Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 96
Перейти на страницу:

– Dobrze, dobrze. Wszystko panu opowiem, od samego początku… Oczywiście, ma pan rację: kiedy przed trzema laty wpadł mi w ręce fragment pisma znaleziony w Kromiesznikach, ogromnie się zainteresowałem tym znaleziskiem. Wzmianka o Matematyce Zamoleusa, księdze ze spisu Dabiełowa, o której nie wspominają żadne inne źródła, w zestawieniu ze słowami: „Tak znajdziesz Liberię Iwana”, wstrząsnęła mną. Przez tydzień nie mogłem jeść ani spać! Zresztą pan, jako historyk, z pewnością to rozumie… Ale chodzi o to, że uznałem to zdarzenie za palec losu, jakiś mistyczny przypadek!… Zaraz panu wszystko wyjaśnię! Przepraszam, jestem zdenerwowany, dlatego mówię trochę chaotycznie. Rzecz w tym, że akurat w tamtym czasie po raz kolejny zapanowała u nas „gorączka Liberii”. Dziennikarze znowu odgrzebali tę starą historię, znaleźli się entuzjaści, którzy zdołali zebrać jakieś prywatne fundusze, powołali nawet komisję pod patronatem władz miejskich. Mnie poproszono tam jako konsultanta. Co za przypadek, prawda? To znaczy, nie ma w tym nic niezwykłego, że właśnie ja zostałem wybrany, muszę stwierdzić bez fałszywej skromności, że jestem najlepszym specjalistą od dokumentów archiwalnych i książek z tamtej epoki. To, że intrygująca połówka pisma trafiła właśnie do mnie, do działu opracowań, to również zupełnie naturalna kolej rzeczy. Zadziwiająca jednak wydała mi się zbieżność tych wydarzeń w czasie! Widzi pan, na krótko przedtem, znużony dyletanckim zapałem poszukiwaczy Liberii, wygłosiłem na posiedzeniu komisji wykład, w którym rozbiłem w proch i pył przekonanie, że biblioteka Iwana Groźnego w ogóle istniała. Dowiodłem przekonująco, że jej nie ma i nigdy nie było. I wtedy nagle bomba! Wpada mi w ręce ważkie świadectwo, że Liberia istniała i została ukryta gdzieś w Moskwie. Czy to nie dziwne? Przecież to wygląda na jakiś boski zamysł!

Relacja Bołotnikowa brzmiała wysoce prawdopodobnie, jednakże od razu zrodziło się pytanie:

– A dlaczego nie powiadomił pan o swoim odkryciu komisji?

Bołotnikow zająknął się.

– Tej bandy zwariowanych entuzjastów i pazernych nieuków? Nie, nie chciałem mieć z nimi nic do czynienia. Ja… Co tu kryć, dostrzegłem w tym dla siebie szansę. Wielką szansę, o jakiej marzy każdy historyk. Żeby dokonać odkrycia, które przetrwa wieki. – Spojrzenie archiwisty zapłonęło gorączkowym blaskiem. – Dowieść, że biblioteka Iwana Groźnego istniała! Na podstawie konkretnych, niezbitych dowodów! Obalić opinię Biełokurowa, Zabielina i wszystkich innych szacownych uczonych! Ale to wymagało czasu – dużo czasu i dużo pracy. Trzeba było skonstruować przekonującą teorię. I udało mi się to!

Podniecony Maksim Eduardowicz nachylił się do przodu. Nie był już blady i spięty, lecz przeciwnie – zaczerwieniony, gestykulował z ożywieniem, zapomniawszy o obstawie za oknem.

– Postawiłem na Artamona Matfiejewa. Wydawało się to absolutnie jasne. Bibliofil, zaufany powiernik Aleksego Michajłowicza, znający wszystkie dworskie tajemnice. Kto, jak nie on, mógłby wiedzieć, gdzie został ukryty księgozbiór? W 1676 roku, przeczuwając zbliżającą się nieuchronnie niełaskę i zesłanie, musiał przenieść Liberię w jakieś sobie tylko znane miejsce. A w roku 1682, kiedy po śmierci Fiodora Aleksiejewicza bojar został na powrót wezwany do stolicy, nie zdążył dotrzeć do bibliotecznej kryjówki, gdyż w trzy dni po przybyciu zginął z rąk zbuntowanych strzelców. Wszystko idealnie się zgadzało. Poszukiwanie dowodów potwierdzających tę wersję stało się głównym celem mojego życia. Lub obsesją, jeśli pan woli. Do cholery ze Stanfordem, nie ruszyłbym się z Moskwy za wszystkie skarby Fort Knox! – Bołotnikow parsknął krótkim śmiechem. – Odnalazłem trzy nieznane wcześniej autografy bojara, zostałem za to wyróżniony małym złotym medalem Towarzystwa Historyczno-Archiwistycznego, ale miałem gdzieś wszystkie medale – musiałem porównać charaktery pisma. Niestety, były różne! Wpadłem w rozpacz. Jasna sprawa, że dokument wyszedł spod ręki kogoś spośród najbliższych bojarowi ludzi, którzy przebywali wraz z nim w Kromiesznikach tuż przed zdjęciem z Matfiejewa opały. Ale „ktoś spośród najbliższych bojarowi ludzi” to jeszcze nie żaden dowód – dla podbudowania mojej hipotezy potrzebne mi było nazwisko. Niestety, wiarygodnych informacji o tym, kto znajdował się w owym czasie w najbliższym otoczeniu Artamona Siergiejewicza, nie udało mi się znaleźć, choć nieźle się naszukałem. Zamierzałem już dać za wygraną i opublikować tylko to, co potrafiłem wyjaśnić. I tak byłaby to sensacja, chociaż nie na taką skalę, o jakiej marzyłem. I oto nagle w londyńskim periodyku ukazuje się pański artykuł!

