Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Statki czasu [The Time Ships - pl]
Statki czasu [The Time Ships - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statki czasu [The Time Ships - pl]

Электронная книга - «Statki czasu [The Time Ships - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja Wehikułu czasu Herberta George’a Wellsa.
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 128
Перейти на страницу:

— Royal Air Force. Faceci w szarych mundurach w końcu się domyślili, że my najbardziej się nadajemy do kierowania tymi wielkimi, żelaznymi potworami. — Jakiś żołnierz wojsk lądowych przeszedł obok, wybałuszając oczy na Nebogipfela, i Gibson posłał mu przyjazny uśmiech. — Naturalnie nie mamy nic przeciwko temu, żeby podwozić tych z piechoty. Tak jest lepiej, niż gdybyście sami to mieli robić, co, Stubbins?

Stubbins — szczupły, rudy mężczyzna o otwartej twarzy i przyjaznym spojrzeniu — odwzajemnił nieśmiało uśmiech, lecz z wyraźnym zadowoleniem, że Gibson zwrócił na niego uwagę: i to pomimo faktu, że był chyba o dobrą stopę wyższy od drobnego Gibsona i o kilka lat starszy. W swobodnym sposobie zachowania się Gibsona dostrzegłem cechy urodzonego przywódcy.

— Jesteśmy tu już od tygodnia — powiedział do mnie podpułkownik. — To dziwne, że nie natknęliśmy się na was wcześniej.

— Nie spodziewaliśmy się gości — powiedziałem sarkastycznie. — W przeciwnym razie rozpaliłbym ogniska, albo znalazłbym jakiś inny sposób, by zasygnalizować naszą obecność.

Mrugnął do mnie.

— Sami byliśmy bardzo zajęci. W ciągu pierwszych dni mieliśmy tu piekielnie dużo roboty. Chociaż mamy dobre wyposażenie. Przed wyjazdem naukowcy dali nam wyraźnie do zrozumienia, że klimat kochanej, starej Anglii jest dość zmienny, jeśli spojrzeć na to z dostatecznie szerokiej perspektywy, więc przyjechaliśmy ze wszystkim, od grubych płaszczy po krótkie spodnie. Ale nie spodziewaliśmy się takich tropikalnych warunków, nie tutaj, w centrum Londynu! Nasze ubrania rozlatują się, dosłownie gniją i spadają nam z pleców, metalowe części rdzewieją, a nasze buty grzęzną w tym błocku. Nawet moje cholerne skarpety się skurczyły! A wszystko podgryzają szczury. — Zmarszczył czoło. — Przynajmniej przypuszczam, że to szczury.

— Prawdopodobnie nie — zauważyłem. — A molochy? Są klasy Kitchenera, prawda?

Gibson uniósł brew, najwidoczniej zdziwiony moją wiedzą na ten temat.

— Prawdę mówiąc, molochów prawie nie można przesuwać, bo te nędzne, słoniowate nogi grzęzną w błocie...

W tym momencie za moimi plecami odezwał się wyraźny, znajomy głos:

— Obawiam się, że pańskie wiadomości są nieaktualne. Klasa Kitchenera, włącznie z kochanym, starym „Raglanem”, jest przestarzała już od wielu lat...

Obróciłem się na krześle. Zbliżała się do mnie postać ubrana w kombinezon i sztywny beret członka załogi molocha. Żołnierz wyraźnie utykał. Wyciągnął do mnie rękę, którą chwyciłem — była mała, ale silna.

— Kapitan Hilary Bond — przywitałem się i uśmiechnąłem.

Zlustrowała mnie od stóp do głów, zwracając uwagę na moją brodę i ubranie ze zwierzęcej skóry.

— Jest pan trochę zaniedbany, ale nie można pana nie rozpoznać. Czy mój widok pana dziwi?

— Po moich dotychczasowych podróżach w czasie już nic mnie za bardzo nie dziwi, Hilary!

9. CZASOWY ODDZIAŁ EKSPEDYCYJNY

Gibson i Bond wyjaśnili mi cel podróży czasowego oddziału ekspedycyjnego.

Dzięki udoskonaleniu reaktorów do rozszczepiania karolinu Brytania i Ameryka zdołały rozwinąć produkcję dostatecznej ilości plattnerytu wkrótce po mojej ucieczce w czas. Ówcześni inżynierowie już nie musieli zadowalać się resztkami z mojego starego warsztatu!

Nadal poważnie się obawiano, że niemieccy komandosi czasowi planują jakąś potajemną operację w przeszłości Brytanii, a poza tym z ruin w Imperiał College i innych wskazówek wywnioskowano, że Nebogipfel i ja prawdopodobnie zawędrowaliśmy kilkadziesiąt milionów lat w przeszłość. Tak więc zmobilizowano w pośpiechu flotę podróżujących w czasie molochów i wyposażono ją w czułe przyrządy do wykrywania obecności śladowych ilości plattnerytu (na podstawie radioaktywności tej substancji, jak mi dano do zrozumienia). W efekcie ten oddział ekspedycyjny zagłębiał się w przeszłości, wykonując skoki co pięć lub więcej milionów lat.

