Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 96
Перейти на страницу:

– A co to takiego ten „ałtyn-tołobas”? – zapytał magister doktora.

– Nie mam pojęcia. Chyba jakiś rodzaj murowanej komory do przechowywania szczególnie cennych przedmiotów. Przecież „ałtyn” to po turecku złoto.

– Wiem, wiem. – Fandorin skinął głową.

– A słowa „tołobas” nigdzie nie znalazłem, chociaż grzebałem we wszystkich możliwych słownikach. W epoce tatarskiego panowania na Rusi funkcjonowało całe mnóstwo takich zapożyczeń, które potem stopniowo wychodziły z użycia. Niektóre zniknęły bez śladu, również te z języków ludów tureckich. Zresztą nieważne, sens i tak jest jasny. Podobnie jak nasze zadanie. Ująłbym to następująco…

Archiwista spojrzał w okno i ze zdumienia zamrugał oczami, jakby dopiero teraz zauważył, że na dworze już od dawna jest ciemno. Zaraz jednak zapomniał o dziwach natury i odwrócił się do rozmówcy.

– Powinniśmy określić choćby w przybliżeniu, z dokładnością do stu metrów, miejsce, które opisuje von Dorn. To wszystko.

– To wszystko? – powtórzył ironicznie Nicholas, któremu to zadanie wcale nie wydało się takie błahe. – A zresztą co nam da „dokładność do stu metrów”? Toż to cały hektar!

– I co z tego? Jeżeli będziemy mieli przekonujące argumenty, można włączyć do naszego przedsięwzięcia wszelkie możliwe instytucje. Chętni będą się do nas ustawiać w kolejce! Gdzie można, rozkopiemy, gdzie nie można, będziemy wiercić, pobierzemy próbki gruntu. Przecież nie na Kremlu, pod prezydenckim tyłkiem, tylko poza granicami Sadowego Kolca! To zupełnie co innego.

– Skąd pewność, że właśnie tam?

Maksim Eduardowicz z miną cierpiętnika przewrócił oczyma, co nie było zbyt uprzejme z jego strony, i wyjaśnił cudzoziemskiemu ignorantowi:

– Sadowe Kolco powtarza zarysy Skorodomu. To inna nazwa Ziemnego Miasta, które wytyczało granice siedemnastowiecznej Moskwy.

– O Ziemnym Mieście słyszałem – bąknął zawstydzony Nicholas. – Po prostu nie wiedziałem, że nazywało się również Skorodomem. Trochę dziwne…

– Nazwa wzięła się stąd, że za murami miejskimi domy budowano byle jak, aby szybciej, bo i tak spalą je krymscy Tatarzy czy jacyś inni Nogajowie. O, niech pan patrzy…

Obaj historycy pochylili się nad szczegółową mapą dawnej Moskwy, sporządzoną przez sprytnego Maksima Eduardowicza na podstawie planu holenderskiego z 1663 roku, schematu autorstwa szwedzkiego dyplomaty Palmerstona z roku 1675 i szkiców Prikazu Spraw Tajnych.

– Widzi pan zarys wału ziemnego i baszt? W niektórych są bramy, w innych nie. Kolejność poszukiwań powinna być następująca. Najpierw ustalamy, o jakiej bramie w tekście mowa…

Nicholas zdziwił się.

– Przepraszam, ale czyż to nie oczywiste? Przecież napisano tam wyraźnie: Kamienna Brama. Jest nawet nazwa prowadzącej od niej ulicy – Czarna Słoboda.

– O bramach jeszcze pomówimy – rzekł sucho Bołotnikow, z trudem ukrywając rozdrażnienie. – Co do ulicy, muszę pana rozczarować. Pokazał mi pan przekład dokumentu na język współczesny i od razu zwróciłem uwagę na pewien istotny błąd: pan wedle własnego uznania wstawił tam duże litery, których w oryginale, naturalnie, nie ma, ponieważ w tamtych czasach nie weszły jeszcze w użycie. Dlatego zwyczajne określenie ulicy zamieniło się u pana w nazwę. Żadna Czarna Słoboda nie istniała, autor po prostu miał na myśli jedną z czarnych słobód, których w owej epoce wokół Skorodomu było co najmniej półtora dziesiątka. Dzisiaj nie wiemy, ile dokładnie, gdyż nie wszystkie księgi spisowe z tego okresu się zachowały. Czarne słobody to osady, w których mieszkali ludzie służebni, płacący podatki – rzemieślnicy, oracze, drobni kupcy.

Ta wiadomość wprawiła Nicholasa w pomieszanie. Widział na schemacie moskiewskiego metra stację Nowosłobodzka i w głębi duszy piastował nadzieję, że i tajemnicza Czarnosłobodzka znajduje się gdzieś w pobliżu. W tej samej chwili zrodził się w głowie magistra nowy, jeszcze smutniejszy domysł.