Oczy archiwisty płonęły świętym ogniem – to uczucie obłędnego tryumfu pierwszego odkrywcy było dobrze znane Nicholasowi. Magister mimo woli zaraził się podnieceniem Bołotnikowa. Tajemnice Czasu to silny narkotyk. Ten, kto go zakosztował, pozostaje naznaczony już na zawsze piętnem szaleństwa.

– Nazwisko autora pisma zostało ustalone! To kapitan muszkieterów von Dorn, o którym wiadomo, że służył u Artamona Siergiejewicza i z pewnością był wtajemniczony w jego sekrety. Mało tego: istnienie drugiej części dokumentu stwarzało szansę, o jakiej nie śmiałem nawet marzyć. – Maksim Eduardowicz szeroko otworzył oczy i przeszedł na szept: – Odnaleźć Liberię! Furda Matfiejew, furda moje dowody! Odnaleźć samą Bibliotekę – bez względu na to, w jakim stanie się znajduje. Niechby była na wpół zgniła, zjedzona przez pleśń – wszystko jedno! A może zachowała się – przynajmniej częściowo – w dobrym stanie? Przecież Matfiejew znał się na rzeczy i opuszczając Moskwę na Bóg wie jak długo, może na zawsze, z pewnością nie ukryłby bezcennych rękopisów w miejscu narażonym na wilgoć. Wyobraża pan sobie, co by to było za odkrycie? – Maksim Eduardowicz aż się zatchnął z przejęcia.

Nicholas powiedział sobie: nie wolno ulec tej gorączce poszukiwaczy skarbów. Nie chodzi teraz o odkrycie historyczne, lecz o sprawy o wiele mniej wyrafinowane – podstęp, nikczemność, zabójstwo.

– Rozumiem – rzekł chłodno. – Zwabił mnie pan do Moskwy i poprosił o pomoc Siwego?

„Najprawdopodobniej archiwista jest w kontakcie nie z samym magnatem biznesu, lecz z którymś z jego ludzi – pomyślał. – Co nie zmienia istoty rzeczy”.

– Ile wynosi pańska pensja? – zapytał rzeczowo.

– Co takiego? – zmieszał się archiwista. – Ma pan na myśli moje miesięczne wynagrodzenie? Chyba trzysta dziewięćdziesiąt tysięcy. A może dwieście dziewięćdziesiąt? Nie pamiętam dokładnie… A dlaczego pan pyta?

– I w tej sytuacji stać pana na ubieranie się w drogich magazynach, kupno nowego mieszkania i sportowego samochodu?

Bołotnikow zmienił się na twarzy. Aha! To był celny strzał!

– A więc to pan zasypał mnie przed Wierszyninem! No oczywiście, któż by inny! Dlatego tak mnie podpuszczał. Wezwał do siebie i powiada: „Eureka. Maksimie Eduardowiczu! Wiem, skąd weźmiemy fundusze. Nie taki ze mnie niedojda, za jakiego mnie uważacie. Będziemy przyjmować zlecenia od zagranicznych klientów za dobre pieniążki, i to w dewizach! Ot co”. I o mało do mnie nie mruga! A dzień wcześniej był u niego pan. Nakablował pan na mnie? Skąd pan wiedział, że dorabiam prywatnymi zleceniami?

– A więc przyjmuje pan zlecenia? – spytał zaskoczony Fandorin.

– Od dawna. Inaczej za co bym żył? Za tych dwieście dziewięćdziesiąt tysięcy? Oczywiście, zlecenia zabierały mi sporo czasu i opóźniały pracę badawczą, ale nie jestem mnichem ani ascetą. Historia historią, a żyć też trzeba. Jestem wybitnym specjalistą i moje usługi drogo kosztują.

Nicholas zasępił się. Ta nieoczekiwana wiadomość obracała wniwecz całą misternie skonstruowaną wersję, zakładającą powiązania archiwisty z bandytami.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)