Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 111
Перейти на страницу:

Łasiczka zdławił chichot.

- Tego nie wiem, ale coś mi tu zdecydowanie nie gra. Pierwszą zasadą handlu jest zysk. Organizuję jeszcze jedną karawanę - dodał po chwili. - Taką już trochę bardziej incognito, której nie można połączyć ze mną.

- I po to tutaj jestem?

Łasiczka skinął głową, podszedł do straganu z piwem, zamówił dwa, na ladzie pozostawił hojną kaucję za gliniane dzbany. Wrócił na miejsce, z jednego dzbana się napił, a drugi postawił na ziemi obok wyciągniętych nóg - na później. Wydawało się to być powszechnym tutaj zwyczajem.

Bakly sięgnął po piwo i Łasiczka słyszał wyraźnie, jak olbrzym w kilku łykach opróżnia cały dzban.

- Nająłem kilku desperatów, którzy za garść złota skłonni byli zaryzykować więcej niż inni. Posłałem ich do tych samych ludzi, od których kupowałem opium za pierwszym razem. Myślą, że pracują dla Azmunda, który, nawiasem mówiąc, całkiem niedawno zmarł - wyjaśnił.

Przerwał, zastanawiając się, czy Bakly zapyta go o szczegóły jego genialnego planu.

- A czego chcecie w takim razie ode mnie?

Łasiczka uśmiechnął się. Prosto z mostu, tak jak tego oczekiwał.

- Eskorta, ochrona… Musiałem się zdrowo namęczyć, żeby zebrać tę ekipę. Raz, że nie można im za grosz zaufać, a do tego, jak sami się zorientowaliście, napędzili mi w tych górach niezłego stracha. Dla tych dziwnych typków zabijanie przychodzi równie naturalnie, co oddychanie. Gdyby jakimś cudem do mnie dotarli, raczej nie chciałbym się z nimi znaleźć sam na sam.

- Oddychanie…? - zastanowił się głośno Bakly. - No, nie wiem. Przypuszczam, że oddech jeszcze bym na jakiś czas zdołał wstrzymać, ale zabijanie?

Łasiczka pokręcił głową zrezygnowany. Tym razem w słownym pojedynku uznał swoją porażkę. Bakly może i twierdził, że myślenie przychodzi mu z trudem, ale jakoś podejrzanie często zdarzało się Łasiczce przegrać. Bakly powinien może bardziej się starać, aby nie odchodzić za bardzo od wizerunku, który sam sobie wymyślił. Podnieśli się bez słowa i zniknęli w niepozornej uliczce odchodzącej z placu targowego.

- Nigdy nie potrafię powiedzieć, kiedy żartujecie, a kiedy jesteście poważni - odezwał się.

Przeszli trzy kolejne skrzyżowania, dwukrotnie przy tym skręcając.

- Nie umiem żartować - zabrzmiała wreszcie odpowiedź i Łasiczka poczuł, że ponury nastrój opuszcza go na dobre.

Jednym z powodów, dla których tak bardzo lubił rozmawiać ze swoim wielkim wspólnikiem, było, że Łasiczka nie miał pojęcia, czy Bakly przypadkiem nie studiuje potajemnie najnowszych trendów filozoficznych, czy też jednak działa wyłącznie według własnej, pokrętnej, ale z drugiej strony na swój sposób konsekwentnej logiki.

W niecały kwadrans dotarli do wynajmowanego pokoju, który przypominał raczej komórkę z oknem niż pomieszczenie mieszkalne. Był to okazały budynek, z którym po obu stronach łączyły się dodatkowo dwa skrzydła. Na poddasze przynieśli ze sobą trzy niemałe dzbany piwa. Upał panował nieznośny i każdy, kto nie pochodził z Damarkandy od przynajmniej trzech pokoleń, musiał pić bez ustanku. Łasiczka siorbnął piwa i aż się skrzywił. Cena zupełnie nie korespondowała z jakością. Bakly też się napił, ale jego twarz pozostała bez wyrazu. Może stracił poczucie smaku? - przyszło Łasiczce do głowy.

- Co nas czeka? - spytał Bakly zwięźle.

- Zakup towaru. Wszystko jest już ustawione i przygotowane, pozostał jedynie odbiór.

- O jakich rozmawiamy pieniądzach? Wiedzą, gdzie was znaleźć?

- Nie. - Łasiczka pokręcił głową. - Wszystko zaaranżowałem tak, aby ci goście wiedzieli o mnie jak najmniej, jedynie te najbardziej niezbędne rzeczy. Tyle tylko, że ja tu jestem raptem od miesiąca, a oni całe życie i dlatego nie chcę być sam.

- Rozumiem. Mają gdzieś towar ukryć?