– Chwileczkę – rzekł ponuro – ale przecież w takim razie i brama mogła być nie Kamienna, lecz po prostu kamienna. Ile, mówił pan, było bram w Skorodomie?

– W różnych okresach różnie bywało. W latach siedemdziesiątych siedemnastego stulecia – dwanaście głównych, ale mogły istnieć mniejsze przejścia w niektórych innych basztach.

– I wszystkie bramy były kamienne. – Fandorin wyraźnie upadł na duchu.

Bołotnikow spojrzał na niego z dziwnym uśmiechem i po dłuższej pauzie obwieścił tryumfalnie:

– A właśnie, że nie! Kamienne bramy były tylko dwie – kałuska i sierpuchowska, powstałe pod koniec panowania Michała Fiodorowicza. Inne baszty bramne wzniesiono z budulca drewnianego. Musimy ustalić, która z tych dwóch bram jest nasza, odtworzyć zarys czarnej słobody, odmierzyć na jej głównej ulicy dwieście trzydzieści sążni, czyli czterysta dziewięćdziesiąt metrów, od rogatki, i już będziemy wiedzieli, gdzie mniej więcej stał dom, o który nam chodzi. Potem popracuję trochę w moskiewskim archiwum miejskim i zbadam historię tego kawałka ziemi – jakie tam stały zabudowania i kiedy, co się z nimi stało. A nuż uda mi się znaleźć jakieś dane dotyczące siedemnastego wieku – o domu na „solidnej” (czyli z pewnością kamiennej, skoro niestraszny jej pożar) podbudowie. A nawet jeśli takich informacji nie zdołam odszukać, strefa poszukiwań i tak będzie dokładnie wytyczona.

– Ależ to bardzo proste! – ucieszył się w pierwszej chwili Fandorin, zaraz jednak skorygował tę spontaniczną reakcję. – Chwileczkę, chwileczkę, ale wychodzi na to, że swoje poszukiwania może pan doprowadzić do końca i beze mnie. Wytyczy pan teren, zwróci się do władz miejskich i otrzyma od nich wszelką pomoc.

Archiwista skrzywił się i obrzucił ponurym spojrzeniem starannie nakreślony plan dawnej Moskwy.

– Niby proste, ale nie całkiem. Trzeba się będzie przy tym jeszcze nieźle nabiedzić. A więc tak. – Odgiął duży palec. – Co do bramy, nie ma stuprocentowej pewności. Tak, sierpuchowska i kałuska były zbudowane z kamienia, ale żadnych informacji o tym, że za nimi znajdowały się czarne słobody, nie znalazłem. A co, jeśli jakaś inna brama została wzniesiona częściowo z kamienia, częściowo z drewna, pański przodek zaś ją właśnie miał na myśli? Następnie niepokoi mnie ten dziwny genealogiczny szyfr… Co to za bzdura z tymi oknami, których było „tyle, ile córek miał nasz przodek Hugo Mocny”? Brednie! Bez względu na liczbę córek waszego cholernego przodka, nie jest to żadna wskazówka, która by pozwoliła wyróżnić ten dom spośród innych.

– Właśnie że jak najbardziej – oświadczył Fandorin. – Hugo von Dorn miał trzynaście córek.

Bołotnikowa dosłownie wparło w fotel.

– Trzynaście? – powtórzył ochrypłym nagle głosem. – Ależ… Ależ to bardzo istotny szczegół! – Zerwał się, podbiegł do okna, zawrócił. – Wprost niesłychane! Nigdy jeszcze się z czymś podobnym nie spotkałem! Diabelski tuzin – to pachnie herezją. Bardzo możliwe, że znajdziemy wyraźną wzmiankę o tak niezwykłym domu! Wie pan co, Fandorin, podzielmy zakres naszego działania. Ja skoncentruję się na kwerendzie w archiwum i będę szukał czarnosłobodzkiego domu na kamiennych fundamentach i z trzynastoma oknami od frontu, a pan zajmie się bramą. Oprócz dwóch wymienionych rogatek wytypowałem jeszcze dwie – pokrowską i srietieńską. Nie wiadomo, czy stały na kamiennych podmurówkach, ale za to wszystkie inne szczegóły się zgadzają. Za rogatką pokrowską Ziemnego Miasta leżała Basmanna Słoboda, którą można było również nazwać czarną – część jej mieszkańców stanowili ludzie służebni. To po pierwsze. Po drugie, w pobliżu tej bramy znajdowała się Niemiecka Słoboda, gdzie prawie na pewno miał kwaterę kapitan muszkieterów. I po trzecie: prowadziła stamtąd droga na Prieobrażenskoje – czyli ma pan książęcy (a ściślej, wielkoksiążęcy) dwór.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)