Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 111
Перейти на страницу:

Bakly bez słowa wstał i ruszył ku drzwiom.

- Proponuję, żebyśmy zachowali większą ostrożność. Powinniśmy się też oddalić inną drogą, niż przyszliśmy - rzucił za nim Łasiczka.

Olbrzym tylko wzruszył ramionami.

- Nigdy nie byliście specjalnie ostrożni, ale mam wrażenie, że ostatnio ryzykujecie więcej niż kiedyś - zauważył Łasiczka, kiedy kroczyli ciasnymi zaułkami ku targowisku przed północną bramą, przez którą wyruszała większość karawan i gdzie pracowali przekupieni celnicy.

- Może i prawda? - zgodził się Bakly. - Może rzeczywiście na wielu rzeczach zależy mi mniej?

- Rzeczach? Nie chodzi mi o rzeczy, tylko o życie.

- Dokładnie to miałem na myśli.

Łasiczce przypomniało to o czymś, o czym już kilkukrotnie przemyśliwał. Początkowo chciał tę myśl zachować dla siebie, jednak po chwili zmienił zdanie i powiedział na głos:

- Może w takim razie powinienem zacząć się więcej troszczyć sam o siebie.

Bakly zatrzymał się nagle i długo bacznie się swemu wspólnikowi przyglądał.

- Macie absolutną rację - powiedział zaskakująco poważnie.

Już bez przystanków dotarli na targowisko i z oddali przyglądali się ludziom Łasiczki. Karawana została odprawiona równie szybko i rutynowo, co i większość innych. Dwóch celników sumiennie udawało dokładny przegląd ładunku. Zapłacone mieli sporo, więc się przykładali. Potem jeszcze przejrzeli wszystkie dokumenty i pozwolili karawanie odjechać.

Był niezadowolony. Po tych wszystkich godzinach, a nawet dniach spędzonych w nieprzyjemnym towarzystwie Harbirgera nie zdołał z niego wyciągnąć nic. Do tego, pomimo iż co parę chwil zmieniał ubranie, wciąż miał wrażenie, że przesiąkł wskroś smrodem krwi, spalonej skóry, dymem z ogniska i jeszcze wieloma innymi, znacznie bardziej nieprzyjemnymi rzeczami. Nie pomagały nawet częste kąpiele. Przejrzał się w zwierciadle, starając się nie uronić nawet najdrobniejszych szczegółów. W ciągu ostatnich kilku dni rozrósł się jeszcze bardziej, trochę może nawet i przytył. Ta rzecz, ta rzecz między nogami była wręcz ohydna. Jednak aby dokończyć dzieła, będzie potrzebował każdej drobiny siły i bezwzględności. Już nie może zawrócić, w ten sposób przekreśliłby wszystko, czego dokonał do tej pory. Ta świadomość zarówno dodawała mu siły, jak i przygnębiała. Dopił ostatni z przygotowanych koktajli, zjadł ostatnią gorzką mieszankę i zaczął ubierać się w robocze ubranie. Harbirger czekał na dole, w piwnicy.

Kiedy na twarz skrępowanego mężczyzny padł pierwszy blask z łuczywa, odmalowały się na niej równocześnie groza i ulga. Ulga płynąca ze świadomości, że nie pozostawiono go tutaj, aby umarł z głodu i pragnienia, ale i groza, bo wiedział, że oto nadciąga kolejna seria tortur.

Mógł kontynuować tę grę, jednak nie bez spowodowania nieodwracalnych urazów, które potencjalnie mogły uszkodzić ciało Harbirgera na tyle, iż potem nie będzie mógł sięgnąć po tę najbardziej wymyślną i skomplikowaną maszynę do zadawania cierpienia. Dziś jeszcze nie przyszła na nią pora.

Zapalił trzy lampy olejowe, które dzięki zmyślnie zaaranżowanym zwierciadłom oświetlały pomieszczenie lepiej niż piętnaście zwykłych świec, po czym wyswobodził Harbirgera z żelaznych pęt i przywiązał do drewnianej ławy. Oryginalnie służyła ona w połączeniu z innymi narzędziami do łamania palców u rąk czy u nóg, a od czasu do czasu również do wbijania drzazg pod paznokcie. Jednak Harbirger dość szybko zorientował się, że dziś żadne narzędzia nie zostały przygotowane. Z drugiej strony było mu już wszystko jedno i po prostu witał z ulgą wyswobodzenie po tym, jak spędził całą dobę w okowach. Wydawał się wręcz całkiem spokojny.

Pomimo zadanych do tej pory mąk Harbirger nie poniósł żadnych trwałych uszkodzeń. Przypalone miejsca się zregenerują, paznokcie odrosną, rany przy odrobinie troskliwej opieki się zagoją. Pewnie zostanie mu kilka blizn, stawy może będą miały tendencję do wyskakiwania, ale z tym da się żyć. Zabijał już wielokrotnie, jednak torturowanie człowieka, o którym nawet nie wiedział, na ile jest winien, stanowiło granicę, której nie chciał przekraczać. Jak do tej pory.