- Nie, wyrusza w drogę z miejsca. Odpowiednio już posmarowałem kilku celnikom, żeby się ładunkowi za bardzo nie przyglądali. Glejty dla karawany są oryginalne, wystawione na drogę do Saxpolis.

- Do samego serca imperium - skonstatował Bakly.

Czekali. Łasiczka zrezygnował z piwa, Bakly jednak popijał je dalej niespiesznym, równomiernym tempem.

- Co z tego będziemy mieli? - spytał, kiedy opróżnił pierwszy dzban.

- W najgorszym wypadku pieniądze. Mnóstwo pieniędzy. Cała ta operacja kosztowała już księcia ładnych kilka tysięcy, byłoby dobrze, gdybyśmy zdołali pospłacać jego rachunki. Z drugiej jednak strony, jeśli dobrze pójdzie, to takie potrząśnięcie gniazdem os mogłoby zmienić leniwe popołudnie w bardzo żwawy dzień. Wtedy się okaże, kto jest jak przygotowany i jak szybko umie biegać.

- No tak. - Bakly pokiwał głową. - Chodzi jednak o to, żeby się przy tym samemu nie dać pożądlić.

Wreszcie, po dwóch godzinach czekania, na nierównym bruku zagrzechotały koła i na podwórzec pod nimi wtoczyły się cztery wozy.

- To moi - powiedział Łasiczka. - Trochę się obawiałem, że się zwiną z zaliczką.

- Cztery wozy? - zaciekawił się Bakly.

- Minimalny rozmiar karawany, żeby ją brać na poważnie, a z drugiej strony, nie za wielka i nie trzeba aż tyle płacić za przejazd - wyjaśnił Łasiczka.

- Aha - mruknął Bakly. - Trzynastu chłopa, ale na kupca żaden jakoś nie wygląda.

- Jak już mówiłem, nie było łatwo ich zebrać do kupy.

- Mają kusze, łuk, dodatkową broń na wozach, noży i kindżałów już nawet nie liczę.

- Mówimy o opium - przypomniał Łasiczka. - Za towar zapłaciłem pięćset złotych. Tutaj. W Saxpolis będzie wart sto razy tyle, ale najpierw musi tam dotrzeć.

- Szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałem.

Mężczyźni na dole ustawili wozy w czworobok w taki sposób, że łatwiej ich było bronić, jak również w razie potrzeby daliby radę szybko opuścić podwórzec.

Zanim jeszcze skończyli, przed bramę zajechał samotny wóz o kołach wysokości dorosłego mężczyzny, zaprzężony w czwórkę okazałych wałachów. Z budy wyskoczyło czterech mężczyzn, wszyscy dobrze odziani, w eleganckich pantalonach, kamizelach i w butach tak czystych, że aż lśniących.

Wkroczyli na podwórzec, rozejrzeli się, skontrolowali wzrokiem obecnych.

- Macie pieniądze? - spytał mężczyzna z kwiecistą apaszką wokół szyi, nie zwracając się do nikogo konkretnie.

- Tutaj. - Brzuchaty wąsacz uniósł skórzaną sakwę i potrząsnął nią, aż zabrzęczało.

Elegant w apaszce machnął ręką i wielki wóz zaczął manewrować, aby wjechać w bramę.

- Dwieście pięćdziesiąt złotych? - odgadł Bakly.

- Dokładnie tyle. - Łasiczka nie krył podziwu. - Mało kto potrafi odgadnąć sumę pieniędzy jedynie na słuch. Połowa teraz, połowa przy dostawie.

- Ile zapłaciliście szefowi?

- Siedemdziesiąt pięć na początek, sto dwadzieścia pięć po powrocie plus premia od sprzedaży, przy czym jej wielkość będzie uzależniona od strat poniesionych w czasie podróży.

- Czyli że zwyczajnie nie opłaca mu się zakosić te ćwierć kafla.

- Taką mam nadzieję.

Obserwowali przebieg przeładunku. Czwórka elegantów wyciągała z wielkiego wozu plecione kosze, które ludzie Łasiczki sprawdzali, po czym pakowali do drewnianych beczek.

- Ciekaw jestem, ilu ludzi tam się jeszcze ukrywa… - westchnął Łasiczka.

- Dość. Do tego trzymają kusze w pogotowiu, widziałem, jak dwóch z nich otarło się o brezent.

- Ostrożni są - ocenił Łasiczka.

Przeładunek i wymiana pieniędzy nie trwały więcej niż kwadrans, po upływie którego na podwórcu znów stały tylko cztery wozy. Zaprzężone do nich konie niespokojnie potrząsały głowami.

- Czyli że przynajmniej ta część poszła gładko. - Łasiczka odetchnął z ulgą. - Na wpół oczekiwałem, że nie dostarczą towaru. Jeszcze bym tylko chciał zobaczyć odprawę celną.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)