Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Skrzynia na złoto». Краткое содержание книги:

Założyciel rodu Fandorinów, Cornelius van Dorn, przybył do kraju Moskwitów w XVIII wieku i odnalazł bezcenną bibliotekę Iwana Groźnego. Trzysta lat później jego angielski potomek, sir Nicholas, pojawia się w Rosji, by szukać spadku po przodkach. Ścigany przez mafię i wciąż wpadający w tarapaty, trafia na ślad skarbu Cornelisua, ale to, co znajduje w tatarskiej skrzyni, całkowicie go zaskakuje…
Pomysłowe połączenie kryminału retro i współczesnej powieści sensacyjnej w „klasycznym” klimacie powieści Conan Doyle’a i Agaty Christie, czyli po prostu – nowy Akunin!
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 96
Перейти на страницу:

Bołotnikow zasępił się.

– Ajajaj, do dupy, Fandorin, coś tu jest nie tak. W tekście stoi jak byk: „Zobaczysz wąską kamienną płytę”, a ta to kwadrat. I w dodatku tak ciężka, że we dwóch nie da się jej ruszyć z miejsca, więc jak synek Mikita miałby sobie poradzić sam? No dobra, trzeba ją podważyć.

Przykucnęli obok siebie, potrącając się w ciasnocie, i zaczęli usuwać spoinę między płytami. Nicholas krzywił się przy koszmarnym zgrzycie łomu o kamień, jego serce zaś ściskało się ze strachu – a co, jeśli to naprawdę pomyłka?

– Wystarczy – zdecydował Maksim Eduardowicz. – Podważymy obaj równocześnie, z całej siły. A nuż się uda? Na trzy-cztery.

Fandorin zaparł się nogą o skraj wyłamanej w deskach dziury, uchwycił oburącz łom i na komendę szarpnął trzonek do góry.

Płyta stanęła sztorcem, poddając się tak łatwo, że zaskoczony Bołotnikow z trudem ustał na nogach.

– Aha, więc o to chodziło! – Magister, przytrzymując płytę, wskazał na jej krawędź. – Grubości ma nie więcej niż trzy cale.

Bołotnikow, zasapany, odepchnął kolegę, chwycił płytę (jak się okazało, wcale nie taką ciężką) i odrzucił ją na bok. Kiedy uderzyła o leżący łom, pękła na dwoje.

– Dlaczego?… – wykrzyknął Nicholas. – Przecież w tym domu powstanie kiedyś muzeum!

Maksim Eduardowicz bez słowa opadł na czworaki i zaczął ręką wygrzebywać z niewielkiego zagłębienia zmieszane z pyłem okruchy.

– Niech pan tu poświeci! – wychrypiał. – No, prędzej! Pośrodku coś jest. No, niechże pan świeci! Mówię, że coś namacałem!

Fandorin skierował światło latarki w głąb ciemnego kwadratu i wyciągnął szyję, żeby tam zajrzeć, ale archiwista, z twarzą przy samej podłodze, całkowicie zasłaniał otwór.

– I co to jest?

– Zagłębienie, a w nim klamra – stłumionym głosem odparł Bołotnikow. – Na takich dawniej przymocowywano pierścienie do zamykania drzwi.

Aneks

Niepoprawny politycznie limeryk, który dopomógł Fandorinowi oczyścić z gruzu i śmieci piwnicę domu numer 15, w nocy, 3 lipca.

Lida, choć bardzo kochliwa, O zdrowie niezwykle troskliwa Dla komfortu swej psychiki Różne stosowała triki, By nie złapać syfa lub HIV-a.

Rozdział czternasty

A jednak anioł. „Oszukałem pana”. Skutki picia do dna.

Lewa ręka kapitana von Dorna. Byle tylko zdążyć.

Chwycili Corneliusa mocno za ręce, a mężczyzna, który krzątał się przy ogniu, odwrócił się. Miał niskie czoło, wielkie włochate nozdrza i grubą szyję, szerszą niż głowa. Obejrzał skazańca od stóp do głów, chrząknął, zasapał i podszedł bliżej.

Oprawca! Już za chwilę zacznie się znęcać nad ciałem nieszczęsnego rycerza von Dorna.

– Wszystko powiem – wyszeptały bezdźwięcznie zbielałe wargi kapitana. – Przysięgam…

Opowiedzieć o Liberii. Cokolwiek, byleby odroczyć katowskie męki! Niech wieszają na haku, ale jeszcze nie teraz, później!

– Nie muszę wysłuchiwać zeznań takich złoczyńców – oznajmił diak. – Nie zapisuj, Griszka. Ze strachu przed męczeńską śmiercią wygadują, co im ślina na język przyniesie, nie warto dawać wiary tym kłamcom. Bierz się do roboty, Siłantij, nie marudź. Niedługo pora wieczerzać.

Cornelius już miał wykrzyknąć słowa, które każą diakowi nastawić uszu: „Wiem, gdzie jest carski skarb!”, ale oprawca trzepnął go w usta, żeby milczał. Niby uderzył całkiem lekko, von Dorn jednak od razu poczuł słony smak krwi.