Misja oddziału polegała na zabezpieczeniu historii Brytanii przed atakiem na jej przeszłość!

W trakcie postojów podejmowano imponujący wysiłek, by dokładnie zbadać daną epokę. W tym celu wyszkolono, niestety w pośpiechu, wielu żołnierzy, którzy mieli spełniać funkcję naukowców-amatorów: klimatologów, ornitologów i tym podobnych. Ludzie ci zapoznawali się szybko, lecz skutecznie z florą, fauną, klimatem i geologią danej ery, i dziennik pokładowy Gibsona w dużej części poświęcony był rejestracji tych obserwacji. Dostrzegłem, że żołnierze, zarówno mężczyźni jak i kobiety, przyjmowali to zadanie z dużym poczuciem humoru i traktowali je na wpół żartobliwie, co normalne u takich ludzi, ale wydawało mi się, że przejawiają duże zainteresowanie dziwną naturą doliny Tamizy w epoce paleoceńskiej.

W nocy wartownicy patrolowali obrzeża obozowiska, a żołnierze z lornetkami spędzali wiele czasu na obserwacji nieba i morza. Gdy pochłonięci byli tym zadaniem, żołnierze nie wykazywali oznak beztroskiego humoru i zainteresowania, które cechowały ich naukowe badania lub inne czynności. Wyraz ich twarzy i zwężone oczy świadczyły raczej o strachu i determinacji.

W końcu ten oddział znalazł się tutaj nie po to, żeby badać kwiaty, lecz szukać Niemców: wrogów, podróżujących w czasie pośród tych cudów przeszłości.

Pomimo wielkiej dumy z powodu przetrwania w tej obcej epoce odczułem ogromną ulgę, zrzucając łachmany oraz zwierzęce skóry i zakładając lekki, wygodny mundur tropikalny żołnierzy podróżujących w czasie. Zgoliłem brodę, umyłem się — mydłem, w ciepłej, czystej wodzie! — i z rozkoszą posiliłem konserwą sojową. Wieczorem poszedłem spać z uczuciem spokoju i bezpieczeństwa, kładąc się w namiocie pod siatką ochraniającą przed komarami, otoczony zewsząd potężnymi molochami.

Nebogipfel nie zamieszkał w obozie. Chociaż fakt, że Gibson nas odnalazł, był powodem do radości i świętowania, gdyż uratowanie nas stanowiło główny cel ekspedycji, Morlok wkrótce stał się obiektem jawnej fascynacji żołnierzy, a także, jak podejrzewałem, złośliwych docinków. Tak więc Nebogipfel wrócił do naszego starego obozowiska na skraju paleoceńskiego morza. Nie zgłaszałem sprzeciwów, ponieważ wiedziałem, jak bardzo mu zależało na dalszej budowie swojej machiny czasu — nawet pożyczył narzędzia od żołnierzy, żeby ułatwić sobie pracę. Kiedy jednak przypomniałem sobie jego groźne spotkanie z pristichampusem, nalegałem, żeby nie pozostawał tam sam, lecz w towarzystwie albo mojej osoby, albo uzbrojonego żołnierza.

Jeżeli chodzi o mnie, to po kilku dniach zmęczyła mnie bezczynność w tym kipiącym aktywnością obozowisku — nie jestem z natury leniwym człowiekiem — i poprosiłem, by pozwolono mi uczestniczyć w pracach żołnierzy. Niebawem udowodniłem swoją przydatność, dzieląc się boleśnie zdobytą wiedzą na temat lokalnej fauny, flory i geografii otoczenia. W obozie rozchorowało się wiele osób, gdyż żołnierze byli nie bardziej przygotowani na różne infekcje tej epoki niż ja, i pomagałem jedynemu lekarzowi, dość młodemu i ciągle zmordowanemu naikowi, którego wcielono do 9 Oddziału Strzeleckiego Gurkhów.

Po pierwszym dniu rzadko widywałem Gibsona, który zajęty był drobiazgami związanymi z codziennym rozkładem zajęć swojego oddziału ekspedycyjnego i — co go doprowadzało do irytacji — nadmiarem czynności biurokratycznych w postaci ciągłego wypisywania formularzy, pisania raportów i prowadzenia dzienników. I to wszystko dla potrzeb rządu brytyjskiego, który powstanie dopiero za pięćdziesiąt milionów lat! Odniosłem wrażenie, że podróżowanie w czasie wywołuje u Gibsona uczucie niepokoju i zniecierpliwienia. Myślę, że byłby bardziej zadowolony, gdyby mógł znów kierować nalotami bombowymi na Niemcy, które opisał mi zaskakująco dokładnie. Hilary Bond miała dużo wolnego czasu — najbardziej zajęta była w trakcie lotów wielkich pancerników przez czas — i była oddelegowana do sprawowania opieki nad mną i Nebogipfelem.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)