. Zrobiłem to dlatego, że miałem nadzieję, iż kiedy ten cały dobrze naoliwiony mechanizm zacznie się sypać, pojawi się ktoś, kto będzie szukać sprawcy. Pojawi się Ruvark albo jego człowiek, aby z powrotem zaprowadzić porządek. Wszak przechwalał się przecież, że cały ten interes będzie należał do niego.

- Hi, hi, hi, hi… - Harbirger już go nawet nie słuchał.

- A ty próbujesz mi wmówić, że główny śledczy cesarski nic na ten temat nie wie. No, jeszcze zobaczymy - zakończył ostatni ze Steinerów, podniósł się i pogasił lampy. Tym razem ciemność wydawała się więźniowi nie przeszkadzać. Jeszcze kiedy zamykał drzwi za sobą, słyszał jego cichy śmiech.

Słońce paliło, cienie kuliły się u podnóży głazów niczym małe, wystraszone zwierzęta. Szedłem na piechotę, bo banda sępów krążących za miastem była całkiem blisko. Bandarillowi zaginęli dwaj ludzie i chciał wiedzieć, czy przypadkiem nie leżą gdzieś porzuceni na pustyni. Wydawało mi się to mało prawdopodobne, na miejscu Olvena raczej bym ich zagrzebał, niech konkurenta zżera niepewność. Albo, wręcz przeciwnie, zostawiłbym ich leżących gdzieś na ulicy, o ile miałoby to posłużyć jako groźba.

Czułem na języku pył, od czasu do czasu wiatr zawiewał źdźbłami wysuszonej trawy. To nie była Gutawska, gdzie na przestrzeni tysięcy, dziesiątków tysięcy kilometrów nie było ani kropli wody, najmniejszego śladu życia. Tutaj co wiosnę ziemia zieleniła się i rozkwitała. Teraz, w pełni lata, całkiem mi się tutaj podobało. Miecz niosłem przerzucony przez ramię, o udo obijała mi się podróżna butla z wodą. Może powinienem to wszystko zostawić za sobą, nie zatrzymywać się i tylko iść tak przed siebie dalej i dalej, i dalej. Tylko że to by niczego nie zmieniło. Zastanowiłem się nad słowami Łasiczki, nad tym, że nie unikałem ryzyka jak dawniej. Sam sobie z tego do tej pory nie zdawałem sprawy, ale rzeczywiście miał rację. Żyłem tylko po to, aby zabijać, aby pomóc Zuzannie i aby w cieniach, w których sama musiała się skrywać, czekało na nią mniej nieprzyjaciół. Tyle że im więcej ich zabijałem, tym bardziej uświadamiałem sobie, że to się nigdy nie skończy, że wojna, która nadchodziła, przeora cały świat, nie zostawi kamienia na kamieniu. I że Zuzanna, moja córka - czarodziejka Zuzanna, nie ma najmniejszych szans, aby przeżyć. Ileż to już razy jej życie wisiało na włosku, a jednak nie wyciągała z tego żadnej nauki. Wciąż ryzykowała coraz bardziej i bardziej, próbowała osiągnąć niemożliwe. Pozyskiwała ludzi, informacje, stare, zapomniane umiejętności, a wszystko po to, aby zwiększyć szanse księstwa na przetrwanie. Może należało spytać dlaczego, ale jakoś nigdy o tym nie pomyślałem, a teraz było już za późno.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)