– Niczego sobie kaftan, szkoda, że taki krótki – mruknął pod nosem Siłantij i krzyknął na Corneliusa, który szarpał się zaskoczony, jak na konia: – Ej, prrr!

Ujął von Dorna za ramiona, machnął strażnikom, żeby się odsunęli na bok, i bez trudu wytrząsnął przestępcę z kaftana. Odłożył zdobycz, po czym w ten sam sposób zdjął z kapitana włóczkowy bezrękawnik. Koszulę z westchnieniem żalu rozdarł do pępka, zahaczywszy ją palcem przy szyi. Podręczni w mig zerwali strzępy z Corneliusa, któremu od razu dreszcz przebiegł po nagim torsie.

– To nic – mrugnął kat – zaraz się rozgrzejesz, a potem ochłodzisz.

Lepsza szybka śmierć niż męki, zdecydował kapitan, i korzystając z tego, że nogi ma wolne, kopnął oprawcę w pachwinę. Teraz tylko się wyrwać, chwycić rozpalone w ogniu największe szczypce i najpierw wyrżnąć nimi podłego diaka po łbie, następnie przyłożyć oprawcy Siłantijowi, a potem niech się dzieje, co chce. Przybiegnie straż i zarąbie go szablami, ale lepsze już to niż tortury.

Planu nie udało się jednak wprowadzić w życie. Kat po kopniaku, który każdego zgiąłby wpół, tylko jęknął, ale nawet nie drgnął, a dozorcy więzienni, co nie takie tu rzeczy widzieli, sprawnie obezwładnili muszkietera.

– Naciągnę cię za to, jak się patrzy, gnido – rzucił pod adresem kapitana niezrozumiałą groźbę Siłantij, a na razie szturchnął więźnia palcem w dołek. Corneliusowi zaparło dech z bólu i kolana się pod nim ugięły.

Skrępowali mu nogi rzemieniem, żeby się nie szarpał, i powlekli do belki. Zaraz powieszą go za przeguby wykręconych do tyłu rąk, podciągną aż pod sufit, wyrwą je ze stawów barkowych, a potem zaczną go okładać knutem i przypalać żelazem.

Diak nagle wstał zza stołu i zdjął czapkę. Zerwał się też z miejsca młodziutki pisarczyk.

Do katowni weszło dwóch ludzi: kremlowski goniec w czerwonym dworskim kaftanie, a za nim jeszcze ktoś, kogo Cornelius nie mógł dojrzeć w półmroku, słyszał tylko, jak u boku przybysza podzwania szabla.

– Rozporządzenie carskiego zaufanego, bojara Artamona Siergiejewicza Matfiejewa – oznajmił sługa, po czym rozwinął i przeczytał pismo: – „Strażnik wielkiej cesarskiej pieczęci nakazuje Niemca w moskiewskiej służbie, Kornieja Fondorina, niezwłocznie z Łotrowskiego Prikazu uwolnić, jako że jest niewinny, o czym bojarowi wiadomo. Jeżeli zaś ktoś skrzywdził lub obraził kapitana Fondorina, niech ten na niego wskaże, a krzywdziciel zostanie zakuty w kajdany i bezlitośnie wychłostany knutem do półsetki razów”.

Teraz i drugi mężczyzna wyszedł z cienia. W srebrzystym kaftanie, spiczastej sobolowej czapie, czarny na twarzy.

– Iwan… Iwan Artamonowicz! – załkał von Dorn, jeszcze nie do końca uwierzywszy w ten cud.

– Słyszałeś bojarskie rozporządzenie? – surowo zwrócił się Murzyn do diaka. – Każ mu rozwiązać ręce. A może chcesz zakosztować knuta?

Urzędnik, i tak blady, zrobił się biały jak kreda.

– Nie wiedziałem, nic nie wiedziałem… – wyszeptał. – Nie mówił, kim jest… O Boże, gdybym wiedział, czybym… – zająknął się, po czym krzyknął: – Rozwiążcie go, łajdaki! I przynieście odzienie, słyszycie, przynieście odzienie jego miłości!

Zaufany Matfiejewa podszedł do Corneliusa, obejrzał go nachmurzony i obmacał silnymi, szorstkimi palcami jego żebra.

– Jesteś cały? Nie zdążyli ci połamać kości? Zdolnyś aby do służby?

– Zdolny, Iwanie Artamonowiczu – zapewnił von Dorn, wkładając wełniany serdak. Podartą koszulą wzgardził. – Ale mało brakowało, żebym nie mógł dłużej służyć. Z powodu ciężkiego okaleczenia.

Murzyn zerknął na belkę, na ogień.

– No to czekam na ciebie na dworze. Powietrze tu ciężkie. Tylko nie marudź, Korniej. Obowiązki czekają.

Wyszedł.

Cornelius roztarł odrętwiałe przeguby. A więc wystarczyły słowa: „Jest niewinny, o czym bojarowi wiadomo”. Tylko tyle. No cóż, rosyjskie prawodawstwo zdecydowanie ma swoje zalety.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)