Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 197
Перейти на страницу:

— To... to nie może być dzieło Czarnego — stwierdził Aram i wzdrygnął się. Nikt nigdy nie widział normalnej burzy o takim przebiegu. — To znaczy, że pogoda się zmienia, prawda, lordzie Perrinie? Że pogoda znowu będzie taka jak należy?

Perrin otworzył usta, chcąc powiedzieć, że ma go tak nie tytułować, ale zamknął je z westchnieniem:

— Nie wiem — odparł. Jak to powiedział Gaul? — Wszystko się zmienia, Aram. — Po prostu nigdy nie przyszło mu do głowy, że sam też będzie musiał się zmienić.

11

Pytania i przysięga

W ogromnej stajni unosił się zapach starego siana i końskiego nawozu, a także krwi i spalonego mięsa. Powietrze zdawało się gęste, bo wszystkie drzwi były pozamykane. Dwie latarnie dawały niewiele światła i prawie całe wnętrze wypełniały cienie. Konie w długich szeregach przegród rżały nerwowo. Mężczyzna powieszony za nadgarstki pod belką sklepienia jęknął przeciągle, po czym chrapliwie odkaszlnął. Głowa opadła na jego pierś. Był wysoki, dobrze zbudowany, ale też sterany wiekiem.

Naraz Sevanna spostrzegła, że klatka piersiowa mężczyzny już się nie porusza. Pierścienie z kamieniami na jej palcach błysnęły zielenią i czerwienią, kiedy zrobiła gwałtowny gest w stronę Rhiale.

Kobieta o ognistorudych włosach brutalnie zadarła twarz mężczyzny i odsunęła kciukiem jedną z powiek, po czym przycisnęła ucho do jego piersi, nie zważając na to, że drzazgi, którymi naszpikowały jego ciało, jeszcze się tlą. Wyprostowała się, wydając odgłos znamionujący obrzydzenie.

— Nie żyje. A trzeba go było oddać Pannom, Sevanno, albo Czarnym Oczom. Nie mam wątpliwości, że zabiła go nasza ignorancja.

Sevanna zacisnęła usta i poprawiła szal, poszczękując bransoletami. Oplatały jej ręce od przegubów aż po łokcie, niczym dwie masywne bryły złota, kości słoniowej i kamieni, a jednak gdyby tylko to było możliwe, za każdym razem wkładałaby wszystkie, jakie posiada. Żadna z pozostałych kobiet nie odezwała się ani słowem. Wprawdzie Mądre z zasady nie zajmowały się przesłuchiwaniem jeńców, ale Rhiale wiedziała, dlaczego musiały to zrobić. Zmarły był jedynym ocalałym z dziesięciu mężczyzn, którym się wydawało, że pokonają dwadzieścia Panien tylko dlatego, że dosiadają koni, a także pierwszym Seanchanem pojmanym w ciągu dziesięciu dni od czasu ich przybycia do tego kraju.

— Żyłby, gdyby aż tak bardzo nie walczył z bólem, Rhiale — stwierdziła Someryn, kręcąc głową. — Był silnym mężczyzną, jak na mieszkańca mokradeł, ale nie umiał pogodzić się z bólem. A zresztą sporo powiedział.

Sevanna zerknęła na nią z ukosa, próbując wypatrzyć ukryty sarkazm. Someryn, wysoka jak większość mężczyzn, nosiła więcej bransolet i naszyjników niż inne obecne tutaj kobiety, z wyjątkiem samej Sevanny, całe pokłady ogników i szmaragdów, rubinów i szafirów, niemal całkiem skrywając nimi nazbyt obfite łono, które w przeciwnym razie byłoby do połowy obnażone, jako że bluzkę miała rozpiętą prawie do samej spódnicy. Szal, zawiązany w pasie, niczego nie ukrywał. Czasami Sevanna miała kłopoty ze stwierdzeniem, czy Someryn ją naśladuje, czy raczej z nią współzawodniczy.

— Dużo? — wykrzyknęła Meira. Trzymana w ręku latarnia oświetlała jej pociągłą twarz, jeszcze bardziej ponurą niż zazwyczaj, co zdawało się prawie niemożliwe. Meira potrafiła znaleźć ciemną stronę słońca świecącego w samym środku dnia. — Że na przykład ci ludzie są dwa dni na zachód stąd, w mieście zwanym Amadorem? Przecież wiedziałyśmy już o tym. Opowiedział nam same bzdury. Artur Hawkwing! Ba! Panny powinny go były wziąć i zrobić z nim, co trzeba.

— Chciałyście... ryzykować, że ktoś dowie się zbyt wiele i zbyt wcześnie? — Sevanna zagryzła wargę z irytacją. Omal w tym momencie nie dodała „wy idiotki”. Już zbyt wielu ludzi, w tym również Mądre, wiedziało zbyt wiele, jej zdaniem, ale nie mogła ryzykować i obrażać tych kobiet. Ależ ta świadomość ją irytowała! — Ludzie się boją. — Przynajmniej nie musiała skrywać swej pogardy, kiedy to mówiła. A szokowało ją, czy wręcz rozwścieczało nie to, że oni się bali, tylko to, jak niewielu starało się ukryć ten fakt. — Czarne Oczy, Kamienne Psy, czy nawet Panny rozpowiedzieliby to wszystko, co on zdradził. Wiecie, że tak by było! Jego kłamstwa zasiałyby jeszcze więcej strachu. — To musiały być kłamstwa. Morze w wyobraźni Sevanny wyglądało dokładnie tak samo jak jeziora, które widziała na mokradłach, tyle że nie dawało się dojrzeć jego przeciwległego brzegu. Gdyby rzeczywiście nadciągały kolejne setki tysięcy pobratymców zmarłego mężczyzny, to w takim razie inni jeńcy, których przesłuchiwała, wiedzieliby o tym. A wszak żaden jeniec nie był przesłuchiwany bez jej udziału.