Poluzował pętlę przytrzymującą jeden z nadgarstków Harbirgera i tym samym uwolnił mu rękę.

- Co mi powiesz o rodzinie Steinerów z Bezenu? - zadał pierwsze pytanie.

Rodzina Steinerów - ogniwo, które straciło znaczenie, bolało.

Harbirger, zaskoczony kierunkiem, w którym nieoczekiwanie potoczyło się przesłuchanie, zamrugał powiekami i kilkukrotnie rozprostował palce, jakby chciał sprawdzić, ile, po tak długim skrępowaniu, pozostało mu wciąż zdolności ruchowej. Potem spojrzał na swojego dręczyciela. Przez cały ten czas, który spędził w niewoli, nie zdołał zorientować się, kim jest. Gdyby nie malujące się na twarzy zacięcie graniczące z szaleństwem, jego oblicze byłoby nieomal piękne. Kontrastowało wprawdzie z brutalną, umięśnioną sylwetką, ale to również okazało się na swój sposób atrakcyjne. Znał bogatych utracjuszy bez zahamowań, którzy z przyjemnością znaleźliby się z nim w jednym łóżku. I tylko te oczy przepełnione szaleństwem wzbudzały strach. Tym większy, że teraz pojawiła się w nich i groźba. Harbirger przestał rozmyślać i odpowiedział:

- Steinerowie to jeden z pomniejszych rodów. Niektórzy zaliczali ich do cesarskiej szlachty, ale nie wszyscy. Stary Steiner zajmował się handlem na odległych rynkach, dzięki któremu udało mu się pomnożyć rodzinny majątek. Zbudował sobie sieć rozległych kontaktów.

Mężczyzna pokiwał głową, wszystko się zgadzało.

- Mówisz o nich w czasie przeszłym, dlaczego?

- Jego synowie, a miał trzech synów i jeszcze córkę, stracili rozum, poszaleli. Wymordowali służbę w ich rodzinnym domu, potem zabili ojca, a na koniec zwrócili się przeciwko sobie. Nikt z rodziny nie przeżył i do dziś nikt nie wie, dlaczego to się stało.

- Ja wiem dlaczego. To było szybkie opium - powiedział mężczyzna cicho, lecz dobitnie.

- Czemu ciągle wygadujesz te głupoty?! - nie wytrzymał nagle Harbirger. - Szybkie opium! Ja nic o nim nie wiem! Po co w ogóle ktokolwiek zajmowałby się taką trucizną? Po kilku dawkach zostaje z ciebie bezmyślna kukła, szaleniec gotów za wszelką cenę zdobyć kolejną porcję. Opium samo w sobie jest niebezpieczne, jeśli się nie uważa, ale przy zachowaniu umiaru nie ma wpływu na zdrowie. Sam od czasu do czasu wypalam sobie fajeczkę. Nie ma żadnej potrzeby, żeby je polepszać, a już tym bardziej psuć.

- Szybkie opium istnieje - kontynuował mężczyzna, jakby zupełnie nie zauważył wybuchu wściekłości Harbirgera. - Widziałem, jak działa, widziałem, jak kilka dawek w parę dni potrafi dokumentnie zniszczyć człowieka.

- To jakieś bzdury, kłamstwa! Łżesz i chcesz ode mnie usłyszeć kłamstwa, ale ja ci powiem wszystko, wszystko, co zechcesz, wszystko, tylko mnie wypuść!

- Podobno wystarczy jedna dawka - mówił dalej beznamiętnie dręczyciel Harbirgera. Z przyniesionej torby wyjął niewielkie zawiniątko i zaczął je metodycznie rozpakowywać. - I z tego, co sam widziałem, to może być prawda. Nie wiem, jak długo po zażyciu tej trucizny człowiek jest w stanie pociągnąć, ale wiem, że jedyne, co mu pozostaje, to głód kolejnej dawki, w poszukiwaniu której nic go nie potrafi zatrzymać.

Coś w tonie jego głosu i sposobie, w jaki przemawiał, sprawiło, że Harbirger zaczął mu się przysłuchiwać zafascynowany.

- Po drugiej dawce człowiek zaczyna się zmieniać, nie jest już całkiem sobą, po trzeciej postępuje to jeszcze dalej. Wystarczyły trzy dni, aby moi bracia zmienili się w szaleńców nieodróżniających jawy od snu, w bestie gotowe uczynić wszystko, aby tylko zdobyć kolejną porcję opium. Jestem ostatnim z rodu Steinerów i jestem tu, aby się zemścić.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)