Tion podniosła drugą latarnię i przyjrzała się jej bez zmrużenia szarymi oczyma. Prawie o głowę niższa od Someryn, była i tak wyższa od Sevanny. I prawie dwakroć tęższa. Jej krągła twarz zazwyczaj była pogodna, ale określenie w ten sposób jej usposobienia stanowiłoby poważny błąd.

— Mają prawo się bać — orzekła kamiennym głosem. — Ja sama się boję i wcale się tego nie wstydzę. Seanchanie są liczni, nawet jeśli jest ich tylko tylu, ilu wzięło Amador, a nas jeno garstka. Ty masz przy sobie swój szczep, Sevanno, a gdzie jest mój szczep? Twój przyjaciel z mokradeł Caddar i jego oswojona Aes Sedai przerzucili nas przez dziury w powietrzu, bo chcieli naszej śmierci. I gdzie jest reszta Shaido?

W tym momencie obok Tion stanęła Rhiale, z butnym wyrazem twarzy, i zaraz potem przyłączyła się do nich Alarys, która nawet teraz bawiła się swoimi czarnymi włosami. Może po to, by wszyscy je podziwiali, a może chciała uniknąć wzroku Sevanny. Po chwili do tej gromadki dobiła jeszcze zachmurzona Meira, a zaraz po niej Modarra. Modarra zasługiwałaby na miano szczupłej, gdyby nie była jeszcze wyższa od Someryn; tym sposobem w najlepszym razie można ją było nazwać chudą. Sevanna myślała dotąd, że trzyma Modarrę w garści tak pewnie, jak nosi dowolny z pierścieni na swoich palcach. Tak pewnie, jak... Someryn spojrzała na nią, westchnęła, popatrzyła na tamte i podeszła do nich powolnym krokiem.

Sevanna stała teraz całkiem osamotniona na skraju światła rzucanego przez latarnię. Spośród wszystkich kobiet związanych z nią morderstwem Desaine tym ufała najbardziej. Co oczywiście wcale nie znaczyło, by którejś ufała szczególnie mocno. A jednak co do Someryn i Modarry była pewna, że należą do niej tak, jakby złożyły przysięgę wody, że zawsze pójdą tam, gdzie ona poprowadzi. A tymczasem miały czelność patrzeć na nią oskarżycielskim wzrokiem. Nawet Alarys oderwała wzrok od swych włosów.

Sevanna wytrzymała te spojrzenia z chłodnym uśmiechem, który przypominał drwinę. Doszła jednak do wniosku, że to nie pora, by przypominać im o zbrodni, która połączyła ich losy. Tym razem nie obleje ich tym samym kubłem zimnej wody co zawsze.

— Przewidziałam, że Caddar być może spróbuje nas zdradzić — powiedziała zamiast tego. Rhiale wytrzeszczyła niebieskie oczy, słysząc takie oświadczenie, a Tion aż otwarła usta. Sevanna mówiła dalej, nie pozwalając, by któraś jej przerwała: — Wolałybyście pozostać na Sztylecie Zabójcy Rodu i dać się tam zabić? Pozwolić, by cztery klany, których Mądre potrafią robić dziury w powietrzu bez pomocy szkatułek podróżnych, polowały na was jak na zwierzęta? Wszak znajdujemy się w samym sercu spolegliwej i bogatej krainy, bogatszej nawet niźli ziemie zabójców drzew. Popatrzcie, ile zdobyliśmy w ciągu zaledwie dziesięciu dni. Czy zdobylibyśmy więcej w którymś z miast mieszkańców mokradeł? Boicie się Seanchan, bo jest ich tak wielu? To przypomnijcie sobie, że zgromadziłam przy sobie wszystkie Mądre Shaido, które potrafią przenosić. — Ostatnimi czasy rzadko kiedy pamiętała, że sama nie potrafi przenosić, a zresztą już niebawem ów brak miał zostać wyrównany. — Dysponujemy taką samą siłą, jaką mogą nam przeciwstawić ci mieszkańcy bagien. Nawet jeśli rzeczywiście mają latające jaszczurki. — Prychnęła głośno, by zademonstrować, co ona o tym myśli! Żadna z nich nie widziała dotąd takiego stwora, nie widział ich też żaden ze zwiadowców, ale niemal każdy jeniec dostarczał mnóstwo tego rodzaju niedorzecznych informacji. — Kiedy już znajdziemy pozostałe szczepy, weźmiemy tę krainę w posiadanie. Całą! A Aes Sedai zapłacą nam dziesięciokrotną wartość tego, co są nam dłużne. I znajdziemy też Caddara, będzie umierał, wrzaskiem dopraszając się litości.